Akademia Zdrowia 2030: Zdrowie musi stać się priorytetem państwa

Autor:
27 listopada 2013

Polski system opieki zdrowotnej powinien zapewniać społeczeństwu leczenie na europejskim poziomie. Aby tak się stało, potrzebne są głębokie zmiany w prawodawstwie oraz strategii państwa w zakresie ochrony zdrowia.

Muszą być one oparte na założeniach zmieniających perspektywę rządu i państwa – uważa zespół ekspertów Akademii Zdrowia 2030, kierowany przez Wiceprezydenta Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej dr. Andrzeja Mądralę.

W raporcie System Ochrony Zdrowia w Polsce – Diagnoza i Kierunki Reformy jako priorytety wskazano między innymi: poprawę efektywności gospodarowania środkami w ochronie zdrowia i opiece społecznej rozumianych razem, rozszerzenie kompetencji Ministra Zdrowia o zadania z zakresu polityki społecznej oraz zwiększenie roli podstawowej opieki zdrowotnej.

Zmiany są konieczne, bo bez nich system opieki zdrowotnej nie będzie w stanie zapewnić Polakom skutecznej i stojącej na wysokim poziomie opieki medycznej. Jest to szczególnie ważne w kontekście zmian demograficznych oraz starzenia się społeczeństwa – wymaga też wcześniejszego przygotowania rozwiązań usprawniających funkcjonowanie systemu. Dziś pieniądze na leczenie są wydawane nieefektywnie i w dużej mierze przypadkowo.
– Nie można skutecznie leczyć bez precyzyjnie określonych celów: ile, na co i gdzie mają trafiać pieniądze, by leczenie było efektywne. Dziś słyszymy, że pacjenci zostają dłużej w szpitalach, by te mogły dostać więcej pieniędzy z NFZ. To nieracjonalny system, wymagający gruntownych zmian – powiedział Andrzej Mądrala.

Autorzy raportu nakreślili ramy dla zmian systemu ochrony zdrowia przy uwzględnieniu celów strategicznych, wynikających z analizy stanu obecnego oraz wyzwań, przed jakimi stoi społeczeństwo i gospodarka. Spójny, przejrzysty, efektywny i przyjazny dla pacjentów system powinien być zbudowany na zasadach opisanych z perspektyw: ekonomicznej, zdrowia publicznego oraz pacjenta. Ten ostatni bowiem ma dla systemu być podmiotem, wokół którego koncentruje się działalność wszystkich interesariuszy. – Włączenie głosu pacjenta do projektowania nowych rozwiązań, poprzez dialog z organizacjami pacjentów oraz wsparcie ich udziału w projektach badawczych, powinno być stałym elementem partycypacji międzyśrodowiskowej na wszystkich poziomach: lokalnym, regionalnym, krajowym i europejskim – powiedział Tomasz Szelągowski z Federacji Pacjentów Polskich.

Jednym z najważniejszych postulatów zespołu ekspertów Akademii Zdrowia 2030 jest stworzenie Państwowej Agencji Zdrowia. Byłaby ona odpowiedzialna za tworzenie odpowiednich standardów, monitorowanie jakości, ocenę i wycenę technologii medycznych oraz zarządzanie informacją w ochronie zdrowia. Dziś funkcje te pełni wiele odrębnych instytucji – m.in. Agencja Oceny Technologii Medycznych, Centrum Monitorowania Jakości czy też Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia.

– Biurokracja, przerost procedur administracyjnych czy też brak kontaktu pomiędzy instytucjami w wielu przypadkach paraliżuje system. Stworzenie instytucji, która będzie koordynowała wszystkie te działania na pewno usprawni system – uważa Małgorzata Gałązka-Sobotka z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Zdaniem autorów raportu sytuacja dojrzała do tego, by zdrowie w Polsce stało się priorytetem państwa i rządu. Taka zmiana pozwoli na horyzontalne, międzyresortowe postrzeganie zadań ochrony zdrowia. Dlatego też jedną z rekomendacji jest rozszerzenie kompetencji Ministra Zdrowia o zadania z zakresu polityki społecznej i powołanie Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej (MZiOS).

Jako jeden z największych problemów zidentyfikowano ograniczone środki na zdrowie i sposób ich wydatkowania. Autorzy projektu uważają, że pieniądze na leczenie powinny być traktowane jako inwestycja w rozwój państwa, służąca podnoszeniu poziomu zdrowia i komfortu życia obywateli. – W tym celu konieczne jest podniesienie efektywności wykorzystania środków na potrzeby zdrowotne, a także zbudowanie dodatkowego, efektywnego strumienia pieniędzy z ubezpieczeń dodatkowych – uważa ekspert PIU i BCC Dorota M. Fal.

– Korzyści z nowoczesnych terapii są oczywiste, ale innowacja zawsze będzie na straconej pozycji, jeśli będzie oceniana wyłącznie przez pryzmat kosztów – bez uwzględnienia długofalowych korzyści i oszczędności w innych obszarach gospodarki. Niezbędne jest całościowe spojrzenie, w tym uwzględnienie kosztów pośrednich i perspektywy społecznej, a nie tylko budżetowej – powiedział Paweł Sztwiertnia, ekspert Pracodawców RP i dyrektor generalny Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych Infarma.

– Mówiąc o rynku ochrony zdrowia w Polsce, powinniśmy przestać dzielić go na sektor prywatny i publiczny. Należy skupić się na jakości leczenia, jaką oferują polskie placówki medyczne, i na wynikach prowadzonego w nich leczenia. To właśnie te ośrodki powinny być promowane przez system. Wtedy będziemy mieli stuprocentową pewność, że publiczne pieniądze wydawane są efektywnie i rzeczywiście idą za pacjentem – mówi Jarosław Pinkas, reprezentujący Ogólnopolskie Stowarzyszenie Szpitali Prywatnych.

Potencjał finansowy sektora powinny wzmocnić inwestycje prywatne. Jednak, jak zaznacza ekspert ds. gospodarki zdrowotnej Pracodawców RP Robert Mołdach, inwestorzy będą powściągliwi w decydowaniu o kolejnych inwestycjach, jeśli nie zostanie wdrożony przejrzysty system promes inwestycyjnych. – Trudno angażować dziesiątki czy setki milionów złotych, jeśli nie ma gwarancji na to, że po zakończeniu procesu inwestycyjnego i spełnieniu warunków płatnika uzyska się kontrakt – powiedział Mołdach.

Zaproponowana koncepcja zmian w systemie ochrony zdrowia, oparta na pragmatycznych założeniach, wskazuje na potrzebę jednoznacznego zdefiniowania ról i zadań głównych interesariuszy rynku zdrowia. Eksperci Akademii Zdrowia 2030 postulują opracowanie Mapy Potrzeb Zdrowotnych, która będzie podstawą do stworzenia Narodowego Planu Zdrowia – opisującego najważniejsze działania w zakresie ochrony zdrowia na poziomie krajowym. Podstawą do kontraktowania usług medycznych będą natomiast Regionalne Strategie Ochrony Zdrowia, tworzone przez samorządy województw na podstawie Regionalnych Map Potrzeb Zdrowotnych, za które odpowiadałby wojewoda.

– Na poziomie regionów mamy zarówno największe możliwości rozeznania potrzeb zdrowotnych mieszkańców, jak i najlepszą orientację w niedoborach kadr medycznych. Możemy wpływać na racjonalną organizację i struktury placówek ochrony zdrowia. Regionalne Strategie Ochrony Zdrowia powinny być podstawowymi dokumentami planistycznymi, służącymi restrukturyzacji oraz rozwojowi sektora ochrony zdrowia – powiedział wicemarszałek województwa opolskiego Roman Kolek.

