Epidemia to trudne doświadczenie dla hospicjum

0
281

dr Rafał Krajewski, dyrektor NZOZ Fundacji Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa w Warszawie, członek zarządu FHO

Okres epidemii, który trwa u nas już od ponad roku, był trudnym okresem dla naszej działalności. Musieliśmy radzić sobie z sytuacją zamknięcia hospicjum dla osób odwiedzających, a także z zakażeniem prawie wszystkich naszych pacjentów koronawirusem.

Już na początku epidemii, zgodnie z zaleceniami władz, wprowadzony został całkowity zakaz odwiedzin w hospicjum. Oczywiście jako osoby pracujące w opiece paliatywnej mamy świadomość zagrożeń, jakie dotyczą pacjentów z odpornością osłabioną na przykład na skutek zaawansowanej choroby nowotworowej. Z drugiej jednak strony stajemy w obliczu dramatu chorych, a także ich bliskich, którzy mogą już nigdy się nie zobaczyć. Kwestią fundamentalną jest też negatywny wpływ takiej sytuacji na przebieg choroby u naszych pacjentów. Jednak na szczęście udało nam się wypracować takie metody, aby przy odpowiednich zabezpieczeniach kontakt z bliskimi chorym jednak zapewnić.

Wobec braku przez ponad pół roku epidemii możliwości przeprowadzania testów PCR ze środków publicznych u osób mających skierowania do hospicjum, na własny koszt realizowaliśmy te procedury, stosując zarazem czasową izolacje nowo przyjętych pacjentów. Nie pozostało to bez wpływu na „przepustowość” kanału przyjęć do hospicjum. Konieczne w tym wypadku wydzielenie dodatkowych izolatek ograniczało w efekcie liczbę dostępnych miejsc na oddziale.

Dopiero pod koniec października 2020 roku umożliwiono nam wykonywanie testów PCR w kierunku wirusa Sars-CoV-2 ze środków publicznych. Do ponoszonych przez nas wydatków doszedł także koszt środków zabezpieczających przed Covid-19, który spowodował wzrost kosztów bezpośrednich działalności medycznej o ponad 10 procent, co jest dużo w sytuacji, gdy poziom finansowania opieki hospicyjnej przez NFZ jest zdecydowanie poniżej kosztów tych świadczeń.

Czytaj także: „Pracodawcy przeciw Covid-19” – program w celu zwalczania skutków epidemii>>>

Jednak to nie finanse były największym problemem, ale dramatyczna sytuacja pacjentów paliatywnych. Nasi lekarze zwrócili uwagę na niepokojące zjawisko – pacjenci przyjmowani do naszego hospicjum stacjonarnego trafiali na oddział w bardzo ciężkim stanie zdrowia. Dotyczyło to zarówno pacjentów kierowanych ze szpitali jak i z domów. Znacznie zwiększył się odsetek pacjentów o bardzo krótkiej przeżywalności po przyjęciu do hospicjum. Po raz pierwszy spotkaliśmy się także z sytuacją, gdy całymi tygodniami nie mieliśmy osób kwalifikujących się do objęcia opieką paliatywną. Z drugiej strony obserwowaliśmy u wielu chorych objętych opieką domową i u ich bliskich paniczny lęk przed jakimkolwiek kontaktem z personelem medycznym.

W efekcie nastąpił spadek liczby wykonywanych przez nas świadczeń o niemal jedną piątą. Przyczyn tego stanu jest wiele i będą one w przyszłości zapewne wymagały dogłębnych analiz. Jednak już dziś nie ulega wątpliwości, że jedną z nich – i to bodaj kluczową – jest brutalne rozerwanie ogniw w skomplikowanym łańcuchu diagnostyczno-terapeutycznym – łańcuchu, w którym uczestniczyło zawsze wiele współdziałających podmiotów leczniczych, dziesiątki pracowników medycznych, zajmujących się pacjentami – głownie  onkologicznymi – z zakończonym leczeniem przyczynowym.

W ciągu ostatniego roku doświadczyliśmy również takiego momentu, gdy prawie 90 procent naszych pacjentów i ponad połowa całego personelu była zakażona koronawirusem. Mimo to personel medyczny – lekarze, pielęgniarki, opiekunowie medyczni, fizjoterapeuci i psychologowie – ceną ogromnego wysiłku i pracy w trybie 24-godzinnym, przy odpowiednim wsparciu organizacyjnym i logistycznym sprostali temu wyzwaniu.

W dalszym ciągu prowadzimy działalność, staramy się sprostać zagrożeniu związanemu z epidemią, bierzemy udział w narodowym programie szczepień populacyjnych i uruchomiliśmy własny punkt szczepień, choć podobnie jak inne punkty, pracujemy z ilościami szczepionek, które są kilkukrotnie niższe niż deklarowane przez nas możliwości. Staramy się myśleć o rozwoju jednak wyzwaniem na dzisiaj jest walka o to, aby najzwyczajniej i całkiem po prostu przetrwać.