NIK stwierdziła nieprawidłowości w dzierżawieniu szpitali spółce Dializa

Autor: Medycyna Prywatna
8 września 2018

NIK na wniosek Głównego Inspektora Pracy przeprowadziła kontrolę dotyczącą realizacji umów dzierżawy i warunków wydzierżawiania przez powiaty Centrum Dializa Sp. z o.o. w Sosnowcu szpitali w Pszczynie, Białogardzie, Opatowie i Łasku. Izba stwierdziła w tym zakresie liczne nieprawidłowości.

Przyczyną wydzierżawienia szpitali była ich zła sytuacja finansowa. Po przejęciu ich prowadzenia przez spółkę Centrum Dializa, zahamowany został przyrost ich zobowiązań, które wcześniej stanowiły obciążenie dla samorządów powiatowych. W okresie objętym kontrolą utrzymano nieprzerwane wykonywanie działalności leczniczej szpitali i ciągłość większości udzielanych świadczeń zdrowotnych.

Jednakże, jak stwierdziła NIK, w dwóch z czterech powiatów (pszczyńskim i łaskim) udostępnieniu mienia na prowadzenie szpitali przez Centrum Dializa towarzyszyły istotne nieprawidłowości. Dlatego NIK wskazuje na konieczność prowadzenia przez powiaty systematycznych kontroli przestrzegania realizacji postanowień umów dzierżawy.

Szpitale w Białogardzie, Łasku, Opatowie i Pszczynie zostały przejęte przez powiaty 1 stycznia 1999 roku, jako samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej. Działalność tych szpitali była nierentowna i pomimo podjętych działań naprawczych oraz restrukturyzacyjnych ich długi rosły.

W wyniku wydzierżawienia mienia, podmiotem leczniczym realizującym świadczenia w szpitalach została Centrum Dializa Sp. z o.o. w Sosnowcu, natomiast majątek szpitali pozostawał w zasobach powiatów lub ich spółek. Wpływ powiatów na sposób realizacji działalności leczniczej szpitali został ograniczony, a jedynymi narzędziami prawnymi pozostającymi w ich dyspozycji, które mogły być wykorzystane do egzekwowania oczekiwanych świadczeń zdrowotnych (w szczególności świadczeń szpitalnych) wykonywanych przez nowy podmiot leczniczy stały się postanowienia umów zawartych z dzierżawcą szpitala.

W Polsce podmioty niepubliczne zarządzały 27 szpitalami powiatowymi (czyli niecałe 10 procent z 273 zlokalizowanych na terenie powiatów i zabezpieczających świadczenia zdrowotne na rzecz społeczności lokalnej), dla których w okresie funkcjonowania w formie SPZOZ podmiotem tworzącym był samorząd powiatowy.

Izba stwierdziła, że w Pszczynie niewłaściwie przygotowano proces udostępniania mienia. Przekazanie mienia nastąpiło na podstawie uchwały Rady Powiatu, która została w późniejszym czasie unieważniona wyrokiem sądu administracyjnego, ze względu na istotne wady prawne. W umowie dzierżawy nieruchomości wysokość czynszu określono w kwocie niższej od przedstawionej w ostatecznej ofercie złożonej przez dzierżawcę w przeprowadzonym konkursie. Miesięczny czynsz z tytułu dzierżawy nieruchomości szpitala był niższy o 85 tys. zł, w efekcie powiat nie pozyskał dochodów z czynszu w wysokości prawie 6,5 mln zł. Również niezgodnie z warunkami przeprowadzonego konkursu na wyłonienie dzierżawcy nieruchomości szpitala, SPZOZ udostępnił sprzęt i wyposażenie w formie dzierżawy, zamiast jego zbycia.

Wysokość czynszu niewłaściwie skalkulowana

Natomiast w powiecie łaskim stwierdzono, że Zarząd Powiatu nie dołożył należytej staranności przy określaniu wysokości wywoławczej czynszu dzierżawnego udostępnianej nieruchomości zabudowanej budynkiem szpitala. Wysokość wywoławcza czynszu nie została ustalona na podstawie kalkulacji sporządzonej przez wyspecjalizowane w tym zakresie osoby.

Z kolei w powiecie białogardzkim, działania dotyczące udostępniania mienia były prawidłowe, natomiast wystąpiły nieprawidłowości polegające na zaniechaniu formalnego przekazania utworzonej spółce komunalnej (która po przekształceniu prowadziła szpital Regionalne Centrum Medyczne Sp. z o.o., dalej RCM) rozpoczętej inwestycji – budowy bloku operacyjnego i oddziału intensywnej terapii. W księgach rachunkowych starostwa i spółki komunalnej nie ujęto zdarzeń gospodarczych dotyczących przekazanych i przejętych nakładów poniesionych na realizację tej inwestycji. W wyniku braku stosownych działań Zarządu Powiatu i RCM, w latach 2014-2016, zawyżano aktywa powiatu i zaniżano aktywa spółki komunalnej, corocznie o kwotę 4,7 mln zł. Konsekwencją zaniechania przekazania inwestycji był brak kontroli tej inwestycji przez RCM, po przekazaniu jej dzierżawcy – Centrum Dializa. Nieprawidłowości nie stwierdzono przy udostępnianiu dzierżawcy mienia komunalnego przez powiat opatowski.