Zgodnie z raportem WHO z 2008 roku istotnym elementem proponowanych zmian jest rozszerzenie roli podstawowej opieki zdrowotnej, która stanowi fundamentalne ogniwo systemu. Wymaga to ustawowego podniesienia poziomu finansowania POZ, wprowadzenia minimalnych standardów świadczeń, zwiększenia liczby lekarzy rodzinnych przy jednoczesnym zmniejszeniu liczby podopiecznych przypadających na jednego lekarza oraz ustanowienia stawki kapitacyjnej jako podstawy finansowania.

– POZ stanowi miejsce podstawowego kontaktu jednostki i rodziny z systemem opieki zdrowotnej. Ze względu na jej powszechność i znaczenie, świadczeniami podstawowej opieki zdrowotnej powinien być objęty każdy obywatel Polski – powiedział Prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie Jacek Krajewski. – Konieczne jest rozszerzenie możliwości diagnostyczno-terapeutycznych POZ i zastosowanie opłaty za świadczenie za wykonanie określonych procedur. Procentowy udział Podstawowej Opieki Zdrowotnej w planie finansowym płatnika powinien wynosić co najmniej 20 procent – dodał Krajewski.

Autorzy raportu zwrócili także uwagę na szczególną rolę szpitali klinicznych jako placówek, które łączą leczenie z prowadzeniem badań naukowych oraz kształceniem młodych kadr. Z jednej strony są to podmioty lecznicze i podlegają tym samym regułom co inne szpitale, z drugiej – to miejsca, w których jego kluczowi pracownicy zasiadają we władzach uczelni, czyli właściciela szpitala. Szpitale kliniczne w większości utrzymują się z kontraktów z NFZ, a wspomniane funkcje szpitala – czyli dydaktyka i nauka – realizowane są w ramach tych środków. Sytuacja ta często prowadzi do konfliktu interesów szpitala i uczelni.

– W okresie kryzysu finansowego szpitale i uczelnie stają przed dylematem: efektywność ekonomiczna czy rozwój naukowy. Ponadto pracownicy szpitala, będący konsultantami krajowymi lub wojewódzkimi, tworzą zasady kontraktowania, czyli reguły dla siebie i pozostałych podmiotów leczniczych, konkurujących o te same środki – zwraca uwagę Jarosław Kozera.

W celu uniknięcia wspomnianych konfliktów, które wg autorów mają kluczowe znaczenie dla całego systemu i które szczególnie hamują rozwój nauki, konieczne jest zniesienie odrębności organizacyjnej szpitala i uczelni. Budżet szpitala należy zaś uzależnić dodatkowo od jego aktywności na polu nauki i dydaktyki.

Zespół Akademii Zdrowia 2030 zwrócił też uwagę na jakość prawa tworzonego na rzecz ochrony zdrowia. – Musimy wymagać od rządu, parlamentu oraz przedstawicieli administracji rządowej i samorządowej, by – zwłaszcza w tak wrażliwej dziedzinie, jaką jest zdrowie obywateli – stosowały zasady przyzwoitej legislacji i wytyczne OECD dotyczące procesów konsultacji społecznych – stwierdził Grzegorz Ziemniak z Instytutu Zdrowia i Demokracji.

Prace zespołu ekspertów Akademii Zdrowia 2030 będą kontynuowane. Skupią się na przygotowaniu szczegółowych rozwiązań i zaleceń ich wdrożenia.

Grupa Doradcza Akademia Zdrowia 2030 została powołana z inicjatywy Andrzeja Mądrali, Wiceprezydenta Pracodawców RP, w kwietniu 2013 roku. Impulsem powstania Akademii Zdrowia 2030 była zapowiedź Ministerstwa Zdrowia dotycząca przeprowadzenia zmian i regulacji funkcjonowania rynku w Polsce. Grupę tworzy 16 ekspertów wywodzących się z różnych środowisk i reprezentujących różnorodne doświadczenia i organizacje: świadczeniodawców, szpitale kliniczne, prywatne sieci placówek zdrowia, środowiska pacjentów, lekarzy, menedżerów zdrowia, uczelni, organizacje pozarządowe, instytucje badawcze i doradcze związane z gospodarką zdrowotną.

Założeniem przyświecającym pracom grupy od początku był konsensus co do ponadśrodowiskowego charakteru współpracy i uzgodnieniu pomiędzy wszystkimi uczestnikami konsultacji rozwiązań, priorytetów i rekomendacji kierunków zmian w systemie ochrony zdrowia. Od kwietnia 2013 roku odbyło się kilkadziesiąt sesji i seminariów eksperckich, które pozwoliły wypracować wspólny całościowy dokument, stanowiący podstawę do dalszych prac i dyskusji nad możliwościami oraz warunkami społecznymi, politycznymi i finansowymi, koniecznymi do wdrożenia proponowanych zmian.

„System Ochrony Zdrowia w Polsce – Diagnoza i Kierunki Reformy” to dokument opracowany przez członków zespołu Akademii Zdrowia 2030 – ekspertów związanych z szeroko pojętym rynkiem ochrony zdrowia. Zawiera diagnozę funkcjonowania ochrony zdrowia i rekomendacje kompleksowych zmian. Raport ma być podstawą poważnej debaty o przyszłości systemu ochrony zdrowia w Polsce.
 

Polski system opieki zdrowotnej powinien zapewniać społeczeństwu leczenie na europejskim poziomie. Aby tak się stało, potrzebne są głębokie zmiany w prawodawstwie oraz strategii państwa w zakresie ochrony zdrowia.

Muszą być one oparte na założeniach zmieniających perspektywę rządu i państwa – uważa zespół ekspertów Akademii Zdrowia 2030, kierowany przez Wiceprezydenta Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej dr. Andrzeja Mądralę.

W raporcie System Ochrony Zdrowia w Polsce – Diagnoza i Kierunki Reformy jako priorytety wskazano między innymi: poprawę efektywności gospodarowania środkami w ochronie zdrowia i opiece społecznej rozumianych razem, rozszerzenie kompetencji Ministra Zdrowia o zadania z zakresu polityki społecznej oraz zwiększenie roli podstawowej opieki zdrowotnej.

Zmiany są konieczne, bo bez nich system opieki zdrowotnej nie będzie w stanie zapewnić Polakom skutecznej i stojącej na wysokim poziomie opieki medycznej. Jest to szczególnie ważne w kontekście zmian demograficznych oraz starzenia się społeczeństwa – wymaga też wcześniejszego przygotowania rozwiązań usprawniających funkcjonowanie systemu. Dziś pieniądze na leczenie są wydawane nieefektywnie i w dużej mierze przypadkowo.
– Nie można skutecznie leczyć bez precyzyjnie określonych celów: ile, na co i gdzie mają trafiać pieniądze, by leczenie było efektywne. Dziś słyszymy, że pacjenci zostają dłużej w szpitalach, by te mogły dostać więcej pieniędzy z NFZ. To nieracjonalny system, wymagający gruntownych zmian – powiedział Andrzej Mądrala.

