DIAGNOSTYKA S.A. z tytułem Orła ESG

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 28.04.2026

Podczas XVIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach odbyła się gala Orły ESG, organizowana przez „Rzeczpospolitą” i serwis rp.pl. Już po raz czwarty wyróżniono firmy i instytucje, które w swojej działalności skutecznie łączą rozwój biznesowy z troską o środowisko, odpowiedzialnością społeczną oraz wysokimi standardami zarządzania. Nagrody trafiły do przedsiębiorstw wyznaczających kierunki zmian w obszarze zrównoważonego rozwoju, ochrony klimatu i zielonej transformacji. Jednym z laureatów została firma DIAGNOSTYKA S.A.

Galę otworzył Marcin Piasecki, redaktor zarządzający „Rzeczpospolitej”, podkreślając zaangażowanie redakcji w tematykę ESG.

– Mamy pełną świadomość, że działania na rzecz zrównoważonego rozwoju, bezemisyjności i zielonej transformacji stanowią podstawowe wyzwanie dla biznesu. Chcemy te działania wspierać. Orły ESG to nasz sposób na docenianie osiągnięć firm w zakresie realizowanych projektów – mówił.

Redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” Michał Szułdrzyński zaznaczył z kolei, że niezależnie od toczących się debat i sporów kierunek zmian gospodarczych jest nieunikniony.

– Wszyscy chcemy żyć w bardziej zielonych miejscach, zdrowszych miastach. Dlatego nagradzamy firmy, które zmieniają się w sposób rozsądny, zrównoważony i odpowiedzialny. Wierzymy, że zrównoważony rozwój po prostu ma sens – podkreślił.

Nagrody i wyróżnienia

Pierwsza z głównych nagród – Orzeł ESG – trafiła do Diagnostyki S.A. Kapituła wskazała, że firma skutecznie łączy rozwój biznesowy z odpowiedzialnością społeczną i środowiskową, inwestując m.in. w badania DNA, sztuczną inteligencję oraz rozwiązania wspierające wczesne wykrywanie nowotworów.

Nagrodę odebrała Barbara Kopeć, pełnomocniczka zarządu ds. zarządzania projektami i ESG.

– Sprawa zrównoważonego rozwoju jest w centrum strategii naszej firmy. Nasze myślenie o środowisku to przede wszystkim myślenie o profilaktyce – o tym, żeby wcześnie wykrywać choroby, badać się i nie trafiać zbyt szybko do szpitala. Zdrowie jest eko. Profilaktyka jest eko – podkreśliła.

Jak dodała, najważniejszym wymiarem ESG dla Diagnostyki pozostaje troska o ludzi – zarówno pracowników, jak i pacjentów.

– Bardzo serdecznie dziękujemy, że ten wysiłek i nasze efekty zostały dostrzeżone przez kapitułę – zaznaczyła.

Ocenialiśmy rezultaty

Tegoroczna edycja była już czwartą odsłoną konkursu Orły ESG organizowanego przez „Rzeczpospolitą”. Analiza raportów niefinansowych pokazuje, że wiele firm odrobiło swoją lekcję, wzbogacając sprawozdania o bardziej merytoryczne treści oraz konkretne dane wskaźnikowe. Jednocześnie zauważalne jest, że część przedsiębiorstw zrezygnowała z publikacji raportów.

Choć ostateczne decyzje kapituły nie zawsze były oczywiste, każdorazowo znajdowały potwierdzenie w twardych danych dotyczących kwestii klimatycznych, ekonomicznych i społecznych. Orzeł ESG jest więc wyróżnieniem dla organizacji, których działania realnie wpływają na zmianę otoczenia w kierunku nowoczesnej, odpowiedzialnej i zrównoważonej gospodarki.

Ranking oparto na siedmiu kluczowych wskaźnikach. Oceniano: kwestie klimatyczne, brak dyskryminacji płacowej, sprawiedliwe wynagrodzenia, bezpieczeństwo pracowników, poszanowanie praw konsumentów i zasad wolnego rynku, bezpieczeństwo środowiskowe oraz podejście do podatków.

Wyselekcjonowane i rekomendowane przez redakcję firmy trafiły następnie pod obrady kapituły konkursu, która miała decydujący głos w wyborze laureatów.

ORŁY ESG „RZECZPOSPOLITEJ” 2025

DIAGNOSTYKA S.A.

Została nagrodzona za połączenie dynamicznego rozwoju biznesu z odpowiedzialnością społeczną, środowiskową i wysokimi standardami zarządzania. Firma inwestuje w innowacje, rozwijając badania DNA, testy genetyczne WES i WGS oraz narzędzia sztucznej inteligencji wspierające wykrywanie nowotworów. ESG realizuje także poprzez zwiększanie dostępu do badań, edukację zdrowotną i budowanie różnorodnego środowiska pracy, w którym kobiety stanowią większość zespołu oraz kadry menedżerskiej.

Serdecznie gratulujemy!

Przeczytaj teraz

Te badania dzielą Polaków. Młodzi nie robią ich wcale, mężczyźni czekają na objawy [RAPORT]

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 27.04.2026

Jedni badają się z kalendarzem w ręku, inni idą dopiero wtedy, gdy coś zaczyna boleć. Premierowy raport enel-med „Badanie, które daje czas” pokazuje, że jak Polska długa i szeroka, jesteśmy podzieleni, jeśli chodzi o profilaktykę onkologiczną. 27% Polaków unika jej jak ognia, 28% odkłada na później, 24% bada się tylko wtedy, gdy zaleci to lekarz, a zaledwie 21% badania planuje z kalendarzem. Największe białe plamy widać dziś wśród młodych osób i mężczyzn: aż 46% osób w wieku 18-24 lata nie wykonuje badań onkologicznych wcale, a regularnie bada się tylko 16% mężczyzn wobec 25% kobiet.

W praktyce klinicznej widzimy, że świadomość pacjentów jest coraz wyższa, ale sama wiedza nie tworzy nawyku. Największą barierą bywa logistyka: terminy, skierowania i brak jasnego planu badań. Jeśli pacjent wychodzi z gabinetu z konkretną rekomendacją i od razu ma zaproponowany termin, prawdopodobieństwo wykonania badania rośnie wielokrotnie. Dlatego tak ważne są rozwiązania koordynowane i „jedno miejsce-jeden proces”, co umożliwia na przykład Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej. Wczesna diagnostyka faktycznie zmienia rokowanie, ale musi być osiągalna w codzienności – mówi dr hab. n. med. Katarzyna Dobruch-Sobczak, radiolog i konsultant medyczny Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej enel-med.

Cztery twarze profilaktyki

W raporcie enel-med „Badanie, które daje czas” zostały wytypowane cztery postawy pacjentów różniących się między sobą podejściem do wykonywania badań w kierunku chorób onkologicznych oraz ich krótkie charakterystyki wraz z kluczowymi barierami i motywatorami (szczegółowa segmentacja i jej metodyka jest opisana w raporcie).

Pierwszą grupę stanowią tzw. unikający. 27% Polaków nigdy nie wykonywało badań w kierunku chorób onkologicznych i wychodzi z założenia, że ich ten temat to nie dotyczy. W tej grupie jest najwięcej osób młodych (46% osób w wieku 18-24 lata), mieszkańców wsi (32%) i osób z wykształceniem podstawowym lub zawodowym (33%). To właśnie oni najczęściej w ogóle nie wykonują badań onkologicznych, mają najniższą wiedzę o profilaktyce i najczęściej zatrzymują się na przekonaniu, że skoro nic nie boli, nie ma tematu.

Druga grupa to odkładacze (28% badanych). To osoby, które nie negują sensu profilaktyki, ale ciągle przesuwają ją na później. W tej grupie nadreprezentowani są mężczyźni (32%). Obok braku objawów mocno działają tu też koszty i lęk przed diagnozą. To właśnie ta postawa najlepiej pokazuje, że problemem nie jest tylko brak wiedzy, ale także odwlekanie decyzji zdrowotnych mimo świadomości ryzyka.

Trzecia grupa to osoby zależne od lekarza, znajduje się w niej co czwarty Polak (24%). Oni badają się przede wszystkim wtedy, gdy usłyszą wyraźne zalecenie w gabinecie. Ta postawa częściej występuje wśród osób 55+ (31%). To ważny sygnał, że dla dużej części pacjentów lekarz wciąż pozostaje przełącznikiem, który uruchamia działanie. Bez konkretnej rekomendacji i prostego planu badań profilaktyka schodzi na dalszy plan.

Najmniej liczną, niestety, grupą są tzw. planerzy, czyli osoby, które planują i robią badania regularnie, najlepiej orientują się w profilaktyce i najrzadziej odkładają zdrowie na później. Takich planerów mamy 21% w naszej populacji. Częściej są to kobiety niż mężczyźni (25% vs. 16%), a także osoby po 55. roku życia (27%). To właśnie ten segment pokazuje, że profilaktyka działa najlepiej wtedy, gdy staje się nawykiem, a nie reakcją na objawy.

Młodzi i mężczyźni białymi plamami

Wyniki badania enel-med „Badanie, które daje czas” pokazują, że wejście w dorosłość nie oznacza jeszcze wejścia w profilaktykę, bo najbardziej niepokojąco wypadają dziś młodzi dorośli. W grupie 18-24 lata aż 46% osób zadeklarowało, że nigdy nie wykonało badań onkologicznych. To także grupa najbardziej zagubiona: 38% młodych mówi wprost, że nie wie, jakie badania pozwalają wykrywać najczęstsze nowotwory.

Drugą dużą białą plamą profilaktyki onkologicznej są mężczyźni. Regularnie bada się tylko 16% z nich, a 29% nie wykonuje badań onkologicznych w ogóle. Różnice nie dotyczą wyłącznie nastawienia, ale też wejścia w nawyk profilaktyki ogólnej. Mężczyźni częściej wykonują badania dopiero „gdy coś się dzieje”. 36% z nich decyduje się na wizytę u specjalisty np. urologa czy kardiologa dopiero wtedy, gdy pojawią się niepokojące objawy zdrowotne. Wśród kobiet ten odsetek jest niższy i wynosi 26%. Częściej wskazują także brak wiedzy o profilaktyce nowotworowej jako barierę badań (18% vs. 11% wśród kobiet).

Profilaktyka chorób nowotworowych u mężczyzn to obszar, w którym konsekwencje zwlekania są szczególnie wyraźne. W Polsce rak prostaty jest jednym z najczęściej rozpoznawanych nowotworów złośliwych u mężczyzn, co rok rozpoznaje się go u ponad 20 tys. z nich, a choroba ta odpowiada za ok. 5,5 tys. zgonów rocznie, co stanowi znaczną część wszystkich przypadków onkologicznych w tej grupie. Wciąż zbyt wielu mężczyzn trafia do lekarza dopiero wtedy, gdy choroba jest już zaawansowana i stała się powodem dolegliwości, co ogranicza skuteczność leczenia i pogarsza rokowanie. Dlatego kluczowe jest upraszczanie komunikatów i tworzenie łatwych ścieżek dostępu do badań, które nie wymagają wielu wizyt, decyzji czy dużej ilości czasu. Rekomendacja lekarza, programy profilaktyczne w miejscu pracy oraz jasna informacja o tym, co, kiedy i gdzie należy zrobić, mogą przełamać opór przed wejściem w system profilaktyki. Mężczyzna powinien mieć poczucie, że wykonanie badania jest proste, zrozumiałe i możliwe do wkomponowania w codzienne życie, ponieważ wcześniejsze wykrycie nowotworu często daje znacznie większe szanse na pełne wyleczenie – podsumowuje prof. dr hab. n. med. Jakub Dobruch Urolog i konsultant medyczny Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej enel-med.

Raport enel-med. „Badanie, które daje czas” jest dostępny tutaj.

Przeczytaj teraz

Czy płodność mamy zapisaną w DNA?

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 25.04.2026

Czy o tym, kiedy i czy w ogóle zostaniemy rodzicami, decydują nasze geny? Ile w płodności jest biologicznego „planu”, a ile czynników, które możemy kontrolować? Z okazji Dnia DNA, obchodzonego 25 kwietnia, eksperci przypominają, jak duży wpływ na zdolności rozrodcze człowieka ma zapisany w naszych komórkach kod genetyczny.

Płodność człowieka w dużym stopniu zależy od uwarunkowań genetycznych. Szacuje się, że różnego rodzaju zmiany genetyczne w chromosomach występują u 15-35% niepłodnych kobiet oraz u 5-15% niepłodnych mężczyzn. Mogą to być zarówno nieprawidłowości w liczbie lub budowie chromosomów, jak i zmiany w pojedynczych genach.

Z perspektywy klinicznej widzimy, że czynniki genetyczne stanowią jeden z fundamentów zdolności rozrodczych człowieka. Obejmują one zarówno klasyczne aberracje chromosomowe, jak i subtelniejsze zmiany molekularne, które wpływają na dojrzewanie komórek jajowych czy proces implantacji zarodka. Co istotne, wiele z tych nieprawidłowości przez długi czas pozostaje bezobjawowych i ujawnia się dopiero na etapie diagnostyki niepłodności – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Piotr Węgrzyn, specjalista położnictwa i ginekologii, endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości, perinatologii i genetyki klinicznej w Gyncentrum.

Ekspert podkreśla również, że szczególne znaczenie mają predyspozycje do przedwczesnego spadku płodności.

– W praktyce coraz częściej obserwujemy pacjentki z genetycznie uwarunkowanym przedwczesnym wygasaniem funkcji jajników. Mutacje te mogą prowadzić do przyspieszonego wyczerpywania rezerwy jajnikowej, co znacząco skraca okno reprodukcyjne kobiety. To pokazuje, jak istotna jest wczesna identyfikacja ryzyka i odpowiednie planowanie rozrodu – dodaje profesor Węgrzyn z Gyncentrum.

Światowy Dzień DNA upamiętnia jedno z najważniejszych odkryć w historii nauki – rozszyfrowanie struktury podwójnej helisy DNA w 1953 roku przez Jamesa Watsona, Francisa Cricka i Rosalind Franklin.

Różne oblicza niepłodności genetycznej

Podłoże genetyczne niepłodności różni się u kobiet i mężczyzn. U mężczyzn najczęściej chodzi o zaburzenia, które wpływają na produkcję plemników – mogą to być nieprawidłowości w chromosomach płciowych, zmiany w chromosomie Y albo mutacje genów odpowiedzialnych za budowę układu rozrodczego. Z kolei u kobiet problemy genetyczne najczęściej dotyczą chromosomu X lub genów odpowiadających za pracę jajników, co może prowadzić do ich przedwczesnego wygasania, a także zwiększać ryzyko poronień. Niektóre zmiany genetyczne mogą być dziedziczone i pozostawać niewidoczne przez pokolenia, ujawniając się dopiero w kontekście problemów z zajściem w ciążę.

Czy styl życia ma znaczenie?

Choć genów nie możemy zmienić, nie oznacza to, że jesteśmy całkowicie „zaprogramowani”. Wiele zależy od tego, jak dbamy o zdrowie na co dzień – styl życia może wpływać na funkcjonowanie układu rozrodczego i częściowo łagodzić skutki niektórych predyspozycji.

