PAKS: kardiochirurgia w Bielsku-Białej jedną z najlepszych w Polsce

Autor:
17 lipca 2014

Polsko-Amerykańskie Kliniki Serca są jedyną w Polsce siecią placówek, która zdecydowała się udostępnić szerokiej opinii publicznej osiągane przez siebie wyniki leczenia – podkreśla prof. Paweł Buszman, prezes zarządu PAKS. Wynika z nich, że PAKS w Bielsku-Białej jest wiodącą w Polsce placówką, jeśli chodzi o osiąganą jakość leczenia kardiochirurgicznego.

Wyniki osiągane przez tę klinikę konkurują z wynikami w najlepszych ośrodkach w USA i Wielkiej Brytanii.  Ryzyko zgonu wewnątrzszpitalnego w oddziale kardiochirurgii PAKS w Bielsku-Białej w 2013 roku wyniosło niewiele ponad 1 procent (wobec wskaźnika Euroscore II na poziomie 3,05). Wyniki PAKS były świetne również w poszczególnych grupach zabiegów np. dla zabiegów rewaskularyzacji mięśnia sercowego ryzyko zgonu wyniosło 0,71 (wobec wskaźnika Euroscore II 2,17 procent), dla zabiegów zastawkowych 1,95 procent (wobec wskaźnika Euroscore II na poziomie 3,96) oraz zabiegów skojarzonych (zastawkowo-wieńcowych) 1,67 procent (wobec wskaźnika Euroscore II 5,29). W ośrodku tym wskaźnik kalkulowanego (wstępnego) ryzyka zabiegu do obserwowanego wynosi około 0,36 (dla wszystkich operacji razem) i wynik ten konkuruje z wynikami w najlepszych ośrodkach w USA i Wielkiej Brytanii, gdzie wynosi on od 0,4 do 1,0 (np. w oddziałach firmowanych przez Cleveland Clinic Foundation).

- To wyniki, którymi pochwalić się mogą najlepsze ośrodki kardiochirurgiczne na świecie. Warto zaznaczyć, że zestawiamy ze sobą dane pacjentów o podobnym profilu, w podobnym stanie, podobnie obciążonych chorobami współistniejącymi, dzięki czemu nie można mówić o tym, że porównujemy przysłowiowe „jabłka do gruszek” – informuje profesor Paweł Buszman.-  Jesteśmy żywym dowodem na to, że w placówkach medycznych,  w których to pacjent jest w centrum uwagi, kadra medyczna ma dobre warunki do pracy i rozwoju zawodowego a każdy z pracowników, bez względu na pełnioną funkcję, bierze odpowiedzialność za wykonywaną pracę, można osiągać ponadprzeciętne rezultaty w leczeniu. Beneficjentem takiej sytuacji jest nie tylko chory, który otrzymuje profesjonalną i kompleksową opiekę, ale również Narodowy Fundusz Zdrowia, który zyskuje pewność, że usługi za które płaci z publicznych środków są najwyższej jakości – dodaje prezes PAKS.

Warto podkreślić, że w roku 2013 w bielskiej placówce PAKS wykonano łącznie prawie 1100 zabiegów, a więc  o prawie 300 więcej niż w 2012 roku. Każdy z zatrudnionych w klinice specjalistów wykonał w ubiegłym roku ponad 211 operacji, co stawia Klinikę Kardiochirurgii PAKS pod tym względem w ścisłej czołówce krajowej. Dzięki kardiochirurgii w Bielsku-Białej pacjenci z terenu Podbeskidzia i okolic nie muszą jeździć do oddalonych znacznie ośrodków, bo mogą skorzystać z wysokospecjalistycznych usług kardiochirurgicznych na miejscu. Zapotrzebowanie na świadczenia kardiochirurgiczne wciąż rośnie, jednak kontrakt, jaki posiada placówka PAKS w Bielsku-Białej obejmuje zaledwie 10 procent możliwości tego ośrodka.

- Placówka PAKS w Bielsku-Białej z roku na rok obsługuje coraz więcej pacjentów. Mając dostęp do wiedzy na temat naszych wyników leczenia świadomie podejmują oni decyzję o przeprowadzeniu tak trudnych zabiegów jak operacje ratujące życie, właśnie w naszej placówce – podkreśla profesor Andrzej Bochenek, kardiochirurg i założyciel placówki PAKS w Bielsku-Białej.

- Doceniając profesjonalizm naszej kadry medycznej, świetną organizację i wyposażenie ośrodka najczęściej pacjenci związują się z naszą kliniką już na stałe. Zyskują dzięki temu dostęp do wszystkich innych standardowo oferowanych przez PAKS usług takich jak rehabilitacja i kontrolna diagnostyka, które pozwalają uniknąć kolejnych hospitalizacji i utrzymać pacjenta w dobrej kondycji przez długie lata - dodaje profesor Bochenek,

- Placówka PAKS w Bielsku, jako część kliniczna Centrum Badawczo-Rozwojowego American Heart of Poland spełnia jeszcze jedną ważną funkcję – pozwala na testowanie i wprowadzanie na polski rynek nowych rozwiązań medycznych, które są nie tylko lepsze dla pacjentów, ale również bardziej efektywne dla całego systemu ochrony zdrowia w Polsce – zwraca uwagę  profesor Paweł Buszman. - Dzięki badaniom prowadzonym od wielu lat w Centrum Badawczo-Rozwojowym AHP, w praktyce klinicznej stosowanych jest już wiele polskich urządzeń. Ich pojawienie się spowodowało nawet czterokrotny spadek cen u konkurencji zagranicznej. – stwierdza.