Autorzy raportu nakreślili ramy dla zmian systemu ochrony zdrowia przy uwzględnieniu celów strategicznych, wynikających z analizy stanu obecnego oraz wyzwań, przed jakimi stoi społeczeństwo i gospodarka. Spójny, przejrzysty, efektywny i przyjazny dla pacjentów system powinien być zbudowany na zasadach opisanych z perspektyw: ekonomicznej, zdrowia publicznego oraz pacjenta. Ten ostatni bowiem ma dla systemu być podmiotem, wokół którego koncentruje się działalność wszystkich interesariuszy. – Włączenie głosu pacjenta do projektowania nowych rozwiązań, poprzez dialog z organizacjami pacjentów oraz wsparcie ich udziału w projektach badawczych, powinno być stałym elementem partycypacji międzyśrodowiskowej na wszystkich poziomach: lokalnym, regionalnym, krajowym i europejskim – powiedział Tomasz Szelągowski z Federacji Pacjentów Polskich.

Jednym z najważniejszych postulatów zespołu ekspertów Akademii Zdrowia 2030 jest stworzenie Państwowej Agencji Zdrowia. Byłaby ona odpowiedzialna za tworzenie odpowiednich standardów, monitorowanie jakości, ocenę i wycenę technologii medycznych oraz zarządzanie informacją w ochronie zdrowia. Dziś funkcje te pełni wiele odrębnych instytucji – m.in. Agencja Oceny Technologii Medycznych, Centrum Monitorowania Jakości czy też Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia.

– Biurokracja, przerost procedur administracyjnych czy też brak kontaktu pomiędzy instytucjami w wielu przypadkach paraliżuje system. Stworzenie instytucji, która będzie koordynowała wszystkie te działania na pewno usprawni system – uważa Małgorzata Gałązka-Sobotka z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Zdaniem autorów raportu sytuacja dojrzała do tego, by zdrowie w Polsce stało się priorytetem państwa i rządu. Taka zmiana pozwoli na horyzontalne, międzyresortowe postrzeganie zadań ochrony zdrowia. Dlatego też jedną z rekomendacji jest rozszerzenie kompetencji Ministra Zdrowia o zadania z zakresu polityki społecznej i powołanie Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej (MZiOS).

Jako jeden z największych problemów zidentyfikowano ograniczone środki na zdrowie i sposób ich wydatkowania. Autorzy projektu uważają, że pieniądze na leczenie powinny być traktowane jako inwestycja w rozwój państwa, służąca podnoszeniu poziomu zdrowia i komfortu życia obywateli. – W tym celu konieczne jest podniesienie efektywności wykorzystania środków na potrzeby zdrowotne, a także zbudowanie dodatkowego, efektywnego strumienia pieniędzy z ubezpieczeń dodatkowych – uważa ekspert PIU i BCC Dorota M. Fal.

– Korzyści z nowoczesnych terapii są oczywiste, ale innowacja zawsze będzie na straconej pozycji, jeśli będzie oceniana wyłącznie przez pryzmat kosztów – bez uwzględnienia długofalowych korzyści i oszczędności w innych obszarach gospodarki. Niezbędne jest całościowe spojrzenie, w tym uwzględnienie kosztów pośrednich i perspektywy społecznej, a nie tylko budżetowej – powiedział Paweł Sztwiertnia, ekspert Pracodawców RP i dyrektor generalny Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych Infarma.

– Mówiąc o rynku ochrony zdrowia w Polsce, powinniśmy przestać dzielić go na sektor prywatny i publiczny. Należy skupić się na jakości leczenia, jaką oferują polskie placówki medyczne, i na wynikach prowadzonego w nich leczenia. To właśnie te ośrodki powinny być promowane przez system. Wtedy będziemy mieli stuprocentową pewność, że publiczne pieniądze wydawane są efektywnie i rzeczywiście idą za pacjentem – mówi Jarosław Pinkas, reprezentujący Ogólnopolskie Stowarzyszenie Szpitali Prywatnych.

Potencjał finansowy sektora powinny wzmocnić inwestycje prywatne. Jednak, jak zaznacza ekspert ds. gospodarki zdrowotnej Pracodawców RP Robert Mołdach, inwestorzy będą powściągliwi w decydowaniu o kolejnych inwestycjach, jeśli nie zostanie wdrożony przejrzysty system promes inwestycyjnych. – Trudno angażować dziesiątki czy setki milionów złotych, jeśli nie ma gwarancji na to, że po zakończeniu procesu inwestycyjnego i spełnieniu warunków płatnika uzyska się kontrakt – powiedział Mołdach.

Zaproponowana koncepcja zmian w systemie ochrony zdrowia, oparta na pragmatycznych założeniach, wskazuje na potrzebę jednoznacznego zdefiniowania ról i zadań głównych interesariuszy rynku zdrowia. Eksperci Akademii Zdrowia 2030 postulują opracowanie Mapy Potrzeb Zdrowotnych, która będzie podstawą do stworzenia Narodowego Planu Zdrowia – opisującego najważniejsze działania w zakresie ochrony zdrowia na poziomie krajowym. Podstawą do kontraktowania usług medycznych będą natomiast Regionalne Strategie Ochrony Zdrowia, tworzone przez samorządy województw na podstawie Regionalnych Map Potrzeb Zdrowotnych, za które odpowiadałby wojewoda.

– Na poziomie regionów mamy zarówno największe możliwości rozeznania potrzeb zdrowotnych mieszkańców, jak i najlepszą orientację w niedoborach kadr medycznych. Możemy wpływać na racjonalną organizację i struktury placówek ochrony zdrowia. Regionalne Strategie Ochrony Zdrowia powinny być podstawowymi dokumentami planistycznymi, służącymi restrukturyzacji oraz rozwojowi sektora ochrony zdrowia – powiedział wicemarszałek województwa opolskiego Roman Kolek.

Zgodnie z raportem WHO z 2008 roku istotnym elementem proponowanych zmian jest rozszerzenie roli podstawowej opieki zdrowotnej, która stanowi fundamentalne ogniwo systemu. Wymaga to ustawowego podniesienia poziomu finansowania POZ, wprowadzenia minimalnych standardów świadczeń, zwiększenia liczby lekarzy rodzinnych przy jednoczesnym zmniejszeniu liczby podopiecznych przypadających na jednego lekarza oraz ustanowienia stawki kapitacyjnej jako podstawy finansowania.

– POZ stanowi miejsce podstawowego kontaktu jednostki i rodziny z systemem opieki zdrowotnej. Ze względu na jej powszechność i znaczenie, świadczeniami podstawowej opieki zdrowotnej powinien być objęty każdy obywatel Polski – powiedział Prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie Jacek Krajewski. – Konieczne jest rozszerzenie możliwości diagnostyczno-terapeutycznych POZ i zastosowanie opłaty za świadczenie za wykonanie określonych procedur. Procentowy udział Podstawowej Opieki Zdrowotnej w planie finansowym płatnika powinien wynosić co najmniej 20 procent – dodał Krajewski.

Autorzy raportu zwrócili także uwagę na szczególną rolę szpitali klinicznych jako placówek, które łączą leczenie z prowadzeniem badań naukowych oraz kształceniem młodych kadr. Z jednej strony są to podmioty lecznicze i podlegają tym samym regułom co inne szpitale, z drugiej – to miejsca, w których jego kluczowi pracownicy zasiadają we władzach uczelni, czyli właściciela szpitala. Szpitale kliniczne w większości utrzymują się z kontraktów z NFZ, a wspomniane funkcje szpitala – czyli dydaktyka i nauka – realizowane są w ramach tych środków. Sytuacja ta często prowadzi do konfliktu interesów szpitala i uczelni.