Treść zawartych umów dzierżawy formalnie zabezpieczała interesy powiatów dotyczące zapewnienia świadczeń zdrowotnych pacjentom, a w szczególności zobowiązywała dzierżawcę do nieograniczania zakresu świadczeń i zapewnienia działalności leczniczej oraz ciągłości usług świadczonych wcześniej na terenie powiatów przez SPZOZ lub szpital prowadzony przez spółkę komunalną. Dzierżawca przejmował prawa i obowiązki wynikające z umów zawartych z NFZ i innych umów, w tym przejmował (w trybie art. 231 Kodeksu Pracy) pracowników zatrudnionych w szpitalach.

Umowy utrudniały dochodzenie roszczeń

Stwierdzone w umowach nieprawidłowości dotyczyły na przykład nie ujęcia w treści umów zawartych przez powiaty pszczyński i łaski postanowień umożliwiających skuteczne dochodzenie roszczeń w przypadku niezrealizowania lub nienależytego zrealizowania przez dzierżawcę części działań zadeklarowanych w umowie lub ofercie. Także warunki dotyczące kary umownej w przypadku odstąpienia lub rozwiązania umowy (określone w umowie zawartej z powiatem pszczyńskim) były niezgodne z założeniami przyjętymi w projekcie tej umowy, stanowiącym załącznik do ogłoszenia o konkursie. NIK zwróciła uwagę, że w umowie dotyczącej szpitala w Białogardzie ograniczono łączną kwotę kar, dla określonych umową postanowień i nie wskazano sankcji za niewywiązywanie się dzierżawcy z obowiązków sprawozdawczych.

Tylko w Opatowie NIK oceniła pozytywnie rzetelność czynności podejmowanych w celu egzekwowania postanowień umów dzierżawy. Izba negatywnie oceniła niezapewnienie przez wydzierżawiających skutecznych działań dla pełnej realizacji umów dzierżawy dotyczących szpitali w Pszczynie i w Łasku, w związku z zaniechaniem przeprowadzania kontroli w szpitalach. Skutkowało to brakiem udokumentowanej wiedzy o niewywiązywaniu się z umownych zobowiązań lub brakiem odpowiedniej reakcji na docierające sygnały o występujących nieprawidłowościach. W tych przypadkach dzierżawca nie wywiązał się z wcześniejszych deklaracji oraz ze zobowiązań określonych w podpisanych umowach, w zakresie udzielanych świadczeń oraz prowadzonych inwestycji w nieruchomości szpitala.

Zarząd Powiatu Pszczyńskiego nie wyegzekwował od Centrum Dializa wykonania części robót inwestycyjnych, zawartych w ostatecznej ofercie konkursowej na dzierżawę nieruchomości szpitala. W ofercie, dzierżawca zobowiązał się do dostosowania do 31 grudnia 2012 roku budynków i pomieszczeń wchodzących w skład szpitala do wymogów określonych w rozporządzeniu Ministra Zdrowia (z dnia 10 listopada 2006 roku) w sprawie wymagań, jakim powinny odpowiadać pod względem fachowym i sanitarnym pomieszczenia i urządzenia zakładu opieki zdrowotnej oraz do wykonania do dnia 1 marca 2017 roku prac przeciwpożarowych. Szacunkowa wartość tych prac została określona na kwotę 26,4 mln zł. Centrum Dializa zobowiązało się do wykonania tych prac „w kwotach rzeczywistych”. Część prac dostosowawczych wykonano, jednak powiat nie posiadał informacji o wysokości kwot przeznaczonych na realizację programu dostosowawczego, przedstawionego w ofercie konkursowej. Powiat posiadał natomiast informację o łącznej wartości nakładów inwestycyjnych i remontowych, poniesionych przez Centrum Dializa na obiekt szpitala, które (według stanu na dzień 31 grudnia 2016 roku) były relatywnie niskie i wyniosły 5,2 mln zł (w tym nakłady na wykonanie robót przeciwpożarowych 0,8 mln zł). Zgodnie z ustawą o działalności leczniczej (art. 207 ust. 1), podmiot wykonujący działalność leczniczą winien dostosować pomieszczenia i urządzenia do obowiązujących wymagań określonych w ww. rozporządzeniu Ministra Zdrowia (z 26 czerwca 2012 roku) w sprawie szczegółowych wymagań, jakim powinny odpowiadać pomieszczenia i urządzenia podmiotu wykonującego działalność leczniczą do 31 grudnia 2017 roku.

