Projekt ustawy o zdrowiu publicznym i NPZ: pozostał niedosyt

0
994

Robert MołdachRobert Mołdach
Pracodawcy Medycyny Prywatnej

Robert Mołdach, dyrektor zarządzający Pracodawców Medycyny Prywatnej

W projekcie ustawy o zdrowiu publicznym, który został zaprezentowany 26 maja 2015 roku i skierowany do konsultacji, nie tylko nie wprowadzono postulowanych zmian wzmacniających kompetencje Pełnomocnika ds. Zdrowia Publicznego, ale jeszcze te uprawnienia ograniczono. Projekt broni nienaruszalności kompetencji i niezależności zaangażowanych ministerstw, a nie nadrzędnej wartości, jaką jest zdrowie publiczne.

Pełnomocnikowi odebrano dedykowany budżet. Odebrano możliwość dysponowania jego środkami. Ograniczono kompetencje w Komitecie Sterującym Narodowego Programu Zdrowia, uznając prymat ministrów dziedzinowych. Nie przyjęto także propozycji dotyczącej możliwości zgłaszania przez pełnomocnika sprzeciwu wobec uchwał tego komitetu. Nie uznano wreszcie za właściwe, aby pełnomocnik działał w randzie ministra bez teki.

Jeśli chodzi o udział partnerów w Radzie ds. Zdrowia Publicznego, to owszem, włączono przedstawicieli reprezentatywnych organizacji pracodawców, ale poza funkcją opiniującą nie dano tej radzie większych kompetencji. Jej opinia, w sensie formalnym, jest bez znaczenia dla trybu przyjmowania Narodowego Programu Zdrowia.

Ustawa ds. Zdrowia Publicznego dawała szansę aby po raz pierwszy, w skali całego aparatu państwa, wdrożyć tak bardzo postulowane mechanizmy zarządzania poprzez cele. Szkoda, że odrzucono nowoczesną macierzową strukturę podległości z pełnomocnikiem zdrowia publicznego wyposażonym w odpowiednie narzędzia kontrolno-zarządcze, odpowiedzialnym za realizację celu. Zamiast tego powstała hybryda, która cele horyzontalne wpisuje w silosową strukturę ministerstw. Współczesna gospodarka dawno już zarzuciła takie schematy zarządzania.

Nie lepiej sytuacja wygląda w Narodowym Programie Zdrowia. Zabrakło procesowego podejścia do zagadnień zdrowia publicznego. Co prawda jest tu mowa o otyłości, aktywności fizycznej, uzależnieniach, zdrowiu psychicznym, oddziaływaniu środowiska, w tym nawet o farmach wiatrowych. Jednak część zagadnień omówiono powierzchownie, części w ogóle zabrakło, działaniom brak klamry.

Jeśli za wyznacznik całościowego podejścia wziąć profilaktykę zdrowotną, to uwaga programu skupia się profilaktyce wczesnej, czyli kształtowaniu prawidłowych wzorców zdrowego stylu życia i częściowo profilaktyce pierwotnej (I fazy) czyli zapobieganiu chorobom poprzez kontrolowanie czynników ryzyka. Ale nawet i w tym zakresie kwestie aktywności fizycznej zostały potraktowane co najmniej powierzchownie, a już marginalnie potraktowana została profilaktyka II i III fazy, nie wspominając o higienie szpitalnej.

Jednak to, czego w programie brak najbardziej, to pominięte celowane podejście do profilaktyki starzejącego się społeczeństwa i niewykorzystany potencjał, jaki tworzy medycyna pracy. Żaden z dwudziestu mierników nie traktuje w sposób szczególny środowiska pracy i problemów ludzi starszych.

Aby nie było w tej mierze niedomówień – ustawa o zdrowiu publicznym i Narodowy Program Zdrowia to istotny krok w stronę tworzenia dobrostanu zdrowia i wzrostu efektywności finansowej systemu. Jednak krok ten rozczarowuje swoją ostrożnością i zachowawczością.