– W okresie kryzysu finansowego szpitale i uczelnie stają przed dylematem: efektywność ekonomiczna czy rozwój naukowy. Ponadto pracownicy szpitala, będący konsultantami krajowymi lub wojewódzkimi, tworzą zasady kontraktowania, czyli reguły dla siebie i pozostałych podmiotów leczniczych, konkurujących o te same środki – zwraca uwagę Jarosław Kozera.

W celu uniknięcia wspomnianych konfliktów, które wg autorów mają kluczowe znaczenie dla całego systemu i które szczególnie hamują rozwój nauki, konieczne jest zniesienie odrębności organizacyjnej szpitala i uczelni. Budżet szpitala należy zaś uzależnić dodatkowo od jego aktywności na polu nauki i dydaktyki.

Zespół Akademii Zdrowia 2030 zwrócił też uwagę na jakość prawa tworzonego na rzecz ochrony zdrowia. – Musimy wymagać od rządu, parlamentu oraz przedstawicieli administracji rządowej i samorządowej, by – zwłaszcza w tak wrażliwej dziedzinie, jaką jest zdrowie obywateli – stosowały zasady przyzwoitej legislacji i wytyczne OECD dotyczące procesów konsultacji społecznych – stwierdził Grzegorz Ziemniak z Instytutu Zdrowia i Demokracji.

Prace zespołu ekspertów Akademii Zdrowia 2030 będą kontynuowane. Skupią się na przygotowaniu szczegółowych rozwiązań i zaleceń ich wdrożenia.

Grupa Doradcza Akademia Zdrowia 2030 została powołana z inicjatywy Andrzeja Mądrali, Wiceprezydenta Pracodawców RP, w kwietniu 2013 roku. Impulsem powstania Akademii Zdrowia 2030 była zapowiedź Ministerstwa Zdrowia dotycząca przeprowadzenia zmian i regulacji funkcjonowania rynku w Polsce. Grupę tworzy 16 ekspertów wywodzących się z różnych środowisk i reprezentujących różnorodne doświadczenia i organizacje: świadczeniodawców, szpitale kliniczne, prywatne sieci placówek zdrowia, środowiska pacjentów, lekarzy, menedżerów zdrowia, uczelni, organizacje pozarządowe, instytucje badawcze i doradcze związane z gospodarką zdrowotną.

Założeniem przyświecającym pracom grupy od początku był konsensus co do ponadśrodowiskowego charakteru współpracy i uzgodnieniu pomiędzy wszystkimi uczestnikami konsultacji rozwiązań, priorytetów i rekomendacji kierunków zmian w systemie ochrony zdrowia. Od kwietnia 2013 roku odbyło się kilkadziesiąt sesji i seminariów eksperckich, które pozwoliły wypracować wspólny całościowy dokument, stanowiący podstawę do dalszych prac i dyskusji nad możliwościami oraz warunkami społecznymi, politycznymi i finansowymi, koniecznymi do wdrożenia proponowanych zmian.

„System Ochrony Zdrowia w Polsce – Diagnoza i Kierunki Reformy” to dokument opracowany przez członków zespołu Akademii Zdrowia 2030 – ekspertów związanych z szeroko pojętym rynkiem ochrony zdrowia. Zawiera diagnozę funkcjonowania ochrony zdrowia i rekomendacje kompleksowych zmian. Raport ma być podstawą poważnej debaty o przyszłości systemu ochrony zdrowia w Polsce.
 

Inne artykuły

DIAGNOSTYKA S.A. z tytułem Orła ESG

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 28.04.2026

Podczas XVIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach odbyła się gala Orły ESG, organizowana przez „Rzeczpospolitą” i serwis rp.pl. Już po raz czwarty wyróżniono firmy i instytucje, które w swojej działalności skutecznie łączą rozwój biznesowy z troską o środowisko, odpowiedzialnością społeczną oraz wysokimi standardami zarządzania. Nagrody trafiły do przedsiębiorstw wyznaczających kierunki zmian w obszarze zrównoważonego rozwoju, ochrony klimatu i zielonej transformacji. Jednym z laureatów została firma DIAGNOSTYKA S.A.

Galę otworzył Marcin Piasecki, redaktor zarządzający „Rzeczpospolitej”, podkreślając zaangażowanie redakcji w tematykę ESG.

– Mamy pełną świadomość, że działania na rzecz zrównoważonego rozwoju, bezemisyjności i zielonej transformacji stanowią podstawowe wyzwanie dla biznesu. Chcemy te działania wspierać. Orły ESG to nasz sposób na docenianie osiągnięć firm w zakresie realizowanych projektów – mówił.

Redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” Michał Szułdrzyński zaznaczył z kolei, że niezależnie od toczących się debat i sporów kierunek zmian gospodarczych jest nieunikniony.

– Wszyscy chcemy żyć w bardziej zielonych miejscach, zdrowszych miastach. Dlatego nagradzamy firmy, które zmieniają się w sposób rozsądny, zrównoważony i odpowiedzialny. Wierzymy, że zrównoważony rozwój po prostu ma sens – podkreślił.

Nagrody i wyróżnienia

Pierwsza z głównych nagród – Orzeł ESG – trafiła do Diagnostyki S.A. Kapituła wskazała, że firma skutecznie łączy rozwój biznesowy z odpowiedzialnością społeczną i środowiskową, inwestując m.in. w badania DNA, sztuczną inteligencję oraz rozwiązania wspierające wczesne wykrywanie nowotworów.

Nagrodę odebrała Barbara Kopeć, pełnomocniczka zarządu ds. zarządzania projektami i ESG.

– Sprawa zrównoważonego rozwoju jest w centrum strategii naszej firmy. Nasze myślenie o środowisku to przede wszystkim myślenie o profilaktyce – o tym, żeby wcześnie wykrywać choroby, badać się i nie trafiać zbyt szybko do szpitala. Zdrowie jest eko. Profilaktyka jest eko – podkreśliła.

Jak dodała, najważniejszym wymiarem ESG dla Diagnostyki pozostaje troska o ludzi – zarówno pracowników, jak i pacjentów.

– Bardzo serdecznie dziękujemy, że ten wysiłek i nasze efekty zostały dostrzeżone przez kapitułę – zaznaczyła.

Ocenialiśmy rezultaty

Tegoroczna edycja była już czwartą odsłoną konkursu Orły ESG organizowanego przez „Rzeczpospolitą”. Analiza raportów niefinansowych pokazuje, że wiele firm odrobiło swoją lekcję, wzbogacając sprawozdania o bardziej merytoryczne treści oraz konkretne dane wskaźnikowe. Jednocześnie zauważalne jest, że część przedsiębiorstw zrezygnowała z publikacji raportów.

Choć ostateczne decyzje kapituły nie zawsze były oczywiste, każdorazowo znajdowały potwierdzenie w twardych danych dotyczących kwestii klimatycznych, ekonomicznych i społecznych. Orzeł ESG jest więc wyróżnieniem dla organizacji, których działania realnie wpływają na zmianę otoczenia w kierunku nowoczesnej, odpowiedzialnej i zrównoważonej gospodarki.

Ranking oparto na siedmiu kluczowych wskaźnikach. Oceniano: kwestie klimatyczne, brak dyskryminacji płacowej, sprawiedliwe wynagrodzenia, bezpieczeństwo pracowników, poszanowanie praw konsumentów i zasad wolnego rynku, bezpieczeństwo środowiskowe oraz podejście do podatków.

Wyselekcjonowane i rekomendowane przez redakcję firmy trafiły następnie pod obrady kapituły konkursu, która miała decydujący głos w wyborze laureatów.

ORŁY ESG „RZECZPOSPOLITEJ” 2025

DIAGNOSTYKA S.A.