Dzierżawca nie zrealizował inwestycji

Natomiast w Łasku dzierżawca nie zrealizował w pełnym zakresie zadeklarowanych w ofercie inwestycji. Przy biernej postawie Zarządu Powiatu, dzierżawca nie utworzył stacji dializ, nie zbudował pomieszczenia rezonansu magnetycznego, nie zakupił takiego urządzenia oraz nie stworzył Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Z zadeklarowanych w ofercie przetargowej inwestycji o wartości 42,7 mln zł, do końca I kwartału 2017 roku zainwestowano tylko 7,4 mln zł (tj. zaledwie 17 procent planowanej kwoty), pomimo upływu blisko 90 procent czasu potrzebnego na realizację zdań inwestycyjnych. Dzierżawca, na dostosowanie szpitala w Łasku do postanowień rozporządzenia Ministra Zdrowia do końca I kwartału 2017 roku, wydatkował zaledwie 2,4 mln zł, przy deklarowanej w umowie dzierżawy kwocie 26 mln zł. Stwierdzono także brak rzetelnej reakcji Zarządu Powiatu na liczne sygnały o negatywnych zjawiskach, jakie miały miejsce w szpitalu, które dotyczyły naruszania praw pracowniczych. Z kolei w powiacie białogardzkim stwierdzono, że Zarząd Powiatu nie wyegzekwował od właściwej w tym zakresie spółki komunalnej sprawowania skutecznej kontroli nad realizacją umowy dzierżawy.

W toku kontroli stwierdzono, że we wszystkich czterech szpitalach przeprowadzane przez NFZ kontrole wielokrotnie wykazywały liczne uchybienia dotyczące realizacji świadczeń zdrowotnych.

Wyniki kontroli NIK wskazują na konieczność podjęcia działań przez organy powiatów, dotyczących prowadzenia systematycznych kontroli przestrzegania realizacji postanowień umów dzierżawy, ze szczególnym uwzględnieniem ciągłości, zakresu i jakości udzielanych świadczeń oraz zapewnienia skutecznego egzekwowania od dzierżawcy zobowiązań przyjętych w umowach dzierżawy, w szczególności dotyczących przedmiotu dzierżawy i jego ulepszenia.

Konsekwencje występujących nieprawidłowości w egzekwowaniu warunków umownych, okazały się szczególnie dotkliwe dla mieszkańców Pszczyny. W marcu 2018 roku Śląski Oddział Wojewódzki NFZ wypowiedział Centrum Dializa umowę o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej w systemie podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej dotyczących prowadzenia Szpitala w  Pszczynie, co spowodowało zakłócenia w ciągłości udzielania świadczeń przez ten szpital. Zarząd Powiatu Pszczyńskiego po rozwiązaniu umowy dzierżawy z Centrum Dializa podjął działania w celu ponownego prowadzenia szpitala przez jednostkę podległą powiatowi pszczyńskiemu, w możliwie szerokim zakresie.

Po rozwiązaniu umowy dzierżawy – problemy z kontraktem

NIK zwróciła uwagę na fakt, że w przypadku ewentualnego rozwiązania umowy z dzierżawcą, po wydzierżawieniu szpitala, problemem może stać się uzyskanie finansowania świadczeń przez NFZ. Zmiana dotychczasowego świadczeniodawcy i ponowne przejęcie zakładu leczniczego przez wydzierżawiającego (powiat lub inną komunalną osobę prawną) nie zapewnia włączenia szpitala powiatowego do „systemu zabezpieczenia”, o którym mowa w ustawie o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, a zatem uzyskania finansowania przewidzianego dla podmiotów zakwalifikowanych do tego systemu. Szpitale ponownie przejęte przez wydzierżawiających nie mogą mieć pewności, że zostaną zakwalifikowane do systemu i uzyskają ryczałtowe finansowanie.

Izba zwróciła również uwagę na niejednoznaczne uregulowania w przepisach dotyczących wykonywania przez powiaty zadań w zakresie ochrony zdrowia. Nie została wypracowana jednolita linia orzecznicza sądów administracyjnych w tym zakresie, jak również w piśmiennictwie prawniczym nie zaprezentowano jednoznacznej wykładni prawa i jednolitego podejścia do zagadnienia udostępniania mienia powiatowego szpitali w formie dzierżawy i powierzania działalności leczniczej szpitala dzierżawcom, będącym prywatnymi podmiotami, w celu wykonywania, finansowanych ze środków publicznych zadań w zakresie ochrony zdrowia.

W związku z wynikami kontroli NIK zwróciła się do Ministra Zdrowia o podjęcie działań mających na celu jednoznaczne rozstrzygnięcie w obowiązujących przepisach tego, czy dopuszczalne jest udostępnianie mienia powiatowego w celu prowadzenia z jego wykorzystaniem działalności leczniczej przez podmioty inne niż powiat lub powiatowa osoba prawna.

Źródło: www.nik.gov.pl

Inne artykuły

Wesołych Świąt Wielkanocnych życzą Pracodawcy Medycyny Prywatnej!

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 2.04.2026

Szanowni Państwo,

z okazji Świąt Wielkanocnych składamy Państwu najserdeczniejsze życzenia zdrowia, spokoju oraz nadziei płynącej z budzącej się do życia wiosny. Niech ten wyjątkowy czas przyniesie wytchnienie, sprzyja refleksjom oraz pozwoli nabrać sił do realizacji kolejnych wyzwań zawodowych. Niech będzie również okazją do spotkań w gronie najbliższych, umacniania relacji i czerpania radości z prostych, ale ważnych chwil. Życzymy, aby towarzysząca mu atmosfera życzliwości i wzajemnego wsparcia pozostała z Państwem na długo, także w życiu zawodowym.

Z wyrazami szacunku
Zarząd
Pracodawców Medycyny Prywatnej

Przeczytaj teraz

To nie jajka są problemem Wielkanocy. Dietetyczka: Polacy bardziej szkodzą sobie tym, co kładą obok

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 30.03.2026

Jajka od lat są jednym z dietetycznych grzechów głównych na wielkanocnym stole, ale zdaniem dietetyków problemem nie jest sam produkt, tylko sposób, w jaki go podajemy. To nie jajko najbardziej obciąża organizm, lecz połączenie tłustych dodatków, dokładek i wielogodzinnego biesiadowania. Jajka same w sobie są cennym produktem, źródłem pełnowartościowego białka, witamin i składników mineralnych. Dietetyczka enel-med wyjaśnia, jak jeść świąteczne potrawy z głową, bez wyrzeczeń, ale też bez przeciążania organizmu.

Wokół wielkanocnego stołu co roku wracają te same pytania: czy jajka podnoszą cholesterol, czy sałatka jarzynowa z majonezem to zły wybór i czy po świętach trzeba „odpokutować” dietą. Tymczasem z perspektywy dietetycznej problem zwykle nie leży w jednym produkcie, ale w całym świątecznym zestawie. Jajka same w sobie mogą być wartościowym elementem diety, gdyż dostarczają pełnowartościowego białka, witamin i składników mineralnych. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy na jednym talerzu spotykają się z dużą ilością majonezu, tłustymi wędlinami, pasztetami, żurkiem z kiełbasą, słodkimi wypiekami i kolejnymi porcjami „na spróbowanie”.

Jajka niesłusznie bywają stawiane w roli głównego winowajcy wielkanocnego stołu. Z punktu widzenia dietetyki znacznie większe znaczenie ma to, z czym je łączymy i w jakiej ilości je spożywamy. Jeśli obok pojawiają się tłuste sosy, kilka rodzajów mięs, sałatki na bazie dużej ilości majonezu i deser, problemem nie jest jedno jajko, lecz przeciążający organizm nadmiar. Święta nie wymagają restrykcji, ale warto zadbać o proporcje, umiar i bardziej świadome wybory – mówi Monika Langier-Frąckiewicz, dietetyczka enel-med.

Nie jajko, tylko świąteczny pakiet

To właśnie suma składników i sposób jedzenia mają największe znaczenie dla samopoczucia po świątecznym posiłku. Jajko z dodatkiem warzyw, szczypiorku czy niewielkiej ilości chrzanu będzie zupełnie innym wyborem niż jajko podane z grubą warstwą majonezu, w towarzystwie białej kiełbasy, pasztetu i sałatki.

W praktyce najbardziej obciążający dla organizmu bywa nie pojedynczy produkt, ale nadmiar. Święta sprzyjają jedzeniu częściej, ciężej i więcej niż na co dzień. Do tego dochodzi długie siedzenie przy stole, podjadanie między posiłkami i pokusa, by spróbować wszystkiego. To właśnie taki miks może skutkować uczuciem ciężkości, sennością, wzdęciami czy pogorszeniem samopoczucia.

Dokładki i jedzenie na zapas

Z perspektywy dietetycznej bardziej szkodzi mechanizm świątecznego przejadania się niż konkretna potrawa. Wiele osób zaczyna dzień od obfitego śniadania, a potem przez kolejne godziny sięga po następne porcje ciast, sałatek i mięs. Organizm nie dostaje przestrzeni na spokojne trawienie, a my tracimy kontrolę nad tym, ile naprawdę zjedliśmy.

Najlepsza strategia na Wielkanoc nie polega na tym, by bać się jajek czy odmawiać sobie wszystkich ulubionych smaków. Dużo rozsądniejsze jest pilnowanie proporcji. Warto zjeść to, na co naprawdę mamy ochotę, ale nie traktować świąt jak kulinarnego maratonu od rana do wieczora. Nawet niewielkie zmiany, jak lżejszy sos, mniejsza porcja czy więcej warzyw, mogą sprawić, że po świątecznym posiłku będziemy czuć się znacznie lepiej dodaje Monika Langier-Frąckiewicz.

Jak odciążyć wielkanocny stół bez psucia świąt

Dietetycy podkreślają, że świąteczne menu nie wymaga rewolucji. Wystarczy kilka prostych zmian, by zachować tradycyjny smak, a jednocześnie nie przeciążyć organizmu.

Warto zacząć od dodatków. Część majonezu w sałatce można zastąpić jogurtem naturalnym lub skyrem, a do jajek zamiast ciężkiego sosu dodać więcej szczypiorku, rzeżuchy czy odrobinę musztardy. Dobrym pomysłem jest też zadbanie o obecność świeżych warzyw na stole, które często przegrywają z bardziej sycącymi potrawami – mówi Monika Langier-Frąckiewicz, dietetyczka enel-med.

Znaczenie ma również tempo jedzenia. Święta nie muszą oznaczać ciągłego sięgania po kolejne porcje. Lepiej zjeść mniej, wolniej i bardziej świadomie, niż przez kilka godzin podjadać wszystko po trochu. Dla organizmu to duża różnica.