Dzięki rozwojowi i upowszechnieniu diagnostyki oraz inwazyjnego leczenia choroby wieńcowej w Polsce, które było możliwe dzięki połączonym wysiłkom środowisk medycznych, Ministerstwa Zdrowia, Narodowego Funduszu Zdrowia oraz prywatnych świadczeniodawców, w ciągu ostatniej dekady śmiertelność wewnątrzszpitalna w zawale serca w Polsce spadła około dziesięciokrotnie. Kardiologia w Polsce charakteryzuje się dobrą organizacją oraz dostępnością, a także wysoką jakością stosowanych procedur.

Polska jest postrzegana w Unii Europejskiej jako kraj, któremu udało się wypracować wręcz modelowe rozwiązania w zakresie leczenia Ostrych Zespołów Wieńcowych (OZW). Osiągnięcie wysokiej jakości oraz wysokiej dostępności do usług kardiologicznych przy niskich nakładach jest wyjątkowym przypadkiem nie tylko w skali naszego kraju, ale i całej Europy. Model kardiologii inwazyjnej może stanowić wzór zrównoważonego i trwałego biznesu dla innych dziedzin medycznych oraz organizacji ochrony zdrowia w Polsce.

Niestety wciąż zachorowalność na choroby układu krążenia w Polsce nadal jest 1,5-2 razy wyższa niż Europie Zachodniej a zgony z przyczyn sercowo-naczyniowych wciąż stanowią prawie 50 procent wszystkich przyczyn zgonów w Polsce. Dzieje się tak między innymi dlatego, że środki przeznaczane na profilaktykę i kompleksowe leczenie tych schorzeń uwzględniające rehabilitację i prowadzenie pacjentów po incydentach sercowo-naczyniowych, są obecnie niewystarczające.

- Dlatego za dbałością o jakość i transparentność wyników samego leczenia powinna iść również kompleksowość świadczeń, uwzględniająca łatwy dostęp chorych do rehabilitacji pierwotnej i wtórnej oraz diagnostyki – uważa prof. Paweł Buszman, Prezes PAKS.

Wskaźnik EuroSCORE II (European System for Cardiac Operative Risk Evaluation) to najnowszy model oceny ryzyka śmiertelności operacyjnej u pacjentów poddawanych zabiegom kardiochirurgicznym. Opiera się na wynikach badania obserwacyjnego, które objęło swoim zasięgiem 20 tysięcy pacjentów ze 128 szpitali z 8 europejskich krajów.

Obecnie Grupę American Heart of Poland tworzy 30 placówek medycznych oraz Przedsiębiorstwo Uzdrowiskowe „Ustroń” SA, co sprawia, że sieć może oferować kompleksowe leczenie schorzeń sercowo-naczyniowych, począwszy od prewencji i profilaktyki, poprzez terapię w ramach nowoczesnych procedur interwencyjnych zakresu kardiologii inwazyjnej, kardiochirurgii oraz chirurgii naczyniowej, aż po rehabilitację, która jest realizowana w oparciu o Uzdrowisko Ustroń. W roku 2013 w ośrodkach PAKS leczono około 40 tysięcy chorych.

Kliniki Serca były pionierem:
-  w kompleksowym leczeniu chorych z rozsianą miażdżycą tętnic wieńcowych i obwodowych (w tym z miażdżycą tętnic szyjnych);
-  w wykonywaniu złożonych zabiegów wieńcowych u chorych zdyskwalifikowanych od leczenia kardiochirurgicznego;
-  we wprowadzeniu urządzeń do aterektomii tętnic obwodowych w celu zapobiegania konsekwencjom niedokrwienia kończyn dolnych.

Polsko-Amerykańskie Kliniki Serca posiadają Centrum Badawczo-Rozwojowe, na które składa się nowoczesny Oddział Kardiochirurgii Małoinwazyjnej i Endoskopowej w Bielsku-Białej oraz Pracownia Doświadczalna w Kostkowicach. Dzięki unijnym środkom z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, z puli na wsparcie inwestycji o dużym znaczeniu dla gospodarki w wysokości 18 mln zł, w Centrum prowadzone są badania nad leczeniem wad zastawkowych serca, niewydolności serca oraz w zakresie zaburzeń krzepnięcia i leczenia.

 


Polsko-Amerykańskie Kliniki Serca są jedyną w Polsce siecią placówek, która zdecydowała się udostępnić szerokiej opinii publicznej osiągane przez siebie wyniki leczenia – podkreśla prof. Paweł Buszman, prezes zarządu PAKS. Wynika z nich, że PAKS w Bielsku-Białej jest wiodącą w Polsce placówką, jeśli chodzi o osiąganą jakość leczenia kardiochirurgicznego.

Wyniki osiągane przez tę klinikę konkurują z wynikami w najlepszych ośrodkach w USA i Wielkiej Brytanii.  Ryzyko zgonu wewnątrzszpitalnego w oddziale kardiochirurgii PAKS w Bielsku-Białej w 2013 roku wyniosło niewiele ponad 1 procent (wobec wskaźnika Euroscore II na poziomie 3,05). Wyniki PAKS były świetne również w poszczególnych grupach zabiegów np. dla zabiegów rewaskularyzacji mięśnia sercowego ryzyko zgonu wyniosło 0,71 (wobec wskaźnika Euroscore II 2,17 procent), dla zabiegów zastawkowych 1,95 procent (wobec wskaźnika Euroscore II na poziomie 3,96) oraz zabiegów skojarzonych (zastawkowo-wieńcowych) 1,67 procent (wobec wskaźnika Euroscore II 5,29). W ośrodku tym wskaźnik kalkulowanego (wstępnego) ryzyka zabiegu do obserwowanego wynosi około 0,36 (dla wszystkich operacji razem) i wynik ten konkuruje z wynikami w najlepszych ośrodkach w USA i Wielkiej Brytanii, gdzie wynosi on od 0,4 do 1,0 (np. w oddziałach firmowanych przez Cleveland Clinic Foundation).