Została nagrodzona za połączenie dynamicznego rozwoju biznesu z odpowiedzialnością społeczną, środowiskową i wysokimi standardami zarządzania. Firma inwestuje w innowacje, rozwijając badania DNA, testy genetyczne WES i WGS oraz narzędzia sztucznej inteligencji wspierające wykrywanie nowotworów. ESG realizuje także poprzez zwiększanie dostępu do badań, edukację zdrowotną i budowanie różnorodnego środowiska pracy, w którym kobiety stanowią większość zespołu oraz kadry menedżerskiej.

Serdecznie gratulujemy!

Przeczytaj teraz

Te badania dzielą Polaków. Młodzi nie robią ich wcale, mężczyźni czekają na objawy [RAPORT]

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 27.04.2026

Jedni badają się z kalendarzem w ręku, inni idą dopiero wtedy, gdy coś zaczyna boleć. Premierowy raport enel-med „Badanie, które daje czas” pokazuje, że jak Polska długa i szeroka, jesteśmy podzieleni, jeśli chodzi o profilaktykę onkologiczną. 27% Polaków unika jej jak ognia, 28% odkłada na później, 24% bada się tylko wtedy, gdy zaleci to lekarz, a zaledwie 21% badania planuje z kalendarzem. Największe białe plamy widać dziś wśród młodych osób i mężczyzn: aż 46% osób w wieku 18-24 lata nie wykonuje badań onkologicznych wcale, a regularnie bada się tylko 16% mężczyzn wobec 25% kobiet.

W praktyce klinicznej widzimy, że świadomość pacjentów jest coraz wyższa, ale sama wiedza nie tworzy nawyku. Największą barierą bywa logistyka: terminy, skierowania i brak jasnego planu badań. Jeśli pacjent wychodzi z gabinetu z konkretną rekomendacją i od razu ma zaproponowany termin, prawdopodobieństwo wykonania badania rośnie wielokrotnie. Dlatego tak ważne są rozwiązania koordynowane i „jedno miejsce-jeden proces”, co umożliwia na przykład Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej. Wczesna diagnostyka faktycznie zmienia rokowanie, ale musi być osiągalna w codzienności – mówi dr hab. n. med. Katarzyna Dobruch-Sobczak, radiolog i konsultant medyczny Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej enel-med.

Cztery twarze profilaktyki

W raporcie enel-med „Badanie, które daje czas” zostały wytypowane cztery postawy pacjentów różniących się między sobą podejściem do wykonywania badań w kierunku chorób onkologicznych oraz ich krótkie charakterystyki wraz z kluczowymi barierami i motywatorami (szczegółowa segmentacja i jej metodyka jest opisana w raporcie).

Pierwszą grupę stanowią tzw. unikający. 27% Polaków nigdy nie wykonywało badań w kierunku chorób onkologicznych i wychodzi z założenia, że ich ten temat to nie dotyczy. W tej grupie jest najwięcej osób młodych (46% osób w wieku 18-24 lata), mieszkańców wsi (32%) i osób z wykształceniem podstawowym lub zawodowym (33%). To właśnie oni najczęściej w ogóle nie wykonują badań onkologicznych, mają najniższą wiedzę o profilaktyce i najczęściej zatrzymują się na przekonaniu, że skoro nic nie boli, nie ma tematu.

Druga grupa to odkładacze (28% badanych). To osoby, które nie negują sensu profilaktyki, ale ciągle przesuwają ją na później. W tej grupie nadreprezentowani są mężczyźni (32%). Obok braku objawów mocno działają tu też koszty i lęk przed diagnozą. To właśnie ta postawa najlepiej pokazuje, że problemem nie jest tylko brak wiedzy, ale także odwlekanie decyzji zdrowotnych mimo świadomości ryzyka.

Trzecia grupa to osoby zależne od lekarza, znajduje się w niej co czwarty Polak (24%). Oni badają się przede wszystkim wtedy, gdy usłyszą wyraźne zalecenie w gabinecie. Ta postawa częściej występuje wśród osób 55+ (31%). To ważny sygnał, że dla dużej części pacjentów lekarz wciąż pozostaje przełącznikiem, który uruchamia działanie. Bez konkretnej rekomendacji i prostego planu badań profilaktyka schodzi na dalszy plan.

Najmniej liczną, niestety, grupą są tzw. planerzy, czyli osoby, które planują i robią badania regularnie, najlepiej orientują się w profilaktyce i najrzadziej odkładają zdrowie na później. Takich planerów mamy 21% w naszej populacji. Częściej są to kobiety niż mężczyźni (25% vs. 16%), a także osoby po 55. roku życia (27%). To właśnie ten segment pokazuje, że profilaktyka działa najlepiej wtedy, gdy staje się nawykiem, a nie reakcją na objawy.

Młodzi i mężczyźni białymi plamami

Wyniki badania enel-med „Badanie, które daje czas” pokazują, że wejście w dorosłość nie oznacza jeszcze wejścia w profilaktykę, bo najbardziej niepokojąco wypadają dziś młodzi dorośli. W grupie 18-24 lata aż 46% osób zadeklarowało, że nigdy nie wykonało badań onkologicznych. To także grupa najbardziej zagubiona: 38% młodych mówi wprost, że nie wie, jakie badania pozwalają wykrywać najczęstsze nowotwory.

Drugą dużą białą plamą profilaktyki onkologicznej są mężczyźni. Regularnie bada się tylko 16% z nich, a 29% nie wykonuje badań onkologicznych w ogóle. Różnice nie dotyczą wyłącznie nastawienia, ale też wejścia w nawyk profilaktyki ogólnej. Mężczyźni częściej wykonują badania dopiero „gdy coś się dzieje”. 36% z nich decyduje się na wizytę u specjalisty np. urologa czy kardiologa dopiero wtedy, gdy pojawią się niepokojące objawy zdrowotne. Wśród kobiet ten odsetek jest niższy i wynosi 26%. Częściej wskazują także brak wiedzy o profilaktyce nowotworowej jako barierę badań (18% vs. 11% wśród kobiet).

Profilaktyka chorób nowotworowych u mężczyzn to obszar, w którym konsekwencje zwlekania są szczególnie wyraźne. W Polsce rak prostaty jest jednym z najczęściej rozpoznawanych nowotworów złośliwych u mężczyzn, co rok rozpoznaje się go u ponad 20 tys. z nich, a choroba ta odpowiada za ok. 5,5 tys. zgonów rocznie, co stanowi znaczną część wszystkich przypadków onkologicznych w tej grupie. Wciąż zbyt wielu mężczyzn trafia do lekarza dopiero wtedy, gdy choroba jest już zaawansowana i stała się powodem dolegliwości, co ogranicza skuteczność leczenia i pogarsza rokowanie. Dlatego kluczowe jest upraszczanie komunikatów i tworzenie łatwych ścieżek dostępu do badań, które nie wymagają wielu wizyt, decyzji czy dużej ilości czasu. Rekomendacja lekarza, programy profilaktyczne w miejscu pracy oraz jasna informacja o tym, co, kiedy i gdzie należy zrobić, mogą przełamać opór przed wejściem w system profilaktyki. Mężczyzna powinien mieć poczucie, że wykonanie badania jest proste, zrozumiałe i możliwe do wkomponowania w codzienne życie, ponieważ wcześniejsze wykrycie nowotworu często daje znacznie większe szanse na pełne wyleczenie – podsumowuje prof. dr hab. n. med. Jakub Dobruch Urolog i konsultant medyczny Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej enel-med.