Czynniki środowiskowe nie modyfikują samego zapisu genetycznego, ale mają realny wpływ na geny oraz ogólną kondycję układu rozrodczego. Odpowiednia masa ciała, zbilansowana dieta, aktywność fizyczna czy ograniczenie ekspozycji na toksyny środowiskowe mogą poprawiać parametry nasienia czy funkcjonowanie osi hormonalnej u kobiet. W tym sensie styl życia nie zmienia genów, ale może modulować ich efekt kliniczny – podkreśla prof. dr hab. n. med. Piotr Węgrzyn, specjalista położnictwa i ginekologii, endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości, perinatologii i genetyki klinicznej w Gyncentrum.

Diagnostyka genetyczna – klucz do odpowiedzi

W sytuacjach, gdy standardowe badania nie wyjaśniają przyczyn niepłodności, diagnostyka genetyczna staje się kluczowym narzędziem. Pozwala ona nie tylko na identyfikację konkretnych zmian w DNA, ale również na precyzyjne oszacowanie ryzyka ich przekazania potomstwu oraz dobór optymalnej strategii leczenia.

– Współczesna genetyka reprodukcyjna daje nam możliwość przejścia od diagnostyki objawowej do diagnostyki przyczynowej. Dzięki badaniom jesteśmy w stanie dokładniej zrozumieć mechanizm niepłodności, co bezpośrednio przekłada się na skuteczność leczenia – zaznacza ekspert.

PGT – szansa na zdrowe potomstwo?

Diagnostyka genetyczna zarodków (PGT – z ang. preimplantation genetic testing) to nowoczesne badania wykonywane przed transferem zarodka w procedurze in vitro. Pozwalają ocenić materiał genetyczny zarodka i wybrać ten o największym potencjale rozwojowym, co zwiększa szanse na implantację i zdrową ciążę, a jednocześnie ogranicza ryzyko wad genetycznych.

W zależności od wskazań stosuje się różne typy badań PGT:

  • PGT-A – wykrywa aneuploidie (nieprawidłową liczbę chromosomów), np. Zespół Downa, Zespół Edwardsa czy Zespół Pataua,
  • PGT-M – to diagnostyka celowana chorób monogenowych, takich jak mukowiscydoza, hemofilia, choroba Huntingtona, rdzeniowy zanik mięśni (SMA),
  • PGT-SR – wykrywa rearanżacje strukturalne chromosomów, np. translokacje i delecje.

Badanie to rekomendujemy przede wszystkim w określonych sytuacjach klinicznych – u pacjentek w zaawansowanym wieku rozrodczym, przy nawracających poronieniach, historii urodzeń dziecka z chorobą genetyczną, przy powtarzających się niepowodzeniach implantacji czy w przypadku stwierdzonych obciążeń genetycznych u jednego z partnerów. Należy pamiętać, że PGT nie zastępuje badań prenatalnych, ale pozwala znacząco ograniczyć ryzyko już na bardzo wczesnym etapie – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Piotr Węgrzyn, specjalista położnictwa i ginekologii, endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości, perinatologii i genetyki klinicznej w Gyncentrum.

Dzięki takim rozwiązaniom medycyna coraz częściej daje odpowiedzi tam, gdzie jeszcze niedawno ich brakowało. Rosnąca świadomość znaczenia genetyki sprawia, że pacjenci mogą wcześniej diagnozować potencjalne problemy i podejmować bardziej świadome decyzje dotyczące rodzicielstwa. Dzień DNA to dobry moment, by przypomnieć, że wiedza zapisana w naszych genach może stać się nie tylko wyjaśnieniem trudności, ale też realną szansą na ich przezwyciężenie.

Przeczytaj teraz

NFZ wydłużył kolejki do badań. Na gastroskopię trzeba czekać o 9 miesięcy dłużej, na kolonoskopię nawet o 2 lata

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 24.04.2026

Już po kilkunastu dniach od wejścia w życie nowych zasad rozliczania przez NFZ nadwykonań w ambulatoryjnej diagnostyce widać pierwsze, negatywne efekty: badania przesuwają się o miesiące, a pacjenci słyszą o nowych terminach realizacji świadczeń. Z danych enel-med wynika, że czas oczekiwania na gastroskopię na NFZ wydłużył się o 7-9 miesięcy, na kolonoskopię o rok, a miejscami nawet o blisko dwa lata. Rezonans magnetyczny, na który wcześniej czekało się ok. 2-4 tygodni, dziś w części lokalizacji oznacza oczekiwanie od półtora do nawet trzech miesięcy.

– Dziś nie mówimy już o hipotetycznym ryzyku, ale o realnym skutku zmian, który widać niemal natychmiast: badania przesuwają się o kolejne miesiące, kolejki rosną, a pacjenci tracą szansę na szybką diagnostykę. W przypadku gastroskopii, kolonoskopii czy rezonansu nie chodzi o wygodę, ale o czas do rozpoznania choroby. Rozumiemy potrzebę szukania przez NFZ rozwiązań stabilizujących finanse systemu, ale w ambulatoryjnej diagnostyce specjalistycznej każda decyzja dotycząca ograniczenia budżetu niemal natychmiast przekłada się na dostępność świadczeń. Dla pacjenta nie jest to abstrakcyjny spór o model finansowania, ale bardzo konkretne pytanie: czy usłyszę diagnozę odpowiednio wcześnie, by mieć realną szansę na szybkie leczenie. Dlatego jako enel-med idziemy w przeciwnym kierunku: inwestujemy w profilaktykę, diagnostykę i rozwiązania, które skracają ścieżkę pacjenta, zamiast ją wydłużać – mówi Jacek Rozwadowski, prezes zarządu enel-med.

Badania uciekają pacjentom o miesiące, a nawet o lata

Z wewnętrznych danych enel-med wynika, że gastroskopia na NFZ, która przed zmianami była dostępna na przykład na grudzień 2026 r., po zmianach przesunęła się na lipiec czy nawet wrzesień 2027 r. Jeszcze wyraźniej widać to w przypadku kolonoskopii: termin NFZ, który wcześniej przypadał na grudzień 2026 r., przesunął się już na listopad 2027 r., a w części placówek nawet na październik 2028 r. Zmiany objęły także rezonans magnetyczny: w Warszawie czas oczekiwania na NFZ wydłużył się z dwóch tygodni do półtora miesiąca, a w Katowicach i Gdańsku z miesiąca do trzech miesięcy. Warto podkreślić, że niekorzystne zmiany dotyczą tylko badań objętych finansowaniem NFZ, w przypadku usług komercyjnych (pełnopłatnych) czas oczekiwania jest inny.

Polacy wiedzą, że te badania mogą ratować życie

To szczególnie niepokojące, bo właśnie kolonoskopia, gastroskopia i rezonans magnetyczny znajdują się wśród najczęściej wskazywanych przez Polaków badań, które pomagają wykrywać nowotwory. Jednocześnie z raportu enel-med „Badanie, które daje czas” wynika, że kolonoskopię i gastroskopię wykonało już po 27 proc. Polaków, a rezonans magnetyczny 43 proc. badanych. Sami pacjenci wiedzą więc, jak ważna jest szybka diagnostyka, ale system właśnie ją oddala.

– Widzimy też bardzo wyraźnie, że sama świadomość nie wystarczy. Polacy wiedzą, że profilaktyka daje szansę na wcześniejsze wykrycie choroby, ale często przegrywa ona z brakiem czasu, obowiązkami i barierami organizacyjnymi. Tworząc Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej zależało nam, aby pacjent nie zostawał sam z wynikiem, skierowaniem czy listą zaleceń, ale miał uporządkowaną ścieżkę postępowania: od diagnostyki, przez konsultacje, aż po kolejne decyzje medyczne. Bo poczucie bezpieczeństwa dają przewidywalność procesu i przekonanie, że diagnostyka wydarzy się na czas – mówi Jacek Rozwadowski.

Mniej znaczy dłużej

Nowe zasady NFZ dotyczą rozliczania badań wykonanych ponad wartość kontraktu. W praktyce oznaczają one częściowe finansowanie nadwykonań w endoskopii i diagnostyce obrazowej, co bezpośrednio przekłada się na dostępność świadczeń. W ocenie enel-med ograniczanie finansowania na etapie profilaktyki i wczesnej diagnostyki oznacza dłuższe kolejki do badań, późniejsze rozpoznania i większą niepewność po stronie pacjentów. Tymczasem to właśnie szybka diagnostyka jest jednym z najważniejszych warunków skutecznego leczenia i realnego bezpieczeństwa zdrowotnego.

Przeczytaj teraz

Wszyscy biegają, wielu robi to źle. Moda na bieganie krzywdzi wielu Polaków. Fizjoterapeuta wyjaśnia dlaczego

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 21.04.2026

Biegać każdy może trochę lepiej lub trochę gorzej… Wystarczy założyć buty i ruszyć przed siebie. Problem zaczyna się wtedy, gdy z okazjonalnego truchtu przechodzi w regularny trening, przygotowania do półmaratonu czy start w nowych formatach łączących bieganie z wysiłkiem funkcjonalnym, takich jak HYROX. Wtedy wychodzi na jaw, że wielu amatorów popełnia te same błędy: dokłada obciążenia zbyt szybko, pomija trening siłowy, ignoruje ból i traktuje instagramowe wskazówki m.in. taping czy wkładki jak gotowe rozwiązanie. Fizjoterapeuta enel-sport zdradza, jakie błędy amatorzy popełniają najczęściej i dlaczego w bieganiu samo „więcej” wcale nie znaczy lepiej.

Samo bieganie nie jest problemem. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś chce zbyt szybko wejść na wyższy poziom, a organizm nie jest na to gotowy. W gabinecie regularnie widzimy pacjentów, którzy trafiają do nas nie dlatego, że biegają, ale dlatego, że robią to bez planu, bez przygotowania i mimo sygnałów ostrzegawczych. Bardzo często schemat wygląda podobnie: najpierw jest duża motywacja, potem dokładanie kilometrów, tempo, start zapisany na zawody, a na końcu pojawia się ból, który przez długi czas jest ignorowany. Wielu osobom wydaje się, że bieganie to tak naturalna aktywność, że nie da się go robić źle. A właśnie przy regularnym bieganiu błędy wychodzą bardzo szybko i mogą skończyć się przeciążeniem – mówi Remigiusz Rzepka, fizjoterapeuta enel-sport.

10 błędów, które najczęściej popełniają amatorzy biegania

1. Za dużo, za szybko

To jeden z najczęstszych błędów u osób, które wkręcają się w bieganie. Na początku motywacja jest duża, więc rośnie liczba treningów, dystans i tempo, ale organizm nie nadąża z adaptacją. Tkanki potrzebują czasu, żeby przyzwyczaić się do nowych obciążeń. Jeśli ktoś przyspiesza za szybko, zwykle prędzej czy później może pojawić się przeciążenie.

2. Ból musi być

Wielu biegaczy uważa, że skoro trening ma być wymagający, to ból jest czymś normalnym. Tymczasem zmęczenie mięśni po wysiłku to jedno, a ból, który wraca przy kolejnych biegach albo pojawia się po wejściu po schodach, to już co innego. Organizm bardzo rzadko wysyła takie sygnały bez powodu. Ignorowanie ich zwykle nie buduje formy, tylko wydłuża drogę do specjalisty.

3. Jak biegam, to nie muszę robić siły

To mit, który bardzo szybko mści się u amatorów. Samo bieganie nie wzmacnia wszystkiego, czego potrzebuje ciało, żeby dobrze znosić regularne obciążenia. Bez pracy nad pośladkami, stabilizacją bioder, łydkami i tułowiem trudniej utrzymać dobrą kontrolę ruchu, a wtedy stawy i ścięgna dostają większe obciążenie, niż powinny. Bieganie bez siły to bardzo często prosta droga do przeciążenia.

4. Weekendowy zryw

W tygodniu mało ruchu, a w weekend nagle 10 kilometrów, mocny trening albo start. Takie podejście wygląda ambitnie, ale dla organizmu jest po prostu nierówne i trudne do udźwignięcia. Ciało dużo lepiej znosi regularność niż jednorazowe zrywy. W bieganiu naprawdę więcej daje systematyczność niż jeden bohaterski trening raz na kilka dni.

5. Rozgrzewka? Szkoda czasu

To bardzo częsty błąd, zwłaszcza u osób, które chcą po prostu szybko wyjść i odhaczyć trening. Tymczasem kilka minut rozgrzewki może wyraźnie poprawić jakość biegu i zmniejszyć ryzyko problemów, szczególnie jeśli ktoś spędza cały dzień przy biurku albo wychodzi biegać rano, kiedy ciało jest jeszcze sztywne. Rozgrzewka nie musi być długa, ale powinna przygotować stawy, mięśnie i układ nerwowy do pracy.

Rozgrzewka jest ważna nie dlatego, że tak wypada, tylko dlatego, że realnie przygotowuje ciało do wysiłku. Kilka minut ruchu, aktywacji i spokojnego wejścia w tempo naprawdę robi różnicę. Gdy ktoś od razu rusza mocno, organizm pracuje gorzej, a technika biegu częściej się rozsypuje już od pierwszych minut – mówi Remigiusz Rzepka, fizjoterapeuta enel-sport.

6. Leczenie z TikToka

Boli kolano albo piszczel, więc internet podpowiada szybkie rozwiązanie: rolka, taśma, dwa ćwiczenia i można wracać na trasę. Problem w tym, że podobne objawy mogą wynikać z zupełnie różnych przyczyn. To, co pomogło jednej osobie, u innej może niczego nie zmienić albo wręcz pogorszyć sprawę. Leczenie z internetu daje poczucie kontroli, ale często tylko opóźnia właściwą diagnozę.

7. Taping zamiast terapii

Taping bywa pomocny, ale nie jest cudownym rozwiązaniem. Może zmniejszyć dyskomfort, poprawić czucie ruchu albo dać chwilowe wsparcie, ale nie usuwa przyczyny przeciążenia. Jeśli ktoś liczy, że sama taśma naprawi kolano czy łydkę, to zwykle się rozczaruje. Co więcej, to nie jest plaster, który samemu można nakleić jakkolwiek i oczekiwać efektu. Warto skonsultować to ze specjalistą, który wie, czy, kiedy i jaki taping zastosować.

8. Wkładki i buty na wszystko

Wielu amatorów szuka prostego rozwiązania: lepsze buty, specjalne wkładki i problem z głowy. Tyle że wkładki nie są dla każdego, a ich dobór powinien wynikać z konkretnej oceny funkcjonalnej, a nie z mody albo porady na wszelki wypadek. To samo z butami, nawet bardzo dobre obuwie nie naprawi przeciążenia, jeśli problem leży w technice, sile albo źle prowadzonym treningu. Obserwujemy trend kupowania butów poprawiających wynik w biegu ze względu na podwyższoną sprężystość podeszwy myśląc że to nas zwalania z budowania naturalnej adaptacji treningowej.

Taping i wkładki mogą być wartościowym wsparciem, ale pod warunkiem, że są dobrze dobrane. To nie są uniwersalne narzędzia dla każdego biegacza i nie powinny być stosowane na chybił trafił. Najpierw trzeba wiedzieć, z czego wynika problem, a dopiero później decydować, czy w ogóle takie wsparcie ma sens i jak powinno wyglądać – podkreśla Remigiusz Rzepka, fizjoterapeuta enel-sport.