Nie trzeba wykreślać z menu jajek, żurku czy mazurka. Lepiej jednak spojrzeć na cały talerz i cały dzień jedzenia, a nie oceniać jednego produktu w oderwaniu od reszty. To właśnie proporcje, ilość i częstotliwość sięgania po świąteczne dania decydują o tym, jak będziemy się czuć po Wielkanocy. Bo problemem nie jest jajko. Problemem jest wszystko to, co dokładamy obok.

Przeczytaj teraz

To nie przeziębienie, lecz alergia. Zaczyna się już zimą, także u dorosłych

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 25.03.2026

Katar, zatkany nos, kichanie i łzawiące oczy. Wielu Polaków nadal bierze te objawy za zwykłe przeziębienie, a tymczasem winowajcą często okazuje się alergia. Co ważne, sezon pylenia w Polsce startuje już zimą, a problem coraz częściej dotyczy nie tylko dzieci, ale także dorosłych, którzy nigdy wcześniej nie mieli podobnych dolegliwości. Jak wynika z danych m.in. Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oraz instytucji monitorujących zdrowie publiczne, objawy alergii mogą dotyczyć nawet co trzeciej osoby na świecie i ten wskaźnik ciągle rośnie. Ekspert enel-med zwraca uwagę, że kluczowe znaczenie ma właściwe rozpoznanie przyczyny dolegliwości, ponieważ alergia i infekcja wymagają zupełnie innego postępowania.

– W gabinecie bardzo często spotykam się z pacjentami, którzy nie wiedzą, czy mają do czynienia z alergią czy z infekcją. W obu przypadkach pojawiają się niedrożny nos, katar i kichanie. Wynika to z tego, że zarówno w alergii i w przeziębieniu błona śluzowa nosa jest objęta stanem zapalnym, obrzęka i produkuje więcej wydzieliny, co daje poczucie zatkanego nosa. Różnica polega jednak na przyczynie. W przeziębieniu mamy infekcję wirusową, a w alergii reakcję organizmu na konkretny alergen, na przykład pyłki roślin, roztocza kurzu domowego czy sierść zwierząt. I to właśnie dlatego tak ważne jest dokładne rozpoznanie, bo sposób leczenia w tych dwóch przypadkach jest zupełnie inny – mówi dr n. med. Piotr Niedziałkowski, alergolog enel-med.

Problemy zaczynają się zimą

Sezon alergii w Polsce rozpoczyna się bardzo wcześnie. Najwcześniej pylą leszczyna i olsza, a w kolejnych miesiącach dołączają inne drzewa, w tym brzoza (jeden z najczęstszych alergenów). W dalszej części sezonu pojawiają się także pyłki traw i innych roślin. Intensywność pylenia zależy m.in. od pogody i regionu kraju, dlatego osoby z alergią powinny śledzić aktualne komunikaty dotyczące stężenia pyłków. Pozwala to lepiej planować codzienne aktywności i ograniczać kontakt z alergenami w okresach ich największego nasilenia.

Alergie krzyżują się

Warto pamiętać, że objawy alergii nie zawsze są związane wyłącznie z tym, co znajduje się w powietrzu. Coraz częściej obserwuje się tzw. alergie krzyżowe, w których organizm reaguje na substancje podobne do alergenu pierwotnego. Przykładem jest uczulenie na pyłki brzozy: osoby z taką alergią mogą odczuwać dolegliwości po zjedzeniu surowych owoców i warzyw, takich jak jabłko, marchew, seler, gruszka czy kiwi. Objawy najczęściej obejmują świąd, pieczenie lub mrowienie w jamie ustnej i gardle.

Wiek ma coraz mniejsze znaczenie

Wbrew powszechnemu przekonaniu alergia nie jest wyłącznie problemem dzieci. Coraz częściej diagnozuje się ją również u dorosłych, nawet jeśli wcześniej nie występowały żadne objawy. Oznacza to, że brak reakcji alergicznych w przeszłości nie daje gwarancji, że problem nie pojawi się w przyszłości. Zmiany w układzie odpornościowym, środowisku życia, stylu pracy czy ekspozycji na alergeny sprawiają, że reakcje alergiczne mogą wystąpić na różnych etapach życia. Znaczenie ma także ogólny stan organizmu – w tym mikrobiota jelitowa, dieta oraz kondycja błon śluzowych.

Są sposoby na leczenie

Jeśli lekarz potwierdzi alergię wziewną, jednym z możliwych rozwiązań jest immunoterapia alergenowa, potocznie nazywana odczulaniem. Metoda ta polega na stopniowym podawaniu organizmowi niewielkich dawek alergenu, dzięki czemu układ odpornościowy uczy się go tolerować. Terapia trwa zwykle kilka lat, ale w wielu przypadkach pozwala znacząco zmniejszyć objawy choroby, a czasem nawet całkowicie je wyeliminować.