Raport enel-med. „Badanie, które daje czas” jest dostępny tutaj.

Przeczytaj teraz

Czy płodność mamy zapisaną w DNA?

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 25.04.2026

Czy o tym, kiedy i czy w ogóle zostaniemy rodzicami, decydują nasze geny? Ile w płodności jest biologicznego „planu”, a ile czynników, które możemy kontrolować? Z okazji Dnia DNA, obchodzonego 25 kwietnia, eksperci przypominają, jak duży wpływ na zdolności rozrodcze człowieka ma zapisany w naszych komórkach kod genetyczny.

Płodność człowieka w dużym stopniu zależy od uwarunkowań genetycznych. Szacuje się, że różnego rodzaju zmiany genetyczne w chromosomach występują u 15-35% niepłodnych kobiet oraz u 5-15% niepłodnych mężczyzn. Mogą to być zarówno nieprawidłowości w liczbie lub budowie chromosomów, jak i zmiany w pojedynczych genach.

Z perspektywy klinicznej widzimy, że czynniki genetyczne stanowią jeden z fundamentów zdolności rozrodczych człowieka. Obejmują one zarówno klasyczne aberracje chromosomowe, jak i subtelniejsze zmiany molekularne, które wpływają na dojrzewanie komórek jajowych czy proces implantacji zarodka. Co istotne, wiele z tych nieprawidłowości przez długi czas pozostaje bezobjawowych i ujawnia się dopiero na etapie diagnostyki niepłodności – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Piotr Węgrzyn, specjalista położnictwa i ginekologii, endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości, perinatologii i genetyki klinicznej w Gyncentrum.

Ekspert podkreśla również, że szczególne znaczenie mają predyspozycje do przedwczesnego spadku płodności.

– W praktyce coraz częściej obserwujemy pacjentki z genetycznie uwarunkowanym przedwczesnym wygasaniem funkcji jajników. Mutacje te mogą prowadzić do przyspieszonego wyczerpywania rezerwy jajnikowej, co znacząco skraca okno reprodukcyjne kobiety. To pokazuje, jak istotna jest wczesna identyfikacja ryzyka i odpowiednie planowanie rozrodu – dodaje profesor Węgrzyn z Gyncentrum.

Światowy Dzień DNA upamiętnia jedno z najważniejszych odkryć w historii nauki – rozszyfrowanie struktury podwójnej helisy DNA w 1953 roku przez Jamesa Watsona, Francisa Cricka i Rosalind Franklin.

Różne oblicza niepłodności genetycznej

Podłoże genetyczne niepłodności różni się u kobiet i mężczyzn. U mężczyzn najczęściej chodzi o zaburzenia, które wpływają na produkcję plemników – mogą to być nieprawidłowości w chromosomach płciowych, zmiany w chromosomie Y albo mutacje genów odpowiedzialnych za budowę układu rozrodczego. Z kolei u kobiet problemy genetyczne najczęściej dotyczą chromosomu X lub genów odpowiadających za pracę jajników, co może prowadzić do ich przedwczesnego wygasania, a także zwiększać ryzyko poronień. Niektóre zmiany genetyczne mogą być dziedziczone i pozostawać niewidoczne przez pokolenia, ujawniając się dopiero w kontekście problemów z zajściem w ciążę.

Czy styl życia ma znaczenie?

Choć genów nie możemy zmienić, nie oznacza to, że jesteśmy całkowicie „zaprogramowani”. Wiele zależy od tego, jak dbamy o zdrowie na co dzień – styl życia może wpływać na funkcjonowanie układu rozrodczego i częściowo łagodzić skutki niektórych predyspozycji.

Czynniki środowiskowe nie modyfikują samego zapisu genetycznego, ale mają realny wpływ na geny oraz ogólną kondycję układu rozrodczego. Odpowiednia masa ciała, zbilansowana dieta, aktywność fizyczna czy ograniczenie ekspozycji na toksyny środowiskowe mogą poprawiać parametry nasienia czy funkcjonowanie osi hormonalnej u kobiet. W tym sensie styl życia nie zmienia genów, ale może modulować ich efekt kliniczny – podkreśla prof. dr hab. n. med. Piotr Węgrzyn, specjalista położnictwa i ginekologii, endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości, perinatologii i genetyki klinicznej w Gyncentrum.

Diagnostyka genetyczna – klucz do odpowiedzi

W sytuacjach, gdy standardowe badania nie wyjaśniają przyczyn niepłodności, diagnostyka genetyczna staje się kluczowym narzędziem. Pozwala ona nie tylko na identyfikację konkretnych zmian w DNA, ale również na precyzyjne oszacowanie ryzyka ich przekazania potomstwu oraz dobór optymalnej strategii leczenia.

– Współczesna genetyka reprodukcyjna daje nam możliwość przejścia od diagnostyki objawowej do diagnostyki przyczynowej. Dzięki badaniom jesteśmy w stanie dokładniej zrozumieć mechanizm niepłodności, co bezpośrednio przekłada się na skuteczność leczenia – zaznacza ekspert.

PGT – szansa na zdrowe potomstwo?

Diagnostyka genetyczna zarodków (PGT – z ang. preimplantation genetic testing) to nowoczesne badania wykonywane przed transferem zarodka w procedurze in vitro. Pozwalają ocenić materiał genetyczny zarodka i wybrać ten o największym potencjale rozwojowym, co zwiększa szanse na implantację i zdrową ciążę, a jednocześnie ogranicza ryzyko wad genetycznych.

W zależności od wskazań stosuje się różne typy badań PGT:

  • PGT-A – wykrywa aneuploidie (nieprawidłową liczbę chromosomów), np. Zespół Downa, Zespół Edwardsa czy Zespół Pataua,
  • PGT-M – to diagnostyka celowana chorób monogenowych, takich jak mukowiscydoza, hemofilia, choroba Huntingtona, rdzeniowy zanik mięśni (SMA),
  • PGT-SR – wykrywa rearanżacje strukturalne chromosomów, np. translokacje i delecje.

Badanie to rekomendujemy przede wszystkim w określonych sytuacjach klinicznych – u pacjentek w zaawansowanym wieku rozrodczym, przy nawracających poronieniach, historii urodzeń dziecka z chorobą genetyczną, przy powtarzających się niepowodzeniach implantacji czy w przypadku stwierdzonych obciążeń genetycznych u jednego z partnerów. Należy pamiętać, że PGT nie zastępuje badań prenatalnych, ale pozwala znacząco ograniczyć ryzyko już na bardzo wczesnym etapie – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Piotr Węgrzyn, specjalista położnictwa i ginekologii, endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości, perinatologii i genetyki klinicznej w Gyncentrum.

Dzięki takim rozwiązaniom medycyna coraz częściej daje odpowiedzi tam, gdzie jeszcze niedawno ich brakowało. Rosnąca świadomość znaczenia genetyki sprawia, że pacjenci mogą wcześniej diagnozować potencjalne problemy i podejmować bardziej świadome decyzje dotyczące rodzicielstwa. Dzień DNA to dobry moment, by przypomnieć, że wiedza zapisana w naszych genach może stać się nie tylko wyjaśnieniem trudności, ale też realną szansą na ich przezwyciężenie.

