Powstała Strategia na Rzecz Rozwoju Pielęgniarstwa i Położnictwa w Polsce

Autor: Medycyna Prywatna
4 lutego 2018

Zespół powołany przez ministra zdrowia opracował Strategię na Rzecz Rozwoju Pielęgniarstwa i Położnictwa w Polsce. Jedną z jego uczestniczek była Monika Tomaszewska, przewodnicząca Forum  Pielęgniarek i Położnych Pracodawców Medycyny Prywatnej, która reprezentowała w zespole Pracodawców RP. Ze strategii wynika między innymi, że pielęgniarek jest zbyt mało i że za kilkanaście lat nie będzie miał kto się opiekować chorymi. Problemem jest także starzenie się tej grupy zawodowej. Jeżeli nie zwiększy się liczba młodych osób wchodzących do zawodu za 10 lat średnia wieku pielęgniarki sięgnie 60 lat. Aby zmienić ten trend co roku potrzeba 13 tysięcy absolwentek szkół pielęgniarskich, a tym czasem jest zaledwie 3 tysiące. - Inicjatywa powstania Strategii na Rzecz Rozwoju Pielęgniarstwa i Położnictwa w Polsce pojawiła się podczas zorganizowanej 27 marca 2017 roku debaty poświęconej problemom współczesnego pielęgniarstwa i położnictwa w Polsce.  Organizatorem był Minister Zdrowia, Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych, Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych oraz Warszawski Uniwersytet Medyczny – przypomina Monika Tomaszewska. Skoncentrowano się wtedy na problemach dotyczących norm  zatrudnienia pielęgniarek i położnych w realizacji świadczeń gwarantowanych i projektowanych zmian w rozporządzeniach koszykowych, na prestiżu i promocji zawodu pielęgniarki i położnej i  mechanizmach motywujących do podejmowania kształcenia i pracy w zawodach w Polsce, a także na cyfryzacji w systemie ochrony zdrowia jako części rozwiązań systemowych i wsparcia opieki pielęgniarskiej i położniczej. Wkrótce po debacie (w kwietniu 2017 roku) powołano zespół do spraw opracowania strategii na rzecz rozwoju pielęgniarstwa i położnictwa w Polsce, w skład którego oprócz przedstawicieli organizacji pielęgniarskich/położnych oraz organizacji pacjentów weszli także przedstawiciele Pracodawców RP. Prace zespołu od początku koncentrowały się na analizie posiadanych danych i weryfikacji wskazanych powyżej problemów. Uszczegółowiono listę zagadnień wskazując priorytety dla  zespołu i finalnie strategii, takich jak:

  1. Zbyt mała liczba pielęgniarek i liczby położnych w systemie ochrony zdrowia, co przekłada się na niski wskaźnik pielęgniarek i położnych na 1 tys. mieszkańców,
  2. Brak w systemie ochrony zdrowia profesji współuczestniczących w bezpośredniej opiece nad pacjentem, wspomagających pracę pielęgniarek,
  3. Niewystarczające regulacje dotyczące liczby i kwalifikacji pielęgniarek i położnych realizujących świadczenia gwarantowane w poszczególnych zakresach świadczeń,
  4. Brak ustalenia przez podmioty lecznicze posiadające umowę z NFZ minimalnych norm zatrudniania, pomimo obowiązujących regulacji prawnych w tym zakresie,
  5. Niedostateczne określenie ról i kompetencji pielęgniarek i położnych w systemie opieki zdrowotnej,
  6. Warunki pracy pielęgniarek i położnych (w tym również m.in. związane z możliwością posługiwania się nowymi technologiami np. prowadzenie dokumentacji w formie elektronicznej),
  7. Jakość kształcenia przeddyplomowego i podyplomowego i wprowadzania nowych form kształcenia (e-learning, telepielęgniarstwo).
Równocześnie określono płaszczyzny tematyczne strategii:
  1. Kształcenie przed i podyplomowe pielęgniarek i położnych.
  2. Nowy zawód medyczny, jako zawód pomocniczy dla zawodu pielęgniarki w systemie opieki zdrowotnej.
  • Rola i kompetencje pielęgniarek i położnych w systemie ochrony zdrowia.
  1. Normy zatrudnienia – określenie liczby pielęgniarek i położnych oraz ich kwalifikacji w poszczególnych zakresach świadczeń (rozporządzenia „koszykowe”).
  2. Warunki pracy, wynagrodzenia i prestiż zawodów pielęgniarki i położnej.
Zespół od początku miał jeden cel główny - określić działania, które mogłyby wpłynąć pozytywnie na zwiększenie liczby pielęgniarek i położnych w polskim systemie opieki zdrowotnej, w tym na przykład takich, które zmotywowałyby absolwentów do podejmowania pracy w zawodzie, co dzisiaj jak wiemy jest ogromnym problemem. - Pracowaliśmy w podzespołach – to były bardzo intensywne i często burzliwe dyskusje ale chyba to, że cel nadrzędny był najważniejszy pozwoliło nam wyjść nieco poza „swój kawałek podłogi” i popatrzeć na problem globalnie – niezwykle widoczne było też ogromne zaangażowanie, profesjonalizm i nastawione na cel działanie wiceminister zdrowia Józefy Szczurek-Żelazko – wyjaśnia Monika Tomaszewska. - Wszyscy byli zgodni, jeśli chodzi o konieczność zmniejszenia liczby dziedzin specjalizacji, czy wprowadzenia modelu akredytacji ośrodków prowadzących kształcenie podyplomowe pielęgniarek i położnych, co powinno znacząco wpłynąć również na jego jakość. Ważną rekomendacją strategii jest również to aby kształcenie podyplomowe finansowane ze środków Ministerstwa Zdrowia było zgodne ze ścieżką rozwoju pielęgniarki i położnej oraz oczekiwaniami  pracodawcy/świadczeniodawcy - dodaje. Bardzo pożądaną przez środowisko pielęgniarek i położnych, a także pracodawców, świadczeniodawców i pacjentów rekomendacją było jednoznaczne zdefiniowanie zawodu pomocniczego  w systemie opieki zdrowotnej, czyli opiekuna medycznego. Wykorzystanie aktualnych kompetencji oraz modyfikacja obecnych programów kształcenia, która powinna pójść w kierunku ich poszerzania to dobry prognostyk zmian. - Trochę wzorem ścieżek rozwoju zawodowego w prywatnych podmiotach leczniczych wskazano na konieczność doprecyzowania kompetencji zawodowych pielęgniarek i położnych dla poszczególnych poziomów kształcenia (licencjat pielęgniarstwa/położnictwa, magister pielęgniarstwa/ położnictwa) oraz specjalisty w dziedzinie pielęgniarstwa/położnictwa – mówi Monika Tomaszewska i dodaje, że najtrudniej jednak będzie wypracować na poziomie aktów wykonawczych zapisy strategii, dotyczące minimalnych norm zatrudnienia. - W tym obszarze stanowiska nieco się różniły już na poziomie wstępnych dyskusji – przelicznik na łóżka, a nie na pacjenta w kategorii nie będzie nigdy dobrym rozwiązaniem. Wątpliwe jest, że płatnik od razu będzie wyróżniał podmioty lecznicze, które wdrożyły minimalne normy zatrudnienia pielęgniarek i położnych – dzisiaj to rozwiązanie przecież nie funkcjonuje. Trzeba również pamiętać, że wprowadzenie zawodu pomocniczego powinno mieć znaczący wpływ na wskaźniki norm pielęgniarek i zawsze powinno być brane pod uwagę – wyjaśnia. - Strategia jest pierwszym dokumentem, który wyznaczył główne kierunki zmian dla pielęgniarstwa i położnictwa w Polsce. Wszyscy wiemy, że będzie miał zwolenników i przeciwników. Dzisiaj nikt już nie ma wątpliwości – „zasypanie” dziury pokoleniowej bez szybkich i rozsądnych działań w tym obszarze nie będzie możliwe. Pierwszym etapem oczekiwanych zmian będzie rozważne przełożenie rekomendacji na logiczne zapisy aktów prawnych. Wierzę w ten dokument ale pozostają wątpliwości związane z wdrażaniem jego zapisów – podsumowuje przewodnicząca Forum  Pielęgniarek i Położnych Pracodawców Medycyny Prywatnej.  

Zespół powołany przez ministra zdrowia opracował Strategię na Rzecz Rozwoju Pielęgniarstwa i Położnictwa w Polsce. Jedną z jego uczestniczek była Monika Tomaszewska, przewodnicząca Forum  Pielęgniarek i Położnych Pracodawców Medycyny Prywatnej, która reprezentowała w zespole Pracodawców RP.

Ze strategii wynika między innymi, że pielęgniarek jest zbyt mało i że za kilkanaście lat nie będzie miał kto się opiekować chorymi. Problemem jest także starzenie się tej grupy zawodowej. Jeżeli nie zwiększy się liczba młodych osób wchodzących do zawodu za 10 lat średnia wieku pielęgniarki sięgnie 60 lat. Aby zmienić ten trend co roku potrzeba 13 tysięcy absolwentek szkół pielęgniarskich, a tym czasem jest zaledwie 3 tysiące.

– Inicjatywa powstania Strategii na Rzecz Rozwoju Pielęgniarstwa i Położnictwa w Polsce pojawiła się podczas zorganizowanej 27 marca 2017 roku debaty poświęconej problemom współczesnego pielęgniarstwa i położnictwa w Polsce.  Organizatorem był Minister Zdrowia, Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych, Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych oraz Warszawski Uniwersytet Medyczny – przypomina Monika Tomaszewska.

Skoncentrowano się wtedy na problemach dotyczących norm  zatrudnienia pielęgniarek i położnych w realizacji świadczeń gwarantowanych i projektowanych zmian w rozporządzeniach koszykowych, na prestiżu i promocji zawodu pielęgniarki i położnej i  mechanizmach motywujących do podejmowania kształcenia i pracy w zawodach w Polsce, a także na cyfryzacji w systemie ochrony zdrowia jako części rozwiązań systemowych i wsparcia opieki pielęgniarskiej i położniczej.

Wkrótce po debacie (w kwietniu 2017 roku) powołano zespół do spraw opracowania strategii na rzecz rozwoju pielęgniarstwa i położnictwa w Polsce, w skład którego oprócz przedstawicieli organizacji pielęgniarskich/położnych oraz organizacji pacjentów weszli także przedstawiciele Pracodawców RP.

Prace zespołu od początku koncentrowały się na analizie posiadanych danych i weryfikacji wskazanych powyżej problemów. Uszczegółowiono listę zagadnień wskazując priorytety dla  zespołu i finalnie strategii, takich jak:

  1. Zbyt mała liczba pielęgniarek i liczby położnych w systemie ochrony zdrowia, co przekłada się na niski wskaźnik pielęgniarek i położnych na 1 tys. mieszkańców,
  2. Brak w systemie ochrony zdrowia profesji współuczestniczących w bezpośredniej opiece nad pacjentem, wspomagających pracę pielęgniarek,
  3. Niewystarczające regulacje dotyczące liczby i kwalifikacji pielęgniarek i położnych realizujących świadczenia gwarantowane w poszczególnych zakresach świadczeń,
  4. Brak ustalenia przez podmioty lecznicze posiadające umowę z NFZ minimalnych norm zatrudniania, pomimo obowiązujących regulacji prawnych w tym zakresie,
  5. Niedostateczne określenie ról i kompetencji pielęgniarek i położnych w systemie opieki zdrowotnej,
  6. Warunki pracy pielęgniarek i położnych (w tym również m.in. związane z możliwością posługiwania się nowymi technologiami np. prowadzenie dokumentacji w formie elektronicznej),
  7. Jakość kształcenia przeddyplomowego i podyplomowego i wprowadzania nowych form kształcenia (e-learning, telepielęgniarstwo).

Równocześnie określono płaszczyzny tematyczne strategii:

  1. Kształcenie przed i podyplomowe pielęgniarek i położnych.
  2. Nowy zawód medyczny, jako zawód pomocniczy dla zawodu pielęgniarki w systemie opieki zdrowotnej.
  • Rola i kompetencje pielęgniarek i położnych w systemie ochrony zdrowia.
  1. Normy zatrudnienia – określenie liczby pielęgniarek i położnych oraz ich kwalifikacji w poszczególnych zakresach świadczeń (rozporządzenia „koszykowe”).
  2. Warunki pracy, wynagrodzenia i prestiż zawodów pielęgniarki i położnej.

Zespół od początku miał jeden cel główny – określić działania, które mogłyby wpłynąć pozytywnie na zwiększenie liczby pielęgniarek i położnych w polskim systemie opieki zdrowotnej, w tym na przykład takich, które zmotywowałyby absolwentów do podejmowania pracy w zawodzie, co dzisiaj jak wiemy jest ogromnym problemem.

– Pracowaliśmy w podzespołach – to były bardzo intensywne i często burzliwe dyskusje ale chyba to, że cel nadrzędny był najważniejszy pozwoliło nam wyjść nieco poza „swój kawałek podłogi” i popatrzeć na problem globalnie – niezwykle widoczne było też ogromne zaangażowanie, profesjonalizm i nastawione na cel działanie wiceminister zdrowia Józefy Szczurek-Żelazko – wyjaśnia Monika Tomaszewska. – Wszyscy byli zgodni, jeśli chodzi o konieczność zmniejszenia liczby dziedzin specjalizacji, czy wprowadzenia modelu akredytacji ośrodków prowadzących kształcenie podyplomowe pielęgniarek i położnych, co powinno znacząco wpłynąć również na jego jakość. Ważną rekomendacją strategii jest również to aby kształcenie podyplomowe finansowane ze środków Ministerstwa Zdrowia było zgodne ze ścieżką rozwoju pielęgniarki i położnej oraz oczekiwaniami  pracodawcy/świadczeniodawcy – dodaje.

Bardzo pożądaną przez środowisko pielęgniarek i położnych, a także pracodawców, świadczeniodawców i pacjentów rekomendacją było jednoznaczne zdefiniowanie zawodu pomocniczego  w systemie opieki zdrowotnej, czyli opiekuna medycznego. Wykorzystanie aktualnych kompetencji oraz modyfikacja obecnych programów kształcenia, która powinna pójść w kierunku ich poszerzania to dobry prognostyk zmian.

– Trochę wzorem ścieżek rozwoju zawodowego w prywatnych podmiotach leczniczych wskazano na konieczność doprecyzowania kompetencji zawodowych pielęgniarek i położnych dla poszczególnych poziomów kształcenia (licencjat pielęgniarstwa/położnictwa, magister pielęgniarstwa/ położnictwa) oraz specjalisty w dziedzinie pielęgniarstwa/położnictwa – mówi Monika Tomaszewska i dodaje, że najtrudniej jednak będzie wypracować na poziomie aktów wykonawczych zapisy strategii, dotyczące minimalnych norm zatrudnienia.

– W tym obszarze stanowiska nieco się różniły już na poziomie wstępnych dyskusji – przelicznik na łóżka, a nie na pacjenta w kategorii nie będzie nigdy dobrym rozwiązaniem. Wątpliwe jest, że płatnik od razu będzie wyróżniał podmioty lecznicze, które wdrożyły minimalne normy zatrudnienia pielęgniarek i położnych – dzisiaj to rozwiązanie przecież nie funkcjonuje. Trzeba również pamiętać, że wprowadzenie zawodu pomocniczego powinno mieć znaczący wpływ na wskaźniki norm pielęgniarek i zawsze powinno być brane pod uwagę – wyjaśnia.

– Strategia jest pierwszym dokumentem, który wyznaczył główne kierunki zmian dla pielęgniarstwa i położnictwa w Polsce. Wszyscy wiemy, że będzie miał zwolenników i przeciwników. Dzisiaj nikt już nie ma wątpliwości – „zasypanie” dziury pokoleniowej bez szybkich i rozsądnych działań w tym obszarze nie będzie możliwe. Pierwszym etapem oczekiwanych zmian będzie rozważne przełożenie rekomendacji na logiczne zapisy aktów prawnych. Wierzę w ten dokument ale pozostają wątpliwości związane z wdrażaniem jego zapisów – podsumowuje przewodnicząca Forum  Pielęgniarek i Położnych Pracodawców Medycyny Prywatnej.

 

Inne artykuły

Spotkanie Forum Medycyny Laboratoryjnej

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 15.04.2026

14 kwietnia 2026 r. zorganizowaliśmy spotkanie Forum Medycyny Laboratoryjnej, któremu przewodniczy Barbara Kopeć – Wiceprezes Zarządu Pracodawców Medycyny Prywatnej (PMP). Dyskusję z udziałem ekspertów poprowadził Dr Tomasz Anyszek.

Spotkanie poświęcone było podsumowaniu aktywności związanych z wdrażaniem rekomendacji dla Ministerstwa Zdrowia w obszarze działań prowadzących do stałego podnoszenia jakości w medycznych laboratoriach diagnostycznych.

Była to dobra okazja, żeby sprawdzić, co udało się osiągnąć przez ostatnie dwa lata od momentu ich wypracowania oraz gdzie nadal są przestrzenie do dalszej pracy. Dyskusja dotyczyła zarówno efektów dotychczasowych działań, jak i potrzeby aktualizacji części rekomendacji oraz wskazania nowych kierunków rozwoju.

Takie spotkania pokazują, że rozwój jakości w diagnostyce laboratoryjnej to proces ciągły, który wymaga współpracy całego środowiska i regularnej weryfikacji przyjętych założeń.

Przeczytaj teraz

Wesołych Świąt Wielkanocnych życzą Pracodawcy Medycyny Prywatnej!

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 2.04.2026

Szanowni Państwo,

z okazji Świąt Wielkanocnych składamy Państwu najserdeczniejsze życzenia zdrowia, spokoju oraz nadziei płynącej z budzącej się do życia wiosny. Niech ten wyjątkowy czas przyniesie wytchnienie, sprzyja refleksjom oraz pozwoli nabrać sił do realizacji kolejnych wyzwań zawodowych. Niech będzie również okazją do spotkań w gronie najbliższych, umacniania relacji i czerpania radości z prostych, ale ważnych chwil. Życzymy, aby towarzysząca mu atmosfera życzliwości i wzajemnego wsparcia pozostała z Państwem na długo, także w życiu zawodowym.

Z wyrazami szacunku
Zarząd
Pracodawców Medycyny Prywatnej

Przeczytaj teraz

To nie jajka są problemem Wielkanocy. Dietetyczka: Polacy bardziej szkodzą sobie tym, co kładą obok

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 30.03.2026

Jajka od lat są jednym z dietetycznych grzechów głównych na wielkanocnym stole, ale zdaniem dietetyków problemem nie jest sam produkt, tylko sposób, w jaki go podajemy. To nie jajko najbardziej obciąża organizm, lecz połączenie tłustych dodatków, dokładek i wielogodzinnego biesiadowania. Jajka same w sobie są cennym produktem, źródłem pełnowartościowego białka, witamin i składników mineralnych. Dietetyczka enel-med wyjaśnia, jak jeść świąteczne potrawy z głową, bez wyrzeczeń, ale też bez przeciążania organizmu.

Wokół wielkanocnego stołu co roku wracają te same pytania: czy jajka podnoszą cholesterol, czy sałatka jarzynowa z majonezem to zły wybór i czy po świętach trzeba „odpokutować” dietą. Tymczasem z perspektywy dietetycznej problem zwykle nie leży w jednym produkcie, ale w całym świątecznym zestawie. Jajka same w sobie mogą być wartościowym elementem diety, gdyż dostarczają pełnowartościowego białka, witamin i składników mineralnych. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy na jednym talerzu spotykają się z dużą ilością majonezu, tłustymi wędlinami, pasztetami, żurkiem z kiełbasą, słodkimi wypiekami i kolejnymi porcjami „na spróbowanie”.

Jajka niesłusznie bywają stawiane w roli głównego winowajcy wielkanocnego stołu. Z punktu widzenia dietetyki znacznie większe znaczenie ma to, z czym je łączymy i w jakiej ilości je spożywamy. Jeśli obok pojawiają się tłuste sosy, kilka rodzajów mięs, sałatki na bazie dużej ilości majonezu i deser, problemem nie jest jedno jajko, lecz przeciążający organizm nadmiar. Święta nie wymagają restrykcji, ale warto zadbać o proporcje, umiar i bardziej świadome wybory – mówi Monika Langier-Frąckiewicz, dietetyczka enel-med.

Nie jajko, tylko świąteczny pakiet

To właśnie suma składników i sposób jedzenia mają największe znaczenie dla samopoczucia po świątecznym posiłku. Jajko z dodatkiem warzyw, szczypiorku czy niewielkiej ilości chrzanu będzie zupełnie innym wyborem niż jajko podane z grubą warstwą majonezu, w towarzystwie białej kiełbasy, pasztetu i sałatki.

W praktyce najbardziej obciążający dla organizmu bywa nie pojedynczy produkt, ale nadmiar. Święta sprzyjają jedzeniu częściej, ciężej i więcej niż na co dzień. Do tego dochodzi długie siedzenie przy stole, podjadanie między posiłkami i pokusa, by spróbować wszystkiego. To właśnie taki miks może skutkować uczuciem ciężkości, sennością, wzdęciami czy pogorszeniem samopoczucia.

Dokładki i jedzenie na zapas

Z perspektywy dietetycznej bardziej szkodzi mechanizm świątecznego przejadania się niż konkretna potrawa. Wiele osób zaczyna dzień od obfitego śniadania, a potem przez kolejne godziny sięga po następne porcje ciast, sałatek i mięs. Organizm nie dostaje przestrzeni na spokojne trawienie, a my tracimy kontrolę nad tym, ile naprawdę zjedliśmy.

Najlepsza strategia na Wielkanoc nie polega na tym, by bać się jajek czy odmawiać sobie wszystkich ulubionych smaków. Dużo rozsądniejsze jest pilnowanie proporcji. Warto zjeść to, na co naprawdę mamy ochotę, ale nie traktować świąt jak kulinarnego maratonu od rana do wieczora. Nawet niewielkie zmiany, jak lżejszy sos, mniejsza porcja czy więcej warzyw, mogą sprawić, że po świątecznym posiłku będziemy czuć się znacznie lepiej dodaje Monika Langier-Frąckiewicz.

Jak odciążyć wielkanocny stół bez psucia świąt

Dietetycy podkreślają, że świąteczne menu nie wymaga rewolucji. Wystarczy kilka prostych zmian, by zachować tradycyjny smak, a jednocześnie nie przeciążyć organizmu.

Warto zacząć od dodatków. Część majonezu w sałatce można zastąpić jogurtem naturalnym lub skyrem, a do jajek zamiast ciężkiego sosu dodać więcej szczypiorku, rzeżuchy czy odrobinę musztardy. Dobrym pomysłem jest też zadbanie o obecność świeżych warzyw na stole, które często przegrywają z bardziej sycącymi potrawami – mówi Monika Langier-Frąckiewicz, dietetyczka enel-med.

Znaczenie ma również tempo jedzenia. Święta nie muszą oznaczać ciągłego sięgania po kolejne porcje. Lepiej zjeść mniej, wolniej i bardziej świadomie, niż przez kilka godzin podjadać wszystko po trochu. Dla organizmu to duża różnica.

Nie trzeba wykreślać z menu jajek, żurku czy mazurka. Lepiej jednak spojrzeć na cały talerz i cały dzień jedzenia, a nie oceniać jednego produktu w oderwaniu od reszty. To właśnie proporcje, ilość i częstotliwość sięgania po świąteczne dania decydują o tym, jak będziemy się czuć po Wielkanocy. Bo problemem nie jest jajko. Problemem jest wszystko to, co dokładamy obok.

Przeczytaj teraz

To nie przeziębienie, lecz alergia. Zaczyna się już zimą, także u dorosłych

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 25.03.2026

Katar, zatkany nos, kichanie i łzawiące oczy. Wielu Polaków nadal bierze te objawy za zwykłe przeziębienie, a tymczasem winowajcą często okazuje się alergia. Co ważne, sezon pylenia w Polsce startuje już zimą, a problem coraz częściej dotyczy nie tylko dzieci, ale także dorosłych, którzy nigdy wcześniej nie mieli podobnych dolegliwości. Jak wynika z danych m.in. Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oraz instytucji monitorujących zdrowie publiczne, objawy alergii mogą dotyczyć nawet co trzeciej osoby na świecie i ten wskaźnik ciągle rośnie. Ekspert enel-med zwraca uwagę, że kluczowe znaczenie ma właściwe rozpoznanie przyczyny dolegliwości, ponieważ alergia i infekcja wymagają zupełnie innego postępowania.

– W gabinecie bardzo często spotykam się z pacjentami, którzy nie wiedzą, czy mają do czynienia z alergią czy z infekcją. W obu przypadkach pojawiają się niedrożny nos, katar i kichanie. Wynika to z tego, że zarówno w alergii i w przeziębieniu błona śluzowa nosa jest objęta stanem zapalnym, obrzęka i produkuje więcej wydzieliny, co daje poczucie zatkanego nosa. Różnica polega jednak na przyczynie. W przeziębieniu mamy infekcję wirusową, a w alergii reakcję organizmu na konkretny alergen, na przykład pyłki roślin, roztocza kurzu domowego czy sierść zwierząt. I to właśnie dlatego tak ważne jest dokładne rozpoznanie, bo sposób leczenia w tych dwóch przypadkach jest zupełnie inny – mówi dr n. med. Piotr Niedziałkowski, alergolog enel-med.

Problemy zaczynają się zimą

Sezon alergii w Polsce rozpoczyna się bardzo wcześnie. Najwcześniej pylą leszczyna i olsza, a w kolejnych miesiącach dołączają inne drzewa, w tym brzoza (jeden z najczęstszych alergenów). W dalszej części sezonu pojawiają się także pyłki traw i innych roślin. Intensywność pylenia zależy m.in. od pogody i regionu kraju, dlatego osoby z alergią powinny śledzić aktualne komunikaty dotyczące stężenia pyłków. Pozwala to lepiej planować codzienne aktywności i ograniczać kontakt z alergenami w okresach ich największego nasilenia.

Alergie krzyżują się

Warto pamiętać, że objawy alergii nie zawsze są związane wyłącznie z tym, co znajduje się w powietrzu. Coraz częściej obserwuje się tzw. alergie krzyżowe, w których organizm reaguje na substancje podobne do alergenu pierwotnego. Przykładem jest uczulenie na pyłki brzozy: osoby z taką alergią mogą odczuwać dolegliwości po zjedzeniu surowych owoców i warzyw, takich jak jabłko, marchew, seler, gruszka czy kiwi. Objawy najczęściej obejmują świąd, pieczenie lub mrowienie w jamie ustnej i gardle.

Wiek ma coraz mniejsze znaczenie

Wbrew powszechnemu przekonaniu alergia nie jest wyłącznie problemem dzieci. Coraz częściej diagnozuje się ją również u dorosłych, nawet jeśli wcześniej nie występowały żadne objawy. Oznacza to, że brak reakcji alergicznych w przeszłości nie daje gwarancji, że problem nie pojawi się w przyszłości. Zmiany w układzie odpornościowym, środowisku życia, stylu pracy czy ekspozycji na alergeny sprawiają, że reakcje alergiczne mogą wystąpić na różnych etapach życia. Znaczenie ma także ogólny stan organizmu – w tym mikrobiota jelitowa, dieta oraz kondycja błon śluzowych.

Są sposoby na leczenie

Jeśli lekarz potwierdzi alergię wziewną, jednym z możliwych rozwiązań jest immunoterapia alergenowa, potocznie nazywana odczulaniem. Metoda ta polega na stopniowym podawaniu organizmowi niewielkich dawek alergenu, dzięki czemu układ odpornościowy uczy się go tolerować. Terapia trwa zwykle kilka lat, ale w wielu przypadkach pozwala znacząco zmniejszyć objawy choroby, a czasem nawet całkowicie je wyeliminować.

Układ odpornościowy nie jest stały, dlatego alergia może pojawić się w każdym momencie życia. W jej leczeniu nie możemy patrzeć wyłącznie na sam alergen i leki. Równie ważne są dieta, stan przewodu pokarmowego oraz ogólna kondycja organizmu. W przypadku alergii wziewnej bardzo ważne jest także ograniczanie kontaktu z alergenami w okresie intensywnego pylenia. Pomocne mogą być proste codzienne nawyki, takie jak mycie włosów po powrocie ze spaceru, zmiana ubrań czy wietrzenie mieszkania po deszczu, gdy stężenie pyłków w powietrzu jest zwykle niższe. Warto również śledzić komunikaty dotyczące poziomu pyłków, które pomagają lepiej zaplanować aktywności na świeżym powietrzu – mówi dr n. med. Piotr Niedziałkowski, alergolog enel-med.

***

Dr n. med. Piotr Niedziałkowski, alergolog enel-med:

Przeczytaj teraz

Jacek Rozwadowski, Prezes Zarządu enel-med: Mniej badań i dłuższe kolejki. Pacjenci poczekają jeszcze dłużej na kluczowe badania diagnostyczne

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 23.03.2026

Gdyby badania w placówkach enel-med były realizowane wyłącznie do poziomu kontraktu z NFZ, liczba świadczeń spadłaby o ponad 2,5 tys. miesięcznie, czyli o ponad 30 tys. rocznie. Dla pacjentów oznaczałoby to dłuższe kolejki do tomografii, rezonansu czy kolonoskopii, a w wielu przypadkach także późniejszą diagnozę i mniej czasu na szybkie rozpoczęcie leczenia. A w diagnostyce czas bardzo często decyduje nie o komforcie, lecz o bezpieczeństwie pacjenta. Szczególnie wtedy, gdy badanie ma potwierdzić lub wykluczyć chorobę nowotworową.

Rozumiemy potrzebę szukania przez NFZ rozwiązań stabilizujących finanse systemu. Warto jednak pamiętać, że w ambulatoryjnej diagnostyce specjalistycznej każda decyzja dotycząca finansowania niemal natychmiast przekłada się na dostępność świadczeń. Dla pacjenta nie jest to abstrakcyjny spór o model finansowania, ale bardzo konkretne pytanie: czy usłyszę diagnozę odpowiednio wcześnie, by mieć realną szansę na szybkie leczenie.

Gdy ubywa badań, rośnie ryzyko spóźnionej diagnozy

Tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny, gastroskopia czy kolonoskopia to nie są świadczenia, które można bez konsekwencji przesunąć na później. To właśnie one często przesądzają o tym, czy choroba zostanie wykryta na etapie, na którym można działać szybko, skutecznie i mniej inwazyjnie. Ograniczenie finansowania nadwykonań w tym obszarze oznacza w praktyce prosty mechanizm: mniej badań, dłuższe kolejki, więcej niepewności po stronie pacjentów.

Z perspektywy świadczeniodawcy widzimy wyraźnie, że nadwykonania nie są dziś wyjątkiem ani marginesem systemu. Stały się realnym mechanizmem podtrzymującym dostępność diagnostyki. To dzięki nim można odpowiadać na rzeczywiste potrzeby zdrowotne pacjentów, a nie wyłącznie na formalne limity kontraktowe.

Bez ciągłości badań nie ma bezpiecznej profilaktyki

Szczególnie wyraźnie widać to na przykładzie kolonoskopii, czyli jednego z najważniejszych badań w profilaktyce onkologicznej. To badanie pozwala nie tylko wykryć chorobę odpowiednio wcześnie, ale w wielu przypadkach także usunąć zmiany przedrakowe, zanim rozwinie się nowotwór. Jeśli dostęp do takich świadczeń słabnie, system wcześniej czy później zapłaci za to znacznie wyższą cenę: zdrowotną, społeczną i finansową.

Dlatego środek ciężkości powinien pozostać po stronie profilaktyki i wczesnej diagnostyki. To rozwiązanie bezpieczniejsze dla pacjenta i jednocześnie bardziej racjonalne z punktu widzenia całego systemu. Znacznie skuteczniej i taniej jest wykryć problem odpowiednio wcześnie niż leczyć chorobę w zaawansowanym stadium.

Pacjent potrzebuje nie tylko badania, ale także pewności

Właśnie z takiego założenia wyszliśmy, tworząc Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej enel-med. Chcemy, by pacjent nie zostawał sam z wynikiem, skierowaniem czy listą zaleceń, ale miał uporządkowaną ścieżkę postępowania: od diagnostyki, przez konsultacje, aż po kolejne decyzje medyczne. Bo poczucie bezpieczeństwa nie bierze się wyłącznie z dostępu do sprzętu. Bierze się także z ciągłości opieki, przewidywalności procesu i przekonania, że diagnostyka wydarzy się na czas.

Jeśli system publiczny chce długofalowo ograniczać koszty leczenia, powinien jak najmocniej wspierać właśnie ten etap. Dobrze zorganizowana profilaktyka i szybka diagnostyka nie są wydatkiem, który można traktować jak pozycję do cięcia. Są jedną z najważniejszych inwestycji w zdrowie pacjentów i w bezpieczeństwo całego systemu

Przeczytaj teraz

Endometrioza wciąż diagnozowana zbyt późno. Ból miesiączkowy, który nie powinien być ignorowany

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 20.03.2026

Marzec to miesiąc świadomości endometriozy – choroby, która dotyka około 10% kobiet w wieku rozrodczym na świecie, czyli nawet 190 milionów osób. Mimo tak dużej skali problemu, wiele pacjentek przez lata nie otrzymuje właściwej diagnozy. Objawy bywają bagatelizowane, a silny ból miesiączkowy wciąż zbyt często traktowany jest jako coś „normalnego”.  – To jedna z najbardziej podstępnych chorób ginekologicznych. Przez lata wiele kobiet słyszało, że silny ból miesiączkowy to „taka ich uroda”. Tymczasem miesiączka może powodować dyskomfort, ale nie powinna wyłączać z codziennej aktywności – podkreśla lek. Paweł Gruszecki, ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Szpitala im. Rudolfa Weigla w Blachowni, Scanmed.

Choroba, której nie widać

Endometrioza polega na tym, że komórki błony śluzowej macicy pojawiają się poza jej jamą. Mogą występować m.in. w jajnikach, jelitach czy pęcherzu moczowym. Pod wpływem hormonów reagują tak samo jak endometrium w macicy – krwawią i wywołują przewlekły stan zapalny.

Przyczyny choroby wciąż nie są do końca poznane.

– Najczęściej mówi się o tzw. menstruacji wstecznej, kiedy krew miesiączkowa wraz z komórkami endometrium cofa się przez jajowody do jamy brzusznej. Jednak na rozwój choroby mogą wpływać również czynniki genetyczne, immunologiczne czy procesy przekształcania się komórek – wyjaśnia lek. Paweł Gruszecki. – Choć choroba najczęściej dotyczy kobiet w wieku rozrodczym, może pojawić się także u nastolatek, a nawet po menopauzie.

W Polsce średni czas od pierwszych objawów do postawienia diagnozy wynosi od 7 do 10 lat

Wiele kobiet przez długi czas nie trafia do specjalisty, który zajmuje się diagnostyką endometriozy. Problemem jest również to, że objawy mogą przypominać inne choroby, np. zespół jelita drażliwego.

– Jeśli pacjentka wielokrotnie słyszy od lekarzy, że przesadza, zaczyna sama w to wierzyć. W efekcie zgłasza się po pomoc dopiero wtedy, gdy ból staje się nie do zniesienia lub pojawiają się poważne problemy z zajściem w ciążę – podkreśla lek. Paweł Gruszecki.

Kiedy ból powinien zaniepokoić?

– Niepokojące objawy to przede wszystkim bardzo silny ból podbrzusza, który uniemożliwia codzienne aktywności, brak reakcji na standardowe leki przeciwbólowe, omdlenia i wymioty podczas okresu, ból przy wypróżnianiu czy promieniowanie bólu do nóg i kręgosłupa – mówi ekspert Szpitala im. R. Weigla w Blachowni. – Zdarza się również, że endometrioza atakuje płuca i występują krwioplucia podczas okresu. Takie symptomy są sygnałem, że należy skonsultować się ze specjalistą – dodaje.

Jak wygląda dziś diagnostyka?

Podstawą rozpoznania endometriozy są badania obrazowe. Najważniejsze jest specjalistyczne USG przezpochwowe wykonywane przez lekarza doświadczonego w diagnostyce tej choroby. W wielu przypadkach pomocny jest także rezonans magnetyczny, który pozwala dokładnie ocenić stopień zaawansowania zmian oraz ich lokalizację. Diagnostyczna laparoskopia nie jest już rutynowo zalecana i wykonuje się ją głównie wtedy, gdy konieczne jest jednoczesne leczenie operacyjne.

Terapia endometriozy wymaga indywidualnego podejścia i często łączy kilka metod. Stosuje się farmakoterapię, której celem jest zahamowanie wzrostu ognisk choroby i zmniejszenie dolegliwości. W niektórych przypadkach konieczne jest leczenie chirurgiczne, najczęściej w formie laparoskopii, polegającej na usunięciu zmian.

Coraz częściej podkreśla się potrzebę podejścia interdyscyplinarnego, obejmującego współpracę ginekologa, fizjoterapeuty uroginekologicznego, dietetyka i psychologa.

– To schorzenie systemowe, które wymaga opieki długoterminowej, a nie tylko jednorazowej operacji. Nawet po zabiegu istnieje ryzyko nawrotów, dlatego pacjentka powinna pozostawać pod stałą opieką specjalistyczną – podkreśla lekarz.

Choroba, która wpływa na całe życie

Endometrioza może mieć konsekwencje nie tylko zdrowotne, ale także psychologiczne i społeczne. Przewlekły ból utrudnia pracę zawodową, ogranicza aktywność społeczną i wpływa na relacje. U części kobiet pojawia się również dyspareunia, czyli ból podczas współżycia.

Dodatkowo choroba bywa związana z problemami z płodnością. Szacuje się, że nawet 30-50% kobiet zmagających się z niepłodnością może mieć endometriozę.

– Dlatego zwiększanie świadomości na temat endometriozy jest tak ważne. Wczesna diagnoza pozwala szybciej wdrożyć leczenie i poprawić jakość życia pacjentek – podsumowuje lek. Paweł Gruszecki.

Przeczytaj teraz