– To wyniki, którymi pochwalić się mogą najlepsze ośrodki kardiochirurgiczne na świecie. Warto zaznaczyć, że zestawiamy ze sobą dane pacjentów o podobnym profilu, w podobnym stanie, podobnie obciążonych chorobami współistniejącymi, dzięki czemu nie można mówić o tym, że porównujemy przysłowiowe „jabłka do gruszek” – informuje profesor Paweł Buszman.-  Jesteśmy żywym dowodem na to, że w placówkach medycznych,  w których to pacjent jest w centrum uwagi, kadra medyczna ma dobre warunki do pracy i rozwoju zawodowego a każdy z pracowników, bez względu na pełnioną funkcję, bierze odpowiedzialność za wykonywaną pracę, można osiągać ponadprzeciętne rezultaty w leczeniu. Beneficjentem takiej sytuacji jest nie tylko chory, który otrzymuje profesjonalną i kompleksową opiekę, ale również Narodowy Fundusz Zdrowia, który zyskuje pewność, że usługi za które płaci z publicznych środków są najwyższej jakości – dodaje prezes PAKS.

Warto podkreślić, że w roku 2013 w bielskiej placówce PAKS wykonano łącznie prawie 1100 zabiegów, a więc  o prawie 300 więcej niż w 2012 roku. Każdy z zatrudnionych w klinice specjalistów wykonał w ubiegłym roku ponad 211 operacji, co stawia Klinikę Kardiochirurgii PAKS pod tym względem w ścisłej czołówce krajowej. Dzięki kardiochirurgii w Bielsku-Białej pacjenci z terenu Podbeskidzia i okolic nie muszą jeździć do oddalonych znacznie ośrodków, bo mogą skorzystać z wysokospecjalistycznych usług kardiochirurgicznych na miejscu. Zapotrzebowanie na świadczenia kardiochirurgiczne wciąż rośnie, jednak kontrakt, jaki posiada placówka PAKS w Bielsku-Białej obejmuje zaledwie 10 procent możliwości tego ośrodka.

– Placówka PAKS w Bielsku-Białej z roku na rok obsługuje coraz więcej pacjentów. Mając dostęp do wiedzy na temat naszych wyników leczenia świadomie podejmują oni decyzję o przeprowadzeniu tak trudnych zabiegów jak operacje ratujące życie, właśnie w naszej placówce – podkreśla profesor Andrzej Bochenek, kardiochirurg i założyciel placówki PAKS w Bielsku-Białej.

– Doceniając profesjonalizm naszej kadry medycznej, świetną organizację i wyposażenie ośrodka najczęściej pacjenci związują się z naszą kliniką już na stałe. Zyskują dzięki temu dostęp do wszystkich innych standardowo oferowanych przez PAKS usług takich jak rehabilitacja i kontrolna diagnostyka, które pozwalają uniknąć kolejnych hospitalizacji i utrzymać pacjenta w dobrej kondycji przez długie lata – dodaje profesor Bochenek,

– Placówka PAKS w Bielsku, jako część kliniczna Centrum Badawczo-Rozwojowego American Heart of Poland spełnia jeszcze jedną ważną funkcję – pozwala na testowanie i wprowadzanie na polski rynek nowych rozwiązań medycznych, które są nie tylko lepsze dla pacjentów, ale również bardziej efektywne dla całego systemu ochrony zdrowia w Polsce – zwraca uwagę  profesor Paweł Buszman. – Dzięki badaniom prowadzonym od wielu lat w Centrum Badawczo-Rozwojowym AHP, w praktyce klinicznej stosowanych jest już wiele polskich urządzeń. Ich pojawienie się spowodowało nawet czterokrotny spadek cen u konkurencji zagranicznej. – stwierdza.

Dzięki rozwojowi i upowszechnieniu diagnostyki oraz inwazyjnego leczenia choroby wieńcowej w Polsce, które było możliwe dzięki połączonym wysiłkom środowisk medycznych, Ministerstwa Zdrowia, Narodowego Funduszu Zdrowia oraz prywatnych świadczeniodawców, w ciągu ostatniej dekady śmiertelność wewnątrzszpitalna w zawale serca w Polsce spadła około dziesięciokrotnie. Kardiologia w Polsce charakteryzuje się dobrą organizacją oraz dostępnością, a także wysoką jakością stosowanych procedur.

Polska jest postrzegana w Unii Europejskiej jako kraj, któremu udało się wypracować wręcz modelowe rozwiązania w zakresie leczenia Ostrych Zespołów Wieńcowych (OZW). Osiągnięcie wysokiej jakości oraz wysokiej dostępności do usług kardiologicznych przy niskich nakładach jest wyjątkowym przypadkiem nie tylko w skali naszego kraju, ale i całej Europy. Model kardiologii inwazyjnej może stanowić wzór zrównoważonego i trwałego biznesu dla innych dziedzin medycznych oraz organizacji ochrony zdrowia w Polsce.

Niestety wciąż zachorowalność na choroby układu krążenia w Polsce nadal jest 1,5-2 razy wyższa niż Europie Zachodniej a zgony z przyczyn sercowo-naczyniowych wciąż stanowią prawie 50 procent wszystkich przyczyn zgonów w Polsce. Dzieje się tak między innymi dlatego, że środki przeznaczane na profilaktykę i kompleksowe leczenie tych schorzeń uwzględniające rehabilitację i prowadzenie pacjentów po incydentach sercowo-naczyniowych, są obecnie niewystarczające.

– Dlatego za dbałością o jakość i transparentność wyników samego leczenia powinna iść również kompleksowość świadczeń, uwzględniająca łatwy dostęp chorych do rehabilitacji pierwotnej i wtórnej oraz diagnostyki – uważa prof. Paweł Buszman, Prezes PAKS.

Wskaźnik EuroSCORE II (European System for Cardiac Operative Risk Evaluation) to najnowszy model oceny ryzyka śmiertelności operacyjnej u pacjentów poddawanych zabiegom kardiochirurgicznym. Opiera się na wynikach badania obserwacyjnego, które objęło swoim zasięgiem 20 tysięcy pacjentów ze 128 szpitali z 8 europejskich krajów.

Obecnie Grupę American Heart of Poland tworzy 30 placówek medycznych oraz Przedsiębiorstwo Uzdrowiskowe „Ustroń” SA, co sprawia, że sieć może oferować kompleksowe leczenie schorzeń sercowo-naczyniowych, począwszy od prewencji i profilaktyki, poprzez terapię w ramach nowoczesnych procedur interwencyjnych zakresu kardiologii inwazyjnej, kardiochirurgii oraz chirurgii naczyniowej, aż po rehabilitację, która jest realizowana w oparciu o Uzdrowisko Ustroń. W roku 2013 w ośrodkach PAKS leczono około 40 tysięcy chorych.

Kliniki Serca były pionierem:
–  w kompleksowym leczeniu chorych z rozsianą miażdżycą tętnic wieńcowych i obwodowych (w tym z miażdżycą tętnic szyjnych);
–  w wykonywaniu złożonych zabiegów wieńcowych u chorych zdyskwalifikowanych od leczenia kardiochirurgicznego;
–  we wprowadzeniu urządzeń do aterektomii tętnic obwodowych w celu zapobiegania konsekwencjom niedokrwienia kończyn dolnych.

Polsko-Amerykańskie Kliniki Serca posiadają Centrum Badawczo-Rozwojowe, na które składa się nowoczesny Oddział Kardiochirurgii Małoinwazyjnej i Endoskopowej w Bielsku-Białej oraz Pracownia Doświadczalna w Kostkowicach. Dzięki unijnym środkom z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, z puli na wsparcie inwestycji o dużym znaczeniu dla gospodarki w wysokości 18 mln zł, w Centrum prowadzone są badania nad leczeniem wad zastawkowych serca, niewydolności serca oraz w zakresie zaburzeń krzepnięcia i leczenia.

 

Inne artykuły

Wesołych Świąt Wielkanocnych życzą Pracodawcy Medycyny Prywatnej!

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 2.04.2026

Szanowni Państwo,

z okazji Świąt Wielkanocnych składamy Państwu najserdeczniejsze życzenia zdrowia, spokoju oraz nadziei płynącej z budzącej się do życia wiosny. Niech ten wyjątkowy czas przyniesie wytchnienie, sprzyja refleksjom oraz pozwoli nabrać sił do realizacji kolejnych wyzwań zawodowych. Niech będzie również okazją do spotkań w gronie najbliższych, umacniania relacji i czerpania radości z prostych, ale ważnych chwil. Życzymy, aby towarzysząca mu atmosfera życzliwości i wzajemnego wsparcia pozostała z Państwem na długo, także w życiu zawodowym.

Z wyrazami szacunku
Zarząd
Pracodawców Medycyny Prywatnej

Przeczytaj teraz

To nie jajka są problemem Wielkanocy. Dietetyczka: Polacy bardziej szkodzą sobie tym, co kładą obok

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 30.03.2026

Jajka od lat są jednym z dietetycznych grzechów głównych na wielkanocnym stole, ale zdaniem dietetyków problemem nie jest sam produkt, tylko sposób, w jaki go podajemy. To nie jajko najbardziej obciąża organizm, lecz połączenie tłustych dodatków, dokładek i wielogodzinnego biesiadowania. Jajka same w sobie są cennym produktem, źródłem pełnowartościowego białka, witamin i składników mineralnych. Dietetyczka enel-med wyjaśnia, jak jeść świąteczne potrawy z głową, bez wyrzeczeń, ale też bez przeciążania organizmu.

Wokół wielkanocnego stołu co roku wracają te same pytania: czy jajka podnoszą cholesterol, czy sałatka jarzynowa z majonezem to zły wybór i czy po świętach trzeba „odpokutować” dietą. Tymczasem z perspektywy dietetycznej problem zwykle nie leży w jednym produkcie, ale w całym świątecznym zestawie. Jajka same w sobie mogą być wartościowym elementem diety, gdyż dostarczają pełnowartościowego białka, witamin i składników mineralnych. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy na jednym talerzu spotykają się z dużą ilością majonezu, tłustymi wędlinami, pasztetami, żurkiem z kiełbasą, słodkimi wypiekami i kolejnymi porcjami „na spróbowanie”.

Jajka niesłusznie bywają stawiane w roli głównego winowajcy wielkanocnego stołu. Z punktu widzenia dietetyki znacznie większe znaczenie ma to, z czym je łączymy i w jakiej ilości je spożywamy. Jeśli obok pojawiają się tłuste sosy, kilka rodzajów mięs, sałatki na bazie dużej ilości majonezu i deser, problemem nie jest jedno jajko, lecz przeciążający organizm nadmiar. Święta nie wymagają restrykcji, ale warto zadbać o proporcje, umiar i bardziej świadome wybory – mówi Monika Langier-Frąckiewicz, dietetyczka enel-med.

Nie jajko, tylko świąteczny pakiet

To właśnie suma składników i sposób jedzenia mają największe znaczenie dla samopoczucia po świątecznym posiłku. Jajko z dodatkiem warzyw, szczypiorku czy niewielkiej ilości chrzanu będzie zupełnie innym wyborem niż jajko podane z grubą warstwą majonezu, w towarzystwie białej kiełbasy, pasztetu i sałatki.

W praktyce najbardziej obciążający dla organizmu bywa nie pojedynczy produkt, ale nadmiar. Święta sprzyjają jedzeniu częściej, ciężej i więcej niż na co dzień. Do tego dochodzi długie siedzenie przy stole, podjadanie między posiłkami i pokusa, by spróbować wszystkiego. To właśnie taki miks może skutkować uczuciem ciężkości, sennością, wzdęciami czy pogorszeniem samopoczucia.

Dokładki i jedzenie na zapas

Z perspektywy dietetycznej bardziej szkodzi mechanizm świątecznego przejadania się niż konkretna potrawa. Wiele osób zaczyna dzień od obfitego śniadania, a potem przez kolejne godziny sięga po następne porcje ciast, sałatek i mięs. Organizm nie dostaje przestrzeni na spokojne trawienie, a my tracimy kontrolę nad tym, ile naprawdę zjedliśmy.

Najlepsza strategia na Wielkanoc nie polega na tym, by bać się jajek czy odmawiać sobie wszystkich ulubionych smaków. Dużo rozsądniejsze jest pilnowanie proporcji. Warto zjeść to, na co naprawdę mamy ochotę, ale nie traktować świąt jak kulinarnego maratonu od rana do wieczora. Nawet niewielkie zmiany, jak lżejszy sos, mniejsza porcja czy więcej warzyw, mogą sprawić, że po świątecznym posiłku będziemy czuć się znacznie lepiej dodaje Monika Langier-Frąckiewicz.

Jak odciążyć wielkanocny stół bez psucia świąt

Dietetycy podkreślają, że świąteczne menu nie wymaga rewolucji. Wystarczy kilka prostych zmian, by zachować tradycyjny smak, a jednocześnie nie przeciążyć organizmu.

Warto zacząć od dodatków. Część majonezu w sałatce można zastąpić jogurtem naturalnym lub skyrem, a do jajek zamiast ciężkiego sosu dodać więcej szczypiorku, rzeżuchy czy odrobinę musztardy. Dobrym pomysłem jest też zadbanie o obecność świeżych warzyw na stole, które często przegrywają z bardziej sycącymi potrawami – mówi Monika Langier-Frąckiewicz, dietetyczka enel-med.

Znaczenie ma również tempo jedzenia. Święta nie muszą oznaczać ciągłego sięgania po kolejne porcje. Lepiej zjeść mniej, wolniej i bardziej świadomie, niż przez kilka godzin podjadać wszystko po trochu. Dla organizmu to duża różnica.

Nie trzeba wykreślać z menu jajek, żurku czy mazurka. Lepiej jednak spojrzeć na cały talerz i cały dzień jedzenia, a nie oceniać jednego produktu w oderwaniu od reszty. To właśnie proporcje, ilość i częstotliwość sięgania po świąteczne dania decydują o tym, jak będziemy się czuć po Wielkanocy. Bo problemem nie jest jajko. Problemem jest wszystko to, co dokładamy obok.

Przeczytaj teraz

To nie przeziębienie, lecz alergia. Zaczyna się już zimą, także u dorosłych

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 25.03.2026

Katar, zatkany nos, kichanie i łzawiące oczy. Wielu Polaków nadal bierze te objawy za zwykłe przeziębienie, a tymczasem winowajcą często okazuje się alergia. Co ważne, sezon pylenia w Polsce startuje już zimą, a problem coraz częściej dotyczy nie tylko dzieci, ale także dorosłych, którzy nigdy wcześniej nie mieli podobnych dolegliwości. Jak wynika z danych m.in. Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oraz instytucji monitorujących zdrowie publiczne, objawy alergii mogą dotyczyć nawet co trzeciej osoby na świecie i ten wskaźnik ciągle rośnie. Ekspert enel-med zwraca uwagę, że kluczowe znaczenie ma właściwe rozpoznanie przyczyny dolegliwości, ponieważ alergia i infekcja wymagają zupełnie innego postępowania.

– W gabinecie bardzo często spotykam się z pacjentami, którzy nie wiedzą, czy mają do czynienia z alergią czy z infekcją. W obu przypadkach pojawiają się niedrożny nos, katar i kichanie. Wynika to z tego, że zarówno w alergii i w przeziębieniu błona śluzowa nosa jest objęta stanem zapalnym, obrzęka i produkuje więcej wydzieliny, co daje poczucie zatkanego nosa. Różnica polega jednak na przyczynie. W przeziębieniu mamy infekcję wirusową, a w alergii reakcję organizmu na konkretny alergen, na przykład pyłki roślin, roztocza kurzu domowego czy sierść zwierząt. I to właśnie dlatego tak ważne jest dokładne rozpoznanie, bo sposób leczenia w tych dwóch przypadkach jest zupełnie inny – mówi dr n. med. Piotr Niedziałkowski, alergolog enel-med.

Problemy zaczynają się zimą

Sezon alergii w Polsce rozpoczyna się bardzo wcześnie. Najwcześniej pylą leszczyna i olsza, a w kolejnych miesiącach dołączają inne drzewa, w tym brzoza (jeden z najczęstszych alergenów). W dalszej części sezonu pojawiają się także pyłki traw i innych roślin. Intensywność pylenia zależy m.in. od pogody i regionu kraju, dlatego osoby z alergią powinny śledzić aktualne komunikaty dotyczące stężenia pyłków. Pozwala to lepiej planować codzienne aktywności i ograniczać kontakt z alergenami w okresach ich największego nasilenia.

Alergie krzyżują się

Warto pamiętać, że objawy alergii nie zawsze są związane wyłącznie z tym, co znajduje się w powietrzu. Coraz częściej obserwuje się tzw. alergie krzyżowe, w których organizm reaguje na substancje podobne do alergenu pierwotnego. Przykładem jest uczulenie na pyłki brzozy: osoby z taką alergią mogą odczuwać dolegliwości po zjedzeniu surowych owoców i warzyw, takich jak jabłko, marchew, seler, gruszka czy kiwi. Objawy najczęściej obejmują świąd, pieczenie lub mrowienie w jamie ustnej i gardle.