Przeczytaj teraz

NFZ wydłużył kolejki do badań. Na gastroskopię trzeba czekać o 9 miesięcy dłużej, na kolonoskopię nawet o 2 lata

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 24.04.2026

Już po kilkunastu dniach od wejścia w życie nowych zasad rozliczania przez NFZ nadwykonań w ambulatoryjnej diagnostyce widać pierwsze, negatywne efekty: badania przesuwają się o miesiące, a pacjenci słyszą o nowych terminach realizacji świadczeń. Z danych enel-med wynika, że czas oczekiwania na gastroskopię na NFZ wydłużył się o 7-9 miesięcy, na kolonoskopię o rok, a miejscami nawet o blisko dwa lata. Rezonans magnetyczny, na który wcześniej czekało się ok. 2-4 tygodni, dziś w części lokalizacji oznacza oczekiwanie od półtora do nawet trzech miesięcy.

– Dziś nie mówimy już o hipotetycznym ryzyku, ale o realnym skutku zmian, który widać niemal natychmiast: badania przesuwają się o kolejne miesiące, kolejki rosną, a pacjenci tracą szansę na szybką diagnostykę. W przypadku gastroskopii, kolonoskopii czy rezonansu nie chodzi o wygodę, ale o czas do rozpoznania choroby. Rozumiemy potrzebę szukania przez NFZ rozwiązań stabilizujących finanse systemu, ale w ambulatoryjnej diagnostyce specjalistycznej każda decyzja dotycząca ograniczenia budżetu niemal natychmiast przekłada się na dostępność świadczeń. Dla pacjenta nie jest to abstrakcyjny spór o model finansowania, ale bardzo konkretne pytanie: czy usłyszę diagnozę odpowiednio wcześnie, by mieć realną szansę na szybkie leczenie. Dlatego jako enel-med idziemy w przeciwnym kierunku: inwestujemy w profilaktykę, diagnostykę i rozwiązania, które skracają ścieżkę pacjenta, zamiast ją wydłużać – mówi Jacek Rozwadowski, prezes zarządu enel-med.

Badania uciekają pacjentom o miesiące, a nawet o lata

Z wewnętrznych danych enel-med wynika, że gastroskopia na NFZ, która przed zmianami była dostępna na przykład na grudzień 2026 r., po zmianach przesunęła się na lipiec czy nawet wrzesień 2027 r. Jeszcze wyraźniej widać to w przypadku kolonoskopii: termin NFZ, który wcześniej przypadał na grudzień 2026 r., przesunął się już na listopad 2027 r., a w części placówek nawet na październik 2028 r. Zmiany objęły także rezonans magnetyczny: w Warszawie czas oczekiwania na NFZ wydłużył się z dwóch tygodni do półtora miesiąca, a w Katowicach i Gdańsku z miesiąca do trzech miesięcy. Warto podkreślić, że niekorzystne zmiany dotyczą tylko badań objętych finansowaniem NFZ, w przypadku usług komercyjnych (pełnopłatnych) czas oczekiwania jest inny.

Polacy wiedzą, że te badania mogą ratować życie

To szczególnie niepokojące, bo właśnie kolonoskopia, gastroskopia i rezonans magnetyczny znajdują się wśród najczęściej wskazywanych przez Polaków badań, które pomagają wykrywać nowotwory. Jednocześnie z raportu enel-med „Badanie, które daje czas” wynika, że kolonoskopię i gastroskopię wykonało już po 27 proc. Polaków, a rezonans magnetyczny 43 proc. badanych. Sami pacjenci wiedzą więc, jak ważna jest szybka diagnostyka, ale system właśnie ją oddala.

– Widzimy też bardzo wyraźnie, że sama świadomość nie wystarczy. Polacy wiedzą, że profilaktyka daje szansę na wcześniejsze wykrycie choroby, ale często przegrywa ona z brakiem czasu, obowiązkami i barierami organizacyjnymi. Tworząc Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej zależało nam, aby pacjent nie zostawał sam z wynikiem, skierowaniem czy listą zaleceń, ale miał uporządkowaną ścieżkę postępowania: od diagnostyki, przez konsultacje, aż po kolejne decyzje medyczne. Bo poczucie bezpieczeństwa dają przewidywalność procesu i przekonanie, że diagnostyka wydarzy się na czas – mówi Jacek Rozwadowski.

Mniej znaczy dłużej

Nowe zasady NFZ dotyczą rozliczania badań wykonanych ponad wartość kontraktu. W praktyce oznaczają one częściowe finansowanie nadwykonań w endoskopii i diagnostyce obrazowej, co bezpośrednio przekłada się na dostępność świadczeń. W ocenie enel-med ograniczanie finansowania na etapie profilaktyki i wczesnej diagnostyki oznacza dłuższe kolejki do badań, późniejsze rozpoznania i większą niepewność po stronie pacjentów. Tymczasem to właśnie szybka diagnostyka jest jednym z najważniejszych warunków skutecznego leczenia i realnego bezpieczeństwa zdrowotnego.

Przeczytaj teraz

Wszyscy biegają, wielu robi to źle. Moda na bieganie krzywdzi wielu Polaków. Fizjoterapeuta wyjaśnia dlaczego

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 21.04.2026

Biegać każdy może trochę lepiej lub trochę gorzej… Wystarczy założyć buty i ruszyć przed siebie. Problem zaczyna się wtedy, gdy z okazjonalnego truchtu przechodzi w regularny trening, przygotowania do półmaratonu czy start w nowych formatach łączących bieganie z wysiłkiem funkcjonalnym, takich jak HYROX. Wtedy wychodzi na jaw, że wielu amatorów popełnia te same błędy: dokłada obciążenia zbyt szybko, pomija trening siłowy, ignoruje ból i traktuje instagramowe wskazówki m.in. taping czy wkładki jak gotowe rozwiązanie. Fizjoterapeuta enel-sport zdradza, jakie błędy amatorzy popełniają najczęściej i dlaczego w bieganiu samo „więcej” wcale nie znaczy lepiej.

Samo bieganie nie jest problemem. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś chce zbyt szybko wejść na wyższy poziom, a organizm nie jest na to gotowy. W gabinecie regularnie widzimy pacjentów, którzy trafiają do nas nie dlatego, że biegają, ale dlatego, że robią to bez planu, bez przygotowania i mimo sygnałów ostrzegawczych. Bardzo często schemat wygląda podobnie: najpierw jest duża motywacja, potem dokładanie kilometrów, tempo, start zapisany na zawody, a na końcu pojawia się ból, który przez długi czas jest ignorowany. Wielu osobom wydaje się, że bieganie to tak naturalna aktywność, że nie da się go robić źle. A właśnie przy regularnym bieganiu błędy wychodzą bardzo szybko i mogą skończyć się przeciążeniem – mówi Remigiusz Rzepka, fizjoterapeuta enel-sport.

10 błędów, które najczęściej popełniają amatorzy biegania

1. Za dużo, za szybko

To jeden z najczęstszych błędów u osób, które wkręcają się w bieganie. Na początku motywacja jest duża, więc rośnie liczba treningów, dystans i tempo, ale organizm nie nadąża z adaptacją. Tkanki potrzebują czasu, żeby przyzwyczaić się do nowych obciążeń. Jeśli ktoś przyspiesza za szybko, zwykle prędzej czy później może pojawić się przeciążenie.

2. Ból musi być

Wielu biegaczy uważa, że skoro trening ma być wymagający, to ból jest czymś normalnym. Tymczasem zmęczenie mięśni po wysiłku to jedno, a ból, który wraca przy kolejnych biegach albo pojawia się po wejściu po schodach, to już co innego. Organizm bardzo rzadko wysyła takie sygnały bez powodu. Ignorowanie ich zwykle nie buduje formy, tylko wydłuża drogę do specjalisty.