9. Masaż zamiast regeneracji

Masaż może przynieść ulgę, rozluźnić tkanki i poprawić samopoczucie po treningu, ale nie zastąpi regeneracji. Jeśli ktoś śpi za mało, biega mimo zmęczenia, nie planuje odpoczynku i stale dokłada organizmowi pracy, to jeden zabieg niczego nie załatwi. Regeneracja nie dzieje się na stole do masażu raz na dwa tygodnie. Ona jest potrzebna każdego dnia.

10. Za późno do specjalisty

To błąd, który zwykle sporo kosztuje. Wielu biegaczy przez długi czas liczy, że ból sam przejdzie, więc zmieniają buty, robią kilka dni przerwy, wracają do treningów i znowu trafiają w to samo miejsce. A problem narasta. Im dłużej takie objawy są ignorowane, tym większa szansa, że zamiast drobnej korekty obciążeń potrzebna będzie pełna diagnostyka i dłuższe leczenie.

Pacjenci bardzo często trafiają do ortopedy dopiero wtedy, gdy sprawa jest już naprawdę zaawansowana. Przychodzą po tygodniach albo miesiącach bólu, po nieudanych próbach leczenia na własną rękę, czasem już z wyraźnym ograniczeniem aktywności. Tymczasem ból kolana u biegacza nie zawsze oznacza to samo. U jednych wystarczy rehabilitacja i zmiana obciążeń, u innych potrzebna jest dokładniejsza diagnostyka i konkretne leczenie. Co ważne, nawet w przypadku poważniejszych urazów jak zerwanie wiązadeł w kolanie, nie zawsze musimy myśleć o operacji. Obecnie sa dostępne mniej inwazyjne zabiegi, jak na przykład cross bracing, który pozwala na leczenie określonych przypadków w sposób zachowawczy, bez leczenia chirurgicznego. Im wcześniej biegacz zgłosi się po pomoc, tym większa szansa, że uda się zatrzymać problem zanim wyłączy go z aktywności na dłużej – mówi lek. Rafał Mikusek, specjalista ortopedii i traumatologii narządu ruchu enel-med.

Przeczytaj teraz

Spotkanie Forum Medycyny Laboratoryjnej

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 15.04.2026

14 kwietnia 2026 r. zorganizowaliśmy spotkanie Forum Medycyny Laboratoryjnej, któremu przewodniczy Barbara Kopeć – Wiceprezes Zarządu Pracodawców Medycyny Prywatnej (PMP). Dyskusję z udziałem ekspertów poprowadził Dr Tomasz Anyszek.

Spotkanie poświęcone było podsumowaniu aktywności związanych z wdrażaniem rekomendacji dla Ministerstwa Zdrowia w obszarze działań prowadzących do stałego podnoszenia jakości w medycznych laboratoriach diagnostycznych.

Była to dobra okazja, żeby sprawdzić, co udało się osiągnąć przez ostatnie dwa lata od momentu ich wypracowania oraz gdzie nadal są przestrzenie do dalszej pracy. Dyskusja dotyczyła zarówno efektów dotychczasowych działań, jak i potrzeby aktualizacji części rekomendacji oraz wskazania nowych kierunków rozwoju.

Takie spotkania pokazują, że rozwój jakości w diagnostyce laboratoryjnej to proces ciągły, który wymaga współpracy całego środowiska i regularnej weryfikacji przyjętych założeń.

Przeczytaj teraz

Polacy chcą dodatkowych godzin wolnych od pracy. I dostaną je na badania

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 13.04.2026

Praca zabiera Polakom czas na zdrowie, ale to może się właśnie zacząć zmieniać. Aż 55% pracowników odkłada badania na później, a 77% deklaruje, że poszłoby się zbadać, gdyby dostało na to dodatkowe, normalnie płatne godziny w pracy. Teraz taka możliwość pojawia się w ramach programu Healthy Hours uruchomionego przez enel-med i dostępnego dla wszystkich chętnych firm w Polsce. W ramach inicjatywy pracownicy mogą zyskać dodatkowy czas na badania i konsultacje medyczne bez konieczności brania urlopu. Z pilotażu prowadzonego od stycznia wynika, że skorzystał z niego już niemal co piąty pracownik firmy.

– Jeżeli 77% Polaków mówi dziś wprost, że wykonałoby badania, gdyby pracodawca dał im na to czas w godzinach pracy, to znaczy, że problemem nie jest brak świadomości, ale brak realnych warunków do działania. Właśnie dlatego Healthy Hours nie traktujemy jako kolejnego benefitu na liście, tylko jako praktyczne narzędzie profilaktyki i odpowiedzialności pracodawcy. W czasie, gdy publiczny system ochrony zdrowia nadal mierzy się z ograniczeniami dostępności i niepewnością finansowania części procedur, pracodawcy nie powinni czekać z działaniem. My chcemy iść w przeciwnym kierunku: ułatwiać dostęp, skracać drogę pacjenta i oddawać ludziom czas na zdrowie, zanim będzie za późno. Bo ten program odpowiada na trzy bardzo konkretne potrzeby. Po pierwsze, dostępność, bo najlepsi specjaliści i diagnostyka są najłatwiej dostępni właśnie w ciągu dnia, zwykle między 9:00 a 17:00. Po drugie, czas, którego pracownikom zwyczajnie brakuje, bo życie zawodowe konkuruje dziś z obowiązkami prywatnymi i rodzinnymi. Po trzecie, profilaktykę rozumianą tak, jak powinna być rozumiana naprawdę, czyli jako działanie wtedy, kiedy nic jeszcze nie boli. Na tym korzysta pracownik, który zyskuje realną przestrzeń, by zadbać o zdrowie, ale także pracodawca, bo profilaktyka to mniejsze ryzyko nagłych absencji, większa stabilność zespołu i bardziej odpowiedzialna organizacja – mówi Jacek Rozwadowski, prezes zarządu enel-med.

Profilaktyka nadal przegrywa z pracą

Raport enel-med „Badanie, które daje czas” pokazuje wyraźnie, że między deklaracjami a działaniem wciąż istnieje duża luka. Choć 89% badanych uważa, że wczesne wykrycie nowotworu daje wysokie szanse wyleczenia, regularne badania onkologiczne deklaruje tylko 21% Polaków, a 27% nie wykonuje ich nigdy. Jednocześnie aż 55% badanych przyznaje, że często, bardzo często lub zawsze odkłada badania zdrowotne na później.

Jedną z najważniejszych barier pozostaje codzienność. 36% badanych odkłada badania onkologiczne, bo nie ma objawów, 61% obawia się diagnozy, a 27% pracujących często lub bardzo często rezygnuje z badań zdrowotnych ze względu na pracę. Jednocześnie 54% Polaków deklaruje, że w ich firmie istnieje przyzwolenie na wyjście na badania w godzinach pracy, a 67% chciałoby, by pracodawca zapewniał dedykowany czas na profilaktykę w ciągu dnia pracy.

Healthy Hours daje dodatkowe godziny na zdrowie

Healthy Hours to ogólnopolski program enel-med skierowany do pracodawców, którzy chcą realnie wspierać zdrowie swoich zespołów. Zakłada wprowadzenie w godzinach pracy określonego, w pełni płatnego czasu na badania profilaktyczne i konsultacje medyczne. Aby ułatwić firmom wdrożenie rozwiązania, enel-med przygotował gotowy model uruchomienia programu, pakiet startowy z materiałami dla zarządu oraz checklistę wdrożeniową obejmującą kluczowe elementy operacyjne. Udział pracodawców w projekcie jest całkowicie bezpłatny, podobnie jak wsparcie enel-med w jego wdrożeniu. Po dołączeniu do programu Healthy Hours firma uzyskuje członkostwo w programie i certyfikację, którą może wykorzystać również w działaniach employer brandingowych.

Program Healthy Hours mogą wdrażać nie tylko organizacje o dużej elastyczności pracy, ale również przedsiębiorstwa, gdzie grafiki wielu pracowników są sztywne, np. w call center, handlu czy produkcji. Kluczowe jest dopasowanie zasad operacyjnych do realiów konkretnej firmy, a nie kopiowanie jednego modelu dla wszystkich. Właśnie dlatego Healthy Hours został zaprojektowany jako rozwiązanie, które można uszyć pod potrzeby organizacji i rytm pracy zespołu.

Pierwsi pracownicy już korzystają

W enel-med program działa od stycznia. Każdy pracownik ma do dyspozycji 6 godzin rocznie, które może wykorzystywać elastycznie. Jak pokazują pierwsze miesiące pilotażu, z Healthy Hours skorzystało już 17% pracowników, a średnio wykorzystywali oni 2 godziny z przysługującej puli. To pokazuje, że pracownicy nie traktują tego rozwiązania jako dodatkowego wolnego, ale jako realny czas na zdrowie, wykorzystywany wtedy, gdy rzeczywiście jest potrzebny.

– Healthy Hours wziął się z bardzo prostej obserwacji: pracownicy i tak wychodzą w godzinach pracy, by załatwiać sprawy zdrowotne swoje albo bliskich, bo przychodnie i specjaliści działają najczęściej wtedy, kiedy oni sami pracują. Chcieliśmy dać firmom i pracownikom bardzo jasny, czytelny sygnał, że mają pełne prawo wyjść z pracy, by zadbać o zdrowie. Pilotaż pokazał, że trafiliśmy w punkt. Z jednej strony mamy konkretne wykorzystanie programu, z drugiej bardzo wyraźny feedback od pracowników, że dzięki Healthy Hours poczuli komfort psychiczny i bezpieczeństwo. Wiedzą, że mają zielone światło na zadbanie o swoje i bliskich zdrowie w czasie pracy. W naszym modelu pracownik składa wniosek online i nie musi czekać na zgodę przełożonego. Program opiera się też na zaufaniu i poszanowaniu prywatności, nie weryfikujemy, z jakich badań korzystał pracownik i nie chcemy mieć dostępu do jego danych medycznych. To właśnie takie rozwiązania pokazują, że zdrowie przestaje być dodatkiem, a staje się elementem dojrzałej kultury organizacyjnej i realną wartością, która wpływa na jakość życia pracowników – mówi Alina Smolarek, dyrektorka HR enel-med.

Więcej informacji o programie Healthy Hours można znaleźć na stronie:
https://enel.pl/dla-firm/produkty/healthy-hours.

Przeczytaj teraz

Choroba Parkinsona – postęp medycyny daje pacjentom nową szansę

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 10.04.2026

Światowy Dzień Choroby Parkinsona to okazja, by zwrócić uwagę na jedno z najczęstszych schorzeń neurodegeneracyjnych oraz na dynamiczny rozwój metod jego leczenia. Parkinson, choć wciąż nieuleczalny, coraz częściej przestaje oznaczać utratę samodzielności i jakości życia.

Choroba prowadzi do stopniowego obumierania komórek nerwowych produkujących dopaminę, czyli neuroprzekaźnik kluczowy dla prawidłowej kontroli ruchu.

– Do najbardziej charakterystycznych objawów należą drżenie spoczynkowe, sztywność mięśni oraz spowolnienie ruchowe. Wraz z postępem choroby pojawiają się również trudności w utrzymaniu równowagi czy wykonywaniu codziennych czynności – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Ryszard Czepko, ordynator Klinicznego Oddziału Neurochirurgii w Szpitalu św. Rafała w Krakowie, Scanmed.

Granice leczenia farmakologicznego

Podstawą terapii w początkowym etapie choroby pozostaje leczenie farmakologiczne, przede wszystkim preparatami lewodopy. Choć początkowo przynosi ono bardzo dobre efekty, z czasem jego skuteczność może się obniżać, a u pacjentów pojawiają się powikłania związane z długotrwałym stosowaniem leków.

W takich sytuacjach rozważana jest kwalifikacja do leczenia operacyjnego z wykorzystaniem głębokiej stymulacji mózgu (DBS).

Głęboka stymulacja mózgu – precyzyjna interwencja neurochirurgiczna

DBS to zaawansowana procedura, która polega na wszczepieniu elektrod do ściśle określonych struktur mózgu odpowiedzialnych za kontrolę ruchu.

– Elektrody łączone są ze stymulatorem umieszczonym pod obojczykiem. Urządzenie generuje impulsy elektryczne, które modulują nieprawidłową aktywność mózgową i redukują objawy choroby – tłumaczy prof. dr hab. n. med. Ryszard Czepko.

Zabieg wykonywany jest obustronnie i wymaga precyzyjnego planowania oraz współpracy wielodyscyplinarnego zespołu specjalistów. Odpowiednia kwalifikacja pacjenta ma kluczowe znaczenie dla uzyskania optymalnych efektów terapeutycznych.

Dzięki tym operacjom dostałem nowe życie – mówi pacjent

Efekty głębokiej stymulacji mózgu najlepiej widać nie w statystykach, lecz w codziennym funkcjonowaniu pacjentów. Jednym z nich jest pan Mariusz, który od kilkunastu lat zmaga się z chorobą Parkinsona i przeszedł zabieg DBS w Szpitalu św. Rafała Scanmed w Krakowie.

– W piątek uruchomiono mi stymulator, a już w sobotę zacząłem tańczyć. Wiedziałem, że to działa, że to naprawdę pomaga – mówi pan Mariusz.

Pacjent wrócił do aktywnego trybu życia – porusza się samodzielnie i realizuje swoje pasje.

– Dzięki tym operacjom dostałem nowe życie. Jakość mojego życia znacznie się poprawiła – dodaje.

Ekspert Scanmed podkreśla, że zabieg DBS nie jest metodą odpowiednią dla każdego pacjenta, jednak w niektórych przypadkach stanowi jedną z najskuteczniejszych form leczenia zaawansowanej choroby Parkinsona.

Neurochirurgia funkcjonalna umożliwia skuteczne wspomaganie leczenia parkinsona

Rozwój neurochirurgii funkcjonalnej sprawia, że możliwe jest dziś nie tylko łagodzenie objawów, ale także przywracanie pacjentom kontroli nad własnym ciałem i codziennym funkcjonowaniem. Zabieg DBS w Szpitalu św. Rafała jest w pełni refundowany w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia.

Przeczytaj teraz

FertiMedica Centrum Płodności na pokładzie Związku Pracodawców Medycyny Prywatnej

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 10.04.2026

Z przyjemnością informujemy, że FertiMedica Centrum Płodności do dołącza do grona organizacji zrzeszonych w Związku Pracodawców Medycyny Prywatnej.

FertiMedica to butikowa klinika leczenia niepłodności, w której priorytetem jest jakość decyzji medycznych oraz indywidualne podejście do każdego pacjenta. Praktykę opiera na doświadczeniu zespołu, aktualnej wiedzy medycznej oraz odpowiedzialnym prowadzeniu całego procesu leczenia. Wierzy, że skuteczna medycyna reprodukcyjna wymaga nie tylko nowoczesnych technologii, ale przede wszystkim trafnej diagnostyki, spójności działań i partnerskiej relacji z pacjentem.

Rozwój FertiMedica konsekwentnie opiera się na standardach jakości, transparentności i realnej trosce o bezpieczeństwo oraz dobro pacjentów.

Dołączenie do organizacji branżowej to naturalny krok, który wzmacnia wspólny kierunek działania i dalszy rozwój w oparciu o te wartości.

Przeczytaj teraz

Wesołych Świąt Wielkanocnych życzą Pracodawcy Medycyny Prywatnej!