Wiek ma coraz mniejsze znaczenie

Wbrew powszechnemu przekonaniu alergia nie jest wyłącznie problemem dzieci. Coraz częściej diagnozuje się ją również u dorosłych, nawet jeśli wcześniej nie występowały żadne objawy. Oznacza to, że brak reakcji alergicznych w przeszłości nie daje gwarancji, że problem nie pojawi się w przyszłości. Zmiany w układzie odpornościowym, środowisku życia, stylu pracy czy ekspozycji na alergeny sprawiają, że reakcje alergiczne mogą wystąpić na różnych etapach życia. Znaczenie ma także ogólny stan organizmu – w tym mikrobiota jelitowa, dieta oraz kondycja błon śluzowych.

Są sposoby na leczenie

Jeśli lekarz potwierdzi alergię wziewną, jednym z możliwych rozwiązań jest immunoterapia alergenowa, potocznie nazywana odczulaniem. Metoda ta polega na stopniowym podawaniu organizmowi niewielkich dawek alergenu, dzięki czemu układ odpornościowy uczy się go tolerować. Terapia trwa zwykle kilka lat, ale w wielu przypadkach pozwala znacząco zmniejszyć objawy choroby, a czasem nawet całkowicie je wyeliminować.

Układ odpornościowy nie jest stały, dlatego alergia może pojawić się w każdym momencie życia. W jej leczeniu nie możemy patrzeć wyłącznie na sam alergen i leki. Równie ważne są dieta, stan przewodu pokarmowego oraz ogólna kondycja organizmu. W przypadku alergii wziewnej bardzo ważne jest także ograniczanie kontaktu z alergenami w okresie intensywnego pylenia. Pomocne mogą być proste codzienne nawyki, takie jak mycie włosów po powrocie ze spaceru, zmiana ubrań czy wietrzenie mieszkania po deszczu, gdy stężenie pyłków w powietrzu jest zwykle niższe. Warto również śledzić komunikaty dotyczące poziomu pyłków, które pomagają lepiej zaplanować aktywności na świeżym powietrzu – mówi dr n. med. Piotr Niedziałkowski, alergolog enel-med.

***

Dr n. med. Piotr Niedziałkowski, alergolog enel-med:

Przeczytaj teraz

Jacek Rozwadowski, Prezes Zarządu enel-med: Mniej badań i dłuższe kolejki. Pacjenci poczekają jeszcze dłużej na kluczowe badania diagnostyczne

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 23.03.2026

Gdyby badania w placówkach enel-med były realizowane wyłącznie do poziomu kontraktu z NFZ, liczba świadczeń spadłaby o ponad 2,5 tys. miesięcznie, czyli o ponad 30 tys. rocznie. Dla pacjentów oznaczałoby to dłuższe kolejki do tomografii, rezonansu czy kolonoskopii, a w wielu przypadkach także późniejszą diagnozę i mniej czasu na szybkie rozpoczęcie leczenia. A w diagnostyce czas bardzo często decyduje nie o komforcie, lecz o bezpieczeństwie pacjenta. Szczególnie wtedy, gdy badanie ma potwierdzić lub wykluczyć chorobę nowotworową.

Rozumiemy potrzebę szukania przez NFZ rozwiązań stabilizujących finanse systemu. Warto jednak pamiętać, że w ambulatoryjnej diagnostyce specjalistycznej każda decyzja dotycząca finansowania niemal natychmiast przekłada się na dostępność świadczeń. Dla pacjenta nie jest to abstrakcyjny spór o model finansowania, ale bardzo konkretne pytanie: czy usłyszę diagnozę odpowiednio wcześnie, by mieć realną szansę na szybkie leczenie.

Gdy ubywa badań, rośnie ryzyko spóźnionej diagnozy

Tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny, gastroskopia czy kolonoskopia to nie są świadczenia, które można bez konsekwencji przesunąć na później. To właśnie one często przesądzają o tym, czy choroba zostanie wykryta na etapie, na którym można działać szybko, skutecznie i mniej inwazyjnie. Ograniczenie finansowania nadwykonań w tym obszarze oznacza w praktyce prosty mechanizm: mniej badań, dłuższe kolejki, więcej niepewności po stronie pacjentów.

Z perspektywy świadczeniodawcy widzimy wyraźnie, że nadwykonania nie są dziś wyjątkiem ani marginesem systemu. Stały się realnym mechanizmem podtrzymującym dostępność diagnostyki. To dzięki nim można odpowiadać na rzeczywiste potrzeby zdrowotne pacjentów, a nie wyłącznie na formalne limity kontraktowe.

Bez ciągłości badań nie ma bezpiecznej profilaktyki

Szczególnie wyraźnie widać to na przykładzie kolonoskopii, czyli jednego z najważniejszych badań w profilaktyce onkologicznej. To badanie pozwala nie tylko wykryć chorobę odpowiednio wcześnie, ale w wielu przypadkach także usunąć zmiany przedrakowe, zanim rozwinie się nowotwór. Jeśli dostęp do takich świadczeń słabnie, system wcześniej czy później zapłaci za to znacznie wyższą cenę: zdrowotną, społeczną i finansową.

Dlatego środek ciężkości powinien pozostać po stronie profilaktyki i wczesnej diagnostyki. To rozwiązanie bezpieczniejsze dla pacjenta i jednocześnie bardziej racjonalne z punktu widzenia całego systemu. Znacznie skuteczniej i taniej jest wykryć problem odpowiednio wcześnie niż leczyć chorobę w zaawansowanym stadium.