3. Jak biegam, to nie muszę robić siły

To mit, który bardzo szybko mści się u amatorów. Samo bieganie nie wzmacnia wszystkiego, czego potrzebuje ciało, żeby dobrze znosić regularne obciążenia. Bez pracy nad pośladkami, stabilizacją bioder, łydkami i tułowiem trudniej utrzymać dobrą kontrolę ruchu, a wtedy stawy i ścięgna dostają większe obciążenie, niż powinny. Bieganie bez siły to bardzo często prosta droga do przeciążenia.

4. Weekendowy zryw

W tygodniu mało ruchu, a w weekend nagle 10 kilometrów, mocny trening albo start. Takie podejście wygląda ambitnie, ale dla organizmu jest po prostu nierówne i trudne do udźwignięcia. Ciało dużo lepiej znosi regularność niż jednorazowe zrywy. W bieganiu naprawdę więcej daje systematyczność niż jeden bohaterski trening raz na kilka dni.

5. Rozgrzewka? Szkoda czasu

To bardzo częsty błąd, zwłaszcza u osób, które chcą po prostu szybko wyjść i odhaczyć trening. Tymczasem kilka minut rozgrzewki może wyraźnie poprawić jakość biegu i zmniejszyć ryzyko problemów, szczególnie jeśli ktoś spędza cały dzień przy biurku albo wychodzi biegać rano, kiedy ciało jest jeszcze sztywne. Rozgrzewka nie musi być długa, ale powinna przygotować stawy, mięśnie i układ nerwowy do pracy.

Rozgrzewka jest ważna nie dlatego, że tak wypada, tylko dlatego, że realnie przygotowuje ciało do wysiłku. Kilka minut ruchu, aktywacji i spokojnego wejścia w tempo naprawdę robi różnicę. Gdy ktoś od razu rusza mocno, organizm pracuje gorzej, a technika biegu częściej się rozsypuje już od pierwszych minut – mówi Remigiusz Rzepka, fizjoterapeuta enel-sport.

6. Leczenie z TikToka

Boli kolano albo piszczel, więc internet podpowiada szybkie rozwiązanie: rolka, taśma, dwa ćwiczenia i można wracać na trasę. Problem w tym, że podobne objawy mogą wynikać z zupełnie różnych przyczyn. To, co pomogło jednej osobie, u innej może niczego nie zmienić albo wręcz pogorszyć sprawę. Leczenie z internetu daje poczucie kontroli, ale często tylko opóźnia właściwą diagnozę.

7. Taping zamiast terapii

Taping bywa pomocny, ale nie jest cudownym rozwiązaniem. Może zmniejszyć dyskomfort, poprawić czucie ruchu albo dać chwilowe wsparcie, ale nie usuwa przyczyny przeciążenia. Jeśli ktoś liczy, że sama taśma naprawi kolano czy łydkę, to zwykle się rozczaruje. Co więcej, to nie jest plaster, który samemu można nakleić jakkolwiek i oczekiwać efektu. Warto skonsultować to ze specjalistą, który wie, czy, kiedy i jaki taping zastosować.

8. Wkładki i buty na wszystko

Wielu amatorów szuka prostego rozwiązania: lepsze buty, specjalne wkładki i problem z głowy. Tyle że wkładki nie są dla każdego, a ich dobór powinien wynikać z konkretnej oceny funkcjonalnej, a nie z mody albo porady na wszelki wypadek. To samo z butami, nawet bardzo dobre obuwie nie naprawi przeciążenia, jeśli problem leży w technice, sile albo źle prowadzonym treningu. Obserwujemy trend kupowania butów poprawiających wynik w biegu ze względu na podwyższoną sprężystość podeszwy myśląc że to nas zwalania z budowania naturalnej adaptacji treningowej.

Taping i wkładki mogą być wartościowym wsparciem, ale pod warunkiem, że są dobrze dobrane. To nie są uniwersalne narzędzia dla każdego biegacza i nie powinny być stosowane na chybił trafił. Najpierw trzeba wiedzieć, z czego wynika problem, a dopiero później decydować, czy w ogóle takie wsparcie ma sens i jak powinno wyglądać – podkreśla Remigiusz Rzepka, fizjoterapeuta enel-sport.

9. Masaż zamiast regeneracji

Masaż może przynieść ulgę, rozluźnić tkanki i poprawić samopoczucie po treningu, ale nie zastąpi regeneracji. Jeśli ktoś śpi za mało, biega mimo zmęczenia, nie planuje odpoczynku i stale dokłada organizmowi pracy, to jeden zabieg niczego nie załatwi. Regeneracja nie dzieje się na stole do masażu raz na dwa tygodnie. Ona jest potrzebna każdego dnia.

10. Za późno do specjalisty

To błąd, który zwykle sporo kosztuje. Wielu biegaczy przez długi czas liczy, że ból sam przejdzie, więc zmieniają buty, robią kilka dni przerwy, wracają do treningów i znowu trafiają w to samo miejsce. A problem narasta. Im dłużej takie objawy są ignorowane, tym większa szansa, że zamiast drobnej korekty obciążeń potrzebna będzie pełna diagnostyka i dłuższe leczenie.

Pacjenci bardzo często trafiają do ortopedy dopiero wtedy, gdy sprawa jest już naprawdę zaawansowana. Przychodzą po tygodniach albo miesiącach bólu, po nieudanych próbach leczenia na własną rękę, czasem już z wyraźnym ograniczeniem aktywności. Tymczasem ból kolana u biegacza nie zawsze oznacza to samo. U jednych wystarczy rehabilitacja i zmiana obciążeń, u innych potrzebna jest dokładniejsza diagnostyka i konkretne leczenie. Co ważne, nawet w przypadku poważniejszych urazów jak zerwanie wiązadeł w kolanie, nie zawsze musimy myśleć o operacji. Obecnie sa dostępne mniej inwazyjne zabiegi, jak na przykład cross bracing, który pozwala na leczenie określonych przypadków w sposób zachowawczy, bez leczenia chirurgicznego. Im wcześniej biegacz zgłosi się po pomoc, tym większa szansa, że uda się zatrzymać problem zanim wyłączy go z aktywności na dłużej – mówi lek. Rafał Mikusek, specjalista ortopedii i traumatologii narządu ruchu enel-med.

Przeczytaj teraz

Spotkanie Forum Medycyny Laboratoryjnej

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 15.04.2026

14 kwietnia 2026 r. zorganizowaliśmy spotkanie Forum Medycyny Laboratoryjnej, któremu przewodniczy Barbara Kopeć – Wiceprezes Zarządu Pracodawców Medycyny Prywatnej (PMP). Dyskusję z udziałem ekspertów poprowadził Dr Tomasz Anyszek.

Spotkanie poświęcone było podsumowaniu aktywności związanych z wdrażaniem rekomendacji dla Ministerstwa Zdrowia w obszarze działań prowadzących do stałego podnoszenia jakości w medycznych laboratoriach diagnostycznych.

Była to dobra okazja, żeby sprawdzić, co udało się osiągnąć przez ostatnie dwa lata od momentu ich wypracowania oraz gdzie nadal są przestrzenie do dalszej pracy. Dyskusja dotyczyła zarówno efektów dotychczasowych działań, jak i potrzeby aktualizacji części rekomendacji oraz wskazania nowych kierunków rozwoju.

Takie spotkania pokazują, że rozwój jakości w diagnostyce laboratoryjnej to proces ciągły, który wymaga współpracy całego środowiska i regularnej weryfikacji przyjętych założeń.

Przeczytaj teraz