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 2.04.2026

Szanowni Państwo,

z okazji Świąt Wielkanocnych składamy Państwu najserdeczniejsze życzenia zdrowia, spokoju oraz nadziei płynącej z budzącej się do życia wiosny. Niech ten wyjątkowy czas przyniesie wytchnienie, sprzyja refleksjom oraz pozwoli nabrać sił do realizacji kolejnych wyzwań zawodowych. Niech będzie również okazją do spotkań w gronie najbliższych, umacniania relacji i czerpania radości z prostych, ale ważnych chwil. Życzymy, aby towarzysząca mu atmosfera życzliwości i wzajemnego wsparcia pozostała z Państwem na długo, także w życiu zawodowym.

Z wyrazami szacunku
Zarząd
Pracodawców Medycyny Prywatnej

Przeczytaj teraz

To nie jajka są problemem Wielkanocy. Dietetyczka: Polacy bardziej szkodzą sobie tym, co kładą obok

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 30.03.2026

Jajka od lat są jednym z dietetycznych grzechów głównych na wielkanocnym stole, ale zdaniem dietetyków problemem nie jest sam produkt, tylko sposób, w jaki go podajemy. To nie jajko najbardziej obciąża organizm, lecz połączenie tłustych dodatków, dokładek i wielogodzinnego biesiadowania. Jajka same w sobie są cennym produktem, źródłem pełnowartościowego białka, witamin i składników mineralnych. Dietetyczka enel-med wyjaśnia, jak jeść świąteczne potrawy z głową, bez wyrzeczeń, ale też bez przeciążania organizmu.

Wokół wielkanocnego stołu co roku wracają te same pytania: czy jajka podnoszą cholesterol, czy sałatka jarzynowa z majonezem to zły wybór i czy po świętach trzeba „odpokutować” dietą. Tymczasem z perspektywy dietetycznej problem zwykle nie leży w jednym produkcie, ale w całym świątecznym zestawie. Jajka same w sobie mogą być wartościowym elementem diety, gdyż dostarczają pełnowartościowego białka, witamin i składników mineralnych. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy na jednym talerzu spotykają się z dużą ilością majonezu, tłustymi wędlinami, pasztetami, żurkiem z kiełbasą, słodkimi wypiekami i kolejnymi porcjami „na spróbowanie”.

Jajka niesłusznie bywają stawiane w roli głównego winowajcy wielkanocnego stołu. Z punktu widzenia dietetyki znacznie większe znaczenie ma to, z czym je łączymy i w jakiej ilości je spożywamy. Jeśli obok pojawiają się tłuste sosy, kilka rodzajów mięs, sałatki na bazie dużej ilości majonezu i deser, problemem nie jest jedno jajko, lecz przeciążający organizm nadmiar. Święta nie wymagają restrykcji, ale warto zadbać o proporcje, umiar i bardziej świadome wybory – mówi Monika Langier-Frąckiewicz, dietetyczka enel-med.

Nie jajko, tylko świąteczny pakiet

To właśnie suma składników i sposób jedzenia mają największe znaczenie dla samopoczucia po świątecznym posiłku. Jajko z dodatkiem warzyw, szczypiorku czy niewielkiej ilości chrzanu będzie zupełnie innym wyborem niż jajko podane z grubą warstwą majonezu, w towarzystwie białej kiełbasy, pasztetu i sałatki.

W praktyce najbardziej obciążający dla organizmu bywa nie pojedynczy produkt, ale nadmiar. Święta sprzyjają jedzeniu częściej, ciężej i więcej niż na co dzień. Do tego dochodzi długie siedzenie przy stole, podjadanie między posiłkami i pokusa, by spróbować wszystkiego. To właśnie taki miks może skutkować uczuciem ciężkości, sennością, wzdęciami czy pogorszeniem samopoczucia.

Dokładki i jedzenie na zapas

Z perspektywy dietetycznej bardziej szkodzi mechanizm świątecznego przejadania się niż konkretna potrawa. Wiele osób zaczyna dzień od obfitego śniadania, a potem przez kolejne godziny sięga po następne porcje ciast, sałatek i mięs. Organizm nie dostaje przestrzeni na spokojne trawienie, a my tracimy kontrolę nad tym, ile naprawdę zjedliśmy.

Najlepsza strategia na Wielkanoc nie polega na tym, by bać się jajek czy odmawiać sobie wszystkich ulubionych smaków. Dużo rozsądniejsze jest pilnowanie proporcji. Warto zjeść to, na co naprawdę mamy ochotę, ale nie traktować świąt jak kulinarnego maratonu od rana do wieczora. Nawet niewielkie zmiany, jak lżejszy sos, mniejsza porcja czy więcej warzyw, mogą sprawić, że po świątecznym posiłku będziemy czuć się znacznie lepiej dodaje Monika Langier-Frąckiewicz.

Jak odciążyć wielkanocny stół bez psucia świąt

Dietetycy podkreślają, że świąteczne menu nie wymaga rewolucji. Wystarczy kilka prostych zmian, by zachować tradycyjny smak, a jednocześnie nie przeciążyć organizmu.

Warto zacząć od dodatków. Część majonezu w sałatce można zastąpić jogurtem naturalnym lub skyrem, a do jajek zamiast ciężkiego sosu dodać więcej szczypiorku, rzeżuchy czy odrobinę musztardy. Dobrym pomysłem jest też zadbanie o obecność świeżych warzyw na stole, które często przegrywają z bardziej sycącymi potrawami – mówi Monika Langier-Frąckiewicz, dietetyczka enel-med.

Znaczenie ma również tempo jedzenia. Święta nie muszą oznaczać ciągłego sięgania po kolejne porcje. Lepiej zjeść mniej, wolniej i bardziej świadomie, niż przez kilka godzin podjadać wszystko po trochu. Dla organizmu to duża różnica.

Nie trzeba wykreślać z menu jajek, żurku czy mazurka. Lepiej jednak spojrzeć na cały talerz i cały dzień jedzenia, a nie oceniać jednego produktu w oderwaniu od reszty. To właśnie proporcje, ilość i częstotliwość sięgania po świąteczne dania decydują o tym, jak będziemy się czuć po Wielkanocy. Bo problemem nie jest jajko. Problemem jest wszystko to, co dokładamy obok.

Przeczytaj teraz

To nie przeziębienie, lecz alergia. Zaczyna się już zimą, także u dorosłych

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 25.03.2026

Katar, zatkany nos, kichanie i łzawiące oczy. Wielu Polaków nadal bierze te objawy za zwykłe przeziębienie, a tymczasem winowajcą często okazuje się alergia. Co ważne, sezon pylenia w Polsce startuje już zimą, a problem coraz częściej dotyczy nie tylko dzieci, ale także dorosłych, którzy nigdy wcześniej nie mieli podobnych dolegliwości. Jak wynika z danych m.in. Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oraz instytucji monitorujących zdrowie publiczne, objawy alergii mogą dotyczyć nawet co trzeciej osoby na świecie i ten wskaźnik ciągle rośnie. Ekspert enel-med zwraca uwagę, że kluczowe znaczenie ma właściwe rozpoznanie przyczyny dolegliwości, ponieważ alergia i infekcja wymagają zupełnie innego postępowania.

– W gabinecie bardzo często spotykam się z pacjentami, którzy nie wiedzą, czy mają do czynienia z alergią czy z infekcją. W obu przypadkach pojawiają się niedrożny nos, katar i kichanie. Wynika to z tego, że zarówno w alergii i w przeziębieniu błona śluzowa nosa jest objęta stanem zapalnym, obrzęka i produkuje więcej wydzieliny, co daje poczucie zatkanego nosa. Różnica polega jednak na przyczynie. W przeziębieniu mamy infekcję wirusową, a w alergii reakcję organizmu na konkretny alergen, na przykład pyłki roślin, roztocza kurzu domowego czy sierść zwierząt. I to właśnie dlatego tak ważne jest dokładne rozpoznanie, bo sposób leczenia w tych dwóch przypadkach jest zupełnie inny – mówi dr n. med. Piotr Niedziałkowski, alergolog enel-med.

Problemy zaczynają się zimą

Sezon alergii w Polsce rozpoczyna się bardzo wcześnie. Najwcześniej pylą leszczyna i olsza, a w kolejnych miesiącach dołączają inne drzewa, w tym brzoza (jeden z najczęstszych alergenów). W dalszej części sezonu pojawiają się także pyłki traw i innych roślin. Intensywność pylenia zależy m.in. od pogody i regionu kraju, dlatego osoby z alergią powinny śledzić aktualne komunikaty dotyczące stężenia pyłków. Pozwala to lepiej planować codzienne aktywności i ograniczać kontakt z alergenami w okresach ich największego nasilenia.

Alergie krzyżują się

Warto pamiętać, że objawy alergii nie zawsze są związane wyłącznie z tym, co znajduje się w powietrzu. Coraz częściej obserwuje się tzw. alergie krzyżowe, w których organizm reaguje na substancje podobne do alergenu pierwotnego. Przykładem jest uczulenie na pyłki brzozy: osoby z taką alergią mogą odczuwać dolegliwości po zjedzeniu surowych owoców i warzyw, takich jak jabłko, marchew, seler, gruszka czy kiwi. Objawy najczęściej obejmują świąd, pieczenie lub mrowienie w jamie ustnej i gardle.

Wiek ma coraz mniejsze znaczenie

Wbrew powszechnemu przekonaniu alergia nie jest wyłącznie problemem dzieci. Coraz częściej diagnozuje się ją również u dorosłych, nawet jeśli wcześniej nie występowały żadne objawy. Oznacza to, że brak reakcji alergicznych w przeszłości nie daje gwarancji, że problem nie pojawi się w przyszłości. Zmiany w układzie odpornościowym, środowisku życia, stylu pracy czy ekspozycji na alergeny sprawiają, że reakcje alergiczne mogą wystąpić na różnych etapach życia. Znaczenie ma także ogólny stan organizmu – w tym mikrobiota jelitowa, dieta oraz kondycja błon śluzowych.

Są sposoby na leczenie

Jeśli lekarz potwierdzi alergię wziewną, jednym z możliwych rozwiązań jest immunoterapia alergenowa, potocznie nazywana odczulaniem. Metoda ta polega na stopniowym podawaniu organizmowi niewielkich dawek alergenu, dzięki czemu układ odpornościowy uczy się go tolerować. Terapia trwa zwykle kilka lat, ale w wielu przypadkach pozwala znacząco zmniejszyć objawy choroby, a czasem nawet całkowicie je wyeliminować.

Układ odpornościowy nie jest stały, dlatego alergia może pojawić się w każdym momencie życia. W jej leczeniu nie możemy patrzeć wyłącznie na sam alergen i leki. Równie ważne są dieta, stan przewodu pokarmowego oraz ogólna kondycja organizmu. W przypadku alergii wziewnej bardzo ważne jest także ograniczanie kontaktu z alergenami w okresie intensywnego pylenia. Pomocne mogą być proste codzienne nawyki, takie jak mycie włosów po powrocie ze spaceru, zmiana ubrań czy wietrzenie mieszkania po deszczu, gdy stężenie pyłków w powietrzu jest zwykle niższe. Warto również śledzić komunikaty dotyczące poziomu pyłków, które pomagają lepiej zaplanować aktywności na świeżym powietrzu – mówi dr n. med. Piotr Niedziałkowski, alergolog enel-med.

***

Dr n. med. Piotr Niedziałkowski, alergolog enel-med:

Przeczytaj teraz

Jacek Rozwadowski, Prezes Zarządu enel-med: Mniej badań i dłuższe kolejki. Pacjenci poczekają jeszcze dłużej na kluczowe badania diagnostyczne

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 23.03.2026

Gdyby badania w placówkach enel-med były realizowane wyłącznie do poziomu kontraktu z NFZ, liczba świadczeń spadłaby o ponad 2,5 tys. miesięcznie, czyli o ponad 30 tys. rocznie. Dla pacjentów oznaczałoby to dłuższe kolejki do tomografii, rezonansu czy kolonoskopii, a w wielu przypadkach także późniejszą diagnozę i mniej czasu na szybkie rozpoczęcie leczenia. A w diagnostyce czas bardzo często decyduje nie o komforcie, lecz o bezpieczeństwie pacjenta. Szczególnie wtedy, gdy badanie ma potwierdzić lub wykluczyć chorobę nowotworową.

Rozumiemy potrzebę szukania przez NFZ rozwiązań stabilizujących finanse systemu. Warto jednak pamiętać, że w ambulatoryjnej diagnostyce specjalistycznej każda decyzja dotycząca finansowania niemal natychmiast przekłada się na dostępność świadczeń. Dla pacjenta nie jest to abstrakcyjny spór o model finansowania, ale bardzo konkretne pytanie: czy usłyszę diagnozę odpowiednio wcześnie, by mieć realną szansę na szybkie leczenie.

Gdy ubywa badań, rośnie ryzyko spóźnionej diagnozy

Tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny, gastroskopia czy kolonoskopia to nie są świadczenia, które można bez konsekwencji przesunąć na później. To właśnie one często przesądzają o tym, czy choroba zostanie wykryta na etapie, na którym można działać szybko, skutecznie i mniej inwazyjnie. Ograniczenie finansowania nadwykonań w tym obszarze oznacza w praktyce prosty mechanizm: mniej badań, dłuższe kolejki, więcej niepewności po stronie pacjentów.

Z perspektywy świadczeniodawcy widzimy wyraźnie, że nadwykonania nie są dziś wyjątkiem ani marginesem systemu. Stały się realnym mechanizmem podtrzymującym dostępność diagnostyki. To dzięki nim można odpowiadać na rzeczywiste potrzeby zdrowotne pacjentów, a nie wyłącznie na formalne limity kontraktowe.

Bez ciągłości badań nie ma bezpiecznej profilaktyki

Szczególnie wyraźnie widać to na przykładzie kolonoskopii, czyli jednego z najważniejszych badań w profilaktyce onkologicznej. To badanie pozwala nie tylko wykryć chorobę odpowiednio wcześnie, ale w wielu przypadkach także usunąć zmiany przedrakowe, zanim rozwinie się nowotwór. Jeśli dostęp do takich świadczeń słabnie, system wcześniej czy później zapłaci za to znacznie wyższą cenę: zdrowotną, społeczną i finansową.

Dlatego środek ciężkości powinien pozostać po stronie profilaktyki i wczesnej diagnostyki. To rozwiązanie bezpieczniejsze dla pacjenta i jednocześnie bardziej racjonalne z punktu widzenia całego systemu. Znacznie skuteczniej i taniej jest wykryć problem odpowiednio wcześnie niż leczyć chorobę w zaawansowanym stadium.

Pacjent potrzebuje nie tylko badania, ale także pewności

Właśnie z takiego założenia wyszliśmy, tworząc Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej enel-med. Chcemy, by pacjent nie zostawał sam z wynikiem, skierowaniem czy listą zaleceń, ale miał uporządkowaną ścieżkę postępowania: od diagnostyki, przez konsultacje, aż po kolejne decyzje medyczne. Bo poczucie bezpieczeństwa nie bierze się wyłącznie z dostępu do sprzętu. Bierze się także z ciągłości opieki, przewidywalności procesu i przekonania, że diagnostyka wydarzy się na czas.

Jeśli system publiczny chce długofalowo ograniczać koszty leczenia, powinien jak najmocniej wspierać właśnie ten etap. Dobrze zorganizowana profilaktyka i szybka diagnostyka nie są wydatkiem, który można traktować jak pozycję do cięcia. Są jedną z najważniejszych inwestycji w zdrowie pacjentów i w bezpieczeństwo całego systemu

Przeczytaj teraz

Endometrioza wciąż diagnozowana zbyt późno. Ból miesiączkowy, który nie powinien być ignorowany

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 20.03.2026

Marzec to miesiąc świadomości endometriozy – choroby, która dotyka około 10% kobiet w wieku rozrodczym na świecie, czyli nawet 190 milionów osób. Mimo tak dużej skali problemu, wiele pacjentek przez lata nie otrzymuje właściwej diagnozy. Objawy bywają bagatelizowane, a silny ból miesiączkowy wciąż zbyt często traktowany jest jako coś „normalnego”.  – To jedna z najbardziej podstępnych chorób ginekologicznych. Przez lata wiele kobiet słyszało, że silny ból miesiączkowy to „taka ich uroda”. Tymczasem miesiączka może powodować dyskomfort, ale nie powinna wyłączać z codziennej aktywności – podkreśla lek. Paweł Gruszecki, ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Szpitala im. Rudolfa Weigla w Blachowni, Scanmed.

Choroba, której nie widać

Endometrioza polega na tym, że komórki błony śluzowej macicy pojawiają się poza jej jamą. Mogą występować m.in. w jajnikach, jelitach czy pęcherzu moczowym. Pod wpływem hormonów reagują tak samo jak endometrium w macicy – krwawią i wywołują przewlekły stan zapalny.

Przyczyny choroby wciąż nie są do końca poznane.

– Najczęściej mówi się o tzw. menstruacji wstecznej, kiedy krew miesiączkowa wraz z komórkami endometrium cofa się przez jajowody do jamy brzusznej. Jednak na rozwój choroby mogą wpływać również czynniki genetyczne, immunologiczne czy procesy przekształcania się komórek – wyjaśnia lek. Paweł Gruszecki. – Choć choroba najczęściej dotyczy kobiet w wieku rozrodczym, może pojawić się także u nastolatek, a nawet po menopauzie.

W Polsce średni czas od pierwszych objawów do postawienia diagnozy wynosi od 7 do 10 lat

Wiele kobiet przez długi czas nie trafia do specjalisty, który zajmuje się diagnostyką endometriozy. Problemem jest również to, że objawy mogą przypominać inne choroby, np. zespół jelita drażliwego.

– Jeśli pacjentka wielokrotnie słyszy od lekarzy, że przesadza, zaczyna sama w to wierzyć. W efekcie zgłasza się po pomoc dopiero wtedy, gdy ból staje się nie do zniesienia lub pojawiają się poważne problemy z zajściem w ciążę – podkreśla lek. Paweł Gruszecki.

Kiedy ból powinien zaniepokoić?

– Niepokojące objawy to przede wszystkim bardzo silny ból podbrzusza, który uniemożliwia codzienne aktywności, brak reakcji na standardowe leki przeciwbólowe, omdlenia i wymioty podczas okresu, ból przy wypróżnianiu czy promieniowanie bólu do nóg i kręgosłupa – mówi ekspert Szpitala im. R. Weigla w Blachowni. – Zdarza się również, że endometrioza atakuje płuca i występują krwioplucia podczas okresu. Takie symptomy są sygnałem, że należy skonsultować się ze specjalistą – dodaje.

Jak wygląda dziś diagnostyka?

Podstawą rozpoznania endometriozy są badania obrazowe. Najważniejsze jest specjalistyczne USG przezpochwowe wykonywane przez lekarza doświadczonego w diagnostyce tej choroby. W wielu przypadkach pomocny jest także rezonans magnetyczny, który pozwala dokładnie ocenić stopień zaawansowania zmian oraz ich lokalizację. Diagnostyczna laparoskopia nie jest już rutynowo zalecana i wykonuje się ją głównie wtedy, gdy konieczne jest jednoczesne leczenie operacyjne.

Terapia endometriozy wymaga indywidualnego podejścia i często łączy kilka metod. Stosuje się farmakoterapię, której celem jest zahamowanie wzrostu ognisk choroby i zmniejszenie dolegliwości. W niektórych przypadkach konieczne jest leczenie chirurgiczne, najczęściej w formie laparoskopii, polegającej na usunięciu zmian.

Coraz częściej podkreśla się potrzebę podejścia interdyscyplinarnego, obejmującego współpracę ginekologa, fizjoterapeuty uroginekologicznego, dietetyka i psychologa.

– To schorzenie systemowe, które wymaga opieki długoterminowej, a nie tylko jednorazowej operacji. Nawet po zabiegu istnieje ryzyko nawrotów, dlatego pacjentka powinna pozostawać pod stałą opieką specjalistyczną – podkreśla lekarz.

Choroba, która wpływa na całe życie

Endometrioza może mieć konsekwencje nie tylko zdrowotne, ale także psychologiczne i społeczne. Przewlekły ból utrudnia pracę zawodową, ogranicza aktywność społeczną i wpływa na relacje. U części kobiet pojawia się również dyspareunia, czyli ból podczas współżycia.

Dodatkowo choroba bywa związana z problemami z płodnością. Szacuje się, że nawet 30-50% kobiet zmagających się z niepłodnością może mieć endometriozę.

– Dlatego zwiększanie świadomości na temat endometriozy jest tak ważne. Wczesna diagnoza pozwala szybciej wdrożyć leczenie i poprawić jakość życia pacjentek – podsumowuje lek. Paweł Gruszecki.

Przeczytaj teraz

Polacy wciąż unikają dentysty jak ognia, w szczególności mężczyźni, a dzieci przejmują nawyki dorosłych

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 19.03.2026

Ból zęba wciąż jest dla wielu Polaków ważniejszym sygnałem niż profilaktyka. Z badania enel-med wynika, że regularny przegląd stomatologiczny raz w roku lub częściej wykonuje mniej niż połowa dorosłych (43%). Jednocześnie niemal co trzeci trafia do dentysty dopiero wtedy, gdy pojawia się problem, a 9% nie robi takich przeglądów wcale. Do profilaktyki zdecydowanie sumienniej podchodzą kobiety: co druga deklaruje regularny przegląd, podczas gdy wśród mężczyzn co trzeci. Najbardziej niepokoi to, że skutki tego podejścia widać już u dzieci, bo aż 7 na 10 zmaga się z próchnicą.

– Brak regularnych przeglądów stomatologicznych sprawia, że pacjenci trafiają do gabinetu dopiero wtedy, gdy problem jest już zaawansowany i pojawia się ból, stan zapalny czy konieczność bardziej skomplikowanego leczenia. W wielu przypadkach oznacza to leczenie kanałowe, odbudowę zęba lub nawet jego utratę. Tymczasem większości takich sytuacji można uniknąć dzięki regularnym kontrolom. Profilaktyka działa wtedy, gdy nic nie boli. Wizyta kontrolna co około pół roku pozwala wykryć zmiany na bardzo wczesnym etapie, kiedy leczenie jest prostsze, krótsze i zdecydowanie mniej kosztowne dla pacjenta – mówi lek. dent. Izabela Rutkowska-Chrobok, stomatolog zachowawcza enel-med.

Do dentysty nadal częściej na ratunek niż na kontrolę

Regularne przeglądy stomatologiczne wciąż nie są w Polsce nawykiem. Z badania enel-med wynika, że wizytę kontrolną raz w roku lub częściej deklaruje 43% badanych. Co piąty Polak robi taki przegląd co 2-3 lata, a 29% odwiedza gabinet dopiero wtedy, gdy zaczyna się problem. Dodatkowo niemal co dziesiąty badany przyznaje, że nie wykonuje przeglądów stomatologicznych w ogóle.

To pokazuje, że dla dużej części dorosłych wizyta u dentysty nadal jest reakcją na ból, a nie elementem regularnego dbania o zdrowie. Tymczasem właśnie kontrole wykonywane zanim pojawią się objawy pozwalają uniknąć bardziej zaawansowanego, dłuższego i kosztowniejszego leczenia.

Kobiety są bardziej systematyczne, mężczyźni wciąż zostają w tyle

Badanie pokazuje też wyraźne różnice między kobietami i mężczyznami. Kobiety znacznie częściej traktują profilaktykę jako stały element troski o zdrowie, a mężczyźni częściej odkładają wizytę do momentu, kiedy dzieje się już coś niepokojącego. Regularny przegląd stomatologiczny raz w roku lub częściej deklaruje 49% kobiet, podczas gdy wśród mężczyzn ten odsetek wynosi 36%.

Widoczny jest też wyraźny gradient społeczny. Wśród osób z wykształceniem podstawowym lub zawodowym regularne przeglądy deklaruje 21% badanych, natomiast w grupie z wykształceniem wyższym już 51%. Różnice widać również między miejscem zamieszkania: na wsi przegląd raz w roku lub częściej wykonuje 38% badanych, a w miastach liczących od 100 do 500 tys. mieszkańców 52%.

Dzieci przejmują nawyki dorosłych, a rachunek za zaniedbania rośnie

Problem profilaktyki stomatologicznej nie kończy się na dorosłych. Wyniki drugiej edycji akcji profilaktycznej realizowanej wspólnie przez Polskie Towarzystwo Stomatologiczne, enel-med i Septodont pokazują, że aż 7 na 10 dzieci zmaga się z próchnicą, a 4 na 10 wymaga pilnej interwencji stomatologicznej. Jednocześnie 78% rodziców deklaruje, że ich dzieci często sięgają po słodycze.

Eksperci zwracają uwagę, że brak profilaktyki u najmłodszych oznacza nie tylko gorszy stan zdrowia jamy ustnej, ale również wyższe koszty leczenia. W przypadku dzieci rosną one niemal dwukrotnie: z 1851 zł do 3219 zł.

Nawyki związane ze zdrowiem jamy ustnej kształtują się bardzo wcześnie. Jeśli dziecko od najmłodszych lat widzi, że rodzice regularnie chodzą do dentysty i dbają o profilaktykę, samo traktuje wizytę w gabinecie jako coś naturalnego. Warto pamiętać, że dzieci bardzo często przejmują także nasze obawy i lęki. Dlatego zamiast przekazywać im własny strach przed dentystą, lepiej pokazać, że kontrola stomatologiczna jest normalnym elementem dbania o zdrowie. Budowanie dobrych nawyków od najmłodszych lat ma ogromne znaczenie – mówi lek. dent. Izabela Rutkowska-Chrobok z enel-med.

Przeczytaj teraz

WEBINARIUM: „Wzmacnianie zachowań sprzyjających zdrowiu i jak najdłuższej aktywności zawodowej pracowników”

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 18.03.2026

W imieniu Instytutu Medycyny Pracy im. prof. dra med. Jerzego Nofera – organizacji partnerskiej Pracodawców Medycyny Prywatnej – serdecznie zapraszamy do udziału w wydarzeniu dla pracowników pt.: „Wzmacnianie zachowań sprzyjających zdrowiu i jak najdłuższej aktywności zawodowej pracowników”, organizowanym przez Instytut w ramach projektu „Praca na Zdrowie”.

📅 23 marca 2026 r.
🕚 godz. 11:00
📍 Transmisja na żywo – kanał YouTube Instytutu Medycyny Pracy
https://www.youtube.com/@instytutmedycynypracy

Podczas transmisji poruszone zostaną m.in. zagadnienia dotyczące:
• aktywności fizycznej i jej znaczenia w codziennej pracy,
• diety wspierającej zdrowie i wydolność organizmu,
• racjonalnego i bezpiecznego stosowania farmakoterapii,
• wpływu palenia tytoniu na zdrowie oraz zdolność do pracy.

Udział w wydarzeniu jest bezpłatny.

Szczegółowe informacje dostępne są na stronie projektu:
www.pracanazdrowie.pl
oraz na profilu Facebook projektu „Praca na Zdrowie”:
https://www.facebook.com/PracaNaZdrowie

Projekt realizowany jest jako zadanie Narodowego Programu Zdrowia na lata 2021–2026 (Cel operacyjny 5: Wyzwania demograficzne; Zadanie 10: Edukacja w zakresie zarządzania zdrowiem starzejącego się personelem firm oraz opracowanie i upowszechnienie instrumentów promujących zdrowie i zachowania prozdrowotne w środowisku pracy).

Serdecznie zapraszamy!

Przeczytaj teraz

Rak jelita grubego to drugi najczęstszy nowotwór w Polsce. Nie daj mu szansy

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 16.03.2026

Marzec to Miesiąc Świadomości Raka Jelita Grubego. To idealny moment, by przestać odkładać zdrowie na „potem”. W Polsce to drugi najczęstszy nowotwór złośliwy, który zbyt często wygrywa tylko dlatego, że nie wykonujemy regularnych badań profilaktycznych i nie dbamy o zdrowy styl życia.

– Schorzenia nowotworowe nadal są jedną z głównych przyczyn zgonów Polaków, ponieważ wciąż zbyt mało dbamy o siebie i unikamy badań profilaktycznych, które mogłyby wyeliminować zagrożenie na etapie przednowotworowym – podkreśla dr n. med. Maciej Hamankiewicz, Szpital św. Elżbiety American Heart of Poland w Katowicach.

Kolonoskopia – badanie, które jest jednocześnie leczeniem

Wokół kolonoskopii narosło wiele mitów, tymczasem to jedyne takie badanie, które pozwala lekarzowi nie tylko zobaczyć zagrożenie, ale od razu je usunąć. Podczas procedury lekarz może usunąć polipy – łagodne zmiany, z których po latach mógłby rozwinąć się nowotwór.

– W praktyce oznacza to, że kolonoskopia nie tylko diagnozuje, ale zapobiega rozwojowi raka – zaznacza dr n. med. Maciej Hamankiewicz, Szpital św. Elżbiety American Heart of Poland w Katowicach.

Pułapka braku objawów

Największym zagrożeniem jest to, że wczesny rak jelita grubego… nie boli. Kiedy pojawiają się symptomy, choroba jest już zazwyczaj zaawansowana. Pacjenci często mylą sygnały ostrzegawcze ze zwykłą niestrawnością lub zmęczeniem.

Kogo choroba atakuje najczęściej?

– To drugi najczęstszy nowotwór złośliwy w Polsce. Częściej chorują mężczyźni (stanowi on 15% wszystkich zachorowań na nowotwory w tej grupie), natomiast wśród kobiet odnotowuje się go w 11% przypadków – dodaje dr n. med. Łukasz Strzępek, Szpital św. Rafała w Krakowie, Scanmed. Dlatego regularne badania przesiewowe mają znaczenie.

Czy jesteś w grupie ryzyka?

– Sporadyczne – niezwiązane z genetyką, a wynikające z modyfikowalnych czynników stylu życia, takich jak spożywanie alkoholu, palenie papierosów, dieta bogata w czerwone mięso i produkty wysokoprzetworzone oraz brak aktywności fizycznej. Genetyczne – będące następstwem mutacji genów (odpowiadają za 15-30% przypadków). Wpływ na rozwój choroby może mieć również przebyta radioterapia jamy brzusznej oraz choroby zapalne jelit. Szczególną czujność powinny zachować osoby, których bliscy krewni (rodzice, rodzeństwo) chorowali na ten nowotwór – wyjaśnia ekspert Szpitala św. Rafała w Krakowie.

30 minut dla Twojej przyszłości

– W Polsce działa program profilaktyczny, dzięki któremu kolonoskopię można wykonać bezpłatnie w ramach NFZ. Program skierowany jest do osób w wieku 50-65 lat, a także do osób w wieku od 40 lat, jeśli u ich najbliższych krewnych rozpoznano raka jelita grubego. Warunkiem udziału w programie jest brak wykonanej kolonoskopii w ciągu ostatnich 10 lat na NFZ. Badanie w grupach podwyższonego ryzyka zaleca się powtarzać co około 5 lat, zaczynając od 40. roku życia – przypomina lek. Marek Sawicki ze Szpitala im. Rudolfa Weigla w Blachowni, Scanmed.

– Kolonoskopię można wykonać bezpłatnie w ramach NFZ także poza programem przesiewowym, jeśli istnieją wskazania medyczne i pacjent otrzyma skierowanie od lekarza. Warunkiem wykonania jest posiadanie umowy na badania ambulatoryjne w ramach NFZ – dodaje lek. Marek Sawicki.

Gdzie m.in. wykonasz badanie bezpłatnie?

– Szpital św. Elżbiety w Katowicach, Szpital im. Rudolfa Weigla w Blachowni, Szpital św. Rafała w Krakowie, Ars Medical w Pile, Gastromed w Lublinie. Wykaz placówek jest szeroki, a samo badanie trwa zaledwie kilkanaście minut – przypomina lek. Marek Sawicki ze Szpitala w Blachowni.

Badanie, które możesz… przespać.

Największą barierą nie jest ból, lecz lęk przed diagnozą i wstyd. Współczesna medycyna radzi sobie z tym doskonale: badanie może być przeprowadzone w sedacji lub krótkotrwałym znieczuleniu.

– Pacjenci często wierzą, że brak dolegliwości oznacza brak choroby. Tymczasem to właśnie wykrycie zmian w stadium bezobjawowym daje niemal 100% szans na wyleczenie – tłumaczy dr n. med. Łukasz Strzępek.

– Medycyna dysponuje dziś możliwością całkowitego wyleczenia tej choroby, jeśli tylko pacjent zgłosi się odpowiednio wcześnie – podsumowuje dr n. med. Maciej Hamankiewicz.

Przeczytaj teraz

Pracodawcy Medycyny Prywatnej obecni podczas HCC

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 12.03.2026

Dziś w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach rozpoczął się XI Kongres Wyzwań Zdrowotnych (Health Challenges Congress) – jedno z najważniejszych wydarzeń w Polsce poświęconych przyszłości systemu ochrony zdrowia. Kongres organizowany jest przez Grupę PTWP i od lat stanowi przestrzeń do rozmowy o najważniejszych wyzwaniach stojących przed sektorem medycznym.

W sesji otwarcia zatytułowanej: „System ochrony zdrowia pod presją – decyzje, których nie da się dłużej odkładać” udział wziął Dr Artur Białkowski – Prezes Zarządu Pracodawców Medycyny Prywatnej (PMP), Prezes Zarządu Medicover Sp. z o.o. W trakcie panelu poruszono kluczowe kwestie dotyczące funkcjonowania i dalszego rozwoju opieki zdrowotnej w Polsce. Dyskusja koncentrowała się m.in. na:
✅ potrzebie podejmowania odważnych decyzji systemowych,
✅ wyzwaniach finansowych,
✅ rosnącym zapotrzebowaniu na świadczenia medyczne
oraz
✅ roli współpracy pomiędzy sektorem publicznym i prywatnym.

Dr Artur Białkowski podkreślił znaczenie dialogu pomiędzy wszystkimi uczestnikami systemu ochrony zdrowia oraz konieczność wspólnego wypracowywania rozwiązań odpowiadających na realne potrzeby pacjentów i rynku.

XI Kongres Wyzwań Zdrowotnych to kilkadziesiąt debat, spotkań eksperckich i paneli dyskusyjnych, w których udział biorą przedstawiciele administracji publicznej, środowiska medycznego, biznesu oraz organizacji pacjenckich. Wydarzenie jest okazją do wymiany doświadczeń, prezentacji nowych koncepcji oraz wspólnego poszukiwania kierunków rozwoju polskiej ochrony zdrowia.

Przeczytaj teraz

Chrapanie to nocny alarm. 5 powodów, przez które Polacy nie wysypiają się w nocy

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 12.03.2026

Sen jest dla Polaków jednym z kluczowych sposobów na regenerację, wyżej ocenianym niż dieta i na równi z aktywnością fizyczną. 33% badanych, aby poczuć się lepiej, wydłuża sen nocny lub robi drzemki w ciągu dnia, wynika z raportu enel-med „Łączy nas zdrowie”. Tymczasem wiele osób wciąż bagatelizuje to, co dzieje się w nocy, traktując chrapanie jak uciążliwy nawyk, a sen jak coś, co „po prostu się dzieje”. Noc potrafi jednak być momentem, w którym organizm wysyła sygnały ostrzegawcze – od przewlekłej niedrożności nosa, przez nawracające infekcje i problemy z zatokami, aż po epizody bezdechu, których sam pacjent może nie zauważać. Lekarze z Centrum Laryngologii enel-med podkreślają, że wiele z tych objawów da się skutecznie diagnozować i leczyć, a poprawa oddychania w nocy często przekłada się na lepsze funkcjonowanie w dzień.

– Chrapanie bardzo często jest bagatelizowane. Tymczasem może być objawem obturacyjnego bezdechu sennego. Z kolei bezdech wpływa nie tylko na jakość snu, ale może obciążać układ krążenia i wiązać się m.in. z ryzykiem nadciśnienia czy incydentów sercowo-naczyniowych. Dostępne dane jasno pokazują skalę problemu: obturacyjny bezdech senny diagnozuje się u nawet 14% dorosłych mężczyzn i 7% kobiet, a problemy z drożnością nosa, często związane m.in. ze skrzywieniem przegrody lub przerostem małżowin, mogą dotyczyć nawet jednej trzeciej populacji. Z kolei przewlekłe zapalenie zatok przynosowych dotyczy ok. 15% dorosłych. Dlatego chrapanie, zwłaszcza nasilone i regularne, warto skonsultować z lekarzem zwraca uwagę prof. dr hab. n. med. Karolina Dżaman, laryngolog, konsultant medyczny Centrum Laryngologii enel-med.

Poniżej pięć najczęstszych przyczyn złego snu. Nie chodzi tylko o hałas, problemy mogą zaczynać się w nosie lub gardle.

Problem pierwszy, chrapanie

Chrapanie jest powszechne, ale nie powinno być automatycznie normalizowane. Jeśli jest głośne, regularne i narasta, może świadczyć o zwężeniu dróg oddechowych w czasie snu. Dla wielu osób to przede wszystkim problem społeczny i relacyjny, ale w części przypadków wymaga szerszej diagnostyki, bo może współwystępować z bezdechami. Warto też pamiętać, że skuteczność postępowania zależy od przyczyny: inaczej podchodzi się do chrapania wynikającego z niedrożności nosa, a inaczej do sytuacji, gdy problem jest wieloczynnikowy.

Problem drugi, bezdechy

Epizody bezdechu pacjent często „przesypia” i nie ma świadomości, że występują, dlatego pierwszym sygnałem bywa obserwacja bliskich: pauzy w oddychaniu, nagłe łapanie powietrza, niespokojny sen. To objawy, których nie warto tłumaczyć wyłącznie stresem czy zmęczeniem. W przypadku podejrzenia bezdechu kluczowa jest rzetelna ocena kliniczna i dobranie diagnostyki, bo problem może mieć poważniejsze konsekwencje zdrowotne niż tylko spadek komfortu snu.

Problem trzeci, płytki sen

Śpię wystarczająco długo, a wstaję zmęczony – taki scenariusz powtarza się bardzo często. Sen może być zbyt płytki, przerywany mikrowybudzeniami, a przy zaburzeniach oddychania w nocy organizm nie regeneruje się tak, jak powinien. W dzień przekłada się to na spadek energii, problemy z koncentracją, większą drażliwość i trudniejszą odporność na codzienny stres. W praktyce niewyspanie bywa skutkiem ubocznym innych problemów, takich jak bezdechy czy przewlekła niedrożność nosa.

Problem czwarty, niedrożność nosa

Stałe uczucie zatkanego nosa często nasila chrapanie i pogarsza jakość snu, szczególnie gdy w nocy dominuje oddychanie przez usta. Problem może mieć tło anatomiczne lub zapalne i bywa mylony z alergią, zwłaszcza gdy towarzyszy mu przewlekły katar.

– „Przewlekły katar to zawsze alergia” to bardzo często mit. Przewlekły katar nie zawsze ma podłoże alergiczne. Jego przyczyną mogą być nawracające infekcje, przewlekłe zapalenie zatok, polipy nosa czy też skrzywiona przegroda nosowa albo przerośnięte małżowiny nosowe – mówi prof. dr hab. n. med. Karolina Dżaman.

Problem piąty, zatoki

Nawracające lub przewlekłe problemy z zatokami potrafią utrzymywać się tygodniami: katar, uczucie zatkania, pogorszenie drożności nosa, dyskomfort w obrębie twarzy, osłabienie węchu. Część osób traktuje to jako ciągnące się przeziębienie, wracające falami. Jeśli objawy utrzymują się długo lub regularnie nawracają, warto szukać przyczyny i dobrać leczenie adekwatne do źródła problemu, zamiast liczyć na to, że „samo przejdzie”.

W problemach ze snem najgorsze jest to, że łatwo je zbagatelizować: chrapanie bywa traktowane jako uroda, przewlekły katar jako alergia, a niewyspanie jak koszt intensywnego życia. Tymczasem te objawy często mają konkretną, możliwą do zdiagnozowania przyczynę i właśnie od jej znalezienia zależy skuteczność leczenia. Kluczowe jest, by nie leczyć się wyłącznie doraźnie i objawowo, tylko sprawdzić, co stoi za problemem: czy to kwestia drożności nosa, nawracających stanów zapalnych zatok, czy zaburzeń oddychania w nocy. Nie bójmy się także operacji laryngologicznych, które często okazują się najlepszym rozwiązaniem problemu. Pacjenci często kojarzą je z dużym bólem i długą rekonwalescencją, a w praktyce większość zabiegów ma charakter małoinwazyjny i jest bardzo dobrze tolerowana. Oczywiście wszystko zależy od rodzaju zabiegu, ale strach często jest większy niż rzeczywisty dyskomfort po operacji, a szybkie efekty leczenia w pełni rekompensują te kilkudniowe niedogodności – mówi prof. dr hab. n. med. Karolina Dżaman z Centrum Laryngologii enel-med.

Przeczytaj teraz

enel-med uruchamia Centrum Laryngologii. Na czele prof. dr hab. n. med. Karolina Dżaman

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 10.03.2026

enel-med uruchamia Centrum Laryngologii, nowe centrum kompetencyjne zapewniające pacjentom opiekę w zakresie diagnostyki, profilaktyki i leczenia chorób ucha, nosa, gardła, krtani oraz zatok. Jednostką kieruje prof. dr hab. n. med. Karolina Dżaman, ordynator Oddziału Otolaryngologicznego szpitala enel-med i wojewódzki konsultant ds. otolaryngologii dla Mazowsza. Projekt wzmacnia zespół dwudziestu lekarzy laryngologów. Zabiegi laryngologiczne są wykonywane w warszawskim szpitalu enel-med.

Z danych epidemiologicznych i opracowań klinicznych wynika, że przewlekłe zapalenie zatok przynosowych dotyczy ok. 15% dorosłych, a problemy z drożnością nosa, najczęściej związane m.in. ze skrzywieniem przegrody lub przerostem małżowin, mogą występować nawet u 20-30% populacji. Obturacyjny bezdech senny diagnozuje się u 9-14% dorosłych mężczyzn i 4-7% kobiet.

Konsekwentnie rozwijamy wyspecjalizowane centra kompetencyjne w obszarach, w których pacjenci oczekują nie tylko konsultacji, ale pełnej opieki obejmującej profilaktykę, diagnostykę i leczenie operacyjne. Zaledwie miesiąc temu uruchomiliśmy Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej, a dziś ogłaszamy start kolejnego projektu. W przypadku laryngologii zależało nam na stworzeniu projektu, które integruje wszystkie te trzy obszary: od wczesnego rozpoznania problemu, przez dokładną diagnostykę, po leczenie zabiegowe realizowane w szpitalu enel-med. Zbudowaliśmy pod kierownictwem prof. Karoliny Dżaman, wojewódzkiego konsultanta ds. otolaryngologii, zespół doświadczonych specjalistów. To połączenie kompetencji zespołu i technologii pozwala nam oferować pacjentom skuteczne, dobrze zaplanowane leczenie w ramach jednej organizacji – mówi Jacek Rozwadowski, prezes zarządu centrum medycznego enel-med.

Precyzyjna diagnostyka i leczenie operacyjne

Centrum Laryngologii enel-med obejmuje diagnostykę, leczenie i profilaktykę schorzeń ucha, nosa, gardła, krtani i zatok, a także zaburzeń głosu i słuchu oraz problemów, które mogą mieć konsekwencje ogólnoustrojowe, m.in. przewlekłych zaburzeń snu związanych z chrapaniem i obturacyjnym bezdechem oraz chronicznego zapalenia zatok i nieżytu dróg oddechowych.

W ramach diagnostyki pacjenci mogą skorzystać m.in. z:

  • diagnostycznej nasofiberoskopii (z możliwością dokumentacji),
  • audiometrii tonalnej i słownej oraz tympanometrii,
  • badań głosu (ocena fonacji i pracy krtani),
  • USG szyi (m.in. ślinianek i węzłów chłonnych),
  • diagnostyki chrapania i bezdechu sennego.

Jeśli z diagnozy wynika potrzeba interwencji, pacjent jest prowadzony w zaplanowanej ścieżce do leczenia zabiegowego w szpitalu enel-med. Wśród wykonywanych procedur znajdują się m.in. zabiegi w obrębie migdałków (tonsilektomia), korekcja przegrody nosowej (septoplastyka), endoskopowe operacje zatok (FESS), korekcja małżowin nosowych (konchoplastyka), a także wybrane drobne procedury ambulatoryjne. Zabiegi realizowane są w szpitalu enel-med w oparciu o zaplecze bloku operacyjnego, zespół anestezjologiczny i opiekę pielęgniarską.

Więcej specjalistów z nowym liderem na czele

Centrum Laryngologii działa pod kierownictwem prof. dr hab. n. med. Karoliny Dżaman, ordynatora oddziału otolaryngologicznego szpitala enel-med, konsultanta ds. otolaryngologii enel-med oraz wojewódzkiego konsultanta ds. otolaryngologii dla Mazowsza. Wraz z nią projekt współtworzy zespół dwudziesty lekarzy laryngologów, reprezentujących różne obszary leczenia zachowawczego i operacyjnego. Tak zbudowane zaplecze kadrowe istotnie wzmacnia kompetencje diagnostyczne i zabiegowe w obszarze chorób ucha, nosa, gardła i zatok.

W laryngologii kluczowe znaczenie ma precyzyjna diagnostyka, właściwa kwalifikacja do leczenia i postępowanie zgodne z aktualną wiedzą medyczną. Wielu pacjentów trafia do specjalisty z objawami, które są bagatelizowane lub leczone objawowo przez długi czas. Centrum Laryngologii enel-med pozwala prowadzić pacjenta w sposób uporządkowany: od diagnostyki, przez decyzję terapeutyczną, aż po leczenie i opiekę po zabiegu – komentuje prof. dr hab. n. med. Karolina Dżaman, ordynator oddziału otolaryngologicznego szpitala enel-med.