Pacjent potrzebuje nie tylko badania, ale także pewności

Właśnie z takiego założenia wyszliśmy, tworząc Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej enel-med. Chcemy, by pacjent nie zostawał sam z wynikiem, skierowaniem czy listą zaleceń, ale miał uporządkowaną ścieżkę postępowania: od diagnostyki, przez konsultacje, aż po kolejne decyzje medyczne. Bo poczucie bezpieczeństwa nie bierze się wyłącznie z dostępu do sprzętu. Bierze się także z ciągłości opieki, przewidywalności procesu i przekonania, że diagnostyka wydarzy się na czas.

Jeśli system publiczny chce długofalowo ograniczać koszty leczenia, powinien jak najmocniej wspierać właśnie ten etap. Dobrze zorganizowana profilaktyka i szybka diagnostyka nie są wydatkiem, który można traktować jak pozycję do cięcia. Są jedną z najważniejszych inwestycji w zdrowie pacjentów i w bezpieczeństwo całego systemu

Przeczytaj teraz

Endometrioza wciąż diagnozowana zbyt późno. Ból miesiączkowy, który nie powinien być ignorowany

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 20.03.2026

Marzec to miesiąc świadomości endometriozy – choroby, która dotyka około 10% kobiet w wieku rozrodczym na świecie, czyli nawet 190 milionów osób. Mimo tak dużej skali problemu, wiele pacjentek przez lata nie otrzymuje właściwej diagnozy. Objawy bywają bagatelizowane, a silny ból miesiączkowy wciąż zbyt często traktowany jest jako coś „normalnego”.  – To jedna z najbardziej podstępnych chorób ginekologicznych. Przez lata wiele kobiet słyszało, że silny ból miesiączkowy to „taka ich uroda”. Tymczasem miesiączka może powodować dyskomfort, ale nie powinna wyłączać z codziennej aktywności – podkreśla lek. Paweł Gruszecki, ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Szpitala im. Rudolfa Weigla w Blachowni, Scanmed.

Choroba, której nie widać

Endometrioza polega na tym, że komórki błony śluzowej macicy pojawiają się poza jej jamą. Mogą występować m.in. w jajnikach, jelitach czy pęcherzu moczowym. Pod wpływem hormonów reagują tak samo jak endometrium w macicy – krwawią i wywołują przewlekły stan zapalny.

Przyczyny choroby wciąż nie są do końca poznane.

– Najczęściej mówi się o tzw. menstruacji wstecznej, kiedy krew miesiączkowa wraz z komórkami endometrium cofa się przez jajowody do jamy brzusznej. Jednak na rozwój choroby mogą wpływać również czynniki genetyczne, immunologiczne czy procesy przekształcania się komórek – wyjaśnia lek. Paweł Gruszecki. – Choć choroba najczęściej dotyczy kobiet w wieku rozrodczym, może pojawić się także u nastolatek, a nawet po menopauzie.

W Polsce średni czas od pierwszych objawów do postawienia diagnozy wynosi od 7 do 10 lat

Wiele kobiet przez długi czas nie trafia do specjalisty, który zajmuje się diagnostyką endometriozy. Problemem jest również to, że objawy mogą przypominać inne choroby, np. zespół jelita drażliwego.

– Jeśli pacjentka wielokrotnie słyszy od lekarzy, że przesadza, zaczyna sama w to wierzyć. W efekcie zgłasza się po pomoc dopiero wtedy, gdy ból staje się nie do zniesienia lub pojawiają się poważne problemy z zajściem w ciążę – podkreśla lek. Paweł Gruszecki.

Kiedy ból powinien zaniepokoić?

– Niepokojące objawy to przede wszystkim bardzo silny ból podbrzusza, który uniemożliwia codzienne aktywności, brak reakcji na standardowe leki przeciwbólowe, omdlenia i wymioty podczas okresu, ból przy wypróżnianiu czy promieniowanie bólu do nóg i kręgosłupa – mówi ekspert Szpitala im. R. Weigla w Blachowni. – Zdarza się również, że endometrioza atakuje płuca i występują krwioplucia podczas okresu. Takie symptomy są sygnałem, że należy skonsultować się ze specjalistą – dodaje.

Jak wygląda dziś diagnostyka?

Podstawą rozpoznania endometriozy są badania obrazowe. Najważniejsze jest specjalistyczne USG przezpochwowe wykonywane przez lekarza doświadczonego w diagnostyce tej choroby. W wielu przypadkach pomocny jest także rezonans magnetyczny, który pozwala dokładnie ocenić stopień zaawansowania zmian oraz ich lokalizację. Diagnostyczna laparoskopia nie jest już rutynowo zalecana i wykonuje się ją głównie wtedy, gdy konieczne jest jednoczesne leczenie operacyjne.

Terapia endometriozy wymaga indywidualnego podejścia i często łączy kilka metod. Stosuje się farmakoterapię, której celem jest zahamowanie wzrostu ognisk choroby i zmniejszenie dolegliwości. W niektórych przypadkach konieczne jest leczenie chirurgiczne, najczęściej w formie laparoskopii, polegającej na usunięciu zmian.

Coraz częściej podkreśla się potrzebę podejścia interdyscyplinarnego, obejmującego współpracę ginekologa, fizjoterapeuty uroginekologicznego, dietetyka i psychologa.

– To schorzenie systemowe, które wymaga opieki długoterminowej, a nie tylko jednorazowej operacji. Nawet po zabiegu istnieje ryzyko nawrotów, dlatego pacjentka powinna pozostawać pod stałą opieką specjalistyczną – podkreśla lekarz.

Choroba, która wpływa na całe życie

Endometrioza może mieć konsekwencje nie tylko zdrowotne, ale także psychologiczne i społeczne. Przewlekły ból utrudnia pracę zawodową, ogranicza aktywność społeczną i wpływa na relacje. U części kobiet pojawia się również dyspareunia, czyli ból podczas współżycia.

Dodatkowo choroba bywa związana z problemami z płodnością. Szacuje się, że nawet 30-50% kobiet zmagających się z niepłodnością może mieć endometriozę.

– Dlatego zwiększanie świadomości na temat endometriozy jest tak ważne. Wczesna diagnoza pozwala szybciej wdrożyć leczenie i poprawić jakość życia pacjentek – podsumowuje lek. Paweł Gruszecki.

Przeczytaj teraz

Polacy wciąż unikają dentysty jak ognia, w szczególności mężczyźni, a dzieci przejmują nawyki dorosłych

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 19.03.2026

Ból zęba wciąż jest dla wielu Polaków ważniejszym sygnałem niż profilaktyka. Z badania enel-med wynika, że regularny przegląd stomatologiczny raz w roku lub częściej wykonuje mniej niż połowa dorosłych (43%). Jednocześnie niemal co trzeci trafia do dentysty dopiero wtedy, gdy pojawia się problem, a 9% nie robi takich przeglądów wcale. Do profilaktyki zdecydowanie sumienniej podchodzą kobiety: co druga deklaruje regularny przegląd, podczas gdy wśród mężczyzn co trzeci. Najbardziej niepokoi to, że skutki tego podejścia widać już u dzieci, bo aż 7 na 10 zmaga się z próchnicą.

– Brak regularnych przeglądów stomatologicznych sprawia, że pacjenci trafiają do gabinetu dopiero wtedy, gdy problem jest już zaawansowany i pojawia się ból, stan zapalny czy konieczność bardziej skomplikowanego leczenia. W wielu przypadkach oznacza to leczenie kanałowe, odbudowę zęba lub nawet jego utratę. Tymczasem większości takich sytuacji można uniknąć dzięki regularnym kontrolom. Profilaktyka działa wtedy, gdy nic nie boli. Wizyta kontrolna co około pół roku pozwala wykryć zmiany na bardzo wczesnym etapie, kiedy leczenie jest prostsze, krótsze i zdecydowanie mniej kosztowne dla pacjenta – mówi lek. dent. Izabela Rutkowska-Chrobok, stomatolog zachowawcza enel-med.

Do dentysty nadal częściej na ratunek niż na kontrolę

Regularne przeglądy stomatologiczne wciąż nie są w Polsce nawykiem. Z badania enel-med wynika, że wizytę kontrolną raz w roku lub częściej deklaruje 43% badanych. Co piąty Polak robi taki przegląd co 2-3 lata, a 29% odwiedza gabinet dopiero wtedy, gdy zaczyna się problem. Dodatkowo niemal co dziesiąty badany przyznaje, że nie wykonuje przeglądów stomatologicznych w ogóle.

To pokazuje, że dla dużej części dorosłych wizyta u dentysty nadal jest reakcją na ból, a nie elementem regularnego dbania o zdrowie. Tymczasem właśnie kontrole wykonywane zanim pojawią się objawy pozwalają uniknąć bardziej zaawansowanego, dłuższego i kosztowniejszego leczenia.

Kobiety są bardziej systematyczne, mężczyźni wciąż zostają w tyle

Badanie pokazuje też wyraźne różnice między kobietami i mężczyznami. Kobiety znacznie częściej traktują profilaktykę jako stały element troski o zdrowie, a mężczyźni częściej odkładają wizytę do momentu, kiedy dzieje się już coś niepokojącego. Regularny przegląd stomatologiczny raz w roku lub częściej deklaruje 49% kobiet, podczas gdy wśród mężczyzn ten odsetek wynosi 36%.

Widoczny jest też wyraźny gradient społeczny. Wśród osób z wykształceniem podstawowym lub zawodowym regularne przeglądy deklaruje 21% badanych, natomiast w grupie z wykształceniem wyższym już 51%. Różnice widać również między miejscem zamieszkania: na wsi przegląd raz w roku lub częściej wykonuje 38% badanych, a w miastach liczących od 100 do 500 tys. mieszkańców 52%.

Dzieci przejmują nawyki dorosłych, a rachunek za zaniedbania rośnie

Problem profilaktyki stomatologicznej nie kończy się na dorosłych. Wyniki drugiej edycji akcji profilaktycznej realizowanej wspólnie przez Polskie Towarzystwo Stomatologiczne, enel-med i Septodont pokazują, że aż 7 na 10 dzieci zmaga się z próchnicą, a 4 na 10 wymaga pilnej interwencji stomatologicznej. Jednocześnie 78% rodziców deklaruje, że ich dzieci często sięgają po słodycze.

Eksperci zwracają uwagę, że brak profilaktyki u najmłodszych oznacza nie tylko gorszy stan zdrowia jamy ustnej, ale również wyższe koszty leczenia. W przypadku dzieci rosną one niemal dwukrotnie: z 1851 zł do 3219 zł.

Nawyki związane ze zdrowiem jamy ustnej kształtują się bardzo wcześnie. Jeśli dziecko od najmłodszych lat widzi, że rodzice regularnie chodzą do dentysty i dbają o profilaktykę, samo traktuje wizytę w gabinecie jako coś naturalnego. Warto pamiętać, że dzieci bardzo często przejmują także nasze obawy i lęki. Dlatego zamiast przekazywać im własny strach przed dentystą, lepiej pokazać, że kontrola stomatologiczna jest normalnym elementem dbania o zdrowie. Budowanie dobrych nawyków od najmłodszych lat ma ogromne znaczenie – mówi lek. dent. Izabela Rutkowska-Chrobok z enel-med.

Przeczytaj teraz