Układ odpornościowy nie jest stały, dlatego alergia może pojawić się w każdym momencie życia. W jej leczeniu nie możemy patrzeć wyłącznie na sam alergen i leki. Równie ważne są dieta, stan przewodu pokarmowego oraz ogólna kondycja organizmu. W przypadku alergii wziewnej bardzo ważne jest także ograniczanie kontaktu z alergenami w okresie intensywnego pylenia. Pomocne mogą być proste codzienne nawyki, takie jak mycie włosów po powrocie ze spaceru, zmiana ubrań czy wietrzenie mieszkania po deszczu, gdy stężenie pyłków w powietrzu jest zwykle niższe. Warto również śledzić komunikaty dotyczące poziomu pyłków, które pomagają lepiej zaplanować aktywności na świeżym powietrzu – mówi dr n. med. Piotr Niedziałkowski, alergolog enel-med.

***

Dr n. med. Piotr Niedziałkowski, alergolog enel-med:

Przeczytaj teraz

Jacek Rozwadowski, Prezes Zarządu enel-med: Mniej badań i dłuższe kolejki. Pacjenci poczekają jeszcze dłużej na kluczowe badania diagnostyczne

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 23.03.2026

Gdyby badania w placówkach enel-med były realizowane wyłącznie do poziomu kontraktu z NFZ, liczba świadczeń spadłaby o ponad 2,5 tys. miesięcznie, czyli o ponad 30 tys. rocznie. Dla pacjentów oznaczałoby to dłuższe kolejki do tomografii, rezonansu czy kolonoskopii, a w wielu przypadkach także późniejszą diagnozę i mniej czasu na szybkie rozpoczęcie leczenia. A w diagnostyce czas bardzo często decyduje nie o komforcie, lecz o bezpieczeństwie pacjenta. Szczególnie wtedy, gdy badanie ma potwierdzić lub wykluczyć chorobę nowotworową.

Rozumiemy potrzebę szukania przez NFZ rozwiązań stabilizujących finanse systemu. Warto jednak pamiętać, że w ambulatoryjnej diagnostyce specjalistycznej każda decyzja dotycząca finansowania niemal natychmiast przekłada się na dostępność świadczeń. Dla pacjenta nie jest to abstrakcyjny spór o model finansowania, ale bardzo konkretne pytanie: czy usłyszę diagnozę odpowiednio wcześnie, by mieć realną szansę na szybkie leczenie.

Gdy ubywa badań, rośnie ryzyko spóźnionej diagnozy

Tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny, gastroskopia czy kolonoskopia to nie są świadczenia, które można bez konsekwencji przesunąć na później. To właśnie one często przesądzają o tym, czy choroba zostanie wykryta na etapie, na którym można działać szybko, skutecznie i mniej inwazyjnie. Ograniczenie finansowania nadwykonań w tym obszarze oznacza w praktyce prosty mechanizm: mniej badań, dłuższe kolejki, więcej niepewności po stronie pacjentów.

Z perspektywy świadczeniodawcy widzimy wyraźnie, że nadwykonania nie są dziś wyjątkiem ani marginesem systemu. Stały się realnym mechanizmem podtrzymującym dostępność diagnostyki. To dzięki nim można odpowiadać na rzeczywiste potrzeby zdrowotne pacjentów, a nie wyłącznie na formalne limity kontraktowe.

Bez ciągłości badań nie ma bezpiecznej profilaktyki

Szczególnie wyraźnie widać to na przykładzie kolonoskopii, czyli jednego z najważniejszych badań w profilaktyce onkologicznej. To badanie pozwala nie tylko wykryć chorobę odpowiednio wcześnie, ale w wielu przypadkach także usunąć zmiany przedrakowe, zanim rozwinie się nowotwór. Jeśli dostęp do takich świadczeń słabnie, system wcześniej czy później zapłaci za to znacznie wyższą cenę: zdrowotną, społeczną i finansową.

Dlatego środek ciężkości powinien pozostać po stronie profilaktyki i wczesnej diagnostyki. To rozwiązanie bezpieczniejsze dla pacjenta i jednocześnie bardziej racjonalne z punktu widzenia całego systemu. Znacznie skuteczniej i taniej jest wykryć problem odpowiednio wcześnie niż leczyć chorobę w zaawansowanym stadium.

Pacjent potrzebuje nie tylko badania, ale także pewności

Właśnie z takiego założenia wyszliśmy, tworząc Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej enel-med. Chcemy, by pacjent nie zostawał sam z wynikiem, skierowaniem czy listą zaleceń, ale miał uporządkowaną ścieżkę postępowania: od diagnostyki, przez konsultacje, aż po kolejne decyzje medyczne. Bo poczucie bezpieczeństwa nie bierze się wyłącznie z dostępu do sprzętu. Bierze się także z ciągłości opieki, przewidywalności procesu i przekonania, że diagnostyka wydarzy się na czas.

Jeśli system publiczny chce długofalowo ograniczać koszty leczenia, powinien jak najmocniej wspierać właśnie ten etap. Dobrze zorganizowana profilaktyka i szybka diagnostyka nie są wydatkiem, który można traktować jak pozycję do cięcia. Są jedną z najważniejszych inwestycji w zdrowie pacjentów i w bezpieczeństwo całego systemu

Przeczytaj teraz

Endometrioza wciąż diagnozowana zbyt późno. Ból miesiączkowy, który nie powinien być ignorowany

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 20.03.2026

Marzec to miesiąc świadomości endometriozy – choroby, która dotyka około 10% kobiet w wieku rozrodczym na świecie, czyli nawet 190 milionów osób. Mimo tak dużej skali problemu, wiele pacjentek przez lata nie otrzymuje właściwej diagnozy. Objawy bywają bagatelizowane, a silny ból miesiączkowy wciąż zbyt często traktowany jest jako coś „normalnego”.  – To jedna z najbardziej podstępnych chorób ginekologicznych. Przez lata wiele kobiet słyszało, że silny ból miesiączkowy to „taka ich uroda”. Tymczasem miesiączka może powodować dyskomfort, ale nie powinna wyłączać z codziennej aktywności – podkreśla lek. Paweł Gruszecki, ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Szpitala im. Rudolfa Weigla w Blachowni, Scanmed.

Choroba, której nie widać

Endometrioza polega na tym, że komórki błony śluzowej macicy pojawiają się poza jej jamą. Mogą występować m.in. w jajnikach, jelitach czy pęcherzu moczowym. Pod wpływem hormonów reagują tak samo jak endometrium w macicy – krwawią i wywołują przewlekły stan zapalny.

Przyczyny choroby wciąż nie są do końca poznane.

– Najczęściej mówi się o tzw. menstruacji wstecznej, kiedy krew miesiączkowa wraz z komórkami endometrium cofa się przez jajowody do jamy brzusznej. Jednak na rozwój choroby mogą wpływać również czynniki genetyczne, immunologiczne czy procesy przekształcania się komórek – wyjaśnia lek. Paweł Gruszecki. – Choć choroba najczęściej dotyczy kobiet w wieku rozrodczym, może pojawić się także u nastolatek, a nawet po menopauzie.

W Polsce średni czas od pierwszych objawów do postawienia diagnozy wynosi od 7 do 10 lat

Wiele kobiet przez długi czas nie trafia do specjalisty, który zajmuje się diagnostyką endometriozy. Problemem jest również to, że objawy mogą przypominać inne choroby, np. zespół jelita drażliwego.

– Jeśli pacjentka wielokrotnie słyszy od lekarzy, że przesadza, zaczyna sama w to wierzyć. W efekcie zgłasza się po pomoc dopiero wtedy, gdy ból staje się nie do zniesienia lub pojawiają się poważne problemy z zajściem w ciążę – podkreśla lek. Paweł Gruszecki.

Kiedy ból powinien zaniepokoić?

– Niepokojące objawy to przede wszystkim bardzo silny ból podbrzusza, który uniemożliwia codzienne aktywności, brak reakcji na standardowe leki przeciwbólowe, omdlenia i wymioty podczas okresu, ból przy wypróżnianiu czy promieniowanie bólu do nóg i kręgosłupa – mówi ekspert Szpitala im. R. Weigla w Blachowni. – Zdarza się również, że endometrioza atakuje płuca i występują krwioplucia podczas okresu. Takie symptomy są sygnałem, że należy skonsultować się ze specjalistą – dodaje.

Jak wygląda dziś diagnostyka?

Podstawą rozpoznania endometriozy są badania obrazowe. Najważniejsze jest specjalistyczne USG przezpochwowe wykonywane przez lekarza doświadczonego w diagnostyce tej choroby. W wielu przypadkach pomocny jest także rezonans magnetyczny, który pozwala dokładnie ocenić stopień zaawansowania zmian oraz ich lokalizację. Diagnostyczna laparoskopia nie jest już rutynowo zalecana i wykonuje się ją głównie wtedy, gdy konieczne jest jednoczesne leczenie operacyjne.

Terapia endometriozy wymaga indywidualnego podejścia i często łączy kilka metod. Stosuje się farmakoterapię, której celem jest zahamowanie wzrostu ognisk choroby i zmniejszenie dolegliwości. W niektórych przypadkach konieczne jest leczenie chirurgiczne, najczęściej w formie laparoskopii, polegającej na usunięciu zmian.

Coraz częściej podkreśla się potrzebę podejścia interdyscyplinarnego, obejmującego współpracę ginekologa, fizjoterapeuty uroginekologicznego, dietetyka i psychologa.

– To schorzenie systemowe, które wymaga opieki długoterminowej, a nie tylko jednorazowej operacji. Nawet po zabiegu istnieje ryzyko nawrotów, dlatego pacjentka powinna pozostawać pod stałą opieką specjalistyczną – podkreśla lekarz.

Choroba, która wpływa na całe życie

Endometrioza może mieć konsekwencje nie tylko zdrowotne, ale także psychologiczne i społeczne. Przewlekły ból utrudnia pracę zawodową, ogranicza aktywność społeczną i wpływa na relacje. U części kobiet pojawia się również dyspareunia, czyli ból podczas współżycia.

Dodatkowo choroba bywa związana z problemami z płodnością. Szacuje się, że nawet 30-50% kobiet zmagających się z niepłodnością może mieć endometriozę.

– Dlatego zwiększanie świadomości na temat endometriozy jest tak ważne. Wczesna diagnoza pozwala szybciej wdrożyć leczenie i poprawić jakość życia pacjentek – podsumowuje lek. Paweł Gruszecki.

Przeczytaj teraz

Polacy wciąż unikają dentysty jak ognia, w szczególności mężczyźni, a dzieci przejmują nawyki dorosłych

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 19.03.2026

Ból zęba wciąż jest dla wielu Polaków ważniejszym sygnałem niż profilaktyka. Z badania enel-med wynika, że regularny przegląd stomatologiczny raz w roku lub częściej wykonuje mniej niż połowa dorosłych (43%). Jednocześnie niemal co trzeci trafia do dentysty dopiero wtedy, gdy pojawia się problem, a 9% nie robi takich przeglądów wcale. Do profilaktyki zdecydowanie sumienniej podchodzą kobiety: co druga deklaruje regularny przegląd, podczas gdy wśród mężczyzn co trzeci. Najbardziej niepokoi to, że skutki tego podejścia widać już u dzieci, bo aż 7 na 10 zmaga się z próchnicą.

– Brak regularnych przeglądów stomatologicznych sprawia, że pacjenci trafiają do gabinetu dopiero wtedy, gdy problem jest już zaawansowany i pojawia się ból, stan zapalny czy konieczność bardziej skomplikowanego leczenia. W wielu przypadkach oznacza to leczenie kanałowe, odbudowę zęba lub nawet jego utratę. Tymczasem większości takich sytuacji można uniknąć dzięki regularnym kontrolom. Profilaktyka działa wtedy, gdy nic nie boli. Wizyta kontrolna co około pół roku pozwala wykryć zmiany na bardzo wczesnym etapie, kiedy leczenie jest prostsze, krótsze i zdecydowanie mniej kosztowne dla pacjenta – mówi lek. dent. Izabela Rutkowska-Chrobok, stomatolog zachowawcza enel-med.

Do dentysty nadal częściej na ratunek niż na kontrolę

Regularne przeglądy stomatologiczne wciąż nie są w Polsce nawykiem. Z badania enel-med wynika, że wizytę kontrolną raz w roku lub częściej deklaruje 43% badanych. Co piąty Polak robi taki przegląd co 2-3 lata, a 29% odwiedza gabinet dopiero wtedy, gdy zaczyna się problem. Dodatkowo niemal co dziesiąty badany przyznaje, że nie wykonuje przeglądów stomatologicznych w ogóle.

To pokazuje, że dla dużej części dorosłych wizyta u dentysty nadal jest reakcją na ból, a nie elementem regularnego dbania o zdrowie. Tymczasem właśnie kontrole wykonywane zanim pojawią się objawy pozwalają uniknąć bardziej zaawansowanego, dłuższego i kosztowniejszego leczenia.

Kobiety są bardziej systematyczne, mężczyźni wciąż zostają w tyle

Badanie pokazuje też wyraźne różnice między kobietami i mężczyznami. Kobiety znacznie częściej traktują profilaktykę jako stały element troski o zdrowie, a mężczyźni częściej odkładają wizytę do momentu, kiedy dzieje się już coś niepokojącego. Regularny przegląd stomatologiczny raz w roku lub częściej deklaruje 49% kobiet, podczas gdy wśród mężczyzn ten odsetek wynosi 36%.

Widoczny jest też wyraźny gradient społeczny. Wśród osób z wykształceniem podstawowym lub zawodowym regularne przeglądy deklaruje 21% badanych, natomiast w grupie z wykształceniem wyższym już 51%. Różnice widać również między miejscem zamieszkania: na wsi przegląd raz w roku lub częściej wykonuje 38% badanych, a w miastach liczących od 100 do 500 tys. mieszkańców 52%.

Dzieci przejmują nawyki dorosłych, a rachunek za zaniedbania rośnie

Problem profilaktyki stomatologicznej nie kończy się na dorosłych. Wyniki drugiej edycji akcji profilaktycznej realizowanej wspólnie przez Polskie Towarzystwo Stomatologiczne, enel-med i Septodont pokazują, że aż 7 na 10 dzieci zmaga się z próchnicą, a 4 na 10 wymaga pilnej interwencji stomatologicznej. Jednocześnie 78% rodziców deklaruje, że ich dzieci często sięgają po słodycze.

Eksperci zwracają uwagę, że brak profilaktyki u najmłodszych oznacza nie tylko gorszy stan zdrowia jamy ustnej, ale również wyższe koszty leczenia. W przypadku dzieci rosną one niemal dwukrotnie: z 1851 zł do 3219 zł.

Nawyki związane ze zdrowiem jamy ustnej kształtują się bardzo wcześnie. Jeśli dziecko od najmłodszych lat widzi, że rodzice regularnie chodzą do dentysty i dbają o profilaktykę, samo traktuje wizytę w gabinecie jako coś naturalnego. Warto pamiętać, że dzieci bardzo często przejmują także nasze obawy i lęki. Dlatego zamiast przekazywać im własny strach przed dentystą, lepiej pokazać, że kontrola stomatologiczna jest normalnym elementem dbania o zdrowie. Budowanie dobrych nawyków od najmłodszych lat ma ogromne znaczenie – mówi lek. dent. Izabela Rutkowska-Chrobok z enel-med.

Przeczytaj teraz