W Centrum Laryngologii pacjent otrzymuje konkretny plan i domknięcie procesu: od diagnozy po leczenie, w tym możliwość realizacji wielu procedur w trybie „jednego dnia”, jeśli jest to medycznie uzasadnione. Pacjenci mogą korzystać z konsultacji laryngologicznych prywatnie oraz w ramach abonamentów, a w razie wskazań zostać skierowani na leczenie zabiegowe w szpitalu enel-med.

Więcej informacji o Centrum Laryngologii enel-med jest dostępnych na stronie https://lp.enel.pl/laryngologia.

Przeczytaj teraz

Aż o 89% więcej dni zwolnień lekarskich z powodu zaburzeń lękowych. Dystres największym wyzwaniem polskich pracodawców

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 23.02.2026

Z raportu Medicover Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2025 wynika, że ponad 50 proc. pracowników w Polsce mierzy się z alarmującym problemem – objawami przeciążenia psychicznego. Stopień narażenia na dystres zależy w znacznym stopniu od wieku pracownika i charakteru wykonywanej pracy. Czym jest i jak możemy ograniczyć jego wpływ na nasze zdrowie?

Kondycja psychiczna pracowników w Polsce budzi coraz większe zaniepokojenie – najnowsze dane z raportu Medicover wyraźnie pokazują skalę tego narastającego problemu – dystres psychiczny odczuwa aż 57% kobiet i 61% mężczyzn. W przeciwieństwie do eustresu, czyli „dobrego stresu” który jest konstruktywny i mobilizuje nas do działania, co może pozytywnie wpływać na jakość życia1, dystres ma negatywny, destrukcyjny wpływ na organizm i funkcjonowanie. Zgodnie z definicją Goldberga, jest to stan, w którym człowiek doświadcza trudnych emocji, takich jak smutek, lęk, zmęczenie i drażliwość, wynikających z codziennych trudności lub sytuacji życiowych. ​

– W nowoczesnym społeczeństwie stres socjalny odpowiada za większość dolegliwości i chorób, których źródła współczesna medycyna upatruje w nadmiernym obciążeniu organizmu. Jest on postrzegany jako wyzwalacz wielu schorzeń psychiatrycznych, takich jak depresja i zaburzenia lękowe – tłumaczy prof. dr hab. n. med. Ewa Mojs, neuropsycholog, Kierownik Katedry i Zakładu Psychologii Klinicznej na Wydziale Medycznym Uniwersytetu Medycznego im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu, członek Rady Naukowej MindHealth.

– W warunkach stresu chronicznego zmiany psychopatologiczne mogą prowadzić do rozwoju wielu zaburzeń, takich jak lęk czy depresja. Związek między stresem a depresją jest dobrze udokumentowany naukowo – dodaje.

Dystres pogarsza także kondycję fizyczną pracowników – często najpierw zgłaszają się do internistów czy neurologów z powodu objawów somatycznych, takich jak bóle głowy, problemy z żołądkiem, bezsenność czy przewlekłe zmęczenie. Dopiero w trakcie konsultacji okazuje się, że u podłoża tych dolegliwości leżą problemy natury psychicznej.

Problem kosztowny dla wszystkich

Według danych ZUS, w 2024 roku absencje wzrosły o 1,6 punktu procentowego w porównaniu z analogicznym okresem w roku 2023, co w skali całej gospodarki przekłada się na miliony utraconych dni pracy i miliardy złotych strat. Ich największy wzrost związany był właśnie z zaburzeniami psychicznymi.

Analiza diagnoz stawianych przez lekarzy psychiatrów w latach 2022-2024 pokazuje, że najczęstszym problemem są: zaburzenia lękowe (stanowią 34,7% zwolnień lekarskich), reakcja na ciężki stres i zaburzenia adaptacyjne (odpowiadają za 21,4% zwolnień psychiatrycznych) oraz epizody depresyjne (19,3% zwolnień psychiatrycznych). Średnia długość zwolnienia z powodu zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania wzrosła z 17,4 dni w 2022 r. do 21,5 dni w 2024 roku, zatem pracodawcy muszą mierzyć się z absencją, która wymaga organizowania zastępstw. Straty generuje również prezenteizm – pracownik jest fizycznie obecny w pracy, ale funkcjonuje poniżej swoich możliwości (produktywność osoby zmagającej się z depresją, lękiem czy wypaleniem zawodowym jest zredukowana o 50% lub więcej).

Co nas stresuje w miejscu pracy?

Badani na pierwszym miejscu wymieniali zależność jakości własnej pracy od innych osób (79,2%), następnie nadmiar obowiązków (76,4%), niekorzystny wpływ pracy na ich życie prywatne (75,1%) oraz ograniczone możliwości awansu (74,1%). Stres związany jest także z niewiedzą, w tym tą dotyczącą nowych technologii oraz umiejętności, które trzeba stale zdobywać. Ponadto co 7. pracownik zgłaszał, że na jego stanowisku wystąpił czynnik patologiczny, którego doświadczył bądź był świadkiem, m.in. mobbing, agresja psychiczna czy dyskryminacja.

Infografika na podst. raportu Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2025 – Czynniki patologiczne w środowisku pracy.

– Mimo tych niepokojących danych optymizmem napawa fakt, że temat zaburzeń zdrowia psychicznego przestaje być tabu w polskim społeczeństwie, a stygmatyzacja maleje. W ciągu zaledwie dwóch lat, między 2022 a 2024 rokiem, liczba konsultacji psychiatrycznych wzrosła o 49%, a psychologicznych o 19%, zatem widzimy, że coraz więcej pracujących osób jest przekonanych, że warto udać się na konsultacje czy podjąć leczenie – zaznacza Beata Wojciechowska, Ekspert ds. profilaktyki i Promocji Zdrowia, Kierownik zespołu przygotowującego raport Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2025, Medicover.

– Jednocześnie nasze badania pokazują, że aż 62% osób korzystających z tej możliwości to kobiety, dlatego tak ważne jest zachęcanie mężczyzn, aby oni również nie wahali się zadbać o swoje zdrowie. To palący problem, ponieważ w Polsce liczba samobójstw wśród mężczyzn jest aż pięć razy wyższa niż wśród kobiet – dodaje.

Zdjęcia ze śniadania prasowego (20.02.2026) „Dystres – niewidzialny ciężar współczesnego życia”  (na podstawie danych z raportu Medicover – Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2025. 

Praca fizyczna i system zmianowy pogłębiają problem

Dane wskazują, że na kondycję psychiczną zatrudnionych mają wpływ również charakter wykonywanej pracy oraz organizacja czasu pracy. Wśród pracowników umysłowych przeciążenia psychicznego doświadcza 58% badanych, natomiast wśród osób wykonujących pracę fizyczną 65%. Jeszcze wyraźniejszą różnicę widać, gdy porównamy pracowników według trybu pracy. Pracujący w systemie zmianowym, często z nocnymi dyżurami zakłócającymi naturalny rytm dobowy, zgłaszają dystres w 62% przypadków. Pracownicy mający większą elastyczność, deklarują przeciążenie psychiczne w 54% przypadków.

Wiek również ma znaczenie

Dystres psychiczny najczęściej dotyka dwie grupy pracowników znajdujące się na przeciwległych krańcach kariery zawodowej. Aż 64% odnotowano wśród osób powyżej 65. roku życia. Druga z najbardziej narażonych grup to badani w wieku 20-29 lat – przeciążenie psychiczne zgłasza w niej 61% osób. Wynika ono w dużej mierze z presji związanej z początkiem kariery zawodowej, m.in. konieczności udowodnienia swoich kompetencji, często przy niestabilnych warunkach zatrudnienia.

Kluczowa rola pracodawców

Dla rozwiązania tego problemu niezwykle istotny jest szybki dostęp do diagnostyki i leczenia – taki jak w modelu Medicover, który skraca czas absencji chorobowej o ponad połowę względem danych krajowych, co średnio przynosi pracodawcy oszczędność 1650 zł rocznie na pracownika. W skali gospodarki to potencjalnie ponad 28 mld zł oszczędności rocznie.

– W Medicover kierujemy się podejściem holistycznym, zawsze przy uwzględnieniu indywidualnej sytuacji i potrzeb pacjenta. Dlatego powstały Centra Zdrowia Psychicznego MindHealth, gdzie zapewniamy wsparcie psychiatryczne, w obszarach diagnozy, psychoterapii i konsultacji psychologicznych. Dziś pacjenci cenią sobie elastyczność, więc oferujemy także wideokonsultacje online – mówi Maciej Sandomierski, psycholog, Kierownik ds. Psychologii i Psychiatrii w MindHealth Centrum Zdrowia Psychicznego.

– Odporność psychiczna nie oznacza „radzenia sobie za wszelką cenę”. To zdolność do regeneracji, utrzymania koncentracji i skuteczności mimo presji, czyli dokładnie to, czego potrzebują współczesne organizacje. Pracodawcy powinni zatem zacząć traktować budowanie odporności psychicznej pracowników jako element strategii biznesowej, a nie benefit – dodaje.

Narastające tempo życia, presja, niestabilność ekonomiczna, rewolucja technologiczna i sztuczna inteligencja zmieniająca rynek pracy będą coraz bardziej wpływać na zdrowie psychiczne polskich pracowników. Pracodawcy powinni zadbać o kompleksowe i dopasowane do potrzeb firmy strategie wellbeingowe: benefity prozdrowotne oraz przemyślany kalendarz wydarzeń wspierających dobrostan pracowników. Dane wyraźnie pokazują, że konieczne jest podejmowanie zdecydowanych działań profilaktycznych i zapewnienie szerokiego dostępu do pomocy psychologicznej i psychiatrycznej dla wszystkich.

***

Źródła:

  1. https://www.medicover.pl/zdrowie/psychiczne/stres/pozytywny/ ↩︎

Materiały do pobrania:

Przeczytaj teraz

RAPORT: Uśmiech (nie)obecny w pracy. Dlaczego zdrowe zęby stają się nowym priorytetem pracowników i pracodawców?

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 18.02.2026

Ponad połowa ankietowanych przyznaje, że ból zęba utrudnia im koncentrację, a co piąty decyduje się na usunięcie zęba zamiast leczenia ze względów finansowych. Raport Medicover Stomatologia „Uśmiech Pracowników 2025” obnaża lukę między potrzebami zatrudnionych a ofertą benefitów – aż 88% badanych uważa, że pakiet stomatologiczny ułatwiłby im dbanie o zdrowie. O tym, dlaczego zdrowe zęby to nie tylko kwestia estetyki, ale też fundament efektywności i dobrostanu psychicznego – mówią dentystka i psycholog.

Prawie 1300 zł to średnia suma rocznych wydatków na stomatologa zadeklarowana przez badanych, a „koszty” zostały wskazane przez większość (53%) jako powód unikania wizyty u dentysty. Na liście znalazły się też: „brak potrzeby”, na który wskazało 36% zapytanych, „brak czasu” – 35% badanych, a łącznie „strach i lęk” oraz „złe doświadczenia” zadeklarowało niemal 40% ankietowanych.

– Raport pokazuje też bardziej optymistyczne dane, jak to, że aż 73% respondentów było na przeglądzie kontrolnym u dentysty w ciągu roku, a 60% korzysta z profesjonalnej higienizacji, zatem jest chęć i potrzeba dbania o zęby. Co ciekawe, w naszym badaniu co szósty zapytany przyznał, że pozytywnie ocenia swój uśmiech – mówi autorka raportu Anna Wasilewska, kierownik marketingu Medicover Stomatologia i kontynuuje: – Zobaczyliśmy także bardzo wyraźnie, że prezenteizm, czyli ogólnie ujmując: nieefektywna obecność w pracy, jest realnym problemem. 53% respondentów deklarowało, że pracowało z bólem zęba, a 48%, że utrudniał im on koncentrację. Ośmioro na dziesięcioro pracowników posiłkowało się L4 lub urlopem z powodu bólu zęba czy wizyty u dentysty. To może mieć niemały wpływ na efektywność pracy i dotrzymywanie terminów.

Skala prezenteizmu wynikająca wyłącznie z problemów stomatologicznych jest sygnałem alarmowym dla pracodawców. Pracownik, który fizycznie jest obecny w biurze, ale zmaga się z bólem, generuje ukryte koszty związane ze spadkiem wydajności. Z perspektywy zatrudnionych sytuacja ta jest równie trudna – obok dyskomfortu fizycznego pojawia się lęk o wizerunek. Pracownikom zależy na zdrowym i ładnym uśmiechu nie tylko dla własnego samopoczucia, ale dlatego, że postrzegają go jako kluczowy atut w relacjach zawodowych: większość respondentów zgodziła się ze stwierdzeniami, że „zęby są naszą wizytówką” (90%), „osoba z zadbanymi zębami jest lepiej odbierana przez innych” (89%) i „zadbane zęby świadczą o naszym zdrowiu” (88%). Z kolei dane prezentowane w Raporcie Uśmiechu Medicover Stomatologia 2023 pokazują dobitnie: 71% uważa, że ładne zęby pomagają osiągnąć sukces w życiu uczuciowym, a 54% – w karierze.

Jak zauważa mgr Maciej Sandomierski, psycholog z Centrum Zdrowia Psychicznego MindHealth:

– Uśmiech to potężne narzędzie społeczne, które zbliża ludzi i pomaga rozładować napięcia w zespole. Kiedy stan zębów staje się powodem do wstydu, pracownik traci pewność siebie, co może hamować jego aktywność na spotkaniach czy podczas prezentacji. Budowanie kultury otwartości i wspieranie pracowników w dbaniu o uśmiech to zatem nie tylko dbanie o ich zdrowie fizyczne, ale też o ich odporność psychiczną i siłę przebicia w świecie biznesu – mówi i dodaje: – Jak pokazuje ten raport, mamy grupę 10% osób, które wstydzą się pójść do dentysty i 12,5% ankietowanych także z powodu wstydu rezygnujących z mycia zębów w pracy, więc nie tylko zasobność kieszeni czy brak czasu nas hamują.

Wstyd i bariery psychologiczne tworzą błędne koło zaniedbań, które mogą determinować całą ścieżkę zawodową. Brak dbałości o uśmiech przestaje być prywatną sprawą pracownika, w momencie gdy jego dyskomfort zaczyna przekładać się na atmosferę w zespole i pewność w kontaktach z klientami. Wnioski są jednoznaczne: wsparcie w zakresie zdrowia jamy ustnej to inwestycja w kapitał społeczny firmy, która zwraca się w postaci większego zaangażowania i lepszej komunikacji wewnętrznej.

Dentyści natomiast wskazują bardziej praktyczne aspekty podejścia do higieny jamy ustnej.

– Ważne są nawyki! Trzeba zrozumieć, że osiem godzin w biurze nie może być „urlopem” od higieny, a niestety tak to często wygląda – podkreśla lek. dent. Agnieszka Juśkiewicz z Medicover Stomatologia. – Wielu pracowników tłumaczy się brakiem czasu lub brakiem odpowiednich warunków, tymczasem bakterie próchnicowe nie robią sobie przerwy na spotkania biznesowe. Koszty profilaktyki są w rzeczywistości niewielkie: wystarczy szczoteczka, pasta z fluorkami i nitka, które zmieszczą się w każdej biurowej szufladzie. Profesjonalna higienizacja i przegląd dwa razy w roku to zaledwie ułamek kwoty, jaką musimy zapłacić za leczenie zaniedbanych zębów. Przez proste zmiany, jak picie wody zamiast słodkich napojów czy szybkie szczotkowanie po lunchu, możemy uniknąć rozwoju zaawansowanej próchnicy czy choroby przyzębia, które przecież wpływają nie tylko na naszą efektywność w pracy, ale i poza nią.

Raport wskazuje na wysoką świadomość pracowników, którzy postrzegają zdrowie jamy ustnej jako istotny kapitał osobisty, rzutujący na wiele sfer życia. Deklarowana troska o stan uzębienia znajduje odzwierciedlenie w aktywnym korzystaniu z dostępnych form opieki – od wizyt prywatnych i finansowanych przez NFZ po pakiety medyczne. Jednocześnie statystyki potwierdzają, że stan zdrowia zębów odgrywa znaczącą rolę w kontekście wydajności zawodowej, co stanowi kluczowy argument dla pracodawców poszukujących skutecznych rozwiązań wspierających dobrostan zespołów.

– Raport rzuca światło na fakt, że jako pracownicy chcemy dbać o zdrowie, ale często rozbijamy się o bariery finansowe lub brak czasu. Skoro zdrowy, szczery uśmiech tak silnie wpływa na naszą energię do pracy, koncentrację i relacje z innymi, to jego ochrona leży w interesie nas wszystkich: zarówno pracowników, jak i pracodawców – podkreśla Anna Wasilewska. – Dziś prywatną opiekę stomatologiczną oferuje zaledwie 9% firm, podczas gdy ogromna większość, bo aż 88% zatrudnionych, widzi w takim wsparciu realną pomoc w codziennym dbaniu o siebie.

Powszechniejsze wprowadzenie abonamentów stomatologicznych mogłoby stać się tym wyczekiwanym, pozytywnym impulsem do zmian. Taki krok nie tylko odciążyłby kieszenie pracowników, ale przede wszystkim byłby jasnym sygnałem, że organizacja dba o człowieka w sposób kompleksowy.

Key facts: Zdrowie jamy ustnej polskich pracowników w liczbach

Efektywność i praca (prezenteizm):

  • 53% badanych przyznaje, że pracowało pomimo odczuwanego bólu zęba.
  • 48% pracowników deklaruje, że ból zęba utrudniał im koncentrację w trakcie wykonywania obowiązków zawodowych.
  • 37% osób opuściło miejsce pracy w ciągu dnia, aby udać się na wizytę do dentysty.
  • 13% ankietowanych było zmuszonych do wzięcia zwolnienia lekarskiego (L4) z powodu problemów stomatologicznych.

Bariery i powody unikania dentysty:

  • 53% respondentów unika wizyt u stomatologa ze względu na wysokie koszty leczenia.
  • 45% pracowników odczuwa lęk lub strach przed wizytą w gabinecie.
  • 35% zapytanych wskazuje brak czasu jako główną przeszkodę w regularnym dbaniu o uśmiech.
  • 20% osób zdecydowało się na usunięcie zęba zamiast jego leczenia (np. kanałowego) wyłącznie z powodów finansowych.

Koszty i finansowanie:

  • 1296 zł to średnia suma wydatków na leczenie stomatologiczne w ciągu ostatnich 12 miesięcy (mediana wynosi 500 zł).
  • 57% badanych deklaruje, że wysokość rachunku u dentysty była dla nich zaskoczeniem.
  • 9% pracowników skorzystało z kredytu, pożyczki lub rat, aby opłacić usługi stomatologiczne.

Benefity i oczekiwania:

  • 88% pracowników uważa, że zapewnienie pakietu stomatologicznego przez pracodawcę znacząco ułatwiłoby dbanie o stan zdrowia jamy ustnej.
  • Tylko 9% pracodawców oferuje obecnie prywatną opiekę stomatologiczną jako benefit pozapłacowy.
  • 17% badanych korzysta z opieki stomatologicznej w ramach pakietu medycznego od pracodawcy.

Wizerunek i psychologia:

  • 90% badanych twierdzi, że zęby są „wizytówką” człowieka i powinny wyglądać dobrze (suma odpowiedzi „Zdecydowanie tak” i „Tak”).
  • 39% pracowników znalazło się w sytuacji, w której wstydziło się swojego uśmiechu lub stanu zębów.
  • 61% ankietowanych uważa, że osoby z ładnym uśmiechem łatwiej awansują w miejscu pracy.

Przeczytaj teraz

Producenci i aptekarze dla pacjentów i środowiska. Trwa druga edycja akcji „Świat w Twoich rękach”

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 13.02.2026

Przeterminowane bądź niepotrzebne farmaceutyki powinny trafiać do utylizacji, a nie do „zwykłych” koszy na odpady. Dzięki organizatorom akcji „Świat w twoich rękach” jest to coraz prostsze, bo narzędzia wspierające ten proces trafiły łącznie już do 3 tysięcy aptek i 82 Centrów Medycznych Świat Zdrowia.

Przypomnijmy, że pierwsza edycja akcji „Leki do Apteki. Świat w twoich rękach” dotarła z edukacją na temat utylizacji farmaceutyków do milionów pacjentów. Ponad 1500 aptek w całej Polsce zostało wyposażonych w różnego rodzaju narzędzia wspierające właściwe postępowanie z tymi specyficznymi odpadami – m.in. w ulotki edukacyjne, instrukcje, jak przygotować i oddać farmaceutyki do utylizacji, oraz osłonki na pojemniki na przeterminowane leki.

Czemu to takie ważne?

Przeterminowane leki to odpady niebezpieczne, które ze względu na dużą aktywność biologiczną stanowią poważne zagrożenie dla środowiska (skażenie wód gruntowych i gleby). Tylko odpowiednio je segregując i poddając utylizacji (a nie wyrzucając do zwykłego kosza na odpady) można temu zapobiec. Choć każda gmina udostępnia mieszkańcom punkt zbiórki tego typu odpadów, często są to Punkty Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych, położone na obrzeżach miasta, z utrudnionym dojazdem i ograniczoną dostępnością. Pierwsza edycja akcji „Świat w twoich rękach” pokazała, że Polacy chcą utylizować farmaceutyki we właściwy sposób. Nie mają jednak dostępu do odpowiednich narzędzi (np. instrukcji ), które przeprowadzą ich przez ten proces. Plakaty edukacyjne, ulotki, a zwłaszcza specjalne osłonki na pojemniki na przeterminowane leki, wprowadzone do aptek w ramach akcji “Świat w twoich rękach”, cieszyły się dużym zainteresowaniem, a także skutecznie motywowały pacjentów do oddawania niepotrzebnych leków do utylizacji.

Utylizacja i adherencja

W ramach drugiej edycji kampanii „Świat w twoich rękach” organizatorzy: Świat Zdrowia S.A., Adamed Pharma, Teva Pharmaceuticals Polska, Zakłady Farmaceutyczne Polpharma S.A. i Zentiva Polska nie tylko kontynuują dotychczasowe działania, ale dodatkowo skupiają się na niemniej ważnym temacie – adherencji. Dzięki kontynuacji współpracy tych firm do 3 tysięcy aptek w całym kraju trafiły znane już z pierwszej edycji akcji narzędzia wspierające utylizację farmaceutyków (m.in. plakaty i ulotki edukacyjne, osłonki na pojemniki na przeterminowane leki). Materiały te zostały doskonale przyjęte przez farmaceutów i pacjentów aptek. Edukacja na temat utylizacji i adherencji prowadzona jest także w 82 Centrach Medycznych Świat Zdrowia.

To jednak nie koniec działań. Mając świadomość, że wiele leków trafia do utylizacji z powodu przerwanego leczenia organizatorzy w kampanii zaangażowali się w edukację na temat adherencji.

Czym jest adherencja? To współodpowiedzialność pacjenta za podjęcie leczenia, czyli:

  • systematyczne przyjmowanie leków (nieodstawianie leków bez konsultacji z lekarzem),
  • stosowanie się przez pacjenta zaleceń lekarza prowadzącego,
  • przestrzeganie zaleceń dotyczących diety i aktywności fizycznej,
  • monitorowanie stanu zdrowia.

36% pacjentów z cukrzycą nie podejmuje leczenia farmakologicznego, a w przypadku hipercholesterolemii ten odsetek jest jeszcze większy i przekracza 70%. Innym problemem jest również niestosowanie przez pacjentów zalecanych dawek leków (…) Podobne statystyki dotyczą również choroby wieńcowej, natomiast w chorobach psychicznych jedynie 45,0% pacjentów zażywa zalecone dawki leków1.

Dlatego 2. edycja akcji „Świat w twoich rękach” została wzbogacona o dodatkowe elementy: usługę przeglądu domowej apteczki pod kątem przeterminowanych leków powiązaną z edukacją na temat adherencji. Usługa ta jest realizowana w wybranych aptekach w całym kraju.

Baza wiedzy do pobrania ze strony internetowej

Poza wyposażeniem aptek i 82 Centrów Medycznych Świat Zdrowia w narzędzia wspierające prawidłową utylizację farmaceutyków i realizację w aptekach przeglądów domowej apteczki, w ramach kampanii „Świat w twoich rękach” powstało bardzo dużo materiałów edukacyjnych. Przygotowane we współpracy z farmaceutami materiały są ogólnodostępne do pobrania na stronie internetowej www.lekidoapteki.pl. Znajduje się tam poradnik właściwego przyjmowania leków, dzienniczek, który ułatwia regularne stosowane odpowiednich dawek, a także wskazówki, jak przygotować się do umówionego w aptece przeglądu domowej apteczki. Wypracowane w pierwszym etapie kampanii materiały również znajdują się w bazie wiedzy. 

Materiały wideo można udostępnić z Facebooka Grupy Neuca, np: https://www.facebook.com/reel/1581502726321057

W ramach akcji jest też organizowany cykl sześciu webinarów dla przedstawicieli zawodów farmaceutycznych na temat różnych działań z zakresu ESG. Dzięki nim aptekarze poznają szczegóły dotyczące tych zagadnień, jak również praktyczne rozwiązania, które mogą wykorzystywać w codziennej działalności apteki.

Patronat medialny nad kampanią objęły redakcje: mgr.farm oraz aptekarski.com.

***

Źródła:

  1. https://pramed.pl/aktualnosci/czym-jest-adherencja-i-dlaczego-ma-takie-znaczenie-w-kontekscie-poprawy-systemu-ochrony-zdrowia/ ↩︎

Przeczytaj teraz

Walentynkowy ranking gestów otwiera herbata, a zamyka prezent

Autor: Medycyna Prywatna
Dodano: 12.02.2026

Walentynki lubią serduszka, ale to drobne gesty jak kubek herbaty czy chwila ciszy budują relacje silniej niż efektowne niespodzianki. Polacy najbardziej doceniają troskę, gdy druga osoba gorzej się czuje (43%), podczas gdy prezent wskazuje tylko 12% Polaków. Na kolejnych miejscach są gesty równie zwyczajne, a dla wielu osób kluczowe: pytanie o samopoczucie (29%), pilnowanie regularnego jedzenia i picia (18%) czy wspólne zdrowe rytuały (18%). Wyniki badania zleconego przez enel-med pokazują też różnice między Polkami i Polakami. Kobiety częściej doceniają odciążenie w codziennych obowiązkach (32% vs. 19%), a panowie przygotowanie posiłków (24% vs. 12%) i, co szczególnie istotne w kontekście profilaktyki zdrowotnej, przypominanie o badaniach (18% vs. 10%).

W gabinecie często słyszę: „nie potrzebuję fajerwerków, tylko żebym nie był/a z tym sam/a”. I dokładnie to widać w wynikach badania enel-med. Wysoko są gesty, które dają poczucie bezpieczeństwa takie jak opieka, kiedy ktoś ma gorszy dzień, uważne „jak się czujesz?”, spokojna obecność, a czasem po prostu cisza, którą druga osoba potrafi uszanować. To nie są drobiazgi ani romantyczne dekoracje. To codzienne komunikaty: „widzę cię”, „liczysz się”, „możesz na mnie oprzeć ciężar, kiedy go masz za dużo”. A gdy taką troskę przekładamy także na zdrowie, na przykład przez przypomnienie o badaniu czy wsparcie w umówieniu wizyty u lekarza, relacja staje się nie tylko bliższa, ale też realnie bardziej odpowiedzialna – mówi Sylwia M. Bartczak, psycholog i seksuolog enel-med.

TOP 10 gestów, które mają znaczenie

Walentynkowy ranking gestów pokazuje, że w relacjach najbardziej liczy się praktyczna uważność. Po reakcji na gorsze samopoczucie, np. w postaci herbaty czy posiłku (43%), drugie miejsca ex aequo zajmują uważne pytanie „jak się czujesz?” oraz danie przestrzeni i ciszy, gdy są potrzebne (po 29% wskazań). Wysoko znalazły się także dbanie o spokojną atmosferę w stresującym czasie (26%) oraz zauważanie przeciążenia i przejmowanie części obowiązków (26%). Dalej są gesty budujące codzienny dobrostan: pilnowanie regularnego jedzenia i picia (18%), podtrzymywanie wspólnych zdrowych rytuałów (18%), zachęcanie do ruchu (16%) i przypominanie o badaniach profilaktycznych oraz wizytach u lekarza (14%). Dopiero na końcu zestawienia są klasyczne, walentynkowe atrybuty takie jak trafiony prezent (12%) i drobne niespodzianki bez okazji (10%).

Kobiety i mężczyźni potrzebują różnych gestów

Widać także ciekawe różnice między tym, co jest ważne dla kobiet i mężczyzn, choć cel jest wspólny: poczucie bycia ważnym i zauważonym. Polki częściej wskazują gesty związane z opieką i odciążeniem: zaopiekowanie w gorszym samopoczuciu (49% kobiet vs. 37% mężczyzn) oraz przejęcie części obowiązków i zachęcenie do odpoczynku (32% vs. 19%). Panowie natomiast częściej doceniają przygotowanie posiłków (24% mężczyzn vs. 12% kobiet) oraz przypominanie o badaniach profilaktycznych i wizytach u lekarza (18% vs. 10%). To ważna wskazówka dla par: w trosce o zdrowie często działa nie presja, ale partnerskie wsparcie poprzez na przykład wspólne zaplanowanie badań, przypomnienie w odpowiednim momencie czy ułatwienie organizacji wizyty.

Warto odczarować myślenie, że rozmowa o zdrowiu psuje nastrój. Dla wielu osób, zwłaszcza mężczyzn, co pokazują te wyniki, sygnał „pamiętam o twoich badaniach” jest odbierany jako bardzo konkretny dowód bliskości. To też dobra walentynkowa lekcja: troska nie musi być spektakularna, żeby była ważna. Czasem ma formę herbaty, czasem odciążenia, a czasem krótkiego „gdybyś chciał/a wsparcia w umówieniu wizyty, daj znać” – dodaje Sylwia M. Bartczak, psycholog i seksuolog enel-med.

Metodyka badania:
Badanie zostało zlecone przez enel-med i przeprowadzone na panelu Ariadna na ogólnopolskiej próbie liczącej N=1090 osób. Zrealizowane metodą CAWI w dniach 30 stycznia – 2 lutego 2026.

Przeczytaj teraz
Page 1 of 214
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 214