casino siteleri

Flebotomista – przydatny zawód medyczny

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 1.07.2019

Na temat roli zawodu flebotomisty w placówkach ochrony zdrowia z Jacqui Hough, president National Association of Phlebotomists w Wielkiej Brytanii rozmawia dr Tomasz Anyszek, pełnomocnik zarządu ds. medycyny laboratoryjnej Diagnostyka sp. z o.o.

Tomasz Anyszek: Jakie są obowiązki pracownika na stanowisku flebotomisty i dlaczego stanowisko to zostało uznane za jeden z odrębnych zawodów w ochronie zdrowia w Wielkiej Brytanii?

Jacqui Hough: Rolą flebotomisty szpitalnego jest pobieranie krwi od pacjentów na oddziałach (włącznie z oddziałami intensywnej opieki neonatologicznej i oddziałami pediatrycznymi, oddziałami ambulatoryjnymi, klinikami hematologicznymi, klinikami pediatrycznymi) oraz wykonywanie testów tolerancji glukozy i szybkich przyłóżkowych testów laboratoryjnych u pacjentów przyjmujących leki przeciwzakrzepowe, niektórzy flebotomiści wykonują również zabiegi kaniulacji. Trust, dla którego pracuję, zatrudnia również flebotomistów dyżurnych, których zadaniem jest wykonywania pilnych posiewów krwi w całym szpitalu (z oddziałem ratunkowym włącznie).

Flebotomiści wyróżniają się na tle innych stanowisk znakomitym wyszkoleniem w zakresie swojej pracy, wysokimi umiejętnościami komunikacyjnymi wypracowywanymi w procesie rozpoznawania indywidualnych potrzeb pacjenta i dostosowywania się do tych potrzeb. Dzięki doskonałej jakości próbek pobieranych przez flebotomistów laboratorium wykonuje mniej powtórnych badań i odrzuca mniejszą ilość próbek.

Dysponowanie zespołem flebotomistów rozpoczynających pracę o 7:00 rano umożliwia zespołom medycznym szybkie pozyskiwanie wyników badań, co z kolei ułatwia prowadzenie leczenia, ewentualne wypisy, zamówienia na krew i zamówienia apteczne we wczesnych godzinach rannych. Z punktu widzenia laboratorium obecność takiego zespołu pozwala na wykonanie pilnych badań laboratoryjnych z oddziałów zanim dostarczone zostaną próbki z placówek podstawowej opieki zdrowotnej.

Flebotomiści ze szpitala są również zatrudniani przez placówki podstawowej opieki zdrowotnej, co przekłada się na nieprzerwaną dostępność flebotomistów zastępujących pracowników chorych lub przebywających na urlopie. Zaleta obsługiwania placówek podstawowej opieki zdrowotnej przez zespoły szpitalne polega na zapewnieniu takich samych standardów opieki i jakości próbek; z naszych doświadczeń wynika, że wysoka jakość świadczonych w ten sposób usług zniechęca placówki POZ do poszukiwania innych laboratoriów niż laboratoria szpitalne.

Flebotomiści środowiskowi – asystenci służby zdrowia/recepcjoniści są szkoleni przez szpital do pracy w odległych lub niewielkich gabinetach; ich dostępność umożliwia pobieranie próbek krwi w godzinach popołudniowych lub u pacjentów pilnych poza rutynowymi godzinami pracy flebotomistów.

T.A. : Czy znane są państwu doświadczenia związane z istnieniem stanowiska flebotomisty w innych krajach?

J.Q.: Flebotomiści w USA wykonują większość wkłuć żylnych w klinikach, oddziałach szpitalnych i oddziałach ratunkowych, a także w ramach dyżurów w podobny sposób jak w Wielkiej Brytanii; zazwyczaj są oni pracownikami laboratorium. Istnieje tam uniwersytecki program szkoleń zawodowych.

T.A.: Co stało za decyzją o wprowadzeniu stanowiska flebotomisty w Wielkiej Brytanii i kiedy zostało ono wprowadzone?

J.H.: W latach 70. XX wieku próbki od pacjentów na oddziałach szpitalnych pobierane były przez biomedyków, którzy następnie wracali do laboratoriów w celu wykonania badań, przyjmowali okazjonalnych pacjentów przybywających z placówek podstawowej opieki zdrowotnej; w innych przypadkach pobieranie próbek krwi było obowiązkiem lekarzy stażystów.  W latach 80. XX wieku, ze względu na wzrost zapotrzebowania ilościowego, rozpoczęto zatrudnianie zespołów pielęgniarek obsługujących pacjentów w przychodniach ambulatoryjnych oraz wykonujących poranne obchody w oddziałach szpitalnych; ponieważ jednak w związku z dramatycznie rosnącą liczbą pacjentów wystąpił niedobór pielęgniarek, podjęto decyzję, że nie jest konieczne, by krew pobierała zawodowo wyszkolona pielęgniarka.

Czytaj także: Dodatkowy personel do pobierania krwi – pomysł wart rozważenia>>>

W późnych latach 80. XX wieku pielęgniarki zostały zastąpione nieszkolonym personelem, który przechodził trening pobierania krwi i wykonywał obowiązki pobierając wynagrodzenie asystenta służby zdrowia. Dzięki temu pielęgniarki mogły powrócić do opieki nad pacjentami, a zespoły flebotomistów uległy powiększeniu bez znacznych inwestycji w wynagrodzenia personelu.

Swoją rolę w rozszerzeniu zespołów flebotomistów odegrała również europejska dyrektywa o czasie pracy personelu medycznego.

Ważne umiejętności komunikacyjne

T.A.: W jaki sposób rekrutuje się flebotomistów? Jakiego wykształcenia i doświadczenia wymaga się od kandydatów?

J.H.: Wymaganym poziomem wykształcenia jest dobre wykształcenie podstawowe; konieczne jest, by kandydaci byli w stanie komunikować się z przedstawicielami różnorodnej społeczności, której będą służyć, wykazywać się empatią i nastawieniem na pomoc i opiekę. Na oferowane stanowiska aplikuje wielu zagranicznych lekarzy/pielęgniarek oczekujących na rejestrację w Wielkiej Brytanii; ich aplikacje nie są jednak rozpatrywane pozytywnie, jeśli kandydaci nie dysponują doskonałymi zdolnościami komunikacyjnymi. Doświadczenie w służbie zdrowia jest zaletą, lecz nie jest konieczne.

T.A.: Czy mogłaby pani opisać proces szkolenia flebotomisty? Jak długo trwa, jakie tematy obejmuje i przez kogo jest prowadzone?

J.H.: Szkolenia obejmują wymagane aspekty związane z pobieraniem krwi, komunikacją, anatomią, fizjologią, fazą przedanalityczną badania, BHP, sprzętem, kontrolą zakażeń i jej technikami, wymaganiami dotyczące znakowania próbek, wiedzą na temat systemów komputerowych, pozyskiwania zgody pacjenta, pediatrii, praw dziecka, zarządzania informacjami, rozwiązywania konfliktów, pierwszej pomocy oraz wykonywanych badań i ich znaczenia (nie oczekuje się jednak, by flebotomiści omawiali z pacjentami wykonywane badania lub stosowane leczenie). Szkolenie może trwać od 3 do 18 miesięcy, zależnie od poziomu, na którym pracuje dany flebotomista; różnice te wynikają z różnic w wiedzy i umiejętnościach, a także zakresu odpowiedzialności przypisanego do danego stanowiska.

T.A.: Kiedy flebotomista może zacząć pracę bez nadzoru?  Czy wymagany jest jakiś rodzaj certyfikacji?

J.H.: Flebotomiści są zazwyczaj pracownikami niepełnoetatowymi. Z reguły obowiązkowe szkolenie zamyka się w jednym tygodniu, teoria i symulowana praktyka zajmuje jeden dzień, a następnie flebotomiści rozpoczynają pracę we współpracy z mentorem; nadzór stopniowo zamienia się we wsparcie w razie potrzeby, a po początkowej ocenie zgodności z najlepszą praktyką flebotomiści mogą pracować sami, w dalszym ciągu rozwijając swoje umiejętności po upływie 2 tygodni. Oczywiście, doświadczenia nie można nauczyć – niektórzy pracownicy nabywają pewności szybciej niż inni. Po ukończeniu wszystkich elementów szkolenia wydawany jest certyfikat. Potwierdzenie może zawierać odwołanie do ram jakościowych wymaganych do formalnych kwalifikacji – nie wszyscy flebotomiści uzyskują formalne kwalifikacje, natomiast wszyscy uzyskują formalne kompetencje od zatrudniających trustów.

T.A.: Jak wygląda ścieżka kariery flebotomisty? Jakie są kolejne szczeble kariery zawodowej?

J.H.: Typowa struktura szczebli kariery flebotomisty wygląda następująco:

Grupa 2 – Flebotomista stażysta w szpitalu lub flebotomista pracujący w placówce POZ, wykonujący jedynie rutynowe zabiegi pobierania krwi.

Grupa 3 – Flebotomista samodzielnie pracujący w szeregu specjalistycznych obszarów, w tym z dziećmi i pomagający w prowadzeniu mentoringu nowego personelu.

Grupa 4 – Lider zespołu odpowiedzialny za codzienne zarządzanie ośrodkiem, ocenę personelu, szkolenia, oceny, utrzymywanie jakości, kontrole, zarządzanie zatrudnieniem w granicach budżetu, pomoc w rekrutacji i szkoleniach.

Grupa 5 – Zarządzanie całym ośrodkiem, pośrednictwo w kontakcie z laboratoriami i personelem medycznym przygotowywanie standardowych procedur operacyjnych, zarządzanie ogólne, zarządzanie BHP, edukacja i ogólna odpowiedzialność za oddział.

Grupa 7/8 – Zarządzanie flebotomią w wielu placówkach.

T.A.: Jakie są różnice w obowiązkach i kwalifikacjach flebotomistów z różnych grup?

J.H.: Wymagany poziom kompetencji zależy od wielkości i zróżnicowania każdego ośrodka lub grupy ośrodków, a także od wymaganego zakresu obowiązków, na przykład kaniulacji, posiewów krwi, badań przyłóżkowych itp.

 880 tysięcy flebotomistów w Wielkiej Brytanii

T.A.: Ilu flebotomistów zatrudnionych jest w Wielkiej Brytanii?

J.H.:   Ostatnie dane (październik 2018) wskazują na około 880 000 formalnych flebotomistów – nie wszystkie trusty odpowiedziały na prośbę o informacje, nie posiadamy również wiadomości na temat liczby wszystkich pracowników służby zdrowia/recepcjonistów, lekarzy, pielęgniarek itp. w Wielkiej Brytanii wykonujących zabiegi pobierania krwi.

T.A: Jakie placówki służby zdrowia w Wielkiej Brytanii zatrudniają flebotomistów (przychodnie rejonowe, kliniki, szpitale, punkty poboru krwi, ośrodki domowej pomocy medycznej, domy opieki, inne)?

J.H.: Flebotomistów zatrudnia większość placówek służby zdrowia; w przypadku mniejszych placówek szkolenie w zakresie pobierania krwi przechodzą pielęgniarki i asystenci służby zdrowia, którzy następnie rutynowo wykonują te zadania.

T.A: W oparciu o państwa doświadczenie: jaka jest optymalna liczba flebotomistów w szpitalu i w jaki sposób zależy ona od jego wielkości i rodzaju?

J.H.: Odpowiedź na to pytanie jest trudne – wiele zależy od logistyki w samym szpitalu, specjalizacji, systemów komputerowych lub zleceniowych, systemów transportowania próbek, planów oddziałów.  W szpitalach, którymi zarządzam, prowadzę ciągłe kontrole mające na celu ustalenie zdolności i zapotrzebowania na flebotomistów, monitoruję liczbę pacjentów obsługiwanych przez jednego flebotomistę w ciągu godziny z uwzględnieniem szeregu zmiennych takich jak pacjenci z demencją, pacjenci pediatryczni, pora dnia, dostępność pacjentów itp.

W przypadku oddziałów szpitalnych bierze się pod uwagę czas na wyjście z laboratorium i 10 minut przejścia na pierwszy oddział. O różnicach decydują odległości między poszczególnymi oddziałami, punkty kontrolne, bocznie położone sale. Przykładowo: 260 pacjentów, 14 oddziałów (włącznie z oddziałami chirurgicznymi, oddziałami z pacjentami z demencją, oddziałami diagnostycznymi, bez oddziału pediatrycznego): średnio 7 pacjentów/godzinę (7 flebotomistów pracujących 7:00-12:00), oddział pediatryczny:  6 pacjentów/godzinę (2 flebotomistów) , obszar ambulatorium:  średnio 12 pacjentów/godzinę.

Liczby te byłyby mniejsze, gdybyśmy nie mieli do czynienia ze zróżnicowanym poziomem umiejętności u bardziej i mniej doświadczonych członków personelu, i większe, gdyby wszyscy pracownicy posiadali duże doświadczenie wiążące się z wzrostem wydajności.

T.A.: Kto jest bezpośrednim przełożonym flebotomisty w placówce służby zdrowia? Pielęgniarka czy lekarz?

J.H.: Flebotomiści mogą mieć różnych przełożonych w różnych szpitalach. W większości przypadków bezpośrednim przełożonym jest lider zespołu. Na oddziałach ambulatoryjnych pomoc kliniczną świadczy przełożona pielęgniarek, natomiast personel jest zatrudniony przez laboratorium. Na oddziałach wszelkie przypadki wymagające pilnej interwencji medycznej obsługiwane są przez personel pielęgniarski.

T.A.: W jaki sposób wprowadzenie stanowiska flebotomisty wpłynęło na organizacje pracy lekarzy, pielęgniarek i personelu laboratoryjnego?

J.H.: Lekarze – czas przetwarzania próbki pobranej na oddziale wynosi 1 godzinę, co pozwala na podjęcie szybkich decyzji w zakresie postępowania obejmującego leczenie, skierowania na dalsze badania diagnostyczne, podjęcie kroków w kierunku wcześniejszego wypisu, oraz zamówienie leków, chemioterapeutyków i operacji chirurgicznych przed upływem południa.

Lekarze i pielęgniarki nie muszą poświęcać czasu na pobieranie rutynowych próbek krwi wcześnie rano, czyli w najbardziej obłożonej pracą porze dnia.

Personel laboratorium – otrzymuje całość próbek z oddziałów wcześnie rano, co pozwala na badanie pilnych próbek przed przybyciem próbek z placówek podstawowej opieki lekarskiej.

Zatrudnienie flebotomistów a jakość badań

T.A:  Czy jakość próbek uległa poprawie? Czy istnieją sposoby, by to zmierzyć?

J.H.: W momencie wprowadzenia stanowiska flebotomistów zaobserwowano wyraźną poprawę jakości próbek. Ponadto flebotomiści są preferowani przez pacjentów. Nie zgłaszano zanieczyszczeń posiewów krwi pobieranej przez zespoły flebotomistów, co odegrało dużą rolę we wprowadzeniu flebotomistów dyżurnych odpowiedzialnych za obsługę wszystkich posiewów krwi w szpitalu. Próbki pobierane przez lekarzy charakteryzowały się wysokim odsetkiem nieprawidłowych/nieczytelnych oznakowań wypełnionych probówek i hemolizowanych próbek, w wyniku zatrudnienia flebotomistów zaobserwowano wyraźną różnicę i oszczędność czasu po stronie laboratorium.

Laboratorium dokumentuje wszystkie wypadki i niezgodności; raporty przekazywane są do zespołu BHP i zespołu zapewniania jakości.

T.A.: Czy zauważyli państwo różnice w czasie potrzebnym na dostarczenie próbek do laboratorium lub w długości cyklu obsługi próbki?

J.H.: Próbki szpitalne zawsze traktowane były jako próbki pilne. Oddziały diagnostyczne, ratunkowe, oddziały intensywnej opieki medycznej i oddziały chirurgiczne często wymagały pilnej obsługi w cyklu godzinnym, podobnie jak większość próbek z obchodów oddziałowych, pobieranych przez dren wypełniony powietrzem.

Próbki z placówek podstawowej opieki zdrowotnej często przesyłane są do laboratorium centralnego, gdzie są odwirowywane, a następnie transportowane do innego laboratorium.

T.A.: Jakie korzyści z wprowadzenia stanowiska flebotomisty odnieśli pacjenci?

J.H.: Pacjenci nie powinni nawet zauważyć zastąpienia pielęgniarek przez flebotomistów, natomiast zatrudnienie flebotomistów często umożliwia scentralizowanie usług, sprzyjające skróceniu czasu oczekiwania. Flebotomiści, których zadaniem jest jedynie pobieranie krwi, szybko nabierają doświadczenia i stają się cennymi pracownikami dla laboratoriów.

T.A.: Jak flebotomistów postrzegają inni pracownicy służby zdrowia?

J.H.: Flebotomiści są bardzo szanowani dzięki oferowaniu szkoleń z pobierania krwi dla całego personelu medycznego zatrudnionego przez trust, ponadto zdążyli już zyskać sobie szacunek zespołów medycznych dzięki sprawności w wykonywaniu pracy. W przypadkach niedoboru pracowników w zespołach flebotomicznych zespoły medyczne mogą gorzej sobie radzić; ponadto flebotomiści są często wzywani do pacjentów, od których członkowie zespołów medycznych nie mogą pobrać krwi.

T.A.: Podsumowując: jakie są główne korzyści z wprowadzenia stanowiska flebotomisty? W oparciu o państwa doświadczenie i informacje zwrotne od pracowników służby zdrowia: w jakim stopniu wprowadzenie stanowiska flebotomisty było uzasadnione?

J.H.: Jeśli wdrożony w Państwa placówce system spełnia wymagania państwa działalności, jeśli zatrudniają państwo wystarczającą liczbę pielęgniarek i wyszkolonych pracowników medycznych wykonujących zabieg pobierania krwi oraz jeśli stać państwa na płacenie wyszkolonym pracownikom medycznym za wykonywanie zabiegów pobierania krwi, wprowadzenie stanowiska flebotomisty nie będzie wiązało się dla państwa z żadnymi korzyściami.

Uczący się personel, szanujący i rozwijający swoje umiejętności w zakresie pobierania krwi, może pracować równie wydajnie co wyszkolony personel medyczny, umożliwiając temu ostatniemu zajęcie się bardziej złożonymi zadaniami związanymi z leczeniem pacjentów.

Zatrudnienie flebotomistów może być odpowiedzią na zwiększone zapotrzebowanie przy jednoczesnej oszczędności kosztów pracy.

Wdrożenie stanowisk flebotomistów wymaga opracowania przejrzystych protokołów, wysokiego poziomu szkoleń i nadzoru z nieustanną komunikacją z personelem służby zdrowia i pracownikami laboratorium.

 

Jacqui Hough była gościem na spotkaniu kierowników laboratoriów Grupy Diagnostyka 8 kwietnia 2019 roku w Częstochowie i wygłosiła wykład pt. „Phlebotomy in UK”.

 

Przeczytaj teraz

Harmonogramy przyjęć bez narzędzi informatycznych nie do wykonania

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 30.06.2019

Od 1 lipca 2019 roku wszyscy świadczeniodawcy, prowadzący listy oczekujących na świadczenie, są zobowiązani do prowadzenia harmonogramów przyjęć, czyli pełnych spisów, które – oprócz pacjentów oczekujących – obejmować będą pacjentów przyjętych na bieżąco w stanie nagłym oraz kontynuujących leczenie.

Prowadzenie takich harmonogramów bez stosownych narzędzi informatycznych jest niemożliwe do wykonania – oceniają Pracodawcy RP.

Prowadzenie rozbudowanych list oczekujących może być sporym utrudnieniem, przede wszystkim dlatego, że NFZ nie przygotował stosownych zmian w aplikacji AP-KOLCE, w której sprawozdawane są listy osób oczekujących na świadczenia. W związku z tym – do czasu udostępnienia odpowiednich narzędzi informatycznych – Fundusz oczekuje od świadczeniodawców gromadzenia tych danych w dokumentacji medycznej oraz w systemach informatycznych.

W ocenie Pracodawców RP trudno będzie sprostać nowym oczekiwaniom resortu zdrowia – bez odpowiedniego narzędzia informatycznego. Zamiast kolejnych biurokratycznych pomysłów, wymagających zaangażowania personelu medycznego, warto by stworzyć takie rozwiązania i wyposażyć w takie narzędzia wspierające i usprawniające funkcjonowanie opieki zdrowotnej, które w końcu pozwolą personelowi medycznemu skupić się wyłącznie na pacjencie, a nie odpowiednim prowadzeniu list oczekujących – podkreślają Pracodawcy RP.

Czytaj: Weszło w życie rozporządzenie w sprawie harmonogramu przyjęć>>>

Przeczytaj teraz

Pracodawcy RP apelują o urealnienie wydatków na ochronę zdrowia

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 30.06.2019

Projekt planu finansowego Narodowego Funduszu Zdrowia na 2020 rok nie pozostawia żadnych złudzeń. W systemie publicznej opieki zdrowotnej nie ma i nie będzie pieniędzy, tym samym nie będą zaspokajane potrzeby zdrowotne Polaków – alarmują Pracodawcy RP.

Nominalne wydatki na ochronę zdrowia w Polsce wprawdzie rosną, ale wyłącznie za sprawą wzrostu zarobków i tym samym składek na ubezpieczenie zdrowotne. Są one dzięki wzrostowi gospodarczemu coraz wyższe, ale pieniędzy i tak jest wciąż w systemie opieki zdrowotnej mało.

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej wielokrotnie apelowali o urealnienie środków finansowych przeznaczanych na ochronę zdrowia, by pacjenci i świadczeniodawcy mogli czuć się w naszym kraju bezpiecznie.

W opinii Pracodawców RP powinien nastąpić znaczący wzrost wydatków na świadczenia opieki zwrotnej we wszystkich zakresach świadczeń gwarantowanych. Polska na tle innych państw Unii Europejskiej przeznacza bowiem na zdrowie niewystarczające środki – zarówno w odniesieniu do PKB, jak i per capita. W 2016 roku w naszym kraju przeznaczono na ten cel 4,4 procenta PKB, podczas gdy Węgrzy na ochronę zdrowia przeznaczają 5,2 procenta, Czesi – 6 procent, Francuzi – 8,7 procenta, a Niemcy – 9,5 procenta.

Uchwalona 24 listopada 2017 roku (i później nowelizowana) ustawa miała doprowadzić do skokowego wzrostu finansowania ochrony zdrowia przez zwiększanie odsetka PKB przeznaczanego na ten cel.

W latach 2018-2023 środki na ochronę zdrowia miały być nie niższe niż: 4,78 procenta PKB w 2018 roku, 4,86 procenta PKB w 2019 roku, 5,03 procenta PKB w 2020 roku, 5,30 procenta PKB w 2021 roku, 5,55 procenta PKB w 2022 roku oraz 5,80 procenta PKB w 2023 roku.

Docelowo – w 2024 roku środki na ochronę zdrowia miały wynieść 6 procent PKB.

Czytaj także: 6 procent na ochronę zdrowia to fikcja>>>

Planowane wielkości i ich harmonogram oznaczałby niespotykany dotąd wzrost wydatków na zdrowie, który powinien przełożyć się na odczuwalną poprawę sytuacji pacjentów, jak również podmiotów udzielających świadczeń opieki zdrowotnej. Nic jednak nie wskazuje na to, aby powyższe cele zostały zrealizowane, ponieważ:

1) w ustawie znalazły się zapisy, które dają możliwość brania do obliczeń wydatków publicznych na zdrowie na dany rok wartości PKB sprzed dwóch lat. To oznacza, że w 2024 roku będziemy najprawdopodobniej państwem, które przeznacza najmniej w Europie na ochronę zdrowia;

2) przedstawiony przez Ministerstwo Finansów Wieloletni Plan Finansowy Państwa na lata 2019–2022 wskazuje, że publiczne wydatki na ochronę zdrowia prawie nie będą rosły i że ich poziom nawet nie zbliży się do obiecanych 6 procent PKB. Zapisane w Wieloletnim Planie Finansowym Państwa wydatki na zdrowie w 2030 roku mają wynieść 4,5 procenta PKB, a po dołączeniu wydatków na opiekę długookresową może osiągną 5,2 procenta. Gdyby zsumować te wartości – to deklarowane 6 procent PKB osiągniemy dopiero w 2050 roku;

3) w projekcie planu finansowego Narodowego Funduszu Zdrowia na 2020 rok zaplanowano przychody na poziomie niespełna 97,3 mld zł (aktualny plan finansowy NFZ zakłada przychody na poziomie 92,37 mld). Należy też zauważyć, iż projekt planu finansowego NFZ na 2020 rok nie realizuje również zapisów dokumentu rządowego „Polityka lekowa państwa na lata 2018-2022″ w zakresie zagwarantowania minimalnego poziomu środków w ramach całkowitego budżetu na refundację. Według przedstawionego projektu udział całkowitego budżetu na refundację w kosztach świadczeń opieki zdrowotnej wyniesie 15,25 procenta i będzie o 1,15 mld zł niższy niż minimum określone w dokumencie strategicznym.

W opinii Pracodawców RP kwota 100 mld zł jest kwotą niezbędną do zabezpieczenia finansowania świadczeń opieki zdrowotnej – i to jeszcze w 2019 roku. Jest to mniej więcej tyle, ile powinien wynosić budżet NFZ gdyby sposób liczenia odsetka PKB przeznaczanego na zdrowie był liczony w stosunku do PKB roku bieżącego, a nie sprzed dwóch lat.

Pracodawcy RP ponownie apelują – należy planowane wydatki urealnić. Polski pacjent, polski świadczeniodawca, w kwestiach dotyczących opieki zdrowotnej musi czuć się w naszym kraju bezpiecznie.

Pracodawcy RP wystosowali do ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego pismo z apelem o urealnienie środków finansowych przeznaczonych na ochronę zdrowia.

Przeczytaj teraz

Dodatkowy personel do pobierania krwi – pomysł wart rozważenia

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 12.06.2019

Dr n. med. Tomasz Anyszek
Pełnomocnik Zarządu ds. Medycyny Laboratoryjnej
Diagnostyka sp. z o.o.

Pracodawcy Medycyny Prywatnej, biorąc pod uwagę problemy kadrowe w ochronie zdrowia oraz obserwując rozwiązania stosowane w innych krajach proponują wprowadzenie do systemu opieki zdrowotnej dodatkowego personelu do pobierania krwi do badań laboratoryjnych – czyli flebotomisty.

Oczywiste jest, że aby wykonać badanie laboratoryjne konieczne jest pobranie materiału, w którym laboratorium wykona zlecone badania. Materiałem tym najczęściej jest krew żylna, ale także włośniczkowa oraz różnego rodzaju wymazy. Pobranie materiału następuje w salach szpitalnych, a także przystosowanych do tego gabinetach zabiegowych w przychodniach i laboratoriach.

Pobranie materiału do badań wymaga od osoby pobierającej oprócz umiejętności technicznych także wiedzy z zakresu budowy układu krwionośnego, zasad aseptyki, umiejętności udzielenia pierwszej pomocy, a także umiejętności „miękkich” z zakresu obsługi pacjenta, a zwłaszcza dziecka.

Odpowiednie i fachowe pobranie materiału do badań jest bardzo ważne dla wiarygodności wyników wykonanych badań, gdyż powszechnie uznane statystyki wskazują, że aż 70 procent błędów w wynikach ma swoje przyczyny w nieprawidłowo pobranym materiale do badań – czyli w tzw. fazie preanalitycznej badania.

Według WHO zabieg pobierania krwi jest jedną z najczęstszych inwazyjnych procedur w opiece zdrowotnej. Każdy krok w procesie pobierania krwi wpływa na jakość materiału do badania i dlatego jest ważny dla zapobiegania błędom laboratoryjnym, obrażeniom ciała, a nawet śmierci (Definition according to WHO, 2010, p. xiii).

Materiał do badań, w tym przede wszystkim krew, mogą pobierać tylko uprawnione osoby. W Polsce prawo takie mają lekarze, pielęgniarki i położne, ratownicy medyczni oraz technicy analityki medycznej. Z wymienionego katalogu zawodów uprawnionych do pobierania materiału do badań znikają technicy analityki medycznej, a powodem tego jest likwidacja szkół pomaturalnych, które przygotowywały nowe kadry do tego zawodu.

Decyzja o likwidacji tych szkół została podjęta kilkanaście lat temu i właśnie obserwujemy odchodzenie z zawodu absolwentów ostatnich roczników. Dla laboratoriów medycznych jest to bardzo duża strata. Technicy analityki medycznej, oprócz znakomitych umiejętności technicznych w pobieraniu krwi, rozumieli wpływ prawidłowego pobrania materiału na wiarygodność uzyskanych wyników badań, więc doskonale zapewniali wymaganą jakość procedur w fazie preanalitycznej badania.

Czytaj także: Zmiany dotyczące skierowań na badania wymagają uzgodnienia z diagnostami>>>

Miejsce techników analityki medycznej w zakresie preanalityki nie mogą wypełniać diagności laboratoryjni, którzy odpowiadają za prawidłowe wykonanie badania i jego autoryzację i mają z tego tytułu ogrom zadań w laboratorium, i chociaż wielu diagnostów z powodzeniem pobiera krew do badań, to dotyczy to sytuacji wyjątkowych i dotyczy przede wszystkim laboratoriów szpitalnych.

Zdecydowaną większość personelu pobierającego stanowią pielęgniarki, co przy znanych problemach kadrowych w tej grupie zawodowej powoduje narastający problem z pobieraniem krwi do badań.

Jeżeli do opisanych powyżej problemów kadrowych dodamy wyrażony w przez Naczelną Izbę Kontroli w raporcie dotyczącym dostępności badań laboratoryjnych w Polsce wniosek o zbyt małej ilości badań laboratoryjnych zlecanych i wykonywanych w Polsce w przeliczeniu na jednego mieszkańca w porównaniu z innymi krajami Unii Europejskiej, to sytuacja staje się bardzo pesymistyczna.

Bez odpowiedniej ilość wykwalifikowanej kadry medycznej nie będziemy w stanie sprostać obecnym wymaganiom, a na pewno nie dogonimy innych krajów UE w ilości zlecanych badań i zapewnieniu odpowiedniego standardu i jakości opieki medycznej.

Wobec opisanych powyżej wyzwań Forum Medycyny Laboratoryjnej Pracodawców Medycyny Prywatnej proponuje rozważenie propozycji wprowadzenia do systemu opieki zdrowotnej dodatkowego personelu do pobierania krwi do badań laboratoryjnych.

Nie jest to pomysł nowy. W Wielkiej Brytanii od lat 90-tych ubiegłego wieku z powodzeniem funkcjonuje zawód flebotomisty (z ang. phlebotomist), a flebotomiści zrzeszeni są w National Association of Plebotomists, którym kieruje obecnie Jacqui Hough.

Mieliśmy okazję gościć Jacqui Hough na spotkaniu kierowników laboratoriów medycznych Diagnostyka sp. z o.o. w kwietniu 2019 roku omówić z nią zasady funkcjonowania flebotomistów w Wielkiej Brytanii.

Wkrótce zamieścimy na portalu wywiad z Jacqui Hough.

Przeczytaj teraz

Zmiany dotyczące skierowań na badania wymagają uzgodnienia z diagnostami

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 1.06.2019

Według Pracodawców Medycyny Prywatnej zmiany zawarte w projekcie rozporządzenia ministra zdrowia w sprawie standardów jakości dla medycznych laboratoriów diagnostycznych i mikrobiologicznych, które znoszą obowiązek stosowania pieczęci, wymagają uzgodnienia ze środowiskiem diagnostów laboratoryjnych.

Projekt nowelizacji rozporządzenia znosi obowiązek stosowania pieczęci w odniesieniu do skierowania na badanie laboratoryjne oraz autoryzacji wyników badań laboratoryjnych.

Zmiana ta ma na celu usunięcie wymogu stosowania pieczęci i pozostawienia jej jako możliwości dokonania wyboru, polegającego na  umieszczeniu zamiast pieczęci podpisu zawierającego imię i nazwisko oraz numeru wykonywania zawodu w przypadku lekarza zlecającego badanie lub numeru dokumentu potwierdzającego tożsamość w przypadku innej osoby upoważnionej do zlecenia badania, imię i nazwisko oraz prawo wykonywania zawodu osoby upoważnionej do jego autoryzacji albo imię i nazwisko osoby wykonującej badanie oraz imię i nazwisko, prawo wykonywania zawodu osoby upoważnionej do jego autoryzacji.

Na temat projektu rozporządzenia czytaj tutaj: Podpis zamiast pieczęci na skierowaniu na badania>>>

Według Pracodawców Medycyny Prywatnej właściwym rozwiązaniem jest postawienie na uproszczenie tworzenia dokumentacji medycznej przez umożliwienie czytelnego oznaczania podmiotu lub jego cech indywidualnych bez jednoczesnego nakładania na niego obowiązku stosowania pieczątki jednostki, jednak, zaproponowane przepisy nie powinny stać w sprzeczności z rozporządzeniem w sprawie rodzajów, zakresu i wzorów dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania.

Zaproponowane przepisy w omawianym projekcie mogą  bowiem zostać odczytywane  przez personel medyczny w  różny sposób, na przykład treść danych identyfikacyjnych, w przypadku niestosowania pieczątki, musi być wprowadzona własnoręcznie przez osobę podpisującą skierowanie lub wynik badania lub że podpis nie jest już konieczny.

Nie powinno to mieć miejsca, a dodatkowo wydaje się być sprzeczne z celem tej nowelizacji oraz przepisami dotyczącymi dokumentacji medycznej.  Poza tym pisanie  przez pracownika medycznego tylu danych w tysiącach dokumentów medycznych nie jest możliwe i  na pewno nie jest racjonalne.

Pracodawcy Medycyny Prywatnej proponują wprowadzenie do treści projektowanego rozporządzenia zapisów zgodnych  z przepisami dotyczącymi rodzajów, zakresu i wzorów dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania, które polegałoby na oddzieleniu danych identyfikujących osobę podpisującą – nanoszonych pieczęcią, ręcznie, lub w systemie informatycznym – od samego podpisu, który może być podpisem „fizycznym” lub elektronicznym, o którym mowa w § 10 ust. 2 rozporządzenia ministra zdrowia z 9 listopada 2015 roku w sprawie rodzajów, zakresu i wzorów dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania.

Przeczytaj teraz

Trzeba docenić rehabilitację leczniczą

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 25.05.2019

Rehabilitacja medyczna jest rodzajem świadczeń całkowicie niedocenianym w polskim systemie opieki zdrowotnej – stwierdzili uczestnicy konferencji, zorganizowanej w ramach Platformy Forum Pracodawców Rehabilitacji Pracodawców RP, która odbyła się 22 maja 2019.

Konferencja była okazją do wymiany poglądów oraz zidentyfikowania najważniejszych problemów systemu opieki rehabilitacyjnej i sposobów ich rozwiązania.

Podczas spotkania podkreślono, iż zapotrzebowanie na rehabilitację rośnie wraz z rozwojem cywilizacyjnym i starzeniem się społeczeństwa, zatem konieczne jest wyjście naprzeciw tym oczekiwaniom i wymaganiom.

Poza tym środowisko profesjonalistów medycznych z obszaru rehabilitacji medycznej oczekuje od decydentów konkretnych działań wspierających rozwój polskiej rehabilitacji medycznej, bo dzięki skutecznej rehabilitacji pacjent szybciej powraca do zdrowia lub samodzielności. Wczesna rehabilitacja jest konieczna nie tylko dla pacjenta, ale również zapewnia znaczne oszczędności dla gospodarki narodowej.

Czytaj: Pracodawcy RP: ślepy zaułek diagnostyki bez limitów>>>

Uczestnicy stwierdzili, że nakłady finansowe przeznaczane przez NFZ na rehabilitację medyczną są niewystarczającej, tym samym konieczne jest ich zwiększenie i położenie nacisku na skuteczniejsze ich wykorzystanie. Podkreślili też, że system kontraktowania i finansowania świadczeń powinien promować innowacyjne procedury, jakość i efekty rehabilitacji, w tym ocenę stanu funkcjonalnego pacjenta oraz że konieczne jest uszczelnienie systemu, tak aby w pierwszej kolejności był on dedykowany osobom najbardziej potrzebującym rehabilitacji. Podstawowa opieka fizjoterapeutyczna jest doskonałą ofertą dla osób starszych w stanie stabilnym i z chorobami przewlekłymi.

Wśród sformułowanych postulatów znalazły się te dotyczące zmiany zasad tworzenia zapisów do kolejki oczekujących na świadczenia – jedno skierowanie do jednej placówki, szybkiego przeszacowania świadczeń i procedur medycznych, tak aby zwiększyć dostępność do tych świadczeń, ale również zapewnić odpowiednie finansowanie wynagrodzeń personelu.

Fizjoterapeuci oczekują także znacznie większych zarobków zrównoważonych w stosunku do zarobków na przykład pielęgniarek.

Brak zmian w organizacji opieki i poprawy finansowania świadczeń oraz regulacji finansowych w obszarze wynagrodzeń fizjoterapeutów przyczyniły się już do podjęcia protestu głodowego, a w przyszłości mogą doprowadzić do odejścia fizjoterapeutów z pracy – stwierdzili uczestnicy spotkania.

Pracodawcy RP wystosowali apel do ministra zdrowia w związku z ogłoszonym przez fizjoterapeutów protestem głodowym, w którym apelują o podjęcie stosownych działań w tej kwestii.

Przeczytaj teraz

6 procent na ochronę zdrowia to fikcja

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 26.04.2019

Z przedstawionego przez Ministerstwo Finansów Wieloletniego Planu Finansowego Państwa na lata 2019–2022 wynika, że publiczne wydatki na ochronę zdrowia prawie nie będą rosły i że ich poziom nawet nie zbliży się do obiecanych 6 procent PKB – alarmują Pracodawcy RP.

Zapisane w przedstawionym Planie wydatki na zdrowie w 2030 roku mają wynieść 4,5 procenta PKB, a po dołączeniu wydatków na opiekę długookresową może osiągną 5,2 procenta.

Gdyby nadal sumować te wartości – choć resort finansów je rozdziela – to mityczne 6 procent PKB osiągniemy dopiero w 2050 roku – zauważają Pracodawcy RP, którzy wielokrotnie apelowali, aby zacząć poważnie rozmawiać o zabezpieczeniu odpowiednich środków finansowych na ochronę zdrowia.

Należałoby odejść od tych fikcyjnych procentów i wskazać konkretne kwoty, które będą w kolejnych latach konieczne do zabezpieczenia potrzeb zdrowotnych obywateli. W tej sprawie odbyła się w również Sejmowa Komisja Zdrowia, na której prezentowaliśmy nasze stanowisko. To przykre, że nie ma zrozumienia wśród decydentów, że wzrost wydatków na opiekę zdrowotną przełoży się na poprawę sytuacji nie tylko pacjentów, lecz także podmiotów leczniczych oraz personelu medycznego – stwierdzają Pracodawcy RP.

Czytaj także: Na zdrowie jednak mniej pieniędzy, a mogło być więcej>>>

Komentujący przypominają też, że najczęściej występujące trudności w polskim systemie opieki zdrowotnej – opisane przez Najwyższą Izbę Kontroli – to brak dostępności do części świadczeń zdrowotnych, różnice w dostępie do świadczeń w poszczególnych województwach (dotyczy to zarówno liczby, jak i wartości udzielanych świadczeń) oraz długi czas oczekiwania na świadczenie. Wskazują one wyraźnie, że przyjęte zasady finansowania świadczeń, jak i wielkość przeznaczanych na nie środków nie zapewniają prawidłowego funkcjonowania opieki zdrowotnej w Polsce.

W systemie publicznej opieki zdrowotnej nie ma i nie będzie pieniędzy – tym samym nie będą zaspokajane potrzeby zdrowotne Polaków.

Pracodawcy RP ponownie zaapelowali, aby planowane wydatki urealnić tak, aby zapewnić wszystkim obywatelom bezpieczeństwo w zakresie opieki zdrowotnej.

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

Przeczytaj teraz

Projekt rozporządzenia w sprawie porady pielęgniarskiej wymaga analizy

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 24.04.2019

Według opinii Pracodawców RP dalsze procedowanie projektu rozporządzenia ministra zdrowia dotyczącego przepisów w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu ambulatoryjnej opieki specjalistycznej nie jest możliwe.

Zakres świadczeń gwarantowanych we wszystkich proponowanych rodzajach porad jest identyczny i nie dotyczy świadczeń opieki zdrowotnej, a kompetencji pielęgniarek, takich jak na przykład ordynacja i kontynuacja leczenia czyli wypisywanie recept i zleceń na zaopatrzenie medyczne lub kierowanie na wybrane badania diagnostyczne – czytamy w opinii Pracodawców RP na temat projektu.

Na temat projektu rozporządzenia czytaj: Projekt rozporządzenia w sprawie porad pielęgniarskich>>>

Komentarz podkreśla, że w warunkach realizacji świadczeń określono ich standard, dla którego podstawę prawną stanowi ustawa o działalności leczniczej, a nie ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej. Według Pracodawców RP projekt wykracza poza zakres regulacji ustawowej.

W projekcie zaproponowano, aby porada pielęgniarska odbywała się na podstawie zlecenia lekarza lub na podstawie ustaleń dotyczących organizacji i realizacji świadczeń przyjętych w komórce organizacyjnej placówki. Takie rozwiązanie w żaden sposób nie poprawi dostępności do lekarza specjalisty – podkreślają komentujący.

Według Pracodawców RP projekt wymaga ponownego przemyślenia jak również ponownej analizy skutków finansowych, ponieważ wycena porady pielęgniarskiej na 8 zł również nie jest słuszna.

Czytaj także: Porada pielęgniarska powinna w pełni wykorzystywać nasze kompetencje>>>

Przeczytaj teraz

Na zdrowie jednak mniej pieniędzy, a mogło być więcej

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 10.04.2019

Sejmowa Komisja Zdrowia nie przekaże władzom dezyderatu proponującego zwiększenie nakładów na zdrowie. Będą one w danym roku budżetowym będą liczone nie w stosunku do PKB z tego roku, ale do wartości niższej – z poprzednich lat. W konsekwencji w roku 2019 nakłady będą mniejsze aż o 10 mld zł od spodziewanych.

Wtorkowa (2 kwietnia 2019) sejmowa Komisja Zdrowia – po wysłuchaniu informacji ministra zdrowia dotyczącej odsetka PKB przeznaczanego na zdrowie – odrzuciła w głosowaniu przyjęcie dezyderatu do premiera, ministra finansów oraz ministra zdrowia.

Posłowie wnosili o to, aby odsetek ten był liczony w stosunku do prognoz na dany rok, przedstawianych w wieloletnim planie finansowym państwa. Tymczasem resort zdrowia tłumaczy, że będzie stosować najświeższą znaną wartość PKB obliczoną przez GUS. To oznacza jednak że, odsetek będzie liczony od PKB sprzed co najmniej roku lub dwóch – w rezultacie nakłady będą mniejsze niż gdyby liczyć je od prognoz i uaktualniać po poznaniu dokładnych danych. Jednak za przyjęciem dezyderatu głosowało tylko 6 posłów, natomiast przeciwko niemu było aż 10.

Czytaj także: Pozorny wzrost nakładów na zdrowie nie da rzeczywistych efektów>>>

– To przykre, że nie ma zrozumienia wśród decydentów, iż wzrost wydatków na opiekę zdrowotną przełoży się na poprawę sytuacji nie tylko pacjentów, ale też podmiotów leczniczych oraz personelu medycznego – skomentował to uczestniczący w posiedzeniu jako reprezentant strony społecznej wiceprezydent Pracodawców RP, dr Andrzej Mądrala.

– W systemie publicznej opieki zdrowotnej nie ma i nie będzie pieniędzy, tym samym nie będą zaspokajane potrzeby zdrowotne Polaków. Pytanie, które wciąż zadajemy, czyli co zamierzamy zrobić, aby zwiększyć dostępność do świadczeń opieki zdrowotnej, zrównoważyć i poprawić funkcjonowanie całego sytemu opieki zdrowotnej – nadal pozostaje bez odpowiedzi – stwierdził dr Andrzej Mądrala.

Pracodawcy RP

Przeczytaj teraz

Konieczność poprawy efektywności opieki zdrowotnej to wyzwanie ogólnoświatowe

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 7.04.2019

Dr n. med. Krzysztof Kurek, członek zarządu ds. medycznych Grupy Lux Med

Podczas Międzynarodowego Forum Jakości i Bezpieczeństwa, które odbyło się pod koniec marca 2019 w Glasgow i w którym uczestniczyłem, dyskutowano nad koniecznością poprawy efektywności systemów opieki zdrowotnej, która jest wyzwaniem ogólnoświatowym.

Międzynarodowe Forum Jakości i Bezpieczeństwa w Opiece Zdrowotnej, czyli organizowane co dwa lata spotkanie ekspertów systemu opieki zdrowotnej, to jedno z najważniejszych wydarzeń dotyczących jakości i bezpieczeństwa opieki zdrowotnej.

W tym roku podczas obrad dominowały trzy tematy: modele zarządcze wspierające ideę budowania jakości, rozwiązania zwiększające prawdopodobieństwo uzyskania efektu skali tam, gdzie postawiono pierwsze kroki zmierzające do poprawy jakości, oraz budowanie kultury ukierunkowanej na jakość.

Forum organizowane jest wspólnie przez Institute for Healthcare Improvement (IHI) i BMJ. Wspiera i wzmacnia ruch na rzecz poprawy opieki zdrowotnej i łączy liderów, a także praktyków z całego świata w celu poprawy wyników leczenia i bezpieczeństwa dla pacjentów.

Głównym celem forum jest dostarczenie praktycznych pomysłów, które można wdrożyć w obszarze zdrowia, promowanie badań nad poprawą jakości i bezpieczeństwa oraz wspieranie skutecznych innowacji. Wydarzenie skupia wiele osób, których wspólnym celem jest troska i pasja dla poprawy jakości i bezpieczeństwa w opiece zdrowotnej.

Czytaj także: Pozorny wzrost nakładów na zdrowie nie da rzeczywistych efektów>>>

W forum uczestniczyło ponad 3400 osób z około 70 krajów. Podczas forum przedstawiano przykłady skutecznych wdrożeń rozwiązań zwiększających efektywność procesów związanych z opieką zdrowotną i wspierających jakość medyczną, w dużej mierze opartych o metodologię lean. Debatowano nad perspektywami takiej popularyzacji tych metod, która przyczyniłaby się do diametralnej zmiany modelu sprawowania opieki zdrowotnej na poziomie systemu.

Podkreślano potrzebę konsekwentnego budowania kultury ukierunkowanej na poprawę jakości, w tym na pozyskiwanie i szkolenie liderów – głównie przedstawicieli personelu medycznego, którzy pełniliby rolę ambasadorów zmian.

Uczestnikami Forum byli profesjonaliści z całego świata. Znalazło to odzwierciedlenie w doborze prelegentów, którzy w swoich prezentacjach dawali do zrozumienia, że konieczność poprawy efektywności systemów opieki zdrowotnej jest wyzwaniem ogólnoświatowym.

Szczególnie silną determinację we wspieraniu zmian promujących jakość w opiece zdrowotnej wykazuje brytyjski NHS. Od jednego z pracowników NHS usłyszałem, że dopiero wyniki pierwszych mikrowdrożeń metodologii opartej na optymalizacji procesów i kultury skoncentrowanej na poprawie jakości w pełni uświadomiły brytyjskiemu płatnikowi to, jaki potencjał tkwi w zmianie, którą właśnie realizuje. I jak trudne będzie osiągnięcie celu.

Przeczytaj teraz

Porada pielęgniarska powinna w pełni wykorzystywać nasze kompetencje

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 3.04.2019

Monika Tomaszewska, przewodnicząca Forum Pielęgniarek i Położnych Pracodawców Medycyny Prywatnej

Forum Pielęgniarek i Położnych Pracodawców Medycyny Prywatnej od zawsze propaguje ideę rozwoju zawodowego i samodzielności zawodowej pielęgniarek i położnych. W pomiotach prywatnych funkcjonuje model samodzielnych porad pielęgniarek i położnych czy konsultacji połączonych z kontynuacją leczenia prowadzoną przez pielęgniarki i położne.

Należy jednak pamiętać, że zakres obu tych porad i konsultacji jest zgoła inny. 

Wprowadzenie samodzielnej porady pielęgniarski czy położnej jest bardzo dobrym krokiem w stronę podwyższenia prestiżu zawodowego, jest świadczeniem na które czekaliśmy również my. Dla nas idea wzmacniania samodzielności zawodowej jest priorytetem.

Jednak proponowany projekt jest zaskoczeniem również dla nas. Biorąc pod uwagę ograniczone środki finansowe w systemie ochrony zdrowia bardziej zasadnym wydawało się rozpoczęcie procesu od wprowadzenia porady pielęgniarskiej do świadczeń gwarantowanych w ramach podstawowej opieki zdrowotnej – mamy zdecydowanie większy obszar i możliwości działania. 

Na temat proponowanych rozwiązań czytaj tutaj: Projekt rozporządzenia w sprawie porad pielęgniarskich>>>

Trudno nam się w pełni zgodzić z zakresem porady pielęgniarskiej/położnych w poradniach specjalistycznych, gdzie porada koncentruje się wyłącznie na nowych kompetencjach pielęgniarskich, jak ordynacja i kontynuacja leczenia czyli wypisywanie recept i zleceń na zaopatrzenie medyczne lub kierowanie na wybrane badania diagnostyczne. Nie wykorzystujemy pełnych kompetencji pielęgniarek i położnych.

W projekcie zakres każdej porady jest identyczny. Dodatkowo porada nie przyniesie zakładanych efektów zwłaszcza w modelu porady z samodzielną ordynacją, gdzie wdrożone leczenie czasem wymaga prowadzenia leczenia w domu, wymaga zwolnienia – pielęgniarka/położna niestety nie ma dzisiaj takich uprawnień. Musi skierować pacjenta do lekarza wyłącznie w tym celu, co wydaje się być mało efektywnym postępowaniem. Tutaj mamy gotowe propozycje nowych rozwiązań.

Niejasny jest również sposób kierowania na porady pielęgniarskie. W projekcie rozporządzenia w załączniku 1a wskazane jest iż porada pielęgniarska odbywa się na podstawie zlecenia lekarza lub na podstawie ustaleń dotyczących organizacji i realizacji świadczeń przyjętych w komórce organizacyjnej świadczeniodawcy, w której  są udzielane świadczenia z zakresu ambulatoryjnej opieki specjalistycznej w przypadku, gdy triage odbywa się na wcześniejszym etapie. Taki zapis podobnie, jak w przypadku recept w kontynuacji leczenia znacząco ogranicza próg wejścia pielęgniarek i położnych oraz pacjenta – inaczej niż zakładają twórcy zapisów. To dzisiaj jest duże utrudnienie, zapis jest rozumiany bardzo dosłownie i na to zwracaliśmy uwagę na spotkaniach.  

Nie wiemy również, czy zlecenie może wydać każdy lekarz czy lekarz z danego podmiotu leczniczego niezależnie od poradni specjalistycznej czy tylko z konkretnej. 

Proponowana wycena około 8 złotych budzi kontrowersje ze względu na wprowadzenie jej w specjalistyce i oczywistą, różną w praktyce specyfikę porady związaną z samodzielną ordynacją i samą kontynuacją leczenia. W naszej opinii powinno się zastosować podział. Mamy tu również propozycje rozwiązań.

Projekt z pewnością wymaga ponownego przemyślenia i my będziemy proponować wprowadzenie zmian, zmian opartych na solidnym doświadczeniu, które już w tym zakresie posiadamy. Jesteśmy przekonani, że dla dobra systemu uda nam się wspólnie wypracować najbardziej optymalne rozwiązanie. Jak zawsze jesteśmy nastawione na współpracę i jak zawsze chętnie współpracować będziemy.

Przeczytaj teraz

Pozorny wzrost nakładów na zdrowie nie da rzeczywistych efektów

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 31.03.2019

Pracodawcy RP w pełni rozumieją determinację organizatorów i uczestników pikiety, która ma się odbyć pod Sejmem 2 kwietnia 2019. Tego dnia minister zdrowia będzie przedstawiał na Sejmowej Komisji Zdrowia informację dotyczącą odsetka PKB przeznaczanego na ochronę zdrowia. Wywalczony przez lekarzy rezydentów i zapisany w ustawie wzrost wydatków na zdrowie to niestety fikcja – uważają Pracodawcy RP.

Rząd bowiem zastosował formalny wybieg, który ma poważne konsekwencje, mianowicie: planując wydatki na 2019 rok, bierze pod uwagę PKB z roku 2017, a nie z 2018. Taka metodologia obliczeń zasadniczo opóźnia wzrost wydatków na zdrowie. Przyjęta zasada pozwala bowiem zaoszczędzić na zdrowiu ponad 7 mld zł.

Natomiast nominalny wzrost wydatków w ochronie zdrowia pokryty zostanie z wyższych składek trafiających do Narodowego Funduszu Zdrowia – dzięki wzrostowi gospodarczemu i rosnącym zarobkom. A te „zaoszczędzone” 7 mld złotych to kwota, która mogłaby znacząco poprawić dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej. Obrazując wartość tej kwoty, w tym roku NFZ przeznaczył na specjalistyczną opiekę ambulatoryjną – czyli wizyty u specjalistów w przychodniach oraz badania diagnostyczne – 4,7 mld zł, a na rehabilitację leczniczą – 2,5 mld zł.

Politycy zapowiadali, że realizacja ustawy o 6 procentach PKB przyniesie niespotykany dotąd wzrost wydatków na zdrowie, który przełoży się na poprawę sytuacji pacjentów, podmiotów leczniczych oraz personelu medycznego. Czy faktycznie sytuacja pacjentów uległa poprawie? Czy coś się zmieniło w kwestii dostępności świadczeń? Czy podmiotom leczniczym lepiej się wiedzie? Chyba każdy Polak może sobie odpowiedzieć na to pytanie, a odpowiedź ta nie jest potwierdzeniem zapowiedzi polityków.

Czytaj także: Raport PZH: wydatki prywatne to 30 procent środków na ochronę zdrowia>>>

To nie jedyna zmiana, która – wbrew zapowiedziom rządzących – nie przyniosła żadnej poprawy w systemie opieki zdrowotnej. Wprowadzenie sieci szpitali doprowadziło do postępującego spadku udziału sektora prywatnego w systemie ochrony zdrowia. Dzisiejsza sytuacja nie pozostawia już żadnych złudzenie: w systemie publicznym nie ma ani pieniędzy, ani odpowiedniej kadry medycznej.

Potrzeby zdrowotne Polaków nie są zaspokajane, choć wydają oni na zdrowie z własnej kieszeni coraz więcej pieniędzy, bo aż około 40 mld zł rocznie (uwzględniając wydatki na leki). Brakuje też odpowiedzi na podstawowe pytanie: Co zamierzamy zrobić, aby zwiększyć dostępność świadczeń, zrównoważyć i poprawić funkcjonowanie całego sytemu opieki zdrowotnej? Wymaga to większych nakładów finansowych, odpowiednio licznej kadry medycznej – dobrze zorganizowanej, zarządzanej i opłacanej – oraz zmiany sposobu finansowania na taki, który uwzględnia efekt leczenia.

Pracodawcy RP

Czytaj także: System nie może funkcjonować bez podmiotów niepublicznych>>>

Przeczytaj teraz

Nielimitowane zabiegi usunięcia zaćmy to krok w dobrym kierunku

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 27.03.2019

Od dłuższego czasu zabiegi usunięcia zaćmy stanowią priorytet w programie ministra zdrowia, a szpitale prywatne bardzo aktywnie wspierają ten ważny projekt – komentuje Andrzej Mądrala, prezes zarządu Centrum Medycznego Mavit.

Od 1 kwietnia 2019 roku zmianie ulegną zasady finansowania operacji zaćmy ze środków publicznych. Największym usprawnieniem jest zniesienie limitów na przeprowadzanie tych procedur. Dodatkowo – zgodnie z nowymi zasadami – premiowane będą ośrodki, które wykonują takie zabiegi w trybie jednodniowym. Sprawa jest dla nas bardzo ważna, bowiem od momentu wprowadzenia tzw. sieci szpitali, środki przeznaczone na leczenie pacjentów w szpitalach prywatnych zostały mocno zredukowane. Od wielu miesięcy nasze środowisko szpitali prywatnych zabiegało zarówno w Ministerstwie Zdrowia, jak i w Centrali Narodowego Funduszu Zdrowia o takie odważne decyzje.

Do zmiany strategii przeprowadzania operacji zaćmy zostaną także zmuszone szpitale publiczne, dla których nowe ustalenia mogą być problematyczne do wdrożenia, szczególnie te dotyczące procedur jednodniowych. Przypomnijmy, że w nowoczesnych ośrodkach zagranicznych tylko 10 procent pacjentów jest hospitalizowanych w związku z przeprowadzaniem operacji zaćmy.

Jak długo czekamy na operacje zaćmy?

Okazuje się, że czas oczekiwania na zabiegi usunięcia zaćmy w Polsce w ostatnim czasie uległ znacznemu skróceniu, a to dzięki zwiększonej puli środków przekazanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. W 2013 roku średni czas oczekiwania na zabieg w trybie pilnym wynosił 189 dni, ale już w ubiegłym roku skrócił się do 134 dni. Analogicznie sprawa wygląda, jeśli chodzi o tzw. przypadki stabilne. Było to kolejno: 503 (2013 rok) i 480 dni (2018 rok). Przedstawione dane wskazują, że zaćma zyskała swoje miejsce w finansowaniu w ochronie zdrowia. Pacjenci natomiast z radością przyjęli znaczne skrócenie czasu oczekiwania na operacje zaćmy. Kolejki jednak nadal są długie. Za długie.

Więcej zabiegów

W Polsce co roku przeprowadza się około 320 tysięcy operacji zaćmy. Kolejnych 400 tysięcy chorych czeka w kolejce na ten zabieg. Trzeba zwiększyć liczbę zabiegów. Operacja zaćmy w trybie jednodniowym jest standardem w Unii Europejskiej i nie tylko. Przyjęcie tego rozwiązania spowoduje zwiększenie liczby operacji do ponad 400 tysięcy i co za tym idzie – skrócenie kolejki do pół roku – uważa prof. dr hab. n. med. Marek Rękas, konsultant krajowy w dziedzinie okulistyki.

Czytaj także: System nie może funkcjonować bez podmiotów niepublicznych>>>

W Szpitalu Specjalistycznym Centrum Medycznego Mavit w Warszawie kolejka pacjentów oczekujących na zabieg usunięcia zaćmy obejmuje około 7 tysięcy osób. W bieżącym roku, wykorzystując dostępne środki, mamy możliwość wykonania ponad 4 tysiące zabiegów, znacząco zmniejszając tę kolejkę. Dodatkowo rozpoczęliśmy przeprowadzanie zabiegów jednoczasowych obojga oczu. Dzięki temu obecnie zapisujemy nowych pacjentów na wrzesień 2020 roku. To ogromna sprawa i wielki postęp w zakresie skrócenia czasu oczekiwania na operacje zaćmy.

Bezpieczne zabiegi w naszym kraju

Specjaliści podkreślają, że przejście na tryb jednodniowy w operacjach zaćmy może spowodować, że polscy pacjenci zaprzestaną wyjazdów za granicę – głównie do Czech – gdzie poddają się zabiegom w nie zawsze sprzyjających medycznie warunkach.

Kiedy powrócą dopłaty do ponadstandardowych soczewek?

Jak wiadomo, „osiągnięciem” byłej prezes Narodowego Funduszu Zdrowia było zniesienie od roku 2014 możliwości dopłacania do soczewki ponadstandardowej. Aby zyskać możliwość wyboru innowacyjnej soczewki wewnątrzgałkowej, pacjent musi wybrać zabieg komercyjny. Już czas powrócić do tematu wznowienia dopłat do soczewek ponadstandardowych.

Co dalej z zabiegami jaskrowymi?

Kolejnym trudnym tematem w zakresie okulistyki są bardzo złożone zabiegi usunięcia jaskry. Problem jest coraz trudniejszy, bowiem niewiele ośrodków w Polsce jest przygotowanych do wykonywania tego typu procedur. W naszym warszawskim szpitalu mamy możliwości przeprowadzania operacji jaskry, ale problemem jest duża redukcja naszego kontraktu – w roku 2018 czas oczekiwania na zabieg ogromnie się wydłużył. Dzisiaj nowym pacjentom proponujemy czerwiec 2036 roku.

Wielokrotnie zwracaliśmy się zarówno do Ministerstwa Zdrowia, jak i prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia z prośbą o pomoc naszym pacjentom i przydzielenie nam dodatkowej puli pieniędzy. Na zabieg oczekuje około 600 pacjentów, którzy wybrali nasz szpital jako jeden z najlepszych w kraju oraz gwarantujący bezpieczny i innowacyjny zabieg.

Odpowiedzią są jedynie kontrole Mazowieckiego Oddziału NFZ. Właśnie oczekujemy na następną po materiale wyemitowanym w minioną niedzielę (24 marca 2019) w programie Fakty TVN.

Jest jednak nadzieja. Jak mi wiadomo, prezes NFZ wraz z kierownictwem Ministerstwa Zdrowia rozpatrują możliwość zniesienia limitów także na procedury przeciwjaskrowe od 1 lipca 2019 roku. To krok milowy – bardzo oczekiwany przede wszystkim przez potrzebujących pomocy pacjentów.

Andrzej Mądrala, prezes zarządu Centrum Medycznego Mavit

Przeczytaj teraz

Falck: musimy zniknąć z systemu ratownictwa medycznego

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 27.03.2019

Dokonane wykluczenie podmiotów niepublicznych z systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego oceniamy jednoznacznie negatywnie. Nawet nasi krytycy podkreślają wkład Falcka w podniesienie poziomu ratownictwa medycznego w Polsce w okresie ostatnich 15 lat. Trudno zrozumieć motywy wykluczenia z rynku poważnego i odpowiedzialnego inwestora, jakim jest Falck – komentuje Wojciech Jóźwiak, rzecznik prasowy Falck Medycyna.

Decyzja ta skutkuje koniecznością wydatkowania dodatkowych publicznych środków na uzupełnienie istniejącej przecież dzisiaj infrastruktury w PRM i to w sytuacji braków tych środków w innych obszarach systemu ochrony zdrowia.

Po co kupować 110 nowych karetek, skoro my zapewniamy ich obecność finansując to ze swoich środków? Niszczone są mechanizmy promujące jakość i efektywność.

Wskazywaliśmy jako Falck na możliwości skorzystania z wdrożonych,  innowacyjnych  rozwiązań z rynku ochrony zdrowia Królestwa Danii, a w szczególności w ratownictwie medycznym.

Wykluczenie niepublicznych podmiotów to zły kierunek, którego skutki odczują pacjenci i podatnicy. Monopolizacja rynku i arbitralne wskazanie jednostek mogących uczestniczyć w publicznym systemie nie mają uzasadnienia merytorycznego ani ekonomicznego. Wbrew krytyce konkurencja w publicznym systemie ochrony zdrowia jest potrzebna, a rynek europejski dysponuje wieloma przykładami korzystnej współpracy między publicznymi i niepublicznymi dostawcami usług ratownictwa na rzecz społeczeństwa, z pełną kontrolą i nadzorem organów państwa. Dania, Szwecja, Wielka Brytania, Hiszpania, Słowacja czy Niemcy to różne systemy, ale wszędzie wykorzystuje się korzyści niesione przez obecność w systemie podmiotów publicznych i niepublicznych.

Czytaj także: System nie może funkcjonować bez podmiotów niepublicznych>>>

Naszym zdaniem zmiany wprowadzane są chaotycznie i w pośpiechu, dominuje ideologia i polityka, co nie sprzyja podejmowaniu racjonalnych i przemyślanych decyzji. Jako firma zrobiliśmy wszystko, żeby przekonać decydentów o możliwym na różnym etapie wprowadzania zmian kompromisie, niestety bez efektu.

Poważnie traktujemy naszych długoletnich pracowników operacyjnych, ratowników i lekarzy, którzy związali z nami swoje profesjonalne życie od ponad 19 lat oraz faktycznie, zbudowali od podstaw spółkę Falck Medycyna w Polsce. Dlatego zaangażowaliśmy się w negocjacje  z  większością publicznych dysponentów, wspierając naszych pracowników.

W znaczącej większości dysponenci ratownictwa medycznego doceniają wartość merytoryczną i niezwykłe oddanie misji ratownictwa medycznego naszych pracowników. Dzięki temu będą oni nadal służyć społeczeństwu. Przeszkodą w zatrudnieniu bywają warunki płacowe i socjalne jakie część podmiotów publicznych nie jest w stanie zapewnić na poziomie oferowanym dotychczas przez Falck. Negocjacje pomiędzy stronami trwają.

Dowody wysokiej jakości usług, których symbolem jest Falck od ponad 100 lat i jakie realizował w Polsce przez ostatnie 15 lat na zawsze pozostaną w pamięci osób, którym udzieliliśmy pomocy w krytycznych sytuacjach życiowych. Wierzę, że część mądrych dysponentów zespołów ratownictwa medycznego docenia korzyści jakie niosła zdrowa konkurencja.

Dlatego zapewne otrzymaliśmy wiele propozycji ze stacji publicznych lub powiatów zainteresowanych utrzymaniem naszej obecności w systemie. Na przeszkodzie naszego dalszego istnienia stanęło niezrozumiałe negatywne stanowisko Ministerstwa Zdrowia w stosunku do podwykonawstwa realizowanego przez Falck. Mamy zniknąć z systemu.

Jako spółka nie chcemy tworzyć fikcyjnych bytów prawnych, aby zadośćuczynić wymogom ustawy. Falck  nigdy nie był też zainteresowany pozostaniem wyłącznie dostarczycielem sprzętu jak i ambulansów dla podmiotów publicznych. Realizowaliśmy świadczenia ratownictwa medycznego samodzielnie, mieliśmy swój etos, misję i wizję, tak więc nawet rola podwykonawcy była trudna do zaakceptowania, ale na taką pozycję na prośbę pracowników byliśmy gotowi. Decydenci jednak odrzucili jakąkolwiek możliwość. Nie będziemy wchodzić na siłę tam gdzie nas nie chcą.

Niestety musimy głośno dzisiaj powiedzieć – utrata profesjonalnego podmiotu w zakresie ratownictwa medycznego jakim był i nadal jest Falck, szybko przyniesie negatywne skutki, zarówno dla  państwa polskiego, systemu bezpieczeństwa obywateli jak i konkretnych pacjentów. Można było tego uniknąć.

Falck A/S to jeden z największych profesjonalnych globalnych dostawców usług ratownictwa medycznego oraz wysoko specjalistycznego transportu medycznego. W Polsce od początku istnienia skupialiśmy się właśnie na tym obszarze działalności. Stworzyliśmy także sieć Centrów Medycznych Falck, które właśnie są przedmiotem podpisanej umowy przedwstępnej na sprzedaż grupie PZU. Zmiana właściciela nie wpłynie na wysoki poziom opieki ambulatoryjnej  na rzecz naszych dotychczasowych klientów.

Czytaj: PZU Zdrowie przejmie Falck Centra Medyczne>>>

Właściciele spółki mają przygotowane różne warianty decyzji, w zależności od dalszych możliwości rozwinięcia nowych obszarów działania w ramach publicznego lub prywatnego systemu ochrony zdrowia w Polsce. Decyzje zostaną podjęte na pewno w tym roku. Jedną z możliwych decyzji jest również całkowita likwidacja potencjału spółki oraz wycofanie się inwestora z Polski.

Wojciech Jóźwiak, rzecznik prasowy Falck Medycyna

Stanowisko Falck Medycyna związane z zakończeniem z dniem 1 kwietnia 2019 roku realizacji świadczeń ratownictwa medycznego w Polsce, wynikającym ze zmiany przepisów ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym.

 

 

Przeczytaj teraz

Opieka koordynowana obniży koszty leczenia nefrologicznego

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 23.03.2019

Koordynacja opieki nefrologicznej może uratować zdrowie i życie tysięcy osób a także obniżyć koszty leczenia – tak wynika z raportu pod redakcją profesora Ryszarda Gellerta, krajowego konsultanta w dziedzinie nefrologii. Potwierdza to wypowiedź Teresy Rydzyńskiej, przewodniczącej Komitetu Zdrowia Krajowej Izby Gospodarczej.

– Jest kilka wariantów wdrożenia koordynowanej opieki zdrowotnej. Wychodzimy z założenia, że nie uzdrowimy całego systemu od razu, tylko chcemy skoncentrować się na osobach z grupy wysokiego ryzyka i skoordynować u nich tę opiekę. Według wstępnych wyliczeń ekspertów z firmy EY, możemy poprzez lepszą organizację i efektywniejsze zarządzanie wygospodarować około trzech milionów złotych, nie zabierając nikomu, niczego.  Będziemy, po prostu, lepiej gospodarować tymi środkami. Te trzy miliony starczą na zdiagnozowanie pięćdziesięciu tysięcy dodatkowych pacjentów nefrologicznych. Jeżeli odpowiednio wcześniej zdiagnozujemy pacjenta, to możemy go leczyć zachowawczo – tak go poprowadzić, żeby postęp choroby nie był taki szybki. Możemy dzięki temu odwlec na przykład włączenie pacjenta do dializy o dziesięć czy dwadzieścia lat. Łatwo policzyć, jakie to są zyski dla systemu leczenia – w ciągu dziesięciu lat, na dializy dla jednego pacjenta, trzeba wydać około pół miliona złotych. A mówimy o samych tylko dializach, a przecież jest całe grono innych zabiegów, nie mówiąc już o leczeniu powikłań. Ale co ważniejsze, ten człowiek pracuje, wypracowuje PKB, nie jest klientem ZUS . Im szerszą grupę pacjentów obejmiemy naszym projektem, tym większe będą efekty – wyjaśnia doktor Teresa Dryl-Rydzyńska.

Czytaj także: Potrzebne jest leczenie oparte na wartości i kompleksowa opieka>>>

–  W dzisiejszym systemie, oczywiście, mamy dostępne leczenie dla pacjentów, którzy wymagają terapii związanej z leczeniem nerkozastępczym, natomiast kłopot, który mamy z działaniem polskiego systemu ochrony zdrowia, to taki, że to finansowanie jest rozczłonkowane. Pacjent, w momencie, kiedy pojawia się na wizycie u lekarza, musi dostać skierowanie do poradni nefrologicznej. W momencie, kiedy zostanie skierowany do poradni, musi w niej odczekać, dopiero wtedy konsultuje się ze specjalistami. Nefrolog, najczęściej, daje mu zlecenie na kolejne badania i pacjent znów musi sam sobie te kwestie ogarniać. To jest bardzo rozciągnięte w czasie. Projekt, który proponujemy, polega na tym, że przy dostępie takich samych środków albo mniejszych, jeśli chodzi o finansowanie publiczne, chcemy zorganizować opiekę nad pacjentem wymagającym leczenia zastępczego, tak, żeby mieć jeden podmiot, który odpowiada za całość procesu leczenia – uzupełnia Jakub Szulc, dyrektor zespołu ds. zdrowia EY.

– Ważne jest, żeby to lekarz nefrolog, w porozumieniu z kolegami po fachu, kierował całym procesem leczenia. Na tym opiera się idea raportu, który prezentujemy w dniu obchodów Światowego Dnia Nerek. Celem, który przedstawiliśmy w raporcie, jest skupienie całego systemu leczenia wokół potrzeb chorego. Poprawa jakości tego leczenia, która ma się przełożyć na końcowy efekt. Nas interesuje, czy temu pacjentowi się poprawiło, czy też nie – chcemy płacić za efekt leczenia. Przy tym narastającym problemie, chcemy spróbować ograniczyć dramatyczny wzrost nakładów na leczenie tej grupy pacjentów – dodaje Teresa Dryl-Rydzyńska.

Raport dostępny jest na stronie Sekcji Nefrologicznej Izby Gospodarczej Medycyna Polska – www.nefron.org.

W proponowanym modelu reorganizacja polega przede wszystkim na scaleniu dotychczasowego zakresu odpowiedzialności poradni nefrologicznych i stacji dializ w obszarze opieki nad pacjentami w zaawansowanym stadium PChN oraz uzupełnieniu jej o zakres odpowiedzialności obecnie niedostępny w ramach świadczeń gwarantowanych lub będący w kompetencji innych świadczeniodawcom. Przekazanie odpowiedzialności jednemu podmiotowi umożliwi ciągle monitorowanie postępów leczenia i egzekwowanie odpowiednich wyników.

Czytaj także: Raport: potrzebny funkcjonalnym model opieki nad pacjentami z PChN>>>

– W Polsce chorobą nerek zagrożonych jest około 10 procent populacji, czyli mówimy o około 4 milionach osób. Choroba jest wykrywana za późno, ponieważ jest to bardzo podstępna choroba, która rozwija się latami, nie dając żadnych symptomów, które mogłyby być sygnałami ostrzegawczymi. Niezwykle ważne jest to, żeby prowadzić zdrowy tryb życia i dostarczać organizmowi wystarczającą ilość płynów, przede wszystkim wody. Należy również kontrolować poziom cukru we krwi, bo 30 procent chorych ma zniszczone nerki z powodu cukrzycy; kontrolować ciśnienie krwi, bo to kolejna przyczyna uszkodzenia tego organu oraz stosować prawidłową dietę: dużo warzyw, owoców. To są banały o których często dużo się mówi, ale dieta jest niezwykle ważna jeżeli chodzi o nerki – tłumaczy doktor Teresa Dryl-Rydzyńska.

Źródło: www.newsrm.tv.

 

 

Przeczytaj teraz

Porady pielęgniarskie powinny się znaleźć w koszyku świadczeń gwarantowanych

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 20.03.2019

Resort zdrowia jest przekonany, że porady pielęgniarskie rozwiążą problem dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej. To chyba zbyt proste, by było możliwe. Jednak znaczenie porad pielęgniarskich w systemie ochrony zdrowia powinno zostać docenione już dawno – szczególnie w podstawowej opiece zdrowotnej – uważają Pracodawcy RP.

Wizyta pacjenta powinna rozpoczynać się od porady pielęgniarskiej, a kiedy konieczna jest tylko kontynuacja recepty lub skierowanie na badanie diagnostyczne – na niej się kończyć.

Niestety, Ministerstwo Zdrowia wciąż nie rozwiązało problemu tak zwanej „pielęgniarki gabinetowej”. Formalizacja tego rozwiązania poprzez wpisanie odpowiednich wymagań do koszyka świadczeń podstawowej opieki zdrowotnej oraz zapewnienie odpowiedniego finansowania mogłoby wyjść naprzeciw zapowiadanym przez resort zmianom w obszarze porady pielęgniarskiej.

Czytaj także: Pracodawcy RP: ślepy zaułek diagnostyki bez limitów>>>

Czy opieka specjalistyczna również powinna obejmować poradę pielęgniarską? Wiele zależy od konkretnych rozwiązań, jakie zaoferuje resort zdrowia. Wydaje się jednak, że tworzenie sztywnych wymagań przy obecnych brakach kadrowych nie jest wskazane. Należałoby raczej uelastycznić rozwiązania w zakresie podstawowej opieki zdrowotnej oraz ambulatoryjnej opieki specjalistycznej z uwzględnieniem porady pielęgniarskiej, jak również zastanowić się przy tej okazji nad ewentualnym rozszerzeniem kompetencji pielęgniarskich.

Kierunek właściwy dla polskiej opieki zdrowotnej to wzmocnienie roli medycyny rodzinnej, dbanie o pacjenta nie tylko w chorobie, ale również w zdrowiu – tak, by jak najdłużej je zachowywał. To tez odejście od hospitalizacji na rzecz opieki ambulatoryjnej. Tylko tak możemy rozwiązać problem dostępności świadczeń.

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

 

Przeczytaj teraz

,,Papierowa” zmiana liczby łóżek w szpitalach

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 6.03.2019

Dr n.med. Robert Gajda

Grupa Gajda Med, operator szpitala w Pułtusku

Sprawa likwidacji łóżek szpitalnych w związku z nowymi normami zatrudnienia pielęgniarek budzi wiele emocji, jednak tak naprawdę w placówkach nic się nie zmieniło. Zmiana liczby łóżek nastąpiła tylko „na papierze”.

Do czasu wprowadzenia nowych przepisów trzeba było zatrudnić określona liczbę  pielęgniarek, które zabezpieczą łóżka pacjentów, bez wskazywania liczby tych pielęgniarek. Reforma ,,wymusiła” konkretne wskaźniki zatrudnienia, na przykład mówią one o liczbie 0,6 pielęgniarki na łóżko, czyli na 10 łóżek na oddziale musi przypadać 6 pielęgniarek.

Jednak pomimo wprowadzenia nowych norm Narodowy Fundusz Zdrowia nie zabezpieczył środków finansowych na zatrudnienie nowych pielęgniarek ani też pielęgniarek nie przybyło w Polsce z dnia na dzień.

Zresztą tak naprawdę nie było takiej potrzeby, żeby zmieniać cokolwiek, ponieważ poza nielicznymi szpitalami w Polsce wskaźnik obłożenia łóżek utrzymuje się na poziomie około 50 procent, a na niektórych oddziałach nawet 20 procent.

Tak to wygląda w całej Polsce. I jeśli widzimy łóżka na korytarzach z pacjentami to wcale nie oznacza to, że obłożenie w skali roku (a o takim mówimy w reformie) nie jest na poziomie 50 procent.

Jeśli wiec ,,na papierze” zmniejszymy liczbę łóżek na przykład ze 100 do 70, to wskaźnik obłożenia wzrośnie, a norma zatrudnienia pielęgniarek zostanie wykonana. Co z likwidowanymi łóżkami? NIC. Jak były tak są w tych samych miejscach tyle, że teraz nazywają się ,,dostawkami” i nie wchodzą w statystykę. Pacjenci leżą na nich tak samo jak przed reformą. Nie jest to pułtuski wymysł tylko manewr ogólnopolski. Nie zmienia to kontraktu , sposobu jego wykonania, zatrudnienia – nie zmienia to NICZEGO. A reforma się dokonała. Nie ma się zatem o co martwić. Dobrze by było aby na przyszłość każda reforma była przemyślana i realna do wykonania jak i istotnie potrzebna.

Czytaj także: Rekordowy rok w szpitalu Gajda-Med>>>

Przeczytaj teraz

Pracodawcy RP: ślepy zaułek diagnostyki bez limitów

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 6.03.2019

Tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny bez limitów – które od 1 kwietnia 2019 roku zapowiedział resort zdrowia – nie poprawią sytuacji pacjentów. Będzie to kolejne dosypanie pieniędzy do źle funkcjonującego systemu, a przez to ich zmarnowanie –  alarmują Pracodawcy RP.

Ministerstwo Zdrowia nie wyjaśniło jeszcze, skąd weźmie środki na dodatkowe usługi. Nie to jest jednak najważniejsze – problemem jest fakt, że pieniądze nie zmienią źle działającego systemu ochrony zdrowia.

Zwiększenie środków finansowych przeznaczanych na diagnostykę nie rozwiążę problemu polskiego pacjenta, ponieważ pacjent nadal nie będzie miał ustalonego miejsca w systemie. Poza tym nie należy zapominać o ograniczonych zasobach kadrowych, w tym przypadku lekarzach z dziedziny radiologii i diagnostyki obrazowej. Najistotniejszą kwestią dla każdego pacjenta jest zapewnienie ciągłości opieki, zgodnie z przyjętym indywidualnym planem diagnostyki i leczenia.

Czytaj: Od 1 kwietnia – badania TK i RM oraz usunięcie zaćmy – bez limitu>>>

Pacjent otrzymując od lekarza specjalisty skierowanie na badanie rezonansu lub tomografię zostaje pozostawiony sam sobie. Musi na własną rękę szukać miejsca wykonania badania. Od jego umiejętności zdobywania informacji i determinacji zależy w dużej mierze, czy badanie nastąpi szybciej, czy wolniej. To, że badania nie będą limitowane, nie oznacza automatycznie, że pacjent wykona je szybko.

Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie modelu opieki ambulatoryjnej skoncentrowanej na pacjencie i jego potrzebach zdrowotnych, skoordynowanie i zintegrowanie jego diagnostyki i leczenia oraz stworzenie mechanizmu umożliwiającego finansowe motywowanie świadczeniodawców do stałego podnoszenia poziomu jakości udzielanych świadczeń.

Gdyby lekarz wystawiając skierowanie od razu mógł zaproponować lub wyznaczyć miejsce badania zgodne z potrzebami leczenia – wtedy pacjent nie byłby narażony na ryzyko.

W obecnej sytuacji zasilenie systemu opieki zdrowotnej dodatkowymi pieniędzmi nie poprawi sytuacji w stopniu, jaki jest możliwy do osiągnięcia przy przebudowie organizacji opieki ambulatoryjnej, przy czym bezdyskusyjną kwestią jest konieczność podjęcia działań mających na celu zwiększenie dostępności do diagnostyki obrazowej.

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

Przeczytaj teraz

Jakość leczenia – kluczowa dla pacjentów i systemu

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 13.02.2019

11 lutego obchodzony był Światowy Dzień Chorego. To dobry moment, aby zastanowić się nad, wydawałoby się, oczywistą kwestią – dlaczego tak ważne dla całego systemu ochrony zdrowia jest skuteczne leczenie?

– Opieka zdrowotna oparta na wartości (ang. value based healthcare) i dowodach medycznych (ang. evidence based medicine) to lepsze życie dla chorych i bardziej racjonalne decyzje dla płatnika – mówi dr Tomasz Prystacki, prezes zarządu Fresenius Nephrocare Polska i członek zarządu Związku Pracodawców Medycyny Prywatnej.

Chorzy potrzebują skutecznej medycyny naprawczej

Ten szczególny dzień, ustanowiony przez Papieża-Polaka, stwarza okazję do namysłu nad stanem nie tylko profilaktyki, lecz przede wszystkim medycyny naprawczej w Polsce. Tegoroczne hasło obchodów Światowego Dnia Chorego – „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie” – skłania do refleksji na temat kosztów w opiece zdrowotnej.

– Zdrowie jest bezcenną wartością, natomiast procedury i interwencje medyczne służące jego przywróceniu chorym są jak najbardziej wymierne. Wobec takich wyzwań systemowych, jak zwiększające się potrzeby zdrowotne Polaków i niesprzyjające prognozy demograficzne z jednej strony, a rosnąca presja ekonomiczna i niedobór kadr medycznych z drugiej, istotne jest, aby w interesie chorych sektor publiczny i niepubliczny pogłębiały, a nie zawężały pola współpracy. Zwłaszcza, że zapowiadany wzrost publicznych nakładów na opiekę zdrowotną może okazać się niewystarczający dla zapewnienia bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli, a wydatki pacjentów out-of-pocket cały czas rosną – argumentuje Anna Rulkiewicz, prezes Związku Pracodawców Medycyny Prywatnej oraz Prezes Grupy Lux Med.

Premiowanie jakości leży w interesie pacjentów

W Polsce każdego roku wydawanych jest ponad 80 mld zł na refundację technologii i świadczeń medycznych. Jakość świadczeń i spełnianie podstawowych wymogów regularnie kontrolowane są przez płatnika, czyli Narodowy Fundusz Zdrowia. Oczywisty jest jednak fakt, że jednostki oferujące leczenie różnią się między sobą w zakresie jakości udzielanych świadczeń i osiąganych efektów, choćby ze względu na wykorzystywane technologie i sprzęt medyczny czy doświadczenie i poziom kwalifikacji personelu medycznego. Nie ma jednak oficjalnego systemu oceny jakości świadczeń, tak aby można jednoznacznie porównać jakość świadczonych usług i wyniki terapeutyczne stosowanego leczenia. Stawki refundacyjne są w naszym kraju równe dla wszystkich świadczeniodawców, bez względu na efekt stosowanych terapii medycznych.

Lekarze i szpitale opłacani w zależności od wyników leczenia

Na całym świecie coraz większą popularność zyskuje opieka zdrowotna oparta na wartości (ang. value based healthcare). To model świadczenia opieki zdrowotnej, w ramach którego świadczeniodawcy, w tym szpitale i lekarze, otrzymują wynagrodzenie w oparciu o efektywność, czyli uzyskiwane wyniki leczenia pacjentów w kontekście poniesionych nakładów.

Świadczeniodawcy są wprost premiowani za pomaganie pacjentom w poprawie ich zdrowia, jakości życia, ograniczaniu skutków i częstości występowania powikłań czy reoperacji – czyli dodatkowych kosztów. Opieka oparta na wartości różni się od głównego podejścia stosowanego w Polsce, opartego na zasadzie „opłata za świadczenie”. Obecnie usługodawcy są opłacani na podstawie ilości, a nie jakości i skuteczności udzielonych świadczeń zdrowotnych.

W tym kontekście cieszy fakt, że polski ustawodawca i płatnik podjęli już pewne działania w kierunku modelu modelu value based healthcare, na przykład przy wdrażaniu programów koordynowanych w kardiologii i opiece nad kobietami w ciąży, co jest pozytywnym sygnałem zarówno dla pacjentów, jaki i dobrych świadczeniodawców.

Czytaj także: Potrzebne jest leczenie oparte na wartości i kompleksowa opieka>>>

Lepsze osiągnięcia terapeutyczne i bardziej racjonalne wydatki

W modelu opieki opartym na wartości świadczeniodawcy dążą do osiągnięcia lepszych wyników terapeutycznych oraz większego zadowolenia pacjentów. Płatnik natomiast może kontrolować koszty i zmniejszać ryzyko związane z zapłatą za nieadekwatne, nieefektywne lub słabsze jakościowo leczenie. Nie bez znaczenia jest fakt, że jednocześnie wydatki na opiekę zdrowotną co do zasady ulegają znacznej racjonalizacji.

– Przykładowo, zapewnienie jak najlepszych wyników medycznych w opiece nefrologicznej pozwala pacjentom osiągnąć lepszy ogólny stan zdrowia, spowolnić progresję niewydolności nerek i lepiej przygotowuje ich do ewentualnego przeszczepu nerki. Natomiast dla tych pacjentów, którzy jednak muszą być dializowani, kompleksowość udzielanych świadczeń skutkuje lepszą jakością życia pomimo częstego występowania chorób współistniejących oraz mniejszą liczbą hospitalizacji i powikłań, co w przypadku pacjentów chronicznych ma znaczenie fundamentalne dla jakości życia. Sukcesy na tym polu ma na przykład portugalska nefrologia – argumentuje członek zarządu Związku Pracodawców Medycyny Prywatnej i prezes Fresenius Nephrocare Polska, dr Tomasz Prystacki.

Oparcie finansowania procedur i technologii medycznych na wartości i efektywności może stać się dla twórców systemu opieki zdrowotnej zachętą do wprowadzania i promowania innowacyjnych rozwiązań w zakresie organizacji ochrony zdrowia, a dla świadczeniodawców – motywatorem do dbania o jakość i skuteczność udzielanych świadczeń. Skorzystają na tym wszyscy – przede wszystkim pacjenci.

Światowy Dzień Chorego w tym roku obchodzony był już po raz dwudziesty siódmy.

Przeczytaj teraz

Aldemed: rok 2019 pod znakiem inwestycji

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 13.02.2019

Ryszard Szcząchor, dyrektor Centrum Medycznego Aldemed

W roku 2019 w Centrum Medycznym Aldemed będzie realizowanych kilka ważnych inwestycji, których rezultatem będzie rozwój oferty świadczeń. Po raz pierwszy od wielu lat mamy kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia na leczenie szpitalne.

Nową jednostką, która już przyjmuje pacjentów, a której oficjalne otwarcie odbędzie się pod koniec lutego 2019, w 23. rocznicę działalności Aldemed, jest Centrum Terapii Kręgosłupa, działające w naszej filii Zastal.

Oferuje ono leczenie różnorodnych schorzeń kręgosłupa, bólu i neuropatii obwodowych.  W Centrum Terapii Kręgosłupa wykonywane są między innymi zabiegi implantacji preparatu Discogel, stosowanego jako skuteczna metoda lecznicza w  uszkodzeniu jądra miażdżystego w kręgosłupie.

Centrum Terapii Kręgosłupa oferuje leczenie, rehabilitację, diagnostykę oraz zabiegi operacyjne. Są to świadczenia komercyjne, gdyż nie posiadamy kontraktu z NFZ na ten zakres usług.

Wydatki związane z utworzeniem tej jednostki wyniosły około 750 tys. zł. Środki te przeznaczone zostały na zakup mikroskopu stosowanego przy operacjach kręgosłupa, aparatu RTG z ramieniem C oraz specjalnego stołu.

Druga nowa jednostka, którą tworzymy w tym roku, to centrum urologiczne, które będzie się zajmowało między innymi leczeniem chorób prostaty. Powstanie ono w naszej siedzibie przy ulicy Niepodległości, która została powiększona w wyniku zakupu ostatniej jej części położonej na II piętrze (obecnie więc jesteśmy właścicielami całej kamienicy, oprócz kilku pomieszczeń na parterze).

W tych nowo zakupionych pomieszczeniach o powierzchni 130 mwk planujemy utworzenie centrum urologicznego. Jednostka ta ruszy jeszcze w tym roku, po przeprowadzeniu koniecznego remontu  i zakupie wyposażenia. Ta inwestycji również będzie nas kosztować około 700 tys. zł.

Ponieważ posiadamy kontrakt na świadczenia ambulatoryjne w zakresie urologii część usług oferowanych przez tę jednostkę będzie finansowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

Powiększyć chcemy także naszą drugą placówkę – filię Zastal, działającą przy ulicy Towarowej. W tym celu zleciliśmy analizę techniczną budynku, na którym chcemy dobudować dwa piętra.  Gdy opinia budowlana będzie pozytywna,  rozpoczniemy inwestycję, a w jej wyniku uzyskamy 800 mkw nowej powierzchni, na której znajdzie się powiększony dział rehabilitacji oraz poradnia podstawowej opieki zdrowotnej.

W ostatnim czasie, po raz pierwszy od czasu, gdy powstał szpital (było to w roku 2011) udało nam się uzyskać kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia na leczenie szpitalne. Dotyczy on zabiegów usuwania zaćmy metodą fakoemusyfikacji, które wykonujemy w ramach chirurgii jednego dnia. Posiadamy także umowę z NFZ na wykonywanie iniekcji doszklistkowych w ramach programu lekowego leczenia neowaskularnej (wysiękowej) postaci zwyrodnienia plamki związanego z wiekiem (AMD).

Czytaj: Aldemed: operacje zaćmy w ramach NFZ>>>

Coraz więcej pacjentów korzysta z naszych usług, a teraz łatwiej im dotrzeć do naszej filii Zastal dzięki inwestycji zrealizowanej przez miasto, które wybudowało przejście podziemne pod torami kolejowymi. W ramach współpracy z samorządem Aldemed na 10 lat oddał w użytkowanie miastu 150 mkw działki, na której powstał chodnik i ścieżka rowerowa.

Mam nadzieję, że cały rok 2019 będzie upływał w naszym Centrum Medycznym pod znakiem realizowanych z sukcesem inwestycji i dalszego rozwoju naszych placówek i usług.

 

Przeczytaj teraz

Jakość laboratorium diagnostycznego zależy od zarządzania

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 30.01.2019

Dr n. med. Tomasz Anyszek, pełnomocnik zarządu spółki Diagnostyka ds. medycyny laboratoryjnej, członek Prezydium Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych

Funkcjonujące w krajach rozwiniętych systemy ochrony zdrowia dopuszczają zarówno własne laboratoria szpitalne, jak i laboratoria outsourcingowe, i skupiają się na kontroli ich jakości i kompetencji, aby zapewnić bezpieczeństwo i komfort dla pacjenta.

Nigdzie nie ma nakazu, ani zakazu dla outsourcingu, i sposób prowadzenia laboratorium pozostaje w gestii zarządzających szpitalem.

Obecnie w Polsce około ¼ laboratoriów szpitalnych prowadzona jest przez podmioty zewnętrzne. Przy wyzwaniach ekonomicznych generowanych dla szpitali przez system finansowania ochrony zdrowia w Polsce outsourcing laboratoriów jest jednym z rozwiązań poważnie rozważanych przez zarządzających szpitalami, gdyż zazwyczaj niesie korzyści finansowe.

Nie ma jednoznacznych danych mogących wskazać na wyższość jakościową laboratoriów własnych nad laboratoriami w outsourcingu i vice-versa.

Odpowiednie kompetencje laboratorium i jakość jego usług zależą głównie od dyrekcji szpitala, która w przypadku własnego laboratorium musi zapewnić odpowiednie zasoby i procedury dla jego prawidłowego funkcjonowania, a w przypadku laboratorium prowadzonego przez jednostkę zewnętrzną odpowiednio zdefiniować w umowie wymagania jakościowe i organizacyjne oraz zasady współpracy i nadzoru nad prawidłowością usług świadczonych przez usługodawcę.

Laboratoria to specjalistyczne jednostki

Współczesne laboratoria medyczne są wysokospecjalistycznymi jednostkami wykorzystującymi skomplikowane i kosztowne wyposażenie i zatrudniającymi dedykowany zespół diagnostów laboratoryjnych i techników, a czasem nawet lekarzy. Medycyna laboratoryjna rozwija się bardzo dynamicznie, co skutkuje koniecznością ciągłego wdrażania dość dużej ilości nowych procedur i dostosowywania wyposażenie do zmieniających się potrzeb klinicystów i pacjentów. Diagnostyka laboratoryjna i laboratoria medyczne są stosunkowo hermetyczną dziedziną medycyny i bardzo często osoby zarządzające szpitalem, nawet posiadające wykształcenie medyczne, nie mają odpowiednich kompetencji, aby wziąć pełną odpowiedzialność merytoryczną za funkcjonowanie laboratorium.

Jeżeli dodamy do tego problem kosztów funkcjonowania laboratorium, których głównymi składowymi są wynagrodzenia zatrudnionego personelu oraz koszty specjalistycznej aparatury i odczynników wraz z innymi materiałami zużywalnymi, to przy braku kontraktowania usług laboratoryjnych przez NFZ, czyli braku bezpośredniej refundacji badań laboratoryjnych, laboratorium jawi się jako ośrodek generujący koszty, a nie przynoszący dochód. Stąd już tyko krok do wrzucenia laboratorium do jednego koszyka wraz z innymi usługami, które generują koszty, a nie przychody, jak np. wyżywienie pacjenta, ochrona, utrzymanie czystości, które najczęściej podlegają outsourcingowi.

Problem jest bardziej złożony, bo nawet jeżeli zarządzający szpitalem rozumieją ważną rolę jaką odgrywa laboratorium i wyniki badań laboratoryjnych w całym systemie szpitalnym i znają ryzyka związane np. z zaniechaniem wykonania koniecznych badań, czy też opóźnionym otrzymaniem ich wyników, albo zbyt późno postawioną lub omyłkową diagnozą (do czego może doprowadzić brak dostępu do odpowiednich badań laboratoryjnych), to często mają bardzo ograniczone możliwości zapewnienia odpowiedniego funkcjonowania laboratorium w strukturach wewnętrznych szpitala.

Spośród wielu problemów wymienić należy najpoważniejsze, czyli konieczność ciągłych inwestycji w specjalistyczne wyposażenie laboratorium, konieczność pełnej informatyzacji działania laboratorium i ciągłe dostosowywanie rozwiązań IT do zmieniających się potrzeb klientów, wykonywanie badań głównie, a czasem jedynie, dla własnych potrzeb i brak skutecznych działań sprzedażowo-marketingowych, aby oferować badania klientom zewnętrznym, ciągłe problemy ekonomiczne szpitali i brak płynności finansowej utrudniające skuteczne negocjacje z dostawcami oraz ograniczające konieczne inwestycje np. w infrastrukturę laboratorium, czy też uniemożliwiające adekwatne wynagradzanie personelu.

Koszt badania niższy po outsourcingu

Z ekonomicznego punktu widzenia outsourcing wypada korzystnie dla szpitala. Oficjalnie dostępnych danych nie znalazłem, ale na podstawie własnej analizy kilkudziesięciu przykładów, nie tylko z naszego kraju, doszedłem do wniosku, że koszt badania wykonywanego w laboratorium po outsourcingu jest niższy niż koszt badania wykonywanego przed outsourcingiem.

Co więcej różnica jest na tyle znacząca, że nawet po dodaniu marży cena zakupu badania od jednostki zewnętrznej (czyli koszt dla szpitala) jest niższy niż koszt badania generowany przez własne laboratorium szpitalne. Różnica ta jest tym większa im większa ilość badań zlecanych przez szpital.

Jednostkami zewnętrznymi prowadzącymi outsourcingi są najczęściej duże firmy prowadzące wiele laboratoriów (tzw. laboratoria sieciowe) i wykorzystują one kilka czynników umożliwiających obniżenie kosztu pojedynczego badania. Najbardziej oczywisty czynnik to niższe ceny zakupu wyposażenia, odczynników i materiałów zużywalnych uzyskiwane w negocjacjach z dostawcami przez laboratoria sieciowe w porównaniu ze szpitalem.

Niższe ceny uzyskiwane są w oparciu o wielkość zamówienia generowanego przez wszystkie laboratoria sieci, które wykonują wielokrotnie więcej badań niż jedno tylko laboratorium szpitala, więc mamy tu do czynienia, aby użyć prostego przykładu, z porównaniem zakupu hurtowego z detalicznym. Nie bez znaczenia dla negocjacji jest też to, że laboratoria zewnętrzne zazwyczaj regulują w terminie swoje zobowiązania względem dostawców, podczas gdy szpitale bardzo często mają problemy z terminowością płatności w związku z problemami z płynnością finansową.

Dodatkowym czynnikiem obniżającym koszty badań w outsourcingu jest niższa składowa kosztów stałych funkcjonowania laboratorium alokowana na jedno badanie, niż w przypadku własnego laboratorium szpitalnego. Istnieje wiele rodzajów kosztów, które musi ponieść każde laboratorium, niezależnie od swojej wielkości i ilości wykonywanych badań, np. koszty wdrożenia i utrzymania infrastruktury informatycznej (hardware i oprogramowanie wraz z kosztami wsparcia i rozwoju), koszty wdrożenia i utrzymywania systemu zapewnienia jakości, a w tym wewnątrz- i zewnątrzlaboratoryjnego systemu kontroli jakości analitycznej badań, koszty administracyjne i lokalowe.

Oznacza to, że każde laboratorium musi ponieść pewien „koszt wejścia” przy rozpoczęciu działania i ponosić miesięczne koszty stałe wsparcia funkcjonowania. Te koszty w mniejszym stopniu alokują się na każde pojedyncze badanie w przypadku większej ilości wykonywanych badań. Z biznesowego punktu widzenia laboratorium jest świetnym przykładem na to, jak ilość sprzedanych produktów (w tym przypadku wykonanych badań) obniża koszt pojedynczego produktu. Ponieważ laboratoria sieciowe, będące najczęściej operatorami laboratoryjnych szpitali w outsourcingu, umiejętnie zdobywają klientów zewnętrznych i w laboratorium szpitalnym wykonują badania zlecane nie tylko przez szpital, to wspomniane powyżej koszty stałe rozkładają się na wszystkie badania i obniżają koszt badań wykonywanych dla szpitala.  Z moich obserwacji wynika, że laboratoria pozostające w zarządzaniu szpitala nie osiągają takich sukcesów sprzedażowo-marketingowych jak laboratoria sieciowe, więc ilość wykonywanych przez własne laboratoria szpitala badań jest mniejsza, a więc koszt alokowany na badanie wyższy.

Dodatkowym czynnikiem obniżającym koszt pojedynczego badania w przypadku outsourcingu jest przeniesienie istniejącego know-how sieci laboratoriów do laboratorium szpitalnego i uzyskanie korzyści operacyjnych w zakresie efektywności pracy.

Ponad 100  mln zł na inwestycje w publicznych laboratoriach

Przedstawiciele laboratoriów aktywnych na polu outsourcingu w Polsce oszacowali swoje inwestycje infrastrukturalne w publiczną bazę szpitalną na przestrzeni ostatnich lat na kwotę przekraczającą 100 milionów zł.

Z dużą dozą pewności można powiedzieć, że budżetu publicznego nie było stać na te inwestycje i przerzucenie kosztów inwestycji na prywatne podmioty zewnętrzne przyniosło ogromne korzyści dla szpitali i pacjentów. Oczywiście te koszty inwestycji zostaną zwrócone przez szpital w postaci marży w cenie badania laboratoryjnego, ale po pierwsze, ta cena badania jest zazwyczaj i tak niższa niż koszt badania z własnego laboratorium, a po drugie jest to bardzo przyjazna forma kredytu udzielonego przez jednostkę zewnętrzną, na warunkach znacznie bardziej przyjaznych niż jakikolwiek kredyt bankowy.

Koszty wynagrodzeń są jednym z głównych składników kosztów funkcjonowania laboratorium i dyrekcja szpitala chętnie przyjmuje fakt przejęcia pracowników i kosztów ich wynagrodzeń przez jednostkę zewnętrzną. Zazwyczaj personel laboratorium szpitalnego jest przejmowany przez jednostkę zewnętrzną w całości i z zachowaniem gwarancji zatrudnienia i wynagrodzenia, zgodnie z artykułem 23(1) Kodeksu Pracy. W obecnej sytuacji w Polsce mamy niedobór zarówno diagnostów laboratoryjnych, a szczególnie specjalistów, jak i również techników i mówimy raczej o rynku pracownika niż pracodawcy. W związku z tym pracownicy laboratoriów nie powinni się obawiać bezrobocia. Oczywiście największe emocje budzi kwestia wynagrodzeń pracowników laboratoriów medycznych i panuje powszechne przekonanie o konieczności podwyżek, ale na zarobki narzekają zarówno pracownicy laboratoriów publicznych, jak i prywatnych, chociaż sytuacji różni się w zależności od regionu kraju, wielkości miasta i zagęszczenia populacji.

Mocnym dowodem na dobrą jakość i kompetencje laboratoriów prowadzących outsourcingu jest fakt, że prawie dziesięć z nich posiada akredytację Polskiego Centrum Akredytacji potwierdzającą spełnienie wymagań normy PN-EN ISO/IEC 15189, w porównaniu do tylko dwóch laboratoriów prowadzonych samodzielnie przez jednostki publiczne, aczkolwiek możliwe jest, że laboratoria publiczne nie starają się o akredytację z powodu braku środków finansowych na pokrycie kosztów procesu oceny (kilkanaście tysięcy PLN rocznie).

Podsumowując można stwierdzić, że nie ma jednoznacznych dowodów na wyższą jakość i kompetencje jednego z rodzajów laboratoriów (własne szpitalne vs. outsourcing), a jeżeli chcielibyśmy na siłę szukać dowodów to teoretycznie nieco lepiej wypadają laboratoria w outsourcingu (więcej akredytacji, nowe wyposażenie).

Ważna jest dobrze skonstruowana umowa

Ryzyka outsourcingu wynikają głównie ze źle skonstruowanej przez szpital specyfikacji wymagań do konkursu i źle sformułowanej umowy. Na szczęście widać na tym polu znaczną poprawę i umowy outsourcingowe podpisywane w ostatnich latach, a szczególnie przygotowywane przez duże szpitale, zawierają bardzo szczegółową specyfikację wymagań jakościowych obejmującą m.in. pełną listę badań laboratoryjnych wykonywanych dla szpitala wraz z oczekiwanymi czasami wykonania każdego z badań wraz z obligacją do wykonania tych badań w lokalizacji szpitala; wymóg akredytowania laboratorium w lokalizacji szpitala; wymogi dotyczące oczekiwanych kompetencji i kwalifikacji personelu laboratorium; wymogi dotyczące jakości wykonywanych badań, często z obligacją okazywania na żądanie szpitala wyników kontroli wewnątrz- i zewnątrzlaboratoryjnej; wymogi dotyczące sposobu nadzorowania badań POCT wykonywanych w szpitalu; wymogi związane z formą prowadzenia przez laboratorium dokumentacji, a w tym e-dokumentacji i raportowania wyników oraz wymaganych sprawozdań itp. Jeżeli do tych doprecyzowanych wymagań dołączone są opisane mechanizmy kontroli jakości świadczonych usług i zdefiniowane są kary umowne za niespełnienie wymagań, to szpital ma skuteczne narzędzia do wyegzekwowania od usługodawcy wymaganej jakości usługi.

Często słyszę przewijające się w różnych rozmowach stwierdzenie, że własne laboratorium szpitala jest lepsze, bo komunikacja wewnętrzna pomiędzy klinicystami i laboratorium jest bardziej skuteczna niż komunikacja pomiędzy klinicystami, a laboratorium prowadzonym przez firmę zewnętrzną.

To stwierdzenie nie musi być prawdziwe z kilku powodów. Po pierwsze najczęściej po outsourcingu pracują w laboratorium te same osoby co przed outsourcingiem i relacje pracowników laboratorium z klinicystami nie zmieniają się. Po drugie szpital ma pełne prawo i powinien zdefiniować w kontrakcie zasady komunikacji i wsparcia klinicystów przez laboratorium, które mogą być podobne, a nawet tożsame z zasadami funkcjonującymi przed outsourcingiem.

Widziałem wiele przykładów doskonałej współpracy pomiędzy laboratorium a klinicystami i widziałem też wiele szpitali, gdzie laboratorium i jego pracownicy nie byli traktowani partnersko przez klinicystów, ale nie zależało to od statusu laboratorium (własne lub outsourcing), ale raczej od sposobu zarządzania szpitalem przez dyrekcję, nastawienia klinicystów do laboratorium oraz kompetencji pracowników laboratorium i ich gotowości do współpracy.

Wiele zasad współpracy pomiędzy klinicystami a laboratorium, niezależnie od swego statusu, powinno zostać zdefiniowanych, opisanych i egzekwowanych, a to wymaga gotowości wszystkich stron: klinicystów, laboratorium i dyrekcji. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby w sposób jasny opisać: kto z kim i w jaki sposób może się komