Te badania dzielą Polaków. Młodzi nie robią ich wcale, mężczyźni czekają na objawy [RAPORT]

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 27.04.2026

Jedni badają się z kalendarzem w ręku, inni idą dopiero wtedy, gdy coś zaczyna boleć. Premierowy raport enel-med „Badanie, które daje czas” pokazuje, że jak Polska długa i szeroka, jesteśmy podzieleni, jeśli chodzi o profilaktykę onkologiczną. 27% Polaków unika jej jak ognia, 28% odkłada na później, 24% bada się tylko wtedy, gdy zaleci to lekarz, a zaledwie 21% badania planuje z kalendarzem. Największe białe plamy widać dziś wśród młodych osób i mężczyzn: aż 46% osób w wieku 18-24 lata nie wykonuje badań onkologicznych wcale, a regularnie bada się tylko 16% mężczyzn wobec 25% kobiet.

W praktyce klinicznej widzimy, że świadomość pacjentów jest coraz wyższa, ale sama wiedza nie tworzy nawyku. Największą barierą bywa logistyka: terminy, skierowania i brak jasnego planu badań. Jeśli pacjent wychodzi z gabinetu z konkretną rekomendacją i od razu ma zaproponowany termin, prawdopodobieństwo wykonania badania rośnie wielokrotnie. Dlatego tak ważne są rozwiązania koordynowane i „jedno miejsce-jeden proces”, co umożliwia na przykład Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej. Wczesna diagnostyka faktycznie zmienia rokowanie, ale musi być osiągalna w codzienności – mówi dr hab. n. med. Katarzyna Dobruch-Sobczak, radiolog i konsultant medyczny Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej enel-med.

Cztery twarze profilaktyki

W raporcie enel-med „Badanie, które daje czas” zostały wytypowane cztery postawy pacjentów różniących się między sobą podejściem do wykonywania badań w kierunku chorób onkologicznych oraz ich krótkie charakterystyki wraz z kluczowymi barierami i motywatorami (szczegółowa segmentacja i jej metodyka jest opisana w raporcie).

Pierwszą grupę stanowią tzw. unikający. 27% Polaków nigdy nie wykonywało badań w kierunku chorób onkologicznych i wychodzi z założenia, że ich ten temat to nie dotyczy. W tej grupie jest najwięcej osób młodych (46% osób w wieku 18-24 lata), mieszkańców wsi (32%) i osób z wykształceniem podstawowym lub zawodowym (33%). To właśnie oni najczęściej w ogóle nie wykonują badań onkologicznych, mają najniższą wiedzę o profilaktyce i najczęściej zatrzymują się na przekonaniu, że skoro nic nie boli, nie ma tematu.

Druga grupa to odkładacze (28% badanych). To osoby, które nie negują sensu profilaktyki, ale ciągle przesuwają ją na później. W tej grupie nadreprezentowani są mężczyźni (32%). Obok braku objawów mocno działają tu też koszty i lęk przed diagnozą. To właśnie ta postawa najlepiej pokazuje, że problemem nie jest tylko brak wiedzy, ale także odwlekanie decyzji zdrowotnych mimo świadomości ryzyka.

Trzecia grupa to osoby zależne od lekarza, znajduje się w niej co czwarty Polak (24%). Oni badają się przede wszystkim wtedy, gdy usłyszą wyraźne zalecenie w gabinecie. Ta postawa częściej występuje wśród osób 55+ (31%). To ważny sygnał, że dla dużej części pacjentów lekarz wciąż pozostaje przełącznikiem, który uruchamia działanie. Bez konkretnej rekomendacji i prostego planu badań profilaktyka schodzi na dalszy plan.

Najmniej liczną, niestety, grupą są tzw. planerzy, czyli osoby, które planują i robią badania regularnie, najlepiej orientują się w profilaktyce i najrzadziej odkładają zdrowie na później. Takich planerów mamy 21% w naszej populacji. Częściej są to kobiety niż mężczyźni (25% vs. 16%), a także osoby po 55. roku życia (27%). To właśnie ten segment pokazuje, że profilaktyka działa najlepiej wtedy, gdy staje się nawykiem, a nie reakcją na objawy.

Młodzi i mężczyźni białymi plamami

Wyniki badania enel-med „Badanie, które daje czas” pokazują, że wejście w dorosłość nie oznacza jeszcze wejścia w profilaktykę, bo najbardziej niepokojąco wypadają dziś młodzi dorośli. W grupie 18-24 lata aż 46% osób zadeklarowało, że nigdy nie wykonało badań onkologicznych. To także grupa najbardziej zagubiona: 38% młodych mówi wprost, że nie wie, jakie badania pozwalają wykrywać najczęstsze nowotwory.

Drugą dużą białą plamą profilaktyki onkologicznej są mężczyźni. Regularnie bada się tylko 16% z nich, a 29% nie wykonuje badań onkologicznych w ogóle. Różnice nie dotyczą wyłącznie nastawienia, ale też wejścia w nawyk profilaktyki ogólnej. Mężczyźni częściej wykonują badania dopiero „gdy coś się dzieje”. 36% z nich decyduje się na wizytę u specjalisty np. urologa czy kardiologa dopiero wtedy, gdy pojawią się niepokojące objawy zdrowotne. Wśród kobiet ten odsetek jest niższy i wynosi 26%. Częściej wskazują także brak wiedzy o profilaktyce nowotworowej jako barierę badań (18% vs. 11% wśród kobiet).

Profilaktyka chorób nowotworowych u mężczyzn to obszar, w którym konsekwencje zwlekania są szczególnie wyraźne. W Polsce rak prostaty jest jednym z najczęściej rozpoznawanych nowotworów złośliwych u mężczyzn, co rok rozpoznaje się go u ponad 20 tys. z nich, a choroba ta odpowiada za ok. 5,5 tys. zgonów rocznie, co stanowi znaczną część wszystkich przypadków onkologicznych w tej grupie. Wciąż zbyt wielu mężczyzn trafia do lekarza dopiero wtedy, gdy choroba jest już zaawansowana i stała się powodem dolegliwości, co ogranicza skuteczność leczenia i pogarsza rokowanie. Dlatego kluczowe jest upraszczanie komunikatów i tworzenie łatwych ścieżek dostępu do badań, które nie wymagają wielu wizyt, decyzji czy dużej ilości czasu. Rekomendacja lekarza, programy profilaktyczne w miejscu pracy oraz jasna informacja o tym, co, kiedy i gdzie należy zrobić, mogą przełamać opór przed wejściem w system profilaktyki. Mężczyzna powinien mieć poczucie, że wykonanie badania jest proste, zrozumiałe i możliwe do wkomponowania w codzienne życie, ponieważ wcześniejsze wykrycie nowotworu często daje znacznie większe szanse na pełne wyleczenie – podsumowuje prof. dr hab. n. med. Jakub Dobruch Urolog i konsultant medyczny Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej enel-med.

Raport enel-med. „Badanie, które daje czas” jest dostępny tutaj.

Przeczytaj teraz

NFZ wydłużył kolejki do badań. Na gastroskopię trzeba czekać o 9 miesięcy dłużej, na kolonoskopię nawet o 2 lata

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 24.04.2026

Już po kilkunastu dniach od wejścia w życie nowych zasad rozliczania przez NFZ nadwykonań w ambulatoryjnej diagnostyce widać pierwsze, negatywne efekty: badania przesuwają się o miesiące, a pacjenci słyszą o nowych terminach realizacji świadczeń. Z danych enel-med wynika, że czas oczekiwania na gastroskopię na NFZ wydłużył się o 7-9 miesięcy, na kolonoskopię o rok, a miejscami nawet o blisko dwa lata. Rezonans magnetyczny, na który wcześniej czekało się ok. 2-4 tygodni, dziś w części lokalizacji oznacza oczekiwanie od półtora do nawet trzech miesięcy.

– Dziś nie mówimy już o hipotetycznym ryzyku, ale o realnym skutku zmian, który widać niemal natychmiast: badania przesuwają się o kolejne miesiące, kolejki rosną, a pacjenci tracą szansę na szybką diagnostykę. W przypadku gastroskopii, kolonoskopii czy rezonansu nie chodzi o wygodę, ale o czas do rozpoznania choroby. Rozumiemy potrzebę szukania przez NFZ rozwiązań stabilizujących finanse systemu, ale w ambulatoryjnej diagnostyce specjalistycznej każda decyzja dotycząca ograniczenia budżetu niemal natychmiast przekłada się na dostępność świadczeń. Dla pacjenta nie jest to abstrakcyjny spór o model finansowania, ale bardzo konkretne pytanie: czy usłyszę diagnozę odpowiednio wcześnie, by mieć realną szansę na szybkie leczenie. Dlatego jako enel-med idziemy w przeciwnym kierunku: inwestujemy w profilaktykę, diagnostykę i rozwiązania, które skracają ścieżkę pacjenta, zamiast ją wydłużać – mówi Jacek Rozwadowski, prezes zarządu enel-med.

Badania uciekają pacjentom o miesiące, a nawet o lata

Z wewnętrznych danych enel-med wynika, że gastroskopia na NFZ, która przed zmianami była dostępna na przykład na grudzień 2026 r., po zmianach przesunęła się na lipiec czy nawet wrzesień 2027 r. Jeszcze wyraźniej widać to w przypadku kolonoskopii: termin NFZ, który wcześniej przypadał na grudzień 2026 r., przesunął się już na listopad 2027 r., a w części placówek nawet na październik 2028 r. Zmiany objęły także rezonans magnetyczny: w Warszawie czas oczekiwania na NFZ wydłużył się z dwóch tygodni do półtora miesiąca, a w Katowicach i Gdańsku z miesiąca do trzech miesięcy. Warto podkreślić, że niekorzystne zmiany dotyczą tylko badań objętych finansowaniem NFZ, w przypadku usług komercyjnych (pełnopłatnych) czas oczekiwania jest inny.

Polacy wiedzą, że te badania mogą ratować życie

To szczególnie niepokojące, bo właśnie kolonoskopia, gastroskopia i rezonans magnetyczny znajdują się wśród najczęściej wskazywanych przez Polaków badań, które pomagają wykrywać nowotwory. Jednocześnie z raportu enel-med „Badanie, które daje czas” wynika, że kolonoskopię i gastroskopię wykonało już po 27 proc. Polaków, a rezonans magnetyczny 43 proc. badanych. Sami pacjenci wiedzą więc, jak ważna jest szybka diagnostyka, ale system właśnie ją oddala.

– Widzimy też bardzo wyraźnie, że sama świadomość nie wystarczy. Polacy wiedzą, że profilaktyka daje szansę na wcześniejsze wykrycie choroby, ale często przegrywa ona z brakiem czasu, obowiązkami i barierami organizacyjnymi. Tworząc Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej zależało nam, aby pacjent nie zostawał sam z wynikiem, skierowaniem czy listą zaleceń, ale miał uporządkowaną ścieżkę postępowania: od diagnostyki, przez konsultacje, aż po kolejne decyzje medyczne. Bo poczucie bezpieczeństwa dają przewidywalność procesu i przekonanie, że diagnostyka wydarzy się na czas – mówi Jacek Rozwadowski.

Mniej znaczy dłużej

Nowe zasady NFZ dotyczą rozliczania badań wykonanych ponad wartość kontraktu. W praktyce oznaczają one częściowe finansowanie nadwykonań w endoskopii i diagnostyce obrazowej, co bezpośrednio przekłada się na dostępność świadczeń. W ocenie enel-med ograniczanie finansowania na etapie profilaktyki i wczesnej diagnostyki oznacza dłuższe kolejki do badań, późniejsze rozpoznania i większą niepewność po stronie pacjentów. Tymczasem to właśnie szybka diagnostyka jest jednym z najważniejszych warunków skutecznego leczenia i realnego bezpieczeństwa zdrowotnego.

Przeczytaj teraz

Wszyscy biegają, wielu robi to źle. Moda na bieganie krzywdzi wielu Polaków. Fizjoterapeuta wyjaśnia dlaczego

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 21.04.2026

Biegać każdy może trochę lepiej lub trochę gorzej… Wystarczy założyć buty i ruszyć przed siebie. Problem zaczyna się wtedy, gdy z okazjonalnego truchtu przechodzi w regularny trening, przygotowania do półmaratonu czy start w nowych formatach łączących bieganie z wysiłkiem funkcjonalnym, takich jak HYROX. Wtedy wychodzi na jaw, że wielu amatorów popełnia te same błędy: dokłada obciążenia zbyt szybko, pomija trening siłowy, ignoruje ból i traktuje instagramowe wskazówki m.in. taping czy wkładki jak gotowe rozwiązanie. Fizjoterapeuta enel-sport zdradza, jakie błędy amatorzy popełniają najczęściej i dlaczego w bieganiu samo „więcej” wcale nie znaczy lepiej.

Samo bieganie nie jest problemem. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś chce zbyt szybko wejść na wyższy poziom, a organizm nie jest na to gotowy. W gabinecie regularnie widzimy pacjentów, którzy trafiają do nas nie dlatego, że biegają, ale dlatego, że robią to bez planu, bez przygotowania i mimo sygnałów ostrzegawczych. Bardzo często schemat wygląda podobnie: najpierw jest duża motywacja, potem dokładanie kilometrów, tempo, start zapisany na zawody, a na końcu pojawia się ból, który przez długi czas jest ignorowany. Wielu osobom wydaje się, że bieganie to tak naturalna aktywność, że nie da się go robić źle. A właśnie przy regularnym bieganiu błędy wychodzą bardzo szybko i mogą skończyć się przeciążeniem – mówi Remigiusz Rzepka, fizjoterapeuta enel-sport.

10 błędów, które najczęściej popełniają amatorzy biegania

1. Za dużo, za szybko

To jeden z najczęstszych błędów u osób, które wkręcają się w bieganie. Na początku motywacja jest duża, więc rośnie liczba treningów, dystans i tempo, ale organizm nie nadąża z adaptacją. Tkanki potrzebują czasu, żeby przyzwyczaić się do nowych obciążeń. Jeśli ktoś przyspiesza za szybko, zwykle prędzej czy później może pojawić się przeciążenie.

2. Ból musi być

Wielu biegaczy uważa, że skoro trening ma być wymagający, to ból jest czymś normalnym. Tymczasem zmęczenie mięśni po wysiłku to jedno, a ból, który wraca przy kolejnych biegach albo pojawia się po wejściu po schodach, to już co innego. Organizm bardzo rzadko wysyła takie sygnały bez powodu. Ignorowanie ich zwykle nie buduje formy, tylko wydłuża drogę do specjalisty.

3. Jak biegam, to nie muszę robić siły

To mit, który bardzo szybko mści się u amatorów. Samo bieganie nie wzmacnia wszystkiego, czego potrzebuje ciało, żeby dobrze znosić regularne obciążenia. Bez pracy nad pośladkami, stabilizacją bioder, łydkami i tułowiem trudniej utrzymać dobrą kontrolę ruchu, a wtedy stawy i ścięgna dostają większe obciążenie, niż powinny. Bieganie bez siły to bardzo często prosta droga do przeciążenia.

4. Weekendowy zryw

W tygodniu mało ruchu, a w weekend nagle 10 kilometrów, mocny trening albo start. Takie podejście wygląda ambitnie, ale dla organizmu jest po prostu nierówne i trudne do udźwignięcia. Ciało dużo lepiej znosi regularność niż jednorazowe zrywy. W bieganiu naprawdę więcej daje systematyczność niż jeden bohaterski trening raz na kilka dni.

5. Rozgrzewka? Szkoda czasu

To bardzo częsty błąd, zwłaszcza u osób, które chcą po prostu szybko wyjść i odhaczyć trening. Tymczasem kilka minut rozgrzewki może wyraźnie poprawić jakość biegu i zmniejszyć ryzyko problemów, szczególnie jeśli ktoś spędza cały dzień przy biurku albo wychodzi biegać rano, kiedy ciało jest jeszcze sztywne. Rozgrzewka nie musi być długa, ale powinna przygotować stawy, mięśnie i układ nerwowy do pracy.

Rozgrzewka jest ważna nie dlatego, że tak wypada, tylko dlatego, że realnie przygotowuje ciało do wysiłku. Kilka minut ruchu, aktywacji i spokojnego wejścia w tempo naprawdę robi różnicę. Gdy ktoś od razu rusza mocno, organizm pracuje gorzej, a technika biegu częściej się rozsypuje już od pierwszych minut – mówi Remigiusz Rzepka, fizjoterapeuta enel-sport.

6. Leczenie z TikToka

Boli kolano albo piszczel, więc internet podpowiada szybkie rozwiązanie: rolka, taśma, dwa ćwiczenia i można wracać na trasę. Problem w tym, że podobne objawy mogą wynikać z zupełnie różnych przyczyn. To, co pomogło jednej osobie, u innej może niczego nie zmienić albo wręcz pogorszyć sprawę. Leczenie z internetu daje poczucie kontroli, ale często tylko opóźnia właściwą diagnozę.

7. Taping zamiast terapii

Taping bywa pomocny, ale nie jest cudownym rozwiązaniem. Może zmniejszyć dyskomfort, poprawić czucie ruchu albo dać chwilowe wsparcie, ale nie usuwa przyczyny przeciążenia. Jeśli ktoś liczy, że sama taśma naprawi kolano czy łydkę, to zwykle się rozczaruje. Co więcej, to nie jest plaster, który samemu można nakleić jakkolwiek i oczekiwać efektu. Warto skonsultować to ze specjalistą, który wie, czy, kiedy i jaki taping zastosować.

8. Wkładki i buty na wszystko

Wielu amatorów szuka prostego rozwiązania: lepsze buty, specjalne wkładki i problem z głowy. Tyle że wkładki nie są dla każdego, a ich dobór powinien wynikać z konkretnej oceny funkcjonalnej, a nie z mody albo porady na wszelki wypadek. To samo z butami, nawet bardzo dobre obuwie nie naprawi przeciążenia, jeśli problem leży w technice, sile albo źle prowadzonym treningu. Obserwujemy trend kupowania butów poprawiających wynik w biegu ze względu na podwyższoną sprężystość podeszwy myśląc że to nas zwalania z budowania naturalnej adaptacji treningowej.

Taping i wkładki mogą być wartościowym wsparciem, ale pod warunkiem, że są dobrze dobrane. To nie są uniwersalne narzędzia dla każdego biegacza i nie powinny być stosowane na chybił trafił. Najpierw trzeba wiedzieć, z czego wynika problem, a dopiero później decydować, czy w ogóle takie wsparcie ma sens i jak powinno wyglądać – podkreśla Remigiusz Rzepka, fizjoterapeuta enel-sport.

9. Masaż zamiast regeneracji

Masaż może przynieść ulgę, rozluźnić tkanki i poprawić samopoczucie po treningu, ale nie zastąpi regeneracji. Jeśli ktoś śpi za mało, biega mimo zmęczenia, nie planuje odpoczynku i stale dokłada organizmowi pracy, to jeden zabieg niczego nie załatwi. Regeneracja nie dzieje się na stole do masażu raz na dwa tygodnie. Ona jest potrzebna każdego dnia.

10. Za późno do specjalisty

To błąd, który zwykle sporo kosztuje. Wielu biegaczy przez długi czas liczy, że ból sam przejdzie, więc zmieniają buty, robią kilka dni przerwy, wracają do treningów i znowu trafiają w to samo miejsce. A problem narasta. Im dłużej takie objawy są ignorowane, tym większa szansa, że zamiast drobnej korekty obciążeń potrzebna będzie pełna diagnostyka i dłuższe leczenie.

Pacjenci bardzo często trafiają do ortopedy dopiero wtedy, gdy sprawa jest już naprawdę zaawansowana. Przychodzą po tygodniach albo miesiącach bólu, po nieudanych próbach leczenia na własną rękę, czasem już z wyraźnym ograniczeniem aktywności. Tymczasem ból kolana u biegacza nie zawsze oznacza to samo. U jednych wystarczy rehabilitacja i zmiana obciążeń, u innych potrzebna jest dokładniejsza diagnostyka i konkretne leczenie. Co ważne, nawet w przypadku poważniejszych urazów jak zerwanie wiązadeł w kolanie, nie zawsze musimy myśleć o operacji. Obecnie sa dostępne mniej inwazyjne zabiegi, jak na przykład cross bracing, który pozwala na leczenie określonych przypadków w sposób zachowawczy, bez leczenia chirurgicznego. Im wcześniej biegacz zgłosi się po pomoc, tym większa szansa, że uda się zatrzymać problem zanim wyłączy go z aktywności na dłużej – mówi lek. Rafał Mikusek, specjalista ortopedii i traumatologii narządu ruchu enel-med.

Przeczytaj teraz

Polacy chcą dodatkowych godzin wolnych od pracy. I dostaną je na badania

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 13.04.2026

Praca zabiera Polakom czas na zdrowie, ale to może się właśnie zacząć zmieniać. Aż 55% pracowników odkłada badania na później, a 77% deklaruje, że poszłoby się zbadać, gdyby dostało na to dodatkowe, normalnie płatne godziny w pracy. Teraz taka możliwość pojawia się w ramach programu Healthy Hours uruchomionego przez enel-med i dostępnego dla wszystkich chętnych firm w Polsce. W ramach inicjatywy pracownicy mogą zyskać dodatkowy czas na badania i konsultacje medyczne bez konieczności brania urlopu. Z pilotażu prowadzonego od stycznia wynika, że skorzystał z niego już niemal co piąty pracownik firmy.

– Jeżeli 77% Polaków mówi dziś wprost, że wykonałoby badania, gdyby pracodawca dał im na to czas w godzinach pracy, to znaczy, że problemem nie jest brak świadomości, ale brak realnych warunków do działania. Właśnie dlatego Healthy Hours nie traktujemy jako kolejnego benefitu na liście, tylko jako praktyczne narzędzie profilaktyki i odpowiedzialności pracodawcy. W czasie, gdy publiczny system ochrony zdrowia nadal mierzy się z ograniczeniami dostępności i niepewnością finansowania części procedur, pracodawcy nie powinni czekać z działaniem. My chcemy iść w przeciwnym kierunku: ułatwiać dostęp, skracać drogę pacjenta i oddawać ludziom czas na zdrowie, zanim będzie za późno. Bo ten program odpowiada na trzy bardzo konkretne potrzeby. Po pierwsze, dostępność, bo najlepsi specjaliści i diagnostyka są najłatwiej dostępni właśnie w ciągu dnia, zwykle między 9:00 a 17:00. Po drugie, czas, którego pracownikom zwyczajnie brakuje, bo życie zawodowe konkuruje dziś z obowiązkami prywatnymi i rodzinnymi. Po trzecie, profilaktykę rozumianą tak, jak powinna być rozumiana naprawdę, czyli jako działanie wtedy, kiedy nic jeszcze nie boli. Na tym korzysta pracownik, który zyskuje realną przestrzeń, by zadbać o zdrowie, ale także pracodawca, bo profilaktyka to mniejsze ryzyko nagłych absencji, większa stabilność zespołu i bardziej odpowiedzialna organizacja – mówi Jacek Rozwadowski, prezes zarządu enel-med.

Profilaktyka nadal przegrywa z pracą

Raport enel-med „Badanie, które daje czas” pokazuje wyraźnie, że między deklaracjami a działaniem wciąż istnieje duża luka. Choć 89% badanych uważa, że wczesne wykrycie nowotworu daje wysokie szanse wyleczenia, regularne badania onkologiczne deklaruje tylko 21% Polaków, a 27% nie wykonuje ich nigdy. Jednocześnie aż 55% badanych przyznaje, że często, bardzo często lub zawsze odkłada badania zdrowotne na później.

Jedną z najważniejszych barier pozostaje codzienność. 36% badanych odkłada badania onkologiczne, bo nie ma objawów, 61% obawia się diagnozy, a 27% pracujących często lub bardzo często rezygnuje z badań zdrowotnych ze względu na pracę. Jednocześnie 54% Polaków deklaruje, że w ich firmie istnieje przyzwolenie na wyjście na badania w godzinach pracy, a 67% chciałoby, by pracodawca zapewniał dedykowany czas na profilaktykę w ciągu dnia pracy.

Healthy Hours daje dodatkowe godziny na zdrowie

Healthy Hours to ogólnopolski program enel-med skierowany do pracodawców, którzy chcą realnie wspierać zdrowie swoich zespołów. Zakłada wprowadzenie w godzinach pracy określonego, w pełni płatnego czasu na badania profilaktyczne i konsultacje medyczne. Aby ułatwić firmom wdrożenie rozwiązania, enel-med przygotował gotowy model uruchomienia programu, pakiet startowy z materiałami dla zarządu oraz checklistę wdrożeniową obejmującą kluczowe elementy operacyjne. Udział pracodawców w projekcie jest całkowicie bezpłatny, podobnie jak wsparcie enel-med w jego wdrożeniu. Po dołączeniu do programu Healthy Hours firma uzyskuje członkostwo w programie i certyfikację, którą może wykorzystać również w działaniach employer brandingowych.

Program Healthy Hours mogą wdrażać nie tylko organizacje o dużej elastyczności pracy, ale również przedsiębiorstwa, gdzie grafiki wielu pracowników są sztywne, np. w call center, handlu czy produkcji. Kluczowe jest dopasowanie zasad operacyjnych do realiów konkretnej firmy, a nie kopiowanie jednego modelu dla wszystkich. Właśnie dlatego Healthy Hours został zaprojektowany jako rozwiązanie, które można uszyć pod potrzeby organizacji i rytm pracy zespołu.

Pierwsi pracownicy już korzystają

W enel-med program działa od stycznia. Każdy pracownik ma do dyspozycji 6 godzin rocznie, które może wykorzystywać elastycznie. Jak pokazują pierwsze miesiące pilotażu, z Healthy Hours skorzystało już 17% pracowników, a średnio wykorzystywali oni 2 godziny z przysługującej puli. To pokazuje, że pracownicy nie traktują tego rozwiązania jako dodatkowego wolnego, ale jako realny czas na zdrowie, wykorzystywany wtedy, gdy rzeczywiście jest potrzebny.

– Healthy Hours wziął się z bardzo prostej obserwacji: pracownicy i tak wychodzą w godzinach pracy, by załatwiać sprawy zdrowotne swoje albo bliskich, bo przychodnie i specjaliści działają najczęściej wtedy, kiedy oni sami pracują. Chcieliśmy dać firmom i pracownikom bardzo jasny, czytelny sygnał, że mają pełne prawo wyjść z pracy, by zadbać o zdrowie. Pilotaż pokazał, że trafiliśmy w punkt. Z jednej strony mamy konkretne wykorzystanie programu, z drugiej bardzo wyraźny feedback od pracowników, że dzięki Healthy Hours poczuli komfort psychiczny i bezpieczeństwo. Wiedzą, że mają zielone światło na zadbanie o swoje i bliskich zdrowie w czasie pracy. W naszym modelu pracownik składa wniosek online i nie musi czekać na zgodę przełożonego. Program opiera się też na zaufaniu i poszanowaniu prywatności, nie weryfikujemy, z jakich badań korzystał pracownik i nie chcemy mieć dostępu do jego danych medycznych. To właśnie takie rozwiązania pokazują, że zdrowie przestaje być dodatkiem, a staje się elementem dojrzałej kultury organizacyjnej i realną wartością, która wpływa na jakość życia pracowników – mówi Alina Smolarek, dyrektorka HR enel-med.

Więcej informacji o programie Healthy Hours można znaleźć na stronie:
https://enel.pl/dla-firm/produkty/healthy-hours.

Przeczytaj teraz

To nie jajka są problemem Wielkanocy. Dietetyczka: Polacy bardziej szkodzą sobie tym, co kładą obok

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 30.03.2026

Jajka od lat są jednym z dietetycznych grzechów głównych na wielkanocnym stole, ale zdaniem dietetyków problemem nie jest sam produkt, tylko sposób, w jaki go podajemy. To nie jajko najbardziej obciąża organizm, lecz połączenie tłustych dodatków, dokładek i wielogodzinnego biesiadowania. Jajka same w sobie są cennym produktem, źródłem pełnowartościowego białka, witamin i składników mineralnych. Dietetyczka enel-med wyjaśnia, jak jeść świąteczne potrawy z głową, bez wyrzeczeń, ale też bez przeciążania organizmu.

Wokół wielkanocnego stołu co roku wracają te same pytania: czy jajka podnoszą cholesterol, czy sałatka jarzynowa z majonezem to zły wybór i czy po świętach trzeba „odpokutować” dietą. Tymczasem z perspektywy dietetycznej problem zwykle nie leży w jednym produkcie, ale w całym świątecznym zestawie. Jajka same w sobie mogą być wartościowym elementem diety, gdyż dostarczają pełnowartościowego białka, witamin i składników mineralnych. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy na jednym talerzu spotykają się z dużą ilością majonezu, tłustymi wędlinami, pasztetami, żurkiem z kiełbasą, słodkimi wypiekami i kolejnymi porcjami „na spróbowanie”.

Jajka niesłusznie bywają stawiane w roli głównego winowajcy wielkanocnego stołu. Z punktu widzenia dietetyki znacznie większe znaczenie ma to, z czym je łączymy i w jakiej ilości je spożywamy. Jeśli obok pojawiają się tłuste sosy, kilka rodzajów mięs, sałatki na bazie dużej ilości majonezu i deser, problemem nie jest jedno jajko, lecz przeciążający organizm nadmiar. Święta nie wymagają restrykcji, ale warto zadbać o proporcje, umiar i bardziej świadome wybory – mówi Monika Langier-Frąckiewicz, dietetyczka enel-med.

Nie jajko, tylko świąteczny pakiet

To właśnie suma składników i sposób jedzenia mają największe znaczenie dla samopoczucia po świątecznym posiłku. Jajko z dodatkiem warzyw, szczypiorku czy niewielkiej ilości chrzanu będzie zupełnie innym wyborem niż jajko podane z grubą warstwą majonezu, w towarzystwie białej kiełbasy, pasztetu i sałatki.

W praktyce najbardziej obciążający dla organizmu bywa nie pojedynczy produkt, ale nadmiar. Święta sprzyjają jedzeniu częściej, ciężej i więcej niż na co dzień. Do tego dochodzi długie siedzenie przy stole, podjadanie między posiłkami i pokusa, by spróbować wszystkiego. To właśnie taki miks może skutkować uczuciem ciężkości, sennością, wzdęciami czy pogorszeniem samopoczucia.

Dokładki i jedzenie na zapas

Z perspektywy dietetycznej bardziej szkodzi mechanizm świątecznego przejadania się niż konkretna potrawa. Wiele osób zaczyna dzień od obfitego śniadania, a potem przez kolejne godziny sięga po następne porcje ciast, sałatek i mięs. Organizm nie dostaje przestrzeni na spokojne trawienie, a my tracimy kontrolę nad tym, ile naprawdę zjedliśmy.

Najlepsza strategia na Wielkanoc nie polega na tym, by bać się jajek czy odmawiać sobie wszystkich ulubionych smaków. Dużo rozsądniejsze jest pilnowanie proporcji. Warto zjeść to, na co naprawdę mamy ochotę, ale nie traktować świąt jak kulinarnego maratonu od rana do wieczora. Nawet niewielkie zmiany, jak lżejszy sos, mniejsza porcja czy więcej warzyw, mogą sprawić, że po świątecznym posiłku będziemy czuć się znacznie lepiej dodaje Monika Langier-Frąckiewicz.

Jak odciążyć wielkanocny stół bez psucia świąt

Dietetycy podkreślają, że świąteczne menu nie wymaga rewolucji. Wystarczy kilka prostych zmian, by zachować tradycyjny smak, a jednocześnie nie przeciążyć organizmu.

Warto zacząć od dodatków. Część majonezu w sałatce można zastąpić jogurtem naturalnym lub skyrem, a do jajek zamiast ciężkiego sosu dodać więcej szczypiorku, rzeżuchy czy odrobinę musztardy. Dobrym pomysłem jest też zadbanie o obecność świeżych warzyw na stole, które często przegrywają z bardziej sycącymi potrawami – mówi Monika Langier-Frąckiewicz, dietetyczka enel-med.

Znaczenie ma również tempo jedzenia. Święta nie muszą oznaczać ciągłego sięgania po kolejne porcje. Lepiej zjeść mniej, wolniej i bardziej świadomie, niż przez kilka godzin podjadać wszystko po trochu. Dla organizmu to duża różnica.

Nie trzeba wykreślać z menu jajek, żurku czy mazurka. Lepiej jednak spojrzeć na cały talerz i cały dzień jedzenia, a nie oceniać jednego produktu w oderwaniu od reszty. To właśnie proporcje, ilość i częstotliwość sięgania po świąteczne dania decydują o tym, jak będziemy się czuć po Wielkanocy. Bo problemem nie jest jajko. Problemem jest wszystko to, co dokładamy obok.

Przeczytaj teraz

To nie przeziębienie, lecz alergia. Zaczyna się już zimą, także u dorosłych

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 25.03.2026

Katar, zatkany nos, kichanie i łzawiące oczy. Wielu Polaków nadal bierze te objawy za zwykłe przeziębienie, a tymczasem winowajcą często okazuje się alergia. Co ważne, sezon pylenia w Polsce startuje już zimą, a problem coraz częściej dotyczy nie tylko dzieci, ale także dorosłych, którzy nigdy wcześniej nie mieli podobnych dolegliwości. Jak wynika z danych m.in. Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oraz instytucji monitorujących zdrowie publiczne, objawy alergii mogą dotyczyć nawet co trzeciej osoby na świecie i ten wskaźnik ciągle rośnie. Ekspert enel-med zwraca uwagę, że kluczowe znaczenie ma właściwe rozpoznanie przyczyny dolegliwości, ponieważ alergia i infekcja wymagają zupełnie innego postępowania.

– W gabinecie bardzo często spotykam się z pacjentami, którzy nie wiedzą, czy mają do czynienia z alergią czy z infekcją. W obu przypadkach pojawiają się niedrożny nos, katar i kichanie. Wynika to z tego, że zarówno w alergii i w przeziębieniu błona śluzowa nosa jest objęta stanem zapalnym, obrzęka i produkuje więcej wydzieliny, co daje poczucie zatkanego nosa. Różnica polega jednak na przyczynie. W przeziębieniu mamy infekcję wirusową, a w alergii reakcję organizmu na konkretny alergen, na przykład pyłki roślin, roztocza kurzu domowego czy sierść zwierząt. I to właśnie dlatego tak ważne jest dokładne rozpoznanie, bo sposób leczenia w tych dwóch przypadkach jest zupełnie inny – mówi dr n. med. Piotr Niedziałkowski, alergolog enel-med.

Problemy zaczynają się zimą

Sezon alergii w Polsce rozpoczyna się bardzo wcześnie. Najwcześniej pylą leszczyna i olsza, a w kolejnych miesiącach dołączają inne drzewa, w tym brzoza (jeden z najczęstszych alergenów). W dalszej części sezonu pojawiają się także pyłki traw i innych roślin. Intensywność pylenia zależy m.in. od pogody i regionu kraju, dlatego osoby z alergią powinny śledzić aktualne komunikaty dotyczące stężenia pyłków. Pozwala to lepiej planować codzienne aktywności i ograniczać kontakt z alergenami w okresach ich największego nasilenia.

Alergie krzyżują się

Warto pamiętać, że objawy alergii nie zawsze są związane wyłącznie z tym, co znajduje się w powietrzu. Coraz częściej obserwuje się tzw. alergie krzyżowe, w których organizm reaguje na substancje podobne do alergenu pierwotnego. Przykładem jest uczulenie na pyłki brzozy: osoby z taką alergią mogą odczuwać dolegliwości po zjedzeniu surowych owoców i warzyw, takich jak jabłko, marchew, seler, gruszka czy kiwi. Objawy najczęściej obejmują świąd, pieczenie lub mrowienie w jamie ustnej i gardle.

Wiek ma coraz mniejsze znaczenie

Wbrew powszechnemu przekonaniu alergia nie jest wyłącznie problemem dzieci. Coraz częściej diagnozuje się ją również u dorosłych, nawet jeśli wcześniej nie występowały żadne objawy. Oznacza to, że brak reakcji alergicznych w przeszłości nie daje gwarancji, że problem nie pojawi się w przyszłości. Zmiany w układzie odpornościowym, środowisku życia, stylu pracy czy ekspozycji na alergeny sprawiają, że reakcje alergiczne mogą wystąpić na różnych etapach życia. Znaczenie ma także ogólny stan organizmu – w tym mikrobiota jelitowa, dieta oraz kondycja błon śluzowych.

Są sposoby na leczenie

Jeśli lekarz potwierdzi alergię wziewną, jednym z możliwych rozwiązań jest immunoterapia alergenowa, potocznie nazywana odczulaniem. Metoda ta polega na stopniowym podawaniu organizmowi niewielkich dawek alergenu, dzięki czemu układ odpornościowy uczy się go tolerować. Terapia trwa zwykle kilka lat, ale w wielu przypadkach pozwala znacząco zmniejszyć objawy choroby, a czasem nawet całkowicie je wyeliminować.

Układ odpornościowy nie jest stały, dlatego alergia może pojawić się w każdym momencie życia. W jej leczeniu nie możemy patrzeć wyłącznie na sam alergen i leki. Równie ważne są dieta, stan przewodu pokarmowego oraz ogólna kondycja organizmu. W przypadku alergii wziewnej bardzo ważne jest także ograniczanie kontaktu z alergenami w okresie intensywnego pylenia. Pomocne mogą być proste codzienne nawyki, takie jak mycie włosów po powrocie ze spaceru, zmiana ubrań czy wietrzenie mieszkania po deszczu, gdy stężenie pyłków w powietrzu jest zwykle niższe. Warto również śledzić komunikaty dotyczące poziomu pyłków, które pomagają lepiej zaplanować aktywności na świeżym powietrzu – mówi dr n. med. Piotr Niedziałkowski, alergolog enel-med.

***

Dr n. med. Piotr Niedziałkowski, alergolog enel-med:

Przeczytaj teraz

Jacek Rozwadowski, Prezes Zarządu enel-med: Mniej badań i dłuższe kolejki. Pacjenci poczekają jeszcze dłużej na kluczowe badania diagnostyczne

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 23.03.2026

Gdyby badania w placówkach enel-med były realizowane wyłącznie do poziomu kontraktu z NFZ, liczba świadczeń spadłaby o ponad 2,5 tys. miesięcznie, czyli o ponad 30 tys. rocznie. Dla pacjentów oznaczałoby to dłuższe kolejki do tomografii, rezonansu czy kolonoskopii, a w wielu przypadkach także późniejszą diagnozę i mniej czasu na szybkie rozpoczęcie leczenia. A w diagnostyce czas bardzo często decyduje nie o komforcie, lecz o bezpieczeństwie pacjenta. Szczególnie wtedy, gdy badanie ma potwierdzić lub wykluczyć chorobę nowotworową.

Rozumiemy potrzebę szukania przez NFZ rozwiązań stabilizujących finanse systemu. Warto jednak pamiętać, że w ambulatoryjnej diagnostyce specjalistycznej każda decyzja dotycząca finansowania niemal natychmiast przekłada się na dostępność świadczeń. Dla pacjenta nie jest to abstrakcyjny spór o model finansowania, ale bardzo konkretne pytanie: czy usłyszę diagnozę odpowiednio wcześnie, by mieć realną szansę na szybkie leczenie.

Gdy ubywa badań, rośnie ryzyko spóźnionej diagnozy

Tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny, gastroskopia czy kolonoskopia to nie są świadczenia, które można bez konsekwencji przesunąć na później. To właśnie one często przesądzają o tym, czy choroba zostanie wykryta na etapie, na którym można działać szybko, skutecznie i mniej inwazyjnie. Ograniczenie finansowania nadwykonań w tym obszarze oznacza w praktyce prosty mechanizm: mniej badań, dłuższe kolejki, więcej niepewności po stronie pacjentów.

Z perspektywy świadczeniodawcy widzimy wyraźnie, że nadwykonania nie są dziś wyjątkiem ani marginesem systemu. Stały się realnym mechanizmem podtrzymującym dostępność diagnostyki. To dzięki nim można odpowiadać na rzeczywiste potrzeby zdrowotne pacjentów, a nie wyłącznie na formalne limity kontraktowe.

Bez ciągłości badań nie ma bezpiecznej profilaktyki

Szczególnie wyraźnie widać to na przykładzie kolonoskopii, czyli jednego z najważniejszych badań w profilaktyce onkologicznej. To badanie pozwala nie tylko wykryć chorobę odpowiednio wcześnie, ale w wielu przypadkach także usunąć zmiany przedrakowe, zanim rozwinie się nowotwór. Jeśli dostęp do takich świadczeń słabnie, system wcześniej czy później zapłaci za to znacznie wyższą cenę: zdrowotną, społeczną i finansową.

Dlatego środek ciężkości powinien pozostać po stronie profilaktyki i wczesnej diagnostyki. To rozwiązanie bezpieczniejsze dla pacjenta i jednocześnie bardziej racjonalne z punktu widzenia całego systemu. Znacznie skuteczniej i taniej jest wykryć problem odpowiednio wcześnie niż leczyć chorobę w zaawansowanym stadium.

Pacjent potrzebuje nie tylko badania, ale także pewności

Właśnie z takiego założenia wyszliśmy, tworząc Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej enel-med. Chcemy, by pacjent nie zostawał sam z wynikiem, skierowaniem czy listą zaleceń, ale miał uporządkowaną ścieżkę postępowania: od diagnostyki, przez konsultacje, aż po kolejne decyzje medyczne. Bo poczucie bezpieczeństwa nie bierze się wyłącznie z dostępu do sprzętu. Bierze się także z ciągłości opieki, przewidywalności procesu i przekonania, że diagnostyka wydarzy się na czas.

Jeśli system publiczny chce długofalowo ograniczać koszty leczenia, powinien jak najmocniej wspierać właśnie ten etap. Dobrze zorganizowana profilaktyka i szybka diagnostyka nie są wydatkiem, który można traktować jak pozycję do cięcia. Są jedną z najważniejszych inwestycji w zdrowie pacjentów i w bezpieczeństwo całego systemu

Przeczytaj teraz

Polacy wciąż unikają dentysty jak ognia, w szczególności mężczyźni, a dzieci przejmują nawyki dorosłych

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 19.03.2026

Ból zęba wciąż jest dla wielu Polaków ważniejszym sygnałem niż profilaktyka. Z badania enel-med wynika, że regularny przegląd stomatologiczny raz w roku lub częściej wykonuje mniej niż połowa dorosłych (43%). Jednocześnie niemal co trzeci trafia do dentysty dopiero wtedy, gdy pojawia się problem, a 9% nie robi takich przeglądów wcale. Do profilaktyki zdecydowanie sumienniej podchodzą kobiety: co druga deklaruje regularny przegląd, podczas gdy wśród mężczyzn co trzeci. Najbardziej niepokoi to, że skutki tego podejścia widać już u dzieci, bo aż 7 na 10 zmaga się z próchnicą.

– Brak regularnych przeglądów stomatologicznych sprawia, że pacjenci trafiają do gabinetu dopiero wtedy, gdy problem jest już zaawansowany i pojawia się ból, stan zapalny czy konieczność bardziej skomplikowanego leczenia. W wielu przypadkach oznacza to leczenie kanałowe, odbudowę zęba lub nawet jego utratę. Tymczasem większości takich sytuacji można uniknąć dzięki regularnym kontrolom. Profilaktyka działa wtedy, gdy nic nie boli. Wizyta kontrolna co około pół roku pozwala wykryć zmiany na bardzo wczesnym etapie, kiedy leczenie jest prostsze, krótsze i zdecydowanie mniej kosztowne dla pacjenta – mówi lek. dent. Izabela Rutkowska-Chrobok, stomatolog zachowawcza enel-med.

Do dentysty nadal częściej na ratunek niż na kontrolę

Regularne przeglądy stomatologiczne wciąż nie są w Polsce nawykiem. Z badania enel-med wynika, że wizytę kontrolną raz w roku lub częściej deklaruje 43% badanych. Co piąty Polak robi taki przegląd co 2-3 lata, a 29% odwiedza gabinet dopiero wtedy, gdy zaczyna się problem. Dodatkowo niemal co dziesiąty badany przyznaje, że nie wykonuje przeglądów stomatologicznych w ogóle.

To pokazuje, że dla dużej części dorosłych wizyta u dentysty nadal jest reakcją na ból, a nie elementem regularnego dbania o zdrowie. Tymczasem właśnie kontrole wykonywane zanim pojawią się objawy pozwalają uniknąć bardziej zaawansowanego, dłuższego i kosztowniejszego leczenia.

Kobiety są bardziej systematyczne, mężczyźni wciąż zostają w tyle

Badanie pokazuje też wyraźne różnice między kobietami i mężczyznami. Kobiety znacznie częściej traktują profilaktykę jako stały element troski o zdrowie, a mężczyźni częściej odkładają wizytę do momentu, kiedy dzieje się już coś niepokojącego. Regularny przegląd stomatologiczny raz w roku lub częściej deklaruje 49% kobiet, podczas gdy wśród mężczyzn ten odsetek wynosi 36%.

Widoczny jest też wyraźny gradient społeczny. Wśród osób z wykształceniem podstawowym lub zawodowym regularne przeglądy deklaruje 21% badanych, natomiast w grupie z wykształceniem wyższym już 51%. Różnice widać również między miejscem zamieszkania: na wsi przegląd raz w roku lub częściej wykonuje 38% badanych, a w miastach liczących od 100 do 500 tys. mieszkańców 52%.

Dzieci przejmują nawyki dorosłych, a rachunek za zaniedbania rośnie

Problem profilaktyki stomatologicznej nie kończy się na dorosłych. Wyniki drugiej edycji akcji profilaktycznej realizowanej wspólnie przez Polskie Towarzystwo Stomatologiczne, enel-med i Septodont pokazują, że aż 7 na 10 dzieci zmaga się z próchnicą, a 4 na 10 wymaga pilnej interwencji stomatologicznej. Jednocześnie 78% rodziców deklaruje, że ich dzieci często sięgają po słodycze.

Eksperci zwracają uwagę, że brak profilaktyki u najmłodszych oznacza nie tylko gorszy stan zdrowia jamy ustnej, ale również wyższe koszty leczenia. W przypadku dzieci rosną one niemal dwukrotnie: z 1851 zł do 3219 zł.

Nawyki związane ze zdrowiem jamy ustnej kształtują się bardzo wcześnie. Jeśli dziecko od najmłodszych lat widzi, że rodzice regularnie chodzą do dentysty i dbają o profilaktykę, samo traktuje wizytę w gabinecie jako coś naturalnego. Warto pamiętać, że dzieci bardzo często przejmują także nasze obawy i lęki. Dlatego zamiast przekazywać im własny strach przed dentystą, lepiej pokazać, że kontrola stomatologiczna jest normalnym elementem dbania o zdrowie. Budowanie dobrych nawyków od najmłodszych lat ma ogromne znaczenie – mówi lek. dent. Izabela Rutkowska-Chrobok z enel-med.

Przeczytaj teraz

Chrapanie to nocny alarm. 5 powodów, przez które Polacy nie wysypiają się w nocy

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 12.03.2026

Sen jest dla Polaków jednym z kluczowych sposobów na regenerację, wyżej ocenianym niż dieta i na równi z aktywnością fizyczną. 33% badanych, aby poczuć się lepiej, wydłuża sen nocny lub robi drzemki w ciągu dnia, wynika z raportu enel-med „Łączy nas zdrowie”. Tymczasem wiele osób wciąż bagatelizuje to, co dzieje się w nocy, traktując chrapanie jak uciążliwy nawyk, a sen jak coś, co „po prostu się dzieje”. Noc potrafi jednak być momentem, w którym organizm wysyła sygnały ostrzegawcze – od przewlekłej niedrożności nosa, przez nawracające infekcje i problemy z zatokami, aż po epizody bezdechu, których sam pacjent może nie zauważać. Lekarze z Centrum Laryngologii enel-med podkreślają, że wiele z tych objawów da się skutecznie diagnozować i leczyć, a poprawa oddychania w nocy często przekłada się na lepsze funkcjonowanie w dzień.

– Chrapanie bardzo często jest bagatelizowane. Tymczasem może być objawem obturacyjnego bezdechu sennego. Z kolei bezdech wpływa nie tylko na jakość snu, ale może obciążać układ krążenia i wiązać się m.in. z ryzykiem nadciśnienia czy incydentów sercowo-naczyniowych. Dostępne dane jasno pokazują skalę problemu: obturacyjny bezdech senny diagnozuje się u nawet 14% dorosłych mężczyzn i 7% kobiet, a problemy z drożnością nosa, często związane m.in. ze skrzywieniem przegrody lub przerostem małżowin, mogą dotyczyć nawet jednej trzeciej populacji. Z kolei przewlekłe zapalenie zatok przynosowych dotyczy ok. 15% dorosłych. Dlatego chrapanie, zwłaszcza nasilone i regularne, warto skonsultować z lekarzem zwraca uwagę prof. dr hab. n. med. Karolina Dżaman, laryngolog, konsultant medyczny Centrum Laryngologii enel-med.

Poniżej pięć najczęstszych przyczyn złego snu. Nie chodzi tylko o hałas, problemy mogą zaczynać się w nosie lub gardle.

Problem pierwszy, chrapanie

Chrapanie jest powszechne, ale nie powinno być automatycznie normalizowane. Jeśli jest głośne, regularne i narasta, może świadczyć o zwężeniu dróg oddechowych w czasie snu. Dla wielu osób to przede wszystkim problem społeczny i relacyjny, ale w części przypadków wymaga szerszej diagnostyki, bo może współwystępować z bezdechami. Warto też pamiętać, że skuteczność postępowania zależy od przyczyny: inaczej podchodzi się do chrapania wynikającego z niedrożności nosa, a inaczej do sytuacji, gdy problem jest wieloczynnikowy.

Problem drugi, bezdechy

Epizody bezdechu pacjent często „przesypia” i nie ma świadomości, że występują, dlatego pierwszym sygnałem bywa obserwacja bliskich: pauzy w oddychaniu, nagłe łapanie powietrza, niespokojny sen. To objawy, których nie warto tłumaczyć wyłącznie stresem czy zmęczeniem. W przypadku podejrzenia bezdechu kluczowa jest rzetelna ocena kliniczna i dobranie diagnostyki, bo problem może mieć poważniejsze konsekwencje zdrowotne niż tylko spadek komfortu snu.

Problem trzeci, płytki sen

Śpię wystarczająco długo, a wstaję zmęczony – taki scenariusz powtarza się bardzo często. Sen może być zbyt płytki, przerywany mikrowybudzeniami, a przy zaburzeniach oddychania w nocy organizm nie regeneruje się tak, jak powinien. W dzień przekłada się to na spadek energii, problemy z koncentracją, większą drażliwość i trudniejszą odporność na codzienny stres. W praktyce niewyspanie bywa skutkiem ubocznym innych problemów, takich jak bezdechy czy przewlekła niedrożność nosa.

Problem czwarty, niedrożność nosa

Stałe uczucie zatkanego nosa często nasila chrapanie i pogarsza jakość snu, szczególnie gdy w nocy dominuje oddychanie przez usta. Problem może mieć tło anatomiczne lub zapalne i bywa mylony z alergią, zwłaszcza gdy towarzyszy mu przewlekły katar.

– „Przewlekły katar to zawsze alergia” to bardzo często mit. Przewlekły katar nie zawsze ma podłoże alergiczne. Jego przyczyną mogą być nawracające infekcje, przewlekłe zapalenie zatok, polipy nosa czy też skrzywiona przegroda nosowa albo przerośnięte małżowiny nosowe – mówi prof. dr hab. n. med. Karolina Dżaman.

Problem piąty, zatoki

Nawracające lub przewlekłe problemy z zatokami potrafią utrzymywać się tygodniami: katar, uczucie zatkania, pogorszenie drożności nosa, dyskomfort w obrębie twarzy, osłabienie węchu. Część osób traktuje to jako ciągnące się przeziębienie, wracające falami. Jeśli objawy utrzymują się długo lub regularnie nawracają, warto szukać przyczyny i dobrać leczenie adekwatne do źródła problemu, zamiast liczyć na to, że „samo przejdzie”.

W problemach ze snem najgorsze jest to, że łatwo je zbagatelizować: chrapanie bywa traktowane jako uroda, przewlekły katar jako alergia, a niewyspanie jak koszt intensywnego życia. Tymczasem te objawy często mają konkretną, możliwą do zdiagnozowania przyczynę i właśnie od jej znalezienia zależy skuteczność leczenia. Kluczowe jest, by nie leczyć się wyłącznie doraźnie i objawowo, tylko sprawdzić, co stoi za problemem: czy to kwestia drożności nosa, nawracających stanów zapalnych zatok, czy zaburzeń oddychania w nocy. Nie bójmy się także operacji laryngologicznych, które często okazują się najlepszym rozwiązaniem problemu. Pacjenci często kojarzą je z dużym bólem i długą rekonwalescencją, a w praktyce większość zabiegów ma charakter małoinwazyjny i jest bardzo dobrze tolerowana. Oczywiście wszystko zależy od rodzaju zabiegu, ale strach często jest większy niż rzeczywisty dyskomfort po operacji, a szybkie efekty leczenia w pełni rekompensują te kilkudniowe niedogodności – mówi prof. dr hab. n. med. Karolina Dżaman z Centrum Laryngologii enel-med.

Przeczytaj teraz

Walentynkowy ranking gestów otwiera herbata, a zamyka prezent

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 12.02.2026

Walentynki lubią serduszka, ale to drobne gesty jak kubek herbaty czy chwila ciszy budują relacje silniej niż efektowne niespodzianki. Polacy najbardziej doceniają troskę, gdy druga osoba gorzej się czuje (43%), podczas gdy prezent wskazuje tylko 12% Polaków. Na kolejnych miejscach są gesty równie zwyczajne, a dla wielu osób kluczowe: pytanie o samopoczucie (29%), pilnowanie regularnego jedzenia i picia (18%) czy wspólne zdrowe rytuały (18%). Wyniki badania zleconego przez enel-med pokazują też różnice między Polkami i Polakami. Kobiety częściej doceniają odciążenie w codziennych obowiązkach (32% vs. 19%), a panowie przygotowanie posiłków (24% vs. 12%) i, co szczególnie istotne w kontekście profilaktyki zdrowotnej, przypominanie o badaniach (18% vs. 10%).

W gabinecie często słyszę: „nie potrzebuję fajerwerków, tylko żebym nie był/a z tym sam/a”. I dokładnie to widać w wynikach badania enel-med. Wysoko są gesty, które dają poczucie bezpieczeństwa takie jak opieka, kiedy ktoś ma gorszy dzień, uważne „jak się czujesz?”, spokojna obecność, a czasem po prostu cisza, którą druga osoba potrafi uszanować. To nie są drobiazgi ani romantyczne dekoracje. To codzienne komunikaty: „widzę cię”, „liczysz się”, „możesz na mnie oprzeć ciężar, kiedy go masz za dużo”. A gdy taką troskę przekładamy także na zdrowie, na przykład przez przypomnienie o badaniu czy wsparcie w umówieniu wizyty u lekarza, relacja staje się nie tylko bliższa, ale też realnie bardziej odpowiedzialna – mówi Sylwia M. Bartczak, psycholog i seksuolog enel-med.

TOP 10 gestów, które mają znaczenie

Walentynkowy ranking gestów pokazuje, że w relacjach najbardziej liczy się praktyczna uważność. Po reakcji na gorsze samopoczucie, np. w postaci herbaty czy posiłku (43%), drugie miejsca ex aequo zajmują uważne pytanie „jak się czujesz?” oraz danie przestrzeni i ciszy, gdy są potrzebne (po 29% wskazań). Wysoko znalazły się także dbanie o spokojną atmosferę w stresującym czasie (26%) oraz zauważanie przeciążenia i przejmowanie części obowiązków (26%). Dalej są gesty budujące codzienny dobrostan: pilnowanie regularnego jedzenia i picia (18%), podtrzymywanie wspólnych zdrowych rytuałów (18%), zachęcanie do ruchu (16%) i przypominanie o badaniach profilaktycznych oraz wizytach u lekarza (14%). Dopiero na końcu zestawienia są klasyczne, walentynkowe atrybuty takie jak trafiony prezent (12%) i drobne niespodzianki bez okazji (10%).

Kobiety i mężczyźni potrzebują różnych gestów

Widać także ciekawe różnice między tym, co jest ważne dla kobiet i mężczyzn, choć cel jest wspólny: poczucie bycia ważnym i zauważonym. Polki częściej wskazują gesty związane z opieką i odciążeniem: zaopiekowanie w gorszym samopoczuciu (49% kobiet vs. 37% mężczyzn) oraz przejęcie części obowiązków i zachęcenie do odpoczynku (32% vs. 19%). Panowie natomiast częściej doceniają przygotowanie posiłków (24% mężczyzn vs. 12% kobiet) oraz przypominanie o badaniach profilaktycznych i wizytach u lekarza (18% vs. 10%). To ważna wskazówka dla par: w trosce o zdrowie często działa nie presja, ale partnerskie wsparcie poprzez na przykład wspólne zaplanowanie badań, przypomnienie w odpowiednim momencie czy ułatwienie organizacji wizyty.

Warto odczarować myślenie, że rozmowa o zdrowiu psuje nastrój. Dla wielu osób, zwłaszcza mężczyzn, co pokazują te wyniki, sygnał „pamiętam o twoich badaniach” jest odbierany jako bardzo konkretny dowód bliskości. To też dobra walentynkowa lekcja: troska nie musi być spektakularna, żeby była ważna. Czasem ma formę herbaty, czasem odciążenia, a czasem krótkiego „gdybyś chciał/a wsparcia w umówieniu wizyty, daj znać” – dodaje Sylwia M. Bartczak, psycholog i seksuolog enel-med.

Metodyka badania:
Badanie zostało zlecone przez enel-med i przeprowadzone na panelu Ariadna na ogólnopolskiej próbie liczącej N=1090 osób. Zrealizowane metodą CAWI w dniach 30 stycznia – 2 lutego 2026.

Przeczytaj teraz

89% Polek i Polaków wie, że wczesne wykrycie nowotworu potrafi uratować życie. Ale tylko 21% bada się

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 4.02.2026

Większość Polek i Polaków zdaje sobie sprawę, że wczesne wykrycie nowotworu daje wysokie szanse wyleczenia. A jednak w codzienności często wygrywa „jeszcze nie teraz”. Widać to w liczbach: 89% Polek i Polaków uważa, że wczesne wykrycie daje wysokie szanse wyleczenia, ale regularne badania onkologiczne adekwatne do wieku i płci deklaruje tylko 21%, a 27% przyznaje, że nie robi ich nigdy, wynika z badania zrealizowanego na zlecenie enel-med. Często odkładamy diagnostykę, bo „nas nic nie boli” (36%) albo dlatego, że boimy się diagnozy (22%). Właśnie dlatego w Warszawie powstało Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej enel-med, czyli miejsce, które pomaga przełożyć intencje na działanie i przejść przez badania w uporządkowanej ścieżce.

– Profilaktyka onkologiczna ma sens wtedy, gdy nie ma żadnych objawów klinicznych choroby, nie odczuwamy bólu. I to jest jej największy paradoks. Z jednej strony wiemy, że wczesne wykrycie zwiększa szanse leczenia, z drugiej odkładamy badania, bo nie ma „alarmu” w postaci objawów albo pojawia się lęk przed wynikiem. Dlatego tak ważne są rozwiązania, które dają pacjentowi jasny plan i prowadzą przez proces krok po kroku: co zrobić, w jakiej kolejności i dlaczego. Kiedy ścieżka jest zrozumiała i dostępna, łatwiej zamienić „kiedyś” na „dzisiaj” – mówi dr hab. n. med. Katarzyna Dobruch-Sobczak, radiolog i konsultant medyczny Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej enel-med.

Gdzie pęka profilaktyka i dlaczego odkładamy badania

Z badania enel-med dotyczącego podejścia Polaków do profilaktyki onkologicznej wynika, że największy problem nie leży w braku świadomości, tylko w tym, co dzieje się „pomiędzy”: pomiędzy przekonaniem, że warto a realnym zapisaniem się na badanie i doprowadzeniem sprawy do końca. Najczęściej odkładamy diagnostykę pozwalającą wykryć choroby onkologiczne, bo nie mamy objawów, tak wskazuje 36% Polek i Polaków. Drugą stroną tej samej bariery jest lęk: 22% mówi wprost, że powodem rezygnacji jest obawa przed diagnozą. A aż 60% osób przyznaje, że sama perspektywa diagnozy onkologicznej budzi w nich obawę. W praktyce to często oznacza unikanie: „wolę nie wiedzieć”, „nie teraz”, „jeszcze zdążę”.

Lęk przed diagnozą często działa jak mechanizm unikania: odkładamy badania, bo obawiamy się wyniku. To widać w danych: aż 60% Polek i Polaków przyznaje, że sama diagnoza onkologiczna budzi w nich obawę. W takich emocjach bardzo pomaga poczucie, że nie trzeba „ogarniać wszystkiego” samemu: że ktoś prowadzi przez proces, wyjaśnia i porządkuje kroki. Wtedy napięcie spada, a decyzja staje się łatwiejsza do podjęcia – mówi Sylwia M. Bartczak, psycholog enel-med.

W badaniu widać też wyraźną różnicę pokoleniową. Wśród osób w wieku 18-24 lata niemal połowa (46%) przyznaje, że nigdy nie wykonywała badań onkologicznych adekwatnych do wieku i płci. Wśród osób w wieku 45-54 lata ten odsetek jest zdecydowanie niższy i wynosi 29%. To sygnał, że profilaktyka przegrywa już na etapie budowania nawyków, zanim pojawi się „powód”, by pójść do lekarza. Jeśli do tego dochodzi lęk i odkładanie „na później”, luka między świadomością a działaniem tylko się pogłębia.

Rozwiązanie w jednym miejscu

Aby ułatwić przejście od decyzji do wykonania badań, enel-med uruchomił w Warszawie Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej. To miejsce skoncentrowane na wczesnym wykrywaniu nowotworów i profilaktyce, a pacjent może przejść przez diagnostykę w zaplanowanej ścieżce: od konsultacji, przez badania, po omówienie wyników i kolejne kroki. W ramach działań dostępne są programy dla kobiet i mężczyzn obejmujące m.in. diagnostykę raka piersi, chorób ginekologicznych, prostaty i układu moczowego, raka płuc, raka jelita grubego oraz żołądka. W ramach programu badań przesiewowych organizowanego przez NFZ w placówce są realizowane badania endoskopowe takie jak kolonoskopia.

– Profilaktyka powinna zaczynać proces leczenia jeszcze zanim pacjent trafi do szpitala. To wyzwanie zdrowotne, ale też społeczne i ekonomiczne. OECD prognozuje, że samo starzenie się populacji może zwiększyć wydatki na leczenie nowotworów per capita o 89% w latach 2023-2050. Dlatego w enel-med od lat konsekwentnie inwestujemy w profilaktykę, a dziś rozwijamy model opieki, który porządkuje ścieżkę diagnostyczną i ułatwia pacjentom wykonanie badań. Kluczowe są trzy filary: doświadczenie specjalistów, nowoczesny sprzęt i technologie obrazowania oraz koordynacja procesu. Tak, by pacjent wiedział, co zrobić, w jakiej kolejności i dlaczego – mówi Jacek Rozwadowski, prezes zarządu enel-med.

Doświadczenie medyczne w połączeniu z perspektywą pacjenta

Centrum tworzą specjaliści wielu dziedzin. Konsultantką medyczną jest dr hab. n. med. Katarzyna Dobruch-Sobczak, radiolog, a obszar profilaktyki mężczyzn współtworzy prof. dr hab. n. med. Jakub Dobruch, urolog. W działania Centrum zaangażowani są również specjaliści wspierający, m.in. psychologowie, urolodzy, onkolodzy, gastrolodzy i dietetycy. Ważnym elementem jest diagnostyka oparta na nowoczesnym sprzęcie i technologiach obrazowania, m.in. mammograf MAMMOMAT B. Brilliant z tomosyntezą 3D i algorytmami sztucznej inteligencji oraz wysokiej klasy system ultrasonograficzny wykorzystywany m.in. w biopsji fuzyjnej prostaty. W efekcie kluczowe badania można wykonać szybciej i w jakości wspierającej wczesne wykrywanie zmian.

Elementem wyróżniającym Centrum jest zaproszenie Anity Wojtaś-Jakubowskiej, pacjentki, która przeszła pełną ścieżkę diagnostyczno-onkologiczną, do współtworzenia standardów obsługi i organizacji procesów. Jej doświadczenie wspiera zespół w weryfikacji procedur i organizacji opieki tak, aby były jak najbardziej zrozumiałe, przyjazne i skuteczne z punktu widzenia pacjenta – od pierwszego kontaktu po kolejne etapy ścieżki.

– Profilaktyka uratowała mi życie. Chorowałam na nowotwór żołądka, który ma niespecyficzne objawy i do momentu diagnozy czułam się zupełnie zdrowa. Moją osobistą misją jest zachęcanie do diagnostyki i ułatwianie pacjentom przejścia przez leczenie i dlatego cieszę się, że mogę wspierać enel-med w projektowaniu ścieżki opieki. Wiem z własnego doświadczenia, jak wiele emocji budzi ten proces, ale wiem też, że jedyną sensowną odpowiedzią jest działanie mimo strachu i realizowanie badań profilaktycznych mimo obaw o ich wynik – mówi Anita Wojtaś-Jakubowska, konsultantka społeczna Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej enel-med.

Przeczytaj teraz

Co piąta Polka zmaga się z problemami intymnymi. Medycyna ma dla nich rozwiązanie

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 27.01.2026

Ból, podrażnienia po sporcie, trudności po porodzie czy dyskomfort w okresie menopauzy to dla wielu Polek codzienność, o której wciąż mówi się zbyt rzadko. Tymczasem, jak pokazuje raport enel-med „Łączy nas zdrowie”, już 18% kobiet doświadczyło w ciągu roku dolegliwości intymnych. Lekarze podkreślają, że małoinwazyjne terapie ginekologiczne i zabiegi medycyny estetycznej realnie poprawiają zdrowie i komfort codziennego funkcjonowania. Do najczęściej stosowanych należą laserowe zabiegi ginekologiczne, labioplastyka oraz regeneracja tkanek z użyciem osocza bogatopłytkowego.

Problemy związane ze zdrowiem intymnym są znacznie bardziej powszechne, niż mogłoby się wydawać. Na pytanie o obszar zdrowia, który w ciągu minionych 12 miesięcy sprawiał najwięcej trudności i wymagał największej uwagi, 18% kobiet wskazało właśnie kwestie ginekologiczne – wynika z raportu enel-med „Łączy nas zdrowie”.

Z punktu widzenia ginekologii bardzo ważne jest, aby kobiety traktowały zdrowie intymne jako element ogólnej profilaktyki, a nie tylko reagowały na pojawiające się problemy. W różnych etapach życia naturalnie zmienia się gospodarka hormonalna, elastyczność tkanek czy napięcie mięśni dna miednicy i każda z tych zmian może wpływać na komfort życia. Co istotne, dolegliwości okolic intymnych nie zawsze pojawiają się wyłącznie po porodzie czy w okresie menopauzy. Suchość pochwy, nawracające infekcje, obniżenie napięcia tkanek czy epizody nietrzymania moczu mogą wystąpić również u młodszych kobiet, na przykład w wyniku intensywnego uprawiania sportu, stresu, zaburzeń hormonalnych, po przebytych stanach zapalnych czy długim stosowaniu antykoncepcji hormonalnej – mówi dr n. med. Iryna Kozicka, lekarz ginekologii estetycznej w klinice Estell Senator w Warszawie.

Młodość pod kontrolą

Młode kobiety mogą mieć problemy intymne, które dotyczą suchości okolic intymnych, nawracających stanów zapalnych czy podrażnień spowodowanych intensywnym trybem życia, sportem lub przewlekłym stresem. Specjaliści kliniki Estell podkreślają, że w tym etapie życia kluczowa jest profilaktyka, czyli regularne badania, obserwacja własnego ciała i dbanie o równowagę hormonalną, prawidłową mikrobiotę, ale także świadomość dostępnych metod wspierających zdrowie i komfort intymny.

Nie bez znaczenia pozostaje również aspekt estetyczny, o którym kobiety mówią coraz częściej i bardziej otwarcie. Jednym z problemów, który może pojawić się już w młodym wieku, jest przerost warg sromowych mniejszych. To nie tylko kwestia wyglądu, ponieważ przerostowi mogą towarzyszyć bolesne otarcia, trudności podczas aktywności fizycznej, dyskomfort podczas współżycia czy problemy z doborem bielizny. W takich sytuacjach z pomocą przychodzi labioplastyka, czyli zabieg chirurgicznego modelowania warg sromowych, który łączy poprawę estetyki z realną poprawą codziennego funkcjonowania.

Regeneracja mamy

Coraz więcej kobiet otwarcie przyznaje, że po ciąży i porodzie ma problemy intymne, m.in. suchość, mniejsza elastyczność tkanek czy epizody wysiłkowego nietrzymania moczu, zwłaszcza podczas śmiechu, wysiłku fizycznego czy noszenia dziecka. Okres po porodzie to czas, gdy ciało potrzebuje szczególnej troski i możliwości regeneracji, a współczesna medycyna estetyczna oferuje rozwiązania, które realnie pomagają. Laserowe zabiegi ginekologiczne wspierają odbudowę elastyczności i napięcia ścian pochwy, poprawiają nawilżenie i mogą znacząco zmniejszyć objawy wysiłkowego nietrzymania moczu. U podłoża tych dolegliwości często leży osłabienie mięśni dna miednicy oraz zmiany hormonalne po porodzie, dlatego kluczowe jest indywidualne podejście do każdej pacjentki.

Intymność w okresie dojrzałości

Wraz z nadejściem menopauzy w organizmie kobiety zachodzą naturalne zmiany hormonalne, które mogą wpływać na komfort w sferze intymnej. To czas, w którym wiele pacjentek zauważa suchość pochwy, obniżenie elastyczności tkanek czy dyskomfort podczas współżycia. U części kobiet mogą pojawić się też problemy z nawilżeniem, nawracające infekcje lub epizody nietrzymania moczu. Choć są to zmiany fizjologiczne, nie trzeba ich traktować jako coś, z czym „trzeba się pogodzić”.

Dzisiejsza medycyna oferuje rozwiązania pozwalające odzyskać komfort i poczucie kontroli nad własnym ciałem. Zabiegi z wykorzystaniem lasera CO₂, fal radiowych czy osocza bogatopłytkowego wspierają odbudowę tkanek, poprawiają ich ukrwienie i elastyczność, a także mogą zmniejszać objawy nietrzymania moczu. Dzięki temu wiele kobiet odzyskuje swobodę w codziennym funkcjonowaniu i poprawę jakości życia intymnego. Menopauza nie jest chorobą, lecz kolejnym etapem życia, który warto przejść w pełnym komforcie.

Warto pamiętać, że medycyna estetyczna to nie tylko zabiegi poprawiające wygląd okolic intymnych. Coraz częściej staje się odpowiedzią na dolegliwości, z którymi zgłaszają się pacjentki, tj. suchość, dyskomfort, obniżone napięcie tkanek czy epizody nietrzymania moczu. Dlatego kluczowym elementem jest konsultacja z lekarzem, który oceni potrzeby pacjentki i wskaże, czy małoinwazyjne terapie mogą przynieść poprawę jej codziennego funkcjonowania. Estetyka jest tylko jednym z aspektów, a często to właśnie kwestie związane z komfortem i funkcjonalnością tkanek wymagają większej uwagi – mówi dr n. med. Iryna Kozicka, lekarz ginekologii estetycznej w klinice Estell Senator w Warszawie.

Przeczytaj teraz

Blue Monday w pracy trwa cały rok. Połowa pracowników wstydzi się wizyty u psychologa, a tylko co piąty może liczyć na wsparcie w firmie

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 19.01.2026

Tylko 21% pracowników w Polsce ma dostęp do wsparcia psychologicznego ze strony pracodawcy, a połowa uważa korzystanie z pomocy psychologa lub psychoterapeuty za powód do wstydu, wynika z raportu enel-med „Łączy nas zdrowie”. Zaledwie 31% badanych traktuje sięganie po pomoc specjalisty jak zwykły temat zdrowotny, a niemal co piąta osoba nie ma w tej kwestii wyrobionego zdania, co pokazuje, jak bardzo zdrowie psychiczne wciąż pozostaje nieoswojonym tematem w środowisku pracy. Eksperci podkreślają, że choć świadomość problemu rośnie, bez systemowego wsparcia i otwartej rozmowy w firmach trudno będzie realnie przełamywać bariery i stygmatyzację.

– Styczeń to czas, w którym wiele osób doświadcza obniżenia nastroju, spadku energii i większego zmęczenia, na co zwraca uwagę chociażby funkcjonujące w przestrzeni publicznej pojęcie Blue Monday. Choć z perspektywy psychologii nie jest to zjawisko potwierdzone naukowo i ma raczej charakter medialny, może stać się dobrą okazją do zatrzymania się i rozmowy o emocjach, profilaktyce oraz sięganiu po pomoc. Obniżony nastrój w tym okresie często wynika z nakładających się czynników, takich jak krótsze dni i niedobór światła, zmniejszona aktywność fizyczna i społeczna, zmęczenie poświąteczne czy powrót do obowiązków zawodowych. Są to naturalne, przejściowe reakcje organizmu, które nie powinny być automatycznie utożsamiane z depresją, ale których nie należy też bagatelizować. Tym bardziej że według danych Światowej Organizacji Zdrowia z zaburzeniami psychicznymi żyje obecnie ponad miliard osób na świecie, a depresja znajduje się wśród najczęściej diagnozowanych chorób, szczególnie w grupie młodych dorosłych. WHO szacuje również, że rocznie w wyniku samobójstwa ginie około 720 tys. osób, dlatego każdy moment jest dobry, aby przybliżać temat zdrowia psychicznego i zachęcać do szukania profesjonalnego wsparcia – tłumaczy Sylwia M. Bartczak, psycholożka enel-med.

Wsparcie psychologiczne poza zasięgiem większości pracowników

Wsparcie w zakresie zdrowia psychicznego w miejscu pracy nadal pozostaje ograniczone. Z raportu enel-med „Łączy nas zdrowie” wynika, że jedynie 21% Polaków może liczyć na jakąkolwiek formę pomocy. W tej grupie badanych 10% deklaruje dostęp do psychologa w ramach pakietu medycznego, 6% korzysta z usług firmowego specjalisty, a 5% uczestniczy w inicjatywach edukacyjnych organizowanych przez pracodawcę, dotyczących zdrowia psychicznego, stresu lub wypalenia zawodowego. Jednocześnie aż 67% pracowników nie ma dostępu do żadnej formy wsparcia w tym obszarze.

Wyraźne różnice w dostępności wsparcia widoczne są przy porównaniu firm różnej wielkości. W dużych organizacjach pomoc w zakresie zdrowia psychicznego oferowana jest znacznie częściej niż w MŚP. 16% pracowników korzysta z pakietu medycznego obejmującego konsultacje psychologiczne, 10% ma dostęp do firmowego specjalisty, a 6% uczestniczy w działaniach edukacyjnych. W sektorze małych i średnich przedsiębiorstw wskaźniki te są zdecydowanie niższe. Tylko 7% pracowników ma dostęp do psychologa w ramach pakietu medycznego, 4% korzysta z pomocy firmowego specjalisty oraz 4% uczestniczy w działaniach edukacyjnych. Co istotne, w sektorze MŚP aż trzy czwarte pracowników nie ma żadnego formalnego wsparcia, podczas gdy w dużych firmach dotyczy to około połowy zatrudnionych.

Deklarowana potrzeba wsparcia a realne korzystanie z pomocy

Analiza enel-med pokazuje, że potrzeba wsparcia zdrowia psychicznego nie zawsze przekłada się na decyzję o skorzystaniu z pomocy. 53% pracowników deklaruje, że nigdy nie odczuło potrzeby skorzystania z pomocy psychologicznej lub psychiatrycznej. Jednocześnie 26% badanych samodzielnie zgłosiło się na konsultację, przy czym kobiety częściej podejmowały taką decyzję niż mężczyźni: odpowiednio 31% wobec 18%. Wśród panów widoczny jest natomiast wyższy odsetek osób kierowanych na konsultacje przez pracodawcę: 6% wobec 2% wśród pań, a także tych, którzy skorzystali z pomocy na sugestię bliskich (6% wobec 3%).

Z danych wynika również, że wraz z wiekiem maleje zarówno odsetek osób korzystających z pomocy, jak i tych, które deklarują potrzebę wsparcia. W grupie pracowników powyżej 51. roku życia aż 66% respondentów wskazuje, że nigdy nie odczuło potrzeby skorzystania z pomocy psychologicznej lub psychiatrycznej.

Temat tabu

Na decyzje pracowników wpływa również sposób, w jaki korzystanie z pomocy psychologicznej postrzegane jest w środowisku pracy. Połowa pracowników uważa, że korzystanie z pomocy psychologa lub psychoterapeuty nadal postrzegane jest jako powód do wstydu, w tym 19% zdecydowanie się z tym zgadza, a 31% raczej podziela to przekonanie. Jednocześnie 31% badanych traktuje korzystanie z takiego wsparcia jako zwykły temat zdrowotny. Pozostałe 19% nie ma w tej kwestii wyrobionego zdania, co pokazuje, że temat zdrowia psychicznego w miejscu pracy nie został jeszcze w pełni oswojony.

Wyniki badania pokazują, że choć świadomość znaczenia zdrowia psychicznego stopniowo rośnie, wciąż istnieje wiele barier związanych z dostępem do pomocy, stygmatyzacją korzystania ze wsparcia oraz brakiem pełnej otwartości w rozmowach o zdrowiu psychicznym w miejscu pracy. Dopóki dla niemal połowy pracowników temat ten pozostaje obciążony wstydem lub społecznym tabu, konieczne jest konsekwentne wykorzystywanie każdej okazji do przybliżania go w rzetelny i odpowiedzialny sposób. To wyzwanie, które wymaga zaangażowania zarówno pracodawców, jak i całego społeczeństwa, aby budować przestrzeń do otwartej rozmowy i ułatwiać dostęp do profesjonalnego wsparcia – podsumowuje Sylwia M. Bartczak.

Przeczytaj teraz

Bonding, nakładki, leczenie biologiczne. Te zabiegi podbijają gabinety stomatologiczne w Polsce

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 18.09.2025

Co drugi Polak nie jest zadowolony ze swojego uśmiechu, a częstym powodem unikania wizyt u dentysty jest strach, do którego przyznaje się co piąty badany, wynika z badania enel-med „Otwieramy usta Polaków”. Choć przez dekady stomatologia kojarzyła się z bólem i przymusowym leczeniem w szkolnych gabinetach, dziś jest to zupełnie inny świat. Rozwój technologii, materiałów i metod sprawił, że większość zabiegów można wykonać całkowicie bezboleśnie lub w narkozie. Eksperci enel-med wskazali najpopularniejsze w ostatnich miesiącach zabiegi, które poprawiają zarówno zdrowie jamy ustnej, jak i estetykę uśmiechu. Szybki bonding i plastyka dziąseł, niewidoczne nakładki ortodontyczne, ratunek zęba bez „kanałówki” to wybrane z nich.

– Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wypełnienia wykonywano z amalgamatu, złota, a w odleglejszej przeszłości nawet z tak egzotycznych materiałów jak wosk pszczeli, żywice drzewne, smoła, pasty z popiołu, ziół i roślin, proszki z minerałów, cementy wapienne i gipsowe, wkładki z cyny, srebra i ołowiu. Znieczulenie stosowano rzadko, a pacjenci często musieli znosić ból i dyskomfort, traktując wizytę u dentysty jako konieczne zło. Z badania enel-med stomatologia „Otwieramy usta Polaków” wynika, że 44 proc. osób wciąż nie jest zadowolonych ze stanu swojego uzębienia, a w grupie powyżej 55. roku życia odsetek ten wzrasta do 53 proc. Jednymi z najczęstszych przeszkód okazują się strach przed leczeniem (20 proc.) oraz brak zaufanej placówki lub specjalisty (16 proc.). Dziś dentysta dysponuje nowoczesnym sprzętem diagnostycznym, cyfrowymi skanerami i precyzyjnymi materiałami, które pozwalają odtworzyć naturalny wygląd zębów z niezwykłą dokładnością. Dzięki nowym metodom znieczulenia oraz możliwości leczenia w narkozie wizyta w gabinecie może przebiegać całkowicie bezboleśnie i w pełnym komforcie pacjenta – mówi dr n. med. Marta Markunina, Dyrektor medyczny stomatologii w enel-med.

Eksperci enel-med wskazali zabiegi, którymi w ostatnim czasie interesuje się coraz więcej Polaków. Nic dziwnego, bo z jednej strony poprawiają zdrowie jamy ustnej, z drugiej znacznie zwiększają estetykę uśmiechu.

No. 1: bonding

Bonding to szybki, mało inwazyjny zabieg polegający na nałożeniu na powierzchnię zęba żywicy kompozytowej w kolorze dopasowanym do naturalnego szkliwa pacjenta. Dzięki tej metodzie można skorygować kształt zębów, zlikwidować drobne ukruszenia, szczeliny czy przebarwienia. Efekt jest widoczny natychmiast po zabiegu. Co ważne, bonding jest całkowicie bezbolesny i nie wymaga szlifowania zdrowych tkanek zęba. To doskonałe rozwiązanie dla osób, które chcą szybko poprawić estetykę uśmiechu.

No. 2: plastyka dziąseł

Plastyka dziąseł to zabieg z zakresu chirurgii stomatologicznej, implantologii i periodontologii. Polega na modelowaniu kształtu, wielkości i linii dziąseł, aby poprawić ich estetykę i funkcjonalność oraz nadać uśmiechowi harmonijny wygląd. Wykonuje się go m.in. u osób z asymetrią, przerostem lub recesją dziąseł, a także przy nadmiernym eksponowaniu dziąseł podczas uśmiechu. Zabieg przeprowadzany jest w znieczuleniu miejscowym, a użycie lasera dodatkowo skraca czas gojenia i minimalizuje krwawienie. Decyzja o wykonaniu plastyki dziąseł zależy od indywidualnych potrzeb pacjenta i jest podejmowana po konsultacji z chirurgiem stomatologicznym lub periodontologiem.

No. 3: aparaty nakładkowe

Przezroczyste nakładki ortodontyczne to dyskretna alternatywa dla tradycyjnych aparatów stałych. Projektowane indywidualnie na podstawie cyfrowego skanu zębów, stopniowo przesuwają je do pożądanej pozycji. Pacjent wymienia nakładki co 1-2 tygodnie, a cały proces jest przewidywalny i kontrolowany przez lekarza. Nakładki można zdjąć na czas jedzenia czy szczotkowania zębów, co ułatwia higienę i pozwala uniknąć ograniczeń dietetycznych. Leczenie jest wygodne, praktycznie niewidoczne i dobrze tolerowane przez pacjentów w każdym wieku. Metoda ta jest zalecana przy niewielkich wadach ortodontycznych.

No. 4: Implanty na systemie All-on-X

System All-on-X to nowoczesna metoda odbudowy całego łuku zębowego na zaledwie czterech implantach. Dzięki specjalnemu ustawieniu implantów pod kątem można uniknąć przeszczepu kości, co znacznie skraca czas leczenia. W wielu przypadkach w ciągu jednego dnia pacjent przechodzi od usunięcia zębów po założenie tymczasowej odbudowy, co oznacza, że nie musi funkcjonować bez zębów. Efekt jest nie tylko estetyczny, ale też w pełni funkcjonalny. To rozwiązanie trwałe, stabilne i wygodne, a jednocześnie mniej inwazyjne niż klasyczne metody.

No. 5: korony pełnoceramiczne

Korony pełnoceramiczne wykonywane w technologii CAD-CAM to uzupełnienia protetyczne idealnie odwzorowujące naturalny wygląd zęba. Zamiast tradycyjnych, często niekomfortowych wycisków stosuje się cyfrowy skaner wewnątrzustny, który w kilka sekund przenosi obraz zębów do komputera. Na tej podstawie projektuje się koronę dopasowaną do kształtu, koloru i zgryzu pacjenta. Frezowanie z wysokiej jakości ceramiki zapewnia trwałość, odporność na ścieranie i pełną biokompatybilność. Brak metalowej podbudowy sprawia, że korona wygląda naturalnie i nie powoduje przebarwień przy dziąśle.

No. 6: leczenie w narkozie

Leczenie stomatologiczne w znieczuleniu ogólnym dla dzieci i dorosłych to rozwiązanie dla osób, które nie mogą współpracować z lekarzem w tradycyjnych warunkach, np. z powodu lęku, nadwrażliwości czy ograniczeń zdrowotnych. Zabiegi wykonuje doświadczony zespół z udziałem anestezjologa. W trakcie jednego zabiegu można wykonać kompleksowe leczenie, w tym usuwanie zębów, leczenie próchnicy czy zabiegi profilaktyczne. Warto dodać, że w enel-med jest dostępne leczenie w narkozie dla dzieci i osób dorosłych z orzeczeniem o niepełnosprawności w ramach kontraktu NFZ.

No. 7: leczenie biologiczne zęba

Leczenie biologiczne zęba ma na celu zachowanie żywotności miazgi i uniknięcie leczenia kanałowego. Stosuje się je w przypadkach urazów, głębokiej próchnicy lub przy odsłonięciu miazgi, kiedy możliwe jest jeszcze jej uratowanie. W trakcie zabiegu stosuje się specjalne materiały bioaktywne, które wspierają regenerację miazgi oraz wykazują właściwości przeciwbakteryjne. To rozwiązanie szczególnie korzystne dla młodych pacjentów, u których priorytetem jest ochrona naturalnych zębów.

Przeczytaj teraz

Ponad 2 mln zachorowań w ubiegłym sezonie. Czy tym razem Polacy sięgną po szczepionki?

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 16.09.2025

Za pasem nowy sezon infekcyjny, a zeszłoroczny powinien być dla nas przestrogą. Zgodnie z danymi Głównego Inspektoratu Sanitarnego w sezonie 2024/2025 liczba zachorowań na grypę przekroczyła 2 mln, a w porównaniu ze styczniem 2024 roku liczba hospitalizacji w pierwszym miesiącu 2025 roku wzrosła aż o 630 proc. W obliczu rosnącego ryzyka infekcji eksperci enel-med przypominają o konieczności planowania szczepień ochronnych. Polska to raj szczepionkowy, z którego obywatele wciąż nie korzystają. W nadchodzącym sezonie warto rozważyć szczepienia przeciw grypie, COVID-19, krztuścowi, tężcowi i błonicy, a także przygotować ochronę na sezon kleszczowy.

Grypa ponownie stała się jednym z największych zagrożeń zdrowotnych w Polsce. W sezonie 2024/2025 zachorowało ponad 2 mln osób, z tygodniowymi szczytami sięgającymi nawet 300 tys. nowych przypadków. Hospitalizacji wymagało ponad 25 tys. chorych, a ok. 1 tys. osób zmarło głównie seniorzy powyżej 60. roku życia, jak wynika z danych Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

– Niepokojącym zjawiskiem jest jednoczesny spadek zainteresowania szczepieniami ochronnymi, mimo rosnącej liczby zachorowań. W poprzednim sezonie infekcyjnym wykonano o 7 proc. mniej szczepień przeciw grypie w porównaniu z rokiem poprzednim, a całkowita liczba zaszczepionych spadła poniżej 2 mln. W obliczu rosnącego ryzyka infekcji szczególnie ważne jest, aby szczepieniami objąć osoby najbardziej narażone, czyli dzieci i seniorów. Wszystkie obecne na rynku szczepionki zarówno typu „split” 9 z rozszczepionym wirionem czy „subunit” z antygenami wirusa charakteryzują się podobnym wysokim poziomem bezpieczeństwa oraz wysoką skutecznością. Dodatkowo, od 22 września, w oddziałach POZ i wybranych aptekach, będzie można bezpłatnie zaszczepić się przeciw COVID-19 – mówi lek. Piotr Grzyb, nefrolog i specjalista chorób wewnętrznych enel-med.

Nie tylko grypa i COVID-19

Według raportu NIZP PZH-PIB w 2024 roku liczba przypadków krztuśca wzrosła z niespełna tysiąca (922) do blisko 32,5 tys., co oznacza gwałtowny wzrost, jakiego nie notowano od dekad. Ze względu na ten „renesans” krztuśca warto rozważyć połączenie szczepienia przeciw grypie ze szczepieniem przeciw błonicy, tężcowi i krztuścowi. Dorosłym zaleca się dawkę przypominającą raz na 10 lat, jednak wielu z nich nie pamięta, kiedy było ostatnio szczepionych. Dzieci, dzięki obowiązkowemu kalendarzowi szczepień, mają zapewnioną lepszą ochronę. Nadchodząca jesień to dobry moment, aby także dorośli zaplanowali swoje szczepienia i zadbali o odporność całej rodziny.

Równocześnie liczba przypadków inwazyjnych chorób pneumokokowych (IChP) stale rośnie. W 2024 roku było ich ponad 20 proc. więcej niż w 2023, a w pierwszych trzech miesiącach 2025 roku zarejestrowano 1,3 tys. przypadków, czyli o 7 proc. więcej niż rok wcześniej (dane KOROUN). Pneumokoki mogą prowadzić do poważnych infekcji, takich jak zapalenie płuc, zapalenie opon mózgowych czy sepsa, szczególnie u małych dzieci i seniorów powyżej 65 lat.

W nadchodzącym sezonie warto rozważyć szczepienia ochronne nie tylko przeciw pneumokokom, ale także przeciw RSV i meningokokom. Wirus RSV może powodować u dzieci i seniorów ciężkie infekcje układu oddechowego, w tym zapalenie oskrzelików i płuc, które często wymagają hospitalizacji. Z kolei meningokoki wywołują inwazyjne choroby meningokokowe, w tym sepsę i zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, które mogą prowadzić do poważnych powikłań, a nawet zagrażać życiu. Szczepienia przeciw tym patogenom zapewniają skuteczną ochronę, zmniejszając ryzyko ciężkiego przebiegu chorób i powikłań – dodaje lek. Piotr Grzyb, nefrolog i specjalista chorób wewnętrznych enel-med.

Zaplanowana profilaktyka

Już teraz można zaplanować szczepienie przeciw kleszczowemu zapaleniu mózgu (KZM), które wymaga podania trzech dawek w ciągu 6-12 miesięcy. Rozpoczynając szczepienie już teraz, można zapewnić sobie maksymalną ochronę, gdy aktywność kleszczy wzrośnie wiosną. Dodatkowo, w okresie świąteczno-noworocznym wielu Polaków wybiera się na egzotyczne wyjazdy. Warto wtedy skonsultować się z lekarzem w sprawie zalecanych szczepień przed podróżą, aby uniknąć ryzyka zachorowania na choroby charakterystyczne dla odwiedzanych regionów i nieprzyjemnych „pamiątek” z wakacji.

Przeczytaj teraz

Ta choroba oczu dotknie większość Polaków. Ale jest też dobra wiadomość

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 3.09.2025

Zaćma to najpowszechniejsza choroba oczu w skali globalnej. Również w Polsce jest uznawana za jedną z głównych przyczyn pogorszenia wzroku, dotykając w znacznym odsetku osoby po 60. r. ż. Postęp choroby polega na stopniowej utracie przejrzystości soczewki oka, w konsekwencji do upośledzenia widzenia, a nawet ślepoty. Jednak w zasięgu wzroku są nowoczesne metody leczenia, polegające na wszczepieniu implantu soczewkowego w miejsce zmętniałej soczewki własnej. W centrum medycznym enel-med specjaliści wszczepiają implanty o wydłużonym ognisku w ramach świadczeń NFZ. Tylko od stycznia do maja tego roku wykonano tu aż o 45 proc. więcej takich zabiegów niż w tym samym okresie rok wcześniej.

Z danych Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że zaćma dotyka ok. 65,2 miliona ludzi, a w ponad 80 proc. przypadków prowadzi do umiarkowanej lub ciężkiej utraty wzroku. Wraz z procesem starzenia się społeczeństwa i wydłużaniem się średniej długości życia na całym globie, liczba osób dotkniętych zaćmą będzie nadal wzrastać.

– Badanie oczu ma kluczowe znaczenie, zwłaszcza w kontekście diagnostyki i leczenia każdego pogorszenia widzenia. Zatem warto regularnie monitorować stan oczu i zdecydować się na operację zaćmy, jeśli to ona stanowi istotę problemu. Przede wszystkim to wczesne wykrywanie zaćmy pozwala na jej skuteczne i bezpieczne leczenie. Operacja umożliwia usunięcie zmętniałej soczewki i przywrócenie prawidłowego  widzenia, co może znacznie poprawić jakość życia pacjenta – podkreśla dr n. med. Marcin Jezierski, okulista, mikrochirurg oka i Kierownik okulistyki w szpitalu enel-med.

Miej oko na klinikę i soczewkę

Dokonując wyboru miejsca, gdzie przeprowadzana jest operacja zaćmy, warto zwrócić uwagę na doświadczenie kadry specjalistycznej, jak i jakość stosowanych implantów soczewkowych w danym ośrodku. Istotne są również udogodnienia w przygotowaniu do zabiegu i czas oczekiwania na operację. Wszystkie te elementy mają kluczowy wpływ na ostateczny rezultat i satysfakcję pacjenta.

– Pacjenci korzystający z usług centrum medycznego enel-med w Warszawie mają możliwość skorzystania z nowoczesnych rozwiązań dostępnych na rynku. Tylko w ciągu pierwszych pięciu miesięcy tego roku nasi specjaliści wykonali o 45 proc. więcej zabiegów niż rok wcześniej. Zapotrzebowanie na implanty nowej generacji rośnie wraz ze świadomością pacjentów. enel-med oferuje w ramach refundacji NFZ soczewkę nowej generacji, o tak zwanym wydłużonym ognisku. Ideą zastosowania tych implantów jest polepszenie widzenia nie tylko do dali, ale także w odległościach pośrednich. Dzięki temu mogą one uniezależnić pacjentów od stosowania okularów na przykład podczas przygotowywania posiłków, sprzątania czy pracy
 z komputerem. Mogą pozwalać na odczytanie godziny na zegarku czy telefonie komórkowym bez dodatkowej korekcji
– mówi dr n. med. Marcin Jezierski, okulista, mikrochirurg oka i Kierownik okulistyki w szpitalu enel-med.

Przygotowania do zabiegu zorganizowane są tak, by były nieobciążające dla pacjentów i ich bliskich – zwykle obejmują konsultację okulistyczną i anestezjologiczną, podczas których wykonywane są potrzebne badania.

Dziś, dzięki postępowi w medycynie, standardowa operacja zaćmy jest zabiegiem praktycznie zupełnie nieobciążającym. W rękach doświadczonego mikrochirurga trwa zwykle nie dłużej niż 10 minut. Procedura wykonywana jest w pozycji leżącej chorego, w znieczuleniu miejscowym, co oznacza, że pacjent cały czas pozostaje w kontakcie z personelem medycznym. Prawie wszystkie operacje zaćmy wykonywane są w trybie jednodniowym, czyli pobyt w szpitalu trwa zaledwie kilka godzin.

Światowe metody leczenia dostępne na NFZ

enel-med oferuje pacjentom soczewki z wydłużonym ogniskiem w ramach operacji refundowanych przez NFZ, co może stanowić unikalne połączenie wysokiej jakości leczenia z wsparciem publicznego systemu opieki zdrowotnej. Stosowana w operacjach zaćmy soczewka poprawia jakość widzenia nie tylko do dali, ale także w odległościach pośrednich – co przekłada się na większą swobodę w codziennym funkcjonowaniu, bez konieczności sięgania po okulary podczas gotowania, sprzątania czy pracy przy komputerze. Dodatkowym atutem jest krótki czas oczekiwania na zabieg – do jednego miesiąca, co pozwala znacząco przyspieszyć proces leczenia. Standardowa operacja zaćmy zwykle przebiega szybko i małoinwazyjnie, co sprzyja sprawnej rekonwalescencji oraz szybkiemu powrotowi do codziennych aktywności. Co więcej, pacjenci objęci są wieloletnią opieką pozabiegową – efekty leczenia oraz poziom satysfakcji są monitorowane nawet przez trzy lata. Takie podejście umożliwia ciągłe doskonalenie metod leczenia i utrzymanie odpowiednich standardów.

Rekonwalescencja po zabiegu jest szybka, a nieliczne ograniczenia w aktywności zwykle nie są kłopotliwe. Następnego dnia po zabiegu możemy czytać, oglądać telewizję, chodzić na zakupy. Klika dni po operacji, kiedy widzenie uległo poprawie, możemy prowadzić auto. Podstawowym zaleceniem jest wpuszczanie odpowiednich kropli i zgłoszenie się na refundowane przez NFZ wizyty kontrolne.

Przeczytaj teraz

Edukacja zdrowotna to konieczna odpowiedź na kryzys zdrowia psychicznego i fizycznego wśród dzieci

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 26.08.2025

Zaburzenia psychiczne, cukrzyca czy otyłość to coraz częstsze problemy zdrowotne polskich dzieci. W 2024 roku liczba wizyt najmłodszych pacjentów u psychologów i psychiatrów w placówkach enel-med wzrosła aż o 140 proc. rok do roku. Jednocześnie Ministerstwo Zdrowia szacuje, że wśród dzieci poniżej 15. roku życia cukrzyca występuje u 17,7 na 100 tys. osób, a w ciągu najbliższych 20 lat liczba chorych może się podwoić. Od września szkoły mają podjąć próbę walki z tymi negatywnymi trendami, wprowadzając nowy fakultatywny przedmiot, czyli edukację zdrowotną. A eksperci enel-med wytypowali siedem najważniejszych wyzwań zdrowotnych dzieci i nastolatków, obok których nie można przechodzić obojętnie.

– Dzieci chorują dziś inaczej niż 20-30 lat temu, ponieważ coraz częściej zmagają się z chorobami cywilizacyjnymi, takimi jak: otyłość, cukrzyca typu 2, nadciśnienie, a także z zaburzeniami psychicznymi. To efekt zupełnie innego środowiska, w którym dorastają. Więcej ekranów, mniej ruchu, inne nawyki żywieniowe i większy stres. Z drugiej strony, świadomość zdrowotna rodziców i coraz częściej dzieci, czy nastolatków jest dziś znacznie większa niż kiedyś. Dlatego nie tylko warto, ale wręcz trzeba rozmawiać o zdrowiu od najmłodszych lat, tak jak uczymy dzieci czytać czy liczyć. Pewne zasady powinny być fundamentem edukacji. Zęby trzeba myć dwa razy dziennie, cukier szkodzi, podstawą nawodnienia jest woda, codzienny ruch jest konieczny, czas spędzany przed ekranem należy ograniczać. Równie ważne jest uświadamianie, że istnieje zdrowie psychiczne, o którym dzieci często nic nie wiedzą oraz że dziewczynki i chłopcy mogą potrzebować innego podejścia do dbania o siebie. Wprowadzenie edukacji zdrowotnej jako przedmiotu w szkołach to dobry krok, ale powinien być on tylko jednym z elementów całościowego, długofalowego programu edukacji prozdrowotnej, który realnie wpłynie na przyszłość naszego społeczeństwa – mówi lek. Krzysztof Urban, specjalista medycyny rodzinnej enel-med.

Lista wyzwań zdrowotnych, przed jakimi stają najmłodsi Polacy, jest bardzo długa. Eksperci enel-med wytypowali siedem najważniejszych, obok których nie można przechodzić obojętnie.

Po pierwsze, otyłość to choroba

Poważnym wyzwaniem jest rosnąca liczba przypadków cukrzycy wśród dzieci. Ministerstwo Zdrowia szacuje, że wśród osób poniżej 15. roku życia cukrzyca występuje u 17,7 na 100 tys. mieszkańców, a w ciągu 15-20 lat liczba chorych może się podwoić. Cukrzyca typu 1 często ujawnia się nagle, a pierwszymi objawami bywa kwasica lub śpiączka ketonowa. Z kolei cukrzyca typu 2 jest coraz częściej diagnozowana wśród młodych pacjentów, co wiąże się m.in. z epidemią nadwagi i otyłości. Dziś 22 proc. dzieci i młodzieży w wieku 9-18 lat zmaga się z tym problemem. To pokazuje, jak ogromne znaczenie ma edukacja żywieniowa i promowanie aktywności fizycznej, zarówno w domach, jak i w szkołach.

Po drugie, w głowie siedzi wiele problemów

Rosnąca liczba wizyt u psychologów i psychiatrów nie dotyczy tylko dorosłych, ale również dzieci i młodzieży, co potwierdzają statystyki centrum medycznego enel-med. W 2024 roku liczba wizyt dzieci i młodzieży u psychologów i psychiatrów w placówkach enel-med wzrosła aż o 140 proc. rok do roku. Choć pokazuje to skalę narastających problemów emocjonalnych, jest też dowodem na rosnącą świadomość rodziców, którzy coraz częściej reagują na pierwsze symptomy. Jednak aby te efekty były trwalsze i bardziej powszechne, konieczne jest wzmocnienie profilaktyki również w środowisku szkolnym.

Po trzecie, zdrowie intymne

Zdrowie ginekologiczne i urologiczne dzieci oraz nastolatków wciąż bywa tematem tabu, a to właśnie w tym okresie kształtują się nawyki i świadomość, które będą miały wpływ na całe dorosłe życie. Szczególnie dziewczynki powinny mieć możliwość rozmowy ze specjalistą już na początku dojrzewania, bo pierwsza wizyta u ginekologa jest zalecana między 12. a 15. r. ż., najlepiej po pierwszej miesiączce. Taka konsultacja nie musi wiązać się z badaniem, ale jest okazją do rozmowy o fizjologii, higienie i antykoncepcji. Równie ważna jest edukacja chłopców w zakresie urologii oraz dbania o higienę intymną. Dzięki temu młodzi ludzie uczą się odpowiedzialności za swoje zdrowie i przełamują wstyd związany z tym obszarem.

Po czwarte, walka z uczuleniami

Alergia to jedna z najczęściej występujących chorób przewlekłych wśród dzieci i młodzieży, a jednocześnie niezwykle złożone i trudne do jednoznacznego zdiagnozowania schorzenie. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że na świecie zmagają się z nią 30-40 proc. ludzi, a według Polskiego Towarzystwa Alergologicznego niemal połowa Polaków doświadcza objawów alergii. Szczególnie często problem ten dotyczy najmłodszych, a wczesne rozpoznanie i odpowiednia profilaktyka mogą znacząco poprawić komfort ich życia.

Po piąte, inwestycja w przyszłość

Szczepienia to jeden z najskuteczniejszych sposobów ochrony najmłodszych przed chorobami zakaźnymi i ich długofalowymi skutkami. Dobrym przykładem jest szczepionka przeciw HPV, zalecana zarówno dziewczętom, jak i chłopcom, która zabezpiecza przed rakiem szyjki macicy, a także przed innymi nowotworami związanymi z tym wirusem, takimi jak: rak odbytu, pochwy, sromu, prącia i gardła, oraz przed powstawaniem brodawek narządów płciowych. Do tej pory zaszczepiono już ponad 539,6 tys. dzieci, w tym prawie 224 tys. od września 2024 roku. Ponad 40 proc. stanowią młodsze roczniki, co pokazuje rosnącą świadomość rodziców, ale różnice regionalne są wciąż duże, ponieważ w niektórych województwach odsetek zaszczepionych przekracza 15 proc., a w innych spada do 7-8 proc.

Po szóste, już nie tylko używki

Alkohol, papierosy czy narkotyki to wciąż poważne zagrożenia zdrowotne, ale coraz częściej eksperci alarmują, że równie niebezpieczne mogą być uzależnienia cyfrowe. Z Internetu regularnie korzysta już ponad 85 proc. dzieci w wieku 7-14 lat i praktycznie 100 proc. nastolatków w wieku 15-18 lat, jak wynika z raportu „Internet dzieci”. Najmłodsi spędzają w sieci średnio 4,29 godziny dziennie, a starsi nastolatkowie 4,28 godziny i to bez uwzględnienia weekendów, gdy czas ten jeszcze rośnie. Tak długie korzystanie z urządzeń elektronicznych zwiększa ryzyko problemów ze snem, koncentracją, zdrowiem psychicznym oraz sprzyja izolacji społecznej. Dlatego profilaktyka uzależnień wśród dzieci powinna obejmować nie tylko rozmowy o alkoholu czy papierosach, lecz także świadome korzystanie z technologii.

Po siódme, świat przez okulary

Coraz więcej dzieci dosłownie patrzy na świat przez szkła korekcyjne. Zbyt długi czas spędzany przed ekranami, brak aktywności na świeżym powietrzu i złe nawyki wzrokowe sprawiają, że krótkowzroczność staje się plagą wśród najmłodszych. Według badania SW Research z 2021 roku, prawie połowa (47 proc.) polskich dzieci w wieku 3-15 lat ma już zdiagnozowaną wadę wzroku, w tym 62 proc. cierpi na krótkowzroczność, 32 proc. na astygmatyzm, a 16 proc. na nadwzroczność. Profilaktyka okulistyczna, regularne badania wzroku i ograniczanie czasu przed ekranem to dziś konieczność, by dzieci nie dorastały w świecie, który widzą coraz mniej wyraźnie.

Odpowiednia edukacja kluczem do problemu

Od 1 września 2025 roku w polskich szkołach wchodzi nowy przedmiot „edukacja zdrowotna”, który zastąpi dotychczasowe wychowanie do życia w rodzinie. Program będzie realizowany w szkołach podstawowych (klasy IV-VIII) oraz ponadpodstawowych, w tym w liceach, technikach i branżowych szkołach I stopnia. Udział w programie jest dobrowolny, ale stanowi ważną i przydatną formę profilaktyki zdrowotnej. Celem edukacji zdrowotnej jest kształtowanie prozdrowotnych nawyków, wspieranie rozwoju fizycznego, psychicznego i społecznego uczniów, a także rozwijanie kompetencji pozwalających na dbałość o zdrowie przez całe życie. Program obejmuje szeroki zakres tematyczny, tj. zdrowie fizyczne, psychiczne, seksualne i społeczne, odżywianie, aktywność fizyczną, profilaktykę uzależnień oraz zasady zdrowego stylu życia. W szkołach ponadpodstawowych dodatkowo zostanie omówiony system ochrony zdrowia.

Wprowadzenie edukacji zdrowotnej w szkołach to odpowiedź na narastające problemy zdrowotne dzieci i młodzieży, w tym zaburzenia psychiczne, czy rosnącą liczbę przypadków cukrzycy i otyłości. Program pozwala wcześnie kształtować zdrowe nawyki i uczy, jak dbać o własne ciało oraz zdrowie psychiczne. Dzięki systematycznym zajęciom w szkole młodzi Polacy otrzymają wsparcie nie tylko w domu, ale także w środowisku edukacyjnym, co zwiększa szansę na skuteczną profilaktykę i zapobieganie poważniejszym chorobom w dorosłym życiu – dodaje lek. Krzysztof Urban z enel-med.

Przeczytaj teraz

Z gwiazd prosto do gabinetu lekarskiego, czyli kosmiczna misja i ziemska rehabilitacja polskiego astronauty

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 11.07.2025

Sławosz Uznański-Wiśniewski jako drugi Polak w historii poleciał 25 czerwca br. w kosmos jako członek misji Ax-4 i miał możliwość obserwować Ziemię z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Po kilkunastu dniach w gwiazdach polski astronauta zamiast do domu, niemal natychmiast trafi do gabinetu lekarskiego. Eksperci centrum medycznego enel-med przeanalizowali jakie badania i procedury musi przejść, aby wrócić „do normalności”. Wśród nich są m.in. kompleksowe badania okulistyczne, ocena stanu psychicznego, badania układu krążenia i równowagi oraz testy dotyczące stanu odżywienia i wpływu promieniowania kosmicznego.

– Choć kosmiczna misja trwała zaledwie kilkanaście dni, dla organizmu to potężne wyzwanie. Pobyt astronauty w warunkach mikrograwitacji jest stresem dla organizmu i wymaga wielu zmian adaptacyjnych. Podobnie powrót ze stacji kosmicznej na Ziemię jest dużym wyzwaniem dla uczestnika misji kosmicznej.  Organizm w bardzo krótkim czasie musi przystosować się do ponownego funkcjonowania w warunkach grawitacji. Już w pierwszych godzinach po lądowaniu astronauta przechodzi ściśle określone protokoły medyczne wdrażane przez agencje kosmiczne takie jak NASA czy ESA – mówi lekarz Piotr Grzyb, nefrolog i specjalista chorób wewnętrznych enel-med.

Powrót do normalności wymaga treningu

Bardzo istotnym elementem powrotu do pełnej sprawności są testy sensomotoryczne, które oceniają integrację układu zmysłów i reakcję układu ruchu, a także testy przedsionkowe, służące ocenie układu równowagi. Ich wyniki są podstawą do zaprojektowania indywidualnego planu rehabilitacyjnego. Już drugiego dnia po powrocie na Ziemię rozpoczyna się intensywny program codziennych ćwiczeń fizycznych, trwający min. 120 minut. Rehabilitacja ta trwa co najmniej 45 dni i może być kontynuowana w rozszerzonym zakresie. Program obejmuje nie tylko standardową rozgrzewkę i ćwiczenia rozciągające, ale też ćwiczenia oporowe, aerobowe, równoważne, propriocepcyjne (czyli rozwijające czucie głębokie) oraz trening funkcjonalny. Raz w tygodniu przeprowadzana jest szczegółowa ocena postępów fizycznych uczestnika.

Układ zmysłów i problemy sensomotoryczne

W warunkach braku grawitacji dochodzi do zaburzeń funkcji układu przedsionkowego, które skutkują wystąpieniem nudności, wymiotów, dezorientacji przestrzennej oraz zaburzeń koordynacji ruchowej. Dodatkowo mogą się pojawić zaburzenia widzenia, wynikające zarówno ze zmienionej dystrybucji płynów ustrojowych w organizmie, jak i z zaburzeń krążenia płynu mózgowo-rdzeniowego. U astronautów notuje się również zaburzenia refrakcji, co często wiąże się z koniecznością stosowania soczewek korekcyjnych podczas pobytu na orbicie. Choć te problemy zazwyczaj ustępują po powrocie na Ziemię, niektóre zmiany (jak te dotyczące siatkówki oka) mogą mieć charakter nieodwracalny. Z tego względu po przylocie wykonywane jest pełne badanie okulistyczne z uwzględnieniem specjalistycznych testów.

Układ krążenia i redystrybucja płynów

Mikrograwitacja powoduje znaczną redystrybucję płynów ustrojowych. Dochodzi do tzw. względnej hipowolemii, czyli zmniejszenia objętości krwi krążącej w naczyniach oraz przesunięcia płynów do przestrzeni tkankowej – szczególnie w górnej części ciała. Efektem tych zaburzeń są objawy hipotonii ortostatycznej, czyli spadku ciśnienia krwi przy przejściu z pozycji leżącej do stojącej. Aby temu przeciwdziałać, astronauci zaraz po powrocie na Ziemię otrzymują dożylny bolus z soli fizjologicznej.

Ze względu na obserwowane zaburzenia rytmu serca, bezpośrednio po wylądowaniu wykonywana jest również szczegółowa ocena elektrokardiograficzna. Następnie astronauci rozpoczynają wielotygodniowy program rehabilitacyjny, który obejmuje ćwiczenia mające na celu przywrócenie sprawności układu sercowo-naczyniowego oraz ponowną „sensytyzację” układu równowagi i propriocepcji.

– Astronauci przebywający w przestrzeni kosmicznej są narażeni na działanie wysokoenergetycznego promieniowania kosmicznego, które może uszkadzać DNA – zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio poprzez wolne rodniki. W związku z tym konieczna jest długofalowa obserwacja uczestników misji w kierunku wystąpienia zmian nowotworowych. Ocenie podlegają np. zmiany skórne, które fotografuje się przed startem misji i bezpośrednio po jej zakończeniu. Po powrocie analizie poddawane są również dane z osobistych dozymetrów, które pozwalają oszacować indywidualną dawkę pochłoniętego promieniowania – dodaje lekarz Piotr Grzyb z enel-med.

Komentarz eksperta (lek. Piotr Grzyb):

Przeczytaj teraz

W 44% MŚP to prezes rekrutuje i zatrudnia. W mikrofirmach HR prawie nie istnieje

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 8.07.2025

W firmach z sektora MŚP obszar HR rzadko jest domeną wyspecjalizowanego działu. Najczęściej zajmuje się nim właściciel lub prezes firmy, na co wskazało 44% przedsiębiorców, wynika z raportu enel-med „Łączy nas zdrowie. W MŚP”. Zaledwie 28% MŚP posiada wdrożoną strategię HR, a 38% przyznaje, że nie ma jej wcale. Najgorzej jest w mikrofirmach, gdzie 73% nie ma żadnego sformalizowanego podejścia do działań kadrowych, a aż 77% ich właścicieli osobiście zajmuje się tym obszarem. Różnice widać także między branżami. W przedsiębiorstwach usługowych 62% właścicieli samodzielnie zajmuje się HR-em, a jedynie co dziesiąty zatrudnia specjalistę. W logistyce jest odwrotnie – zaledwie 14% prezesów deklaruje osobiste zaangażowanie w HR, a 48% zatrudnia profesjonalistę.

Sektor MŚP to zbiór różnych organizacji – od kilkuosobowych, rodzinnych firm, które operują lokalnie, po rozbudowane przedsiębiorstwa zatrudniające po 100-200 pracowników i prowadzące działalność na rynkach zagranicznych. Różnią się skalą, strukturą i stylem zarządzania, ale jedno pozostaje wspólne: każda z tych firm potrzebuje ludzi. Warto mieć przemyślane podejście do tego, jak pracowników przyciągać, rozwijać i zatrzymywać. Obszar HR w małych i średnich firmach wciąż bywa traktowany jako dział administracyjny, a to duży błąd. Dobrze poukładane procesy personalne to narzędzie biznesowe, które wspiera stabilny rozwój, poprzez ograniczenie rotacji oraz wyznaczanie standardów menedżerskich. W enel-med codziennie współpracujemy z wieloma firmami sektora MŚP i widzimy, że wiele z nich chce budować przewagę konkurencyjną dzięki strategii HR. Potrzebują jedynie prostych rozwiązań i partnera, który je poprowadzi – mówi Alina Smolarek, Dyrektorka HR w enel-med. I dodaje: – Warto podkreślić, że takiego podejścia oczekują sami pracownicy. Z naszego raportu wynika, że chętnie zamieniliby korporacyjne biuro na mniejszą organizację, jeśli otrzymaliby nie tylko wyższe wynagrodzenie, ale także solidny zestaw benefitów i rozbudowaną opiekę medyczną. Wydaje się to proste i rzeczywiście takie może być, jeśli do tematu podejdziemy strategicznie i dobierzemy partnerów, którzy pomogą w realizacji wyznaczonych celów HR i dostawie benefitów kluczowych dla kandydatów i pracowników.

Właściciel, który rekrutuje i zatrudnia

Z raportu enel-med „Łączy nas zdrowie. W MŚP” wynika, że w firmach MŚP (czyli zatrudniających od 1 do 249 pracowników) obszar HR rzadko jest domeną wyspecjalizowanego działu. Najczęściej zajmuje się nim właściciel lub prezes firmy. Tak wskazało 44% respondentów. Tylko 14% organizacji zatrudnia specjalistów ds. HR, 9% dyrektorów HR, a 8% specjalistów ds. płac. 6% korzysta z zewnętrznego wsparcia (agencje zatrudnienia). Prawie co 10. pracodawca (9%) nie ma wiedzy na ten temat, co może świadczyć o niskiej świadomości działań HR w firmie.

Dane pokazują, że styl zarządzania HR w MŚP zależy także od wielkości i branży organizacji. W mikrofirmach – czyli tych zatrudniających do 9 osób – kwestie związane z rekrutacją, wdrażaniem nowych pracowników czy formalnościami kadrowymi najczęściej leżą w gestii właściciela. Aż 77% mikroprzedsiębiorców samodzielnie prowadzi działania w tym obszarze. W małych firmach (10-49 pracowników) ten odsetek spada do 36%, a w średnich (50-249 pracowników) wynosi już tylko 19%. Wraz z rosnącą liczbą pracowników pojawiają się stanowiska odpowiedzialne za działania HR – 27% średnich firm zatrudnia specjalistę ds. HR, 14% specjalistę ds. płac, a 11% dyrektora personalnego.

Różnice widać także między branżami. W sektorze usług 62% właścicieli samodzielnie zajmuje się HR, a jedynie co 10 zatrudnia specjalistę. Odwrotna sytuacja występuje w logistyce – zaledwie 14% pracodawców deklaruje osobiste zaangażowanie w HR,  a 48% zatrudnia profesjonalistę.

Luksus większych, wyzwanie dla małych

Tylko 28% wszystkich firm MŚP deklaruje, że ma uporządkowane działania w obszarze pracowniczym, obejmujące nie tylko zatrudnienie, ale też rozwój, benefity czy kwestie organizacyjne. Zdecydowanie więcej, bo 38% firm przyznaje, że w ogóle nie działa w tym obszarze planowo, 22% jest na etapie planowania strategii HR, a kolejne 12% nie wie, czy w firmie w ogóle funkcjonują jakiekolwiek zasady czy procedury.

W mikrofirmach sytuacja wygląda najtrudniej – 73% z nich nie ma sformalizowanego podejścia do zarządzania ludźmi, a tylko 7% przyznaje, że ma wypracowane zasady i działania. W małych firmach (10-49 pracowników) brak rozwiązań zadeklarowało 28% respondentów, a 35% przyznało, że działa już na podstawie określonych reguł. W średnich firmach już 42% przedsiębiorstw prowadzi uporządkowaną politykę kadrową, a tylko 11% jej nie posiada.

Dyrektor HR Exact Solution Electronics, firmy usługowo-handlowej, potwierdza na swoim przykładzie, że wraz ze wzrostem firmy, rośnie profesjonalizacja HR.

– W naszej firmie, zatrudniającej 40-50 osób, z czego 80% to pracownicy produkcyjni, obszar HR prowadzony jest systematycznie i z jasno wyodrębnionymi funkcjami. Jako dyrektor odpowiadam nie tylko za kadry, ale także za onboarding, wsparcie liderów, komunikację i działania rozwojowe. To efekt świadomej decyzji właściciela, który dostrzegł potrzebę budowania kultury organizacyjnej i troski o pracownika. W MŚP funkcje HR często pełni zarząd, ale wraz ze wzrostem firmy konieczna jest profesjonalizacja. Dzięki moim działaniom wdrażamy procesy związane z planowaniem sukcesji i zwiększaniem well-beingu zespołu. Stawiam na sprawną rekrutację, dobre warunki pracy i benefity: opiekę medyczną, kartę przedpłaconą, ubezpieczenie. Utrzymanie pracownika to inwestycja – dlatego słucham, reaguję i rozwijam działania HR, dopasowując je do realnych potrzeb zespołu – mówi Eryk Weber, Dyrektor HR w Exact Solution Electronics.

Raport „Łączy nas zdrowie. W MŚP” jest dostępny tutaj.

Przeczytaj teraz

enel-med z tytułem Gwiazdy Jakości Obsługi

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 27.06.2025

Centrum medyczne enel-med już po raz dziewiąty zostało uhonorowane prestiżowym tytułem Gwiazdy Jakości Obsługi w kategorii „Przychodnie lekarskie”. To wyjątkowe wyróżnienie przyznawane jest na podstawie opinii samych konsumentów, którzy oceniają jakość obsługi i satysfakcję z usług.

Polski Program Jakości Obsługi już od 18 lat monitoruje poziom zadowolenia Polaków. Tytuł Gwiazdy Jakości Obsługi przyznawany jest firmom na podstawie ogólnopolskiego badania satysfakcji klientów opinii pojawiających się na portalu jakoscobslugi.pl. To sprawia, że przyznawane tytuły są odzwierciedleniem realnych doświadczeń konsumentów. Wyróżnienia otrzymują organizacje, które zdobywają najwyższe oceny w zakresie jakości kontaktu z klientem, profesjonalizmu i zaufania.

– To wyróżnienie ma dla nas szczególną wartość, bo pochodzi bezpośrednio od naszych pacjentów. Jako największa polska firma medyczna oferująca kompleksowe usługi zdrowotne, każdego dnia obsługujemy tysiące pacjentów w całym kraju. Ich satysfakcja to dla nas nie tylko powód do dumy, ale przede wszystkim potwierdzenie, że nasza strategia – oparta na jakości, innowacyjności i trosce – działa. Ta nagroda to wyraz zaufania, na które pracuje cały zespół enel-med. To on tworzy miejsce, w którym pacjent jest naprawdę w centrum uwagi. I właśnie to chcemy stale rozwijać, bo jakość obsługi to nie jednorazowy wysiłek, ale nasza codzienna odpowiedzialność – mówi Ewa Łukaszewska-Bogusz, kierowniczka ds. jakości obsługi w enel-med.

Centrum medyczne enel-med od ponad trzech dekad rozwija swoją sieć placówek w całej Polsce, koncentrując się na tworzeniu butikowych oddziałów, inwestycjach w nowoczesny sprzęt diagnostyczny oraz budowaniu relacji opartych na wiedzy, empatii i doświadczeniu personelu medycznego. Dziś enel-med to 35 oddziałów, 24 przychodnie stomatologiczne, 5 oddziałów zlokalizowanych w dużych firmach, 3 kliniki medycyny i stomatologii estetycznej, 3 kliniki ortopedii, rehabilitacji i medycyny sportowej, ośrodek opiekuńczo-rehabilitacyjny dla seniorów oraz szpital w Warszawie, w którym wykonywane są zabiegi z zakresu ortopedii, chirurgii ogólnej, urologii i okulistyki. enel-med to również ponad 1600 placówek partnerskich w całym kraju w ramach systemu opieki abonamentowej dla firm.

Za jakość świadczonych usług odpowiadają przede wszystkim ludzie – personel medyczny, pracownicy recepcji i Call Center oraz zespołów administracyjnych w oddziałach i centrali wszyscy, którzy codziennie współtworzą markę enel-med. To dzięki ich zaangażowaniu firma może stale rozwijać się, odpowiadać na potrzeby pacjentów i zdobywać ich zaufanie.

Przeczytaj teraz

Te rzeczy powinny znaleźć się w wakacyjnej apteczce. Lekarz radzi

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 24.06.2025

Planując wakacyjny wyjazd, najczęściej myślimy o tym, jakie ubrania i kosmetyki spakować, co będziemy zwiedzać i gdzie zjeść najlepsze lody. Kwestie zdrowotne ograniczamy zazwyczaj do wykupienia ubezpieczenia – i tyle. A przecież jedną z najprostszych, a zarazem najważniejszych rzeczy, o które warto zadbać, jest dobrze skompletowana apteczka podróżna. Lekarze enel-med podpowiadają, co powinno się w niej znaleźć, by być przygotowanym na najczęstsze letnie dolegliwości. Warto pamiętać m.in. o preparacie na oparzenia słoneczne czy środku przeciwbólowym.

– W sezonie wakacyjnym obserwujemy zwiększoną liczbę pacjentów z dolegliwościami, którym można łatwo zapobiec lub szybko je załagodzić, gdyby pod ręką znajdowały się podstawowe środki medyczne. Wystarczy chwila nieuwagi, by doznać poparzenia słonecznego, skaleczenia, ukąszenia przez owada czy zatrucia pokarmowego, a dostęp do apteki lub pomocy medycznej w podróży bywa ograniczony. Dobrze wyposażona apteczka to absolutna podstawa każdej podróży, niezależnie od tego, czy wybieramy się na urlop za granicę, czy spędzamy lato w Polsce, czy jedziemy sami czy z dziećmi. To prosta i odpowiedzialna forma profilaktyki, dzięki której można uniknąć stresu i nieprzyjemnych niespodzianek, a w razie potrzeby szybko zareagować – mówi lekarz Krzysztof Urban, specjalista medycyny rodzinnej enel-med.

Wysoka temperatura? Tylko powietrza!

Latem nietrudno o przegrzanie, udar słoneczny czy infekcję wirusową, a to wszystko może skutkować podwyższoną temperaturą ciała lub bólem głowy. Warto mieć pod ręką preparat z paracetamolem lub ibuprofenem, który pomoże również przy bólach mięśni, zębów, a także w przypadku menstruacji. To podstawowe leki, które powinny znaleźć się w każdej podróżnej apteczce – zarówno dziecięcej jak i dorosłej.

Chłodzący ratunek

Nawet krótka ekspozycja na słońce bez odpowiedniej ochrony może skończyć się zaczerwienieniem, pieczeniem skóry, a nawet pęcherzami. W takiej sytuacji ulgę przynosi preparat z pantenolem lub aloesem, najlepiej w formie chłodzącego sprayu. Przyspiesza regenerację skóry, działa łagodząco i kojąco, co może znacznie poprawić komfort wypoczynku.

Ukąszenia, które nie psują wakacji

Letnie miesiące to sezon na komary, meszki, osy, a także – niestety – kleszcze. Ukąszenia mogą powodować nie tylko świąd, ale też silne reakcje alergiczne. Dlatego w apteczce powinno znaleźć się miejsce na żel lub krem łagodzący objawy, np. z hydrokortyzonem lub amoniakiem. Dla dzieci warto wybrać wersje łagodniejsze, bez sterydów.

Nie daj się komarom i kleszczom

Zdecydowanie lepiej zapobiegać niż leczyć – dotyczy to również ochrony przed owadami. Skuteczny repelent z DEET, ikarydyną lub naturalnymi olejkami eterycznymi może znacząco zmniejszyć ryzyko ukąszeń i infekcji przenoszonych przez owady. To obowiązkowy element wakacyjnego wyposażenia, zwłaszcza jeśli planujemy wycieczki do lasu, nad wodę lub za granicę.

STOP dla biegunki na urlopie

Zmiana diety, wody lub strefy klimatycznej często skutkuje problemami żołądkowymi. Biegunka może prowadzić do odwodnienia – szczególnie groźnego dla dzieci i seniorów. Warto mieć ze sobą loperamid lub inny preparat „na zatrzymanie”, a także elektrolity w saszetkach do rozpuszczenia w wodzie. Uzupełnienie płynów to klucz do szybszego powrotu do zdrowia.

Drobne rany potrafią uprzykrzyć cały wyjazd

Skaleczenia, otarcia, pęcherze – w wakacyjnych warunkach to codzienność. Plastry w różnych rozmiarach, jałowe gaziki i opaski elastyczne pomogą zatamować krwawienie i zabezpieczyć ranę przed zabrudzeniem. Warto zabrać również kilka plastrów wodoodpornych, które sprawdzą się np. na plaży lub podczas wycieczek.

Dezynfekcja to podstawa

Każdą ranę – nawet drobną – należy najpierw oczyścić i zdezynfekować. W apteczce powinien znaleźć się preparat do odkażania – np. octenisept, wodny roztwór jodu lub spray antybakteryjny. Można także zabrać ze sobą chusteczki nasączone środkiem dezynfekującym – wygodne w użyciu w podróży.

Alergia w podróży? Nie zaskoczy cię

Nieprzewidziana reakcja alergiczna może pojawić się po ukąszeniu owada, kontakcie z rośliną czy spożyciu nowego pokarmu. Leki przeciwhistaminowe łagodzą objawy, takie jak: pokrzywka, obrzęk, kichanie czy łzawienie oczu. Warto je mieć szczególnie wtedy, gdy któryś z uczestników podróży ma historię alergii.

Lepiej wiedzieć niż zgadywać

Ból głowy, osłabienie czy dreszcze mogą wskazywać na gorączkę – ale bez termometru trudno to potwierdzić. Lekki, elektroniczny termometr nie zajmuje dużo miejsca, a może pomóc w podjęciu decyzji o dalszych krokach – np. czy podać lek, udać się do lekarza, czy przeczekać. Dobrze, jeśli działa szybko i ma elastyczną końcówkę – szczególnie dla dzieci.

– Jednym z najczęstszych błędów popełnianych przed wyjazdem jest zapominanie o lekach przyjmowanych na stałe. To absolutna podstawa, od której należy zacząć kompletowanie apteczki, szczególnie jeśli cierpimy na choroby przewlekłe, takie jak: nadciśnienie, choroby serca, cukrzyca czy zaburzenia hormonalne. Leki warto spakować w oryginalnych opakowaniach, przygotować ich zapas na cały pobyt i dodatkowe dni rezerwy. Warto pamiętać, że w przypadku insuliny czy leków psychotropowych trzeba zabrać też zaświadczenie lekarskie, zwłaszcza przy podróży samolotem lub za granicę – dodaje lekarz Krzysztof Urban, specjalista medycyny rodzinnej enel-med.

Przeczytaj teraz

53% Polaków woli pracę w najmniejszych firmach. Nowy raport enel-med obala mit korporacyjnej przewagi

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 10.06.2025

Najnowszy raport enel-med wyraźnie pokazuje, że preferencje pracowników kierują się ku mniejszym, bardziej elastycznym organizacjom. Aż 53% Polek i Polaków, gdyby otrzymało identyczną ofertę zatrudnienia od mikro/małej firmy oraz dużej firmy/korporacji, wybrałoby tę pierwszą. Dużą organizację wskazało jedynie 24% badanych – wynika z raportu enel-med „Łączy nas zdrowie. W MŚP”. Co więcej, 66% osób obecnie zatrudnionych w dużych firmach deklaruje, że zmieniłoby pracodawcę na mniejszego pracodawcę, jeśli ten zaproponowałby lepsze wynagrodzenie. Eksperci zwracają uwagę, że rynek pracy może przechylić się w stronę MŚP, jeśli odpowiedzą oni nie tylko na rosnące oczekiwania finansowe pracowników, ale także w zakresie kultury organizacyjnej, benefitów i zdrowia.

– Małe firmy, uwzględniając pełną perspektywę gospodarczą, tylko z nazwy są „małe”. W rzeczywistości stanowią 99,8% wszystkich przedsiębiorstw w Polsce, zatrudniają prawie 7 milionów osób i generują ponad połowę naszego PKB. A cały czas to korporacje dominują w debacie o rynku pracy. Nasz raport pokazuje, że nie do końca słusznie. Gdyby Polacy mieli do wyboru identyczną ofertę zatrudnienia od małej i dużej organizacji, ponad połowa wybrałaby tą pierwszą. To wyraźny sygnał, że mniejsze firmy są realną alternatywą dla dużych pracodawców i mają mocne argumenty, by przyciągać pracowników. A ich oczekiwania są coraz bardziej sprecyzowane. Na liście najważniejszych powodów, dla których osoby zatrudnione w korporacjach rozważyłyby przejście do mniejszych firm, tuż obok wyższego wynagrodzenia, znalazły się: lepszy zestaw benefitów i rozbudowana opieka medyczna. Zatem mniejsi pracodawcy muszą tylko dobrze wykorzystać swoje atuty i zadbać o to, co dla ludzi najważniejsze: zdrowie, relacje i poczucie wpływu – mówi Jacek Rozwadowski, Prezes Zarządu enel-med.

Duża przewaga małych firm

Zgodnie z wynikami najnowszego raportu enel-med „Łączy nas zdrowie. W MŚP”, gdyby Polacy otrzymali taką samą ofertę pracy od mikro/małej firmy (1-49 pracowników) oraz dużej firmy/korporacji (powyżej 250 pracowników), aż 53% wybrałoby małą organizację, a ponad dwa razy mniej osób, 24%, zdecydowałoby się na dużą firmę.

Preferencje pracowników są silnie skorelowane z miejscem ich obecnego zatrudnienia. Największą lojalność wobec małych struktur deklarują osoby pracujące już w mikrofirmach – 74% z nich przy identycznej ofercie pracy ponownie wybrałoby mikro lub małą firmę. Tylko 8% tej grupy skłoniłoby się ku dużej firmie lub korporacji. Wśród pracowników średnich firm (50-249 zatrudnionych), 43% wskazało mikro/małą firmę, a 31% dużą organizację. Największe poparcie dla dużych firm utrzymuje się wśród osób już tam zatrudnionych – 43% z nich wybrałoby ponownie dużą firmę, ale jednocześnie 27% byłoby gotowych przejść do mniejszej organizacji.

Duże finanse lub małe formalności

Analiza odpowiedzi pracowników wskazuje, że wielkość firmy determinuje postrzeganie jej atutów. Polki i Polacy najbardziej cenią w pracy w korporacji lub dużej firmie wyższe wynagrodzenie podstawowe (32%). Drugie miejsce zajął bogaty wybór benefitów pracowniczych (28% wskazań), a podium zamyka rozbudowana opieka medyczna (20%). Istotną część respondentów stanowią osoby, które nie lubią pracy w korporacji, ale nie widzą lepszej alternatywy – tak odpowiedziało aż 18% ogółu badanych. 

Pracę w mikro i małych firmach pracownicy najbardziej lubią za kameralną atmosferę (58% wskazań). Szczególnie często podkreślają to kobiety (64% wobec 49% mężczyzn). Na drugim miejscu znalazło się mniej sformalizowane środowisko pracy (43%), które daje większą elastyczność i mniej biurokracji. Trzecią najczęściej wymienianą korzyścią jest brak zagrożeń związanych z automatyzacją i rozwojem AI – czynnik ten wskazuje 22% pracowników. 

Pieniądze odgrywają kluczową rolę

Polacy obecnie zatrudnieni w dużych firmach zapytani o to, co mogłoby skłonić do rozważenia zmiany pracy na rzecz małej firmy, na pierwszym miejscu wskazali wyższe wynagrodzenie podstawowe (66%). To najczęściej wskazywany czynnik, który mógłby zmienić decyzję pracowników i to niezależnie od wieku czy stażu pracy. Ten element, jak wynika z wcześniejszych pytań, jest również główną przewagą korporacji nad mniejszymi pracodawcami. 

Na drugim miejscu uplasowała się oferta benefitów pracowniczych (24%). Podium zamyka szybka możliwość awansu (23%). Warto zauważyć, że co piąty pracownik (20%) wskazuje na rozbudowaną opiekę medyczną. Na dalszych miejscach jest możliwość przebranżowienia się lub zmiany ścieżki zawodowej (19%), polecenie osoby, którą dobrze zna (17%) oraz obecność w firmie osób, które dobrze znam (16%). 

Andrzej Kubisiak z Polskiego Instytutu Ekonomicznego wskazuje, że choć preferencje kandydatów dotyczące wielkości firmy, w której chcą pracować, wynikają z szerokiego wachlarza czynników, to w rzeczywistości decydujące okazują się mierzalne i łatwe do porównania aspekty finansowe. 

Dane GUS wskazują, że mediana wynagrodzeń w firmach zatrudniających powyżej 10 osób jest aż o 64% wyższa niż w mikroprzedsiębiorstwach (1-9 pracowników). Równie znacząca, choć nieco niższa, jest różnica w średnich wynagrodzeniach – sięga 55%. Warto jednak pamiętać, że statystyki te nie uwzględniają w pełni zjawisk nieformalnych. Według szacunków Polskiego Instytutu Ekonomicznego z 2021 r., tzw. płacenie pod stołem dotyczy nawet 12% rynku pracy, a w przypadku prywatnych mikrofirm – aż 31%. Oznacza to, że realna atrakcyjność wynagrodzeń w najmniejszych podmiotach może być inna niż wskazują oficjalne dane, ale wiąże się z istotnym ryzykiem prawnym i brakiem zabezpieczeń społecznych. Ostateczna decyzja o wyborze pracodawcy coraz częściej uwzględnia także stabilność zatrudnienia i możliwości rozwoju. W warunkach niepewności gospodarczej większe firmy mogą oferować wyższy poziom zabezpieczeń i szerszy dostęp do szkoleń. Potwierdzają to dane GUS – ponad 40% firm prowadzi ustawiczne szkolenia zawodowe, przy czym aktywność ta rośnie wraz z wielkością przedsiębiorstwa – mówi Andrzej Kubisiak, wicedyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Pełna wersja raportu jest dostępna tutaj.

Przeczytaj teraz

Światowy standard leczenia zaćmy w ramach NFZ. Szpital enel-med pierwszym Centrum Referencyjnym Rayner na Mazowszu

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 7.06.2025

30 maja br. w szpitalu enel-med w Warszawie otwarto pierwsze w stolicy Centrum Referencyjne Rayner – miejsce, w którym pacjenci w ramach świadczeń refundowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia zyskują dostęp do najnowocześniejszych technologii leczenia zaćmy. To ważny krok dla całego sektora ochrony zdrowia w Polsce, gdzie co roku przeprowadza się ponad 350 tys. operacji usunięcia zaćmy.

Centrum Referencyjne Rayner, otwarte w warszawskim szpitalu enel-med, to pierwsza tego typu placówka w stolicy. Powstało jako odpowiedź na rosnące potrzeby pacjentów oraz dynamiczny rozwój technologii wykorzystywanych w chirurgii okulistycznej.

Nie interesuje nas przeciętność ani kopiowanie rozwiązań innych placówek. W enel-med stawiamy na wyprzedzanie trendów i realną zmianę standardów opieki okulistycznej. Leczenie zaćmy to nie tylko szybki zabieg – to kompleksowy proces, w którym liczy się każdy etap: od precyzyjnej diagnostyki, przez najwyższej klasy soczewki, aż po długoterminową opiekę. Dzięki współpracy z Rayner jesteśmy pierwszym szpitalem w Warszawie, który oferuje soczewki ponadstandardowe w ramach NFZ – i to nie jest pusty slogan, tylko konkretna przewaga dla naszych pacjentów. Tworzymy miejsce, gdzie leczenie okulistyczne nie tylko odpowiada na potrzeby, ale je wyprzedza. Chcemy, by pacjenci, niezależnie od tego, czy korzystają z usług prywatnych, czy refundowanych, mieli dostęp do światowej klasy technologii i opieki na poziomie, który dotąd zarezerwowany był dla klinik zagranicznych. To nasz kierunek i nasza ambicja – rozwijać ofertę, która naprawdę zmienia jakość życia ludzi – podkreśla Jacek Rozwadowski, Prezes Zarządu enel-med.

Leczenie zaćmy na światowym poziomie – także w ramach NFZ

Pacjenci operowani w szpitalu enel-med mają dostęp do najwyższej klasy soczewek premium Rayner, a w przyszłości także do najnowszych modeli wprowadzanych na rynek. Enel-med jako jedyny warszawski szpital oferuje pacjentom soczewki ponadstandardowe w ramach operacji refundowanych przez NFZ, co stanowi unikalne połączenie najwyższej jakości leczenia z wsparciem publicznego systemu opieki zdrowotnej. To olbrzymia korzyść dla pacjentów, która wyróżnia szpital enel-med spośród innych placówek oferujących podobne usługi. Stosowana w operacjach zaćmy soczewka poprawia jakość widzenia nie tylko do dali, ale także w odległościach pośrednich – co przekłada się na większą swobodę w codziennym funkcjonowaniu, bez konieczności sięgania po okulary podczas gotowania, sprzątania czy pracy przy komputerze. Dodatkowym atutem jest krótki czas oczekiwania na zabieg – do jednego miesiąca, co pozwala znacząco przyspieszyć proces leczenia. Zabieg przebiega szybko i małoinwazyjnie, co sprzyja sprawnej rekonwalescencji oraz szybkiemu powrotowi do codziennych aktywności. Co więcej, pacjenci objęci są wieloletnią opieką pozabiegową – efekty leczenia oraz poziom satysfakcji są monitorowane nawet przez trzy lata. Takie podejście umożliwia ciągłe doskonalenie metod leczenia i utrzymanie najwyższych standardów.

Centrum Referencyjne Rayner w enel-med to dla nas nie tylko ważny projekt, ale także wyraźny sygnał, że Warszawa dołącza do grona europejskich miast oferujących pacjentom okulistykę na światowym poziomie. Udostępniamy nasz najbardziej zaawansowany sprzęt i soczewki premium, ale równie istotne jest dla nas to, że trafiają one w ręce doświadczonego zespołu, w nowoczesnym i świetnie przygotowanym szpitalu. Taka współpraca daje realną wartość – pacjentom, lekarzom i całemu systemowi. Cieszymy się, że wspólnie z enel-med tworzymy miejsce, które stawia na jakość, precyzję i przyszłość leczenia zaćmy – wyjaśnia Jarosław Pawliński, Country Manager Rayner Polska.

Kierunek: chirurgia refrakcyjna

Otwarcie Centrum Referencyjnego Rayner to początek szerszego rozwoju okulistyki w enel-med. W najbliższym czasie planowane jest poszerzenie oferty o zabiegi z zakresu chirurgii refrakcyjnej, umożliwiające trwałą korekcję wad wzroku, takich jak krótkowzroczność, dalekowzroczność czy astygmatyzm. To alternatywa dla okularów i soczewek kontaktowych, dająca pacjentom większą niezależność, komfort i swobodę w codziennym życiu. Zabiegi są szybkie, bezpieczne i skuteczne, a efekty widoczne niemal od razu.

Kierunki rozwoju, które obrano – to odpowiedź na rosnące potrzeby okulistyczne pacjentów i dynamicznie zmieniający się rynek usług medycznych. Firma stawia na rozwiązania, które realnie poprawiają jakość życia.

Przeczytaj teraz

Dwa razy do roku to za mało? Kiedy naprawdę trzeba odwiedzić dentystę

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 3.06.2025

Niemal co drugi Polak nie jest zadowolony ze stanu swojego uzębienia, a problem ten nasila się wraz z wiekiem. Co więcej, aż 4 na 10 badanych przyznaje, że z tego powodu rzadziej się uśmiecha – wynika z badania enel-med. Dwie wizyty kontrolne w roku wystarczą, aby cieszyć się zdrowym uśmiechem, ale nie zawsze. Eksperci enel-med stomatologia przekonują, że regularna profilaktyka to podstawa, ale są symptomy, których nie wolno ignorować. Nawet w przypadku dentofobii, gdzie współczesna medycyna daje narzędzia, które pozwalają leczyć skutecznie i komfortowo.

Z badania enel-med stomatologia wynika, że aż 44 proc. Polaków deklaruje niezadowolenie ze stanu swojego uzębienia. Problem rośnie wraz z wiekiem – wśród osób powyżej 55. roku życia aż 53 proc. przyznaje, że nie podoba im się stan własnego uzębienia. Choć młodsze pokolenie wypada lepiej, nie oznacza to, że nie ma powodów do niepokoju. Co czwarty badany w wieku 18-24 lata również nie jest „za pan brat” ze swoimi zębami.

– Troska o zęby zaczyna się od dzieciństwa, a statystki są bardzo niepokojące. W 2023 roku, w ramach akcji „Rozdajemy Uśmiech na Zdrowie” 61 proc. przebadanych dzieci miało aktywną próchnicę, a 20 proc. z bardzo wysokim wskaźnikiem próchnicy wymagało interwencji zachowawczej. Rok później wyniki były jeszcze bardziej niepokojące: aż 70 proc. miało aktywną próchnicę, a 9 proc. zakwalifikowano do pilnego leczenia stomatologicznego. Choć brzmi to poważnie, warto podkreślić: na profilaktykę i leczenie nigdy nie jest za późno. Dzisiejsza stomatologia dysponuje nowoczesnymi metodami, materiałami i technologiami, które pozwalają skutecznie leczyć zęby w każdym wieku – bez względu na stopień zaawansowania problemu. Co więcej, osoby z dentofobią również nie są pozostawione same sobie, bo w wielu przypadkach można skorzystać ze znieczulenia miejscowego, sedacji wziewnej, a nawet leczenia w narkozie. Najważniejsze to nie odkładać decyzji – tylko działać, zanim problem się pogłębi – podkreśla lek. dent. Agnieszka Szałkowska, stomatologia enel-med, oddział Myśliwiecka w Warszawie.

Z profilaktyką mi do twarzy

Przegląd stomatologiczny i higienizacja zębów dwa razy w roku to dziś absolutne minimum. Regularne wizyty pomagają wykrywać problemy na wczesnym etapie – zanim rozwiną się w poważne schorzenia wymagające leczenia kanałowego, a nawet usunięcia zęba. Co ważne, wielu pacjentów odwiedza dentystę nie tylko w celu kontroli, ale również by skorzystać z podstawowych zabiegów higienizacyjnych, takich jak: skaling, piaskowanie czy fluoryzacja.

Na sygnale do stomatologa

Eksperci enel-med stomatologia przypominają, że z wizytą u dentysty nie warto czekać, jeśli pojawiają się niepokojące objawy. Do takich sygnałów należą m.in. nadwrażliwość zębów na zimne lub gorące napoje, ból podczas gryzienia, uporczywy nieświeży oddech mimo zachowanej higieny jamy ustnej, a także krwawiące dziąsła czy zauważalne przebarwienia, pęknięcia lub ciemne punkty na szkliwie. To symptomy, które mogą świadczyć o rozwijających się stanach zapalnych, ubytkach lub infekcjach – a ich ignorowanie może prowadzić do pogłębienia problemu.

Nieleczone choroby jamy ustnej mogą mieć wpływ nie tylko na stan uzębienia, ale również na zdrowie całego organizmu. Związane są z nimi m.in. choroby sercowo-naczyniowe, cukrzyca, a nawet ryzyko przedwczesnego porodu. Tym bardziej warto reagować od razu, gdy coś zaczyna niepokoić – zamiast czekać na planowy przegląd.

– Zdecydowanie zbyt wielu pacjentów trafia do nas dopiero wtedy, gdy ból staje się nie do zniesienia. Tymczasem niepokojące objawy, takie jak: nadwrażliwość, ból przy nagryzaniu czy krwawienie dziąseł, to wyraźne sygnały ostrzegawcze, których nie wolno ignorować. Im wcześniej zaczniemy leczenie, tym większe szanse na uniknięcie poważnych konsekwencji – zarówno stomatologicznych, jak i ogólnoustrojowych – dodaje lek. dent. Agnieszka Szałkowska, stomatologia enel-med, oddział Myśliwiecka w Warszawie.

Strach nie powinien decydować o zdrowiu

Z badania enel-med wynika, że co piąty Polak unika wizyty u dentysty z powodu silnego lęku. Dla wielu osób sam dźwięk wiertła czy wspomnienie wcześniejszych doświadczeń wystarczy, by odsunąć leczenie na bliżej nieokreśloną przyszłość. Jednak dzięki rozwojowi technologii, dziś dostępne są rozwiązania, które znacząco podnoszą komfort leczenia, nawet u pacjentów z dentofobią. W enel-med stomatologia można skorzystać nie tylko ze standardowego znieczulenia miejscowego, ale także z leczenia w sedacji wziewnej (podtlenkiem azotu, tzw. gazem rozweselającym) czy – w przypadku większych zabiegów lub skrajnego lęku – nawet w narkozie. To realna pomoc dla tych, którzy latami unikali gabinetu.

Przeczytaj teraz
Page 1 of 8
1 2 3 4 5 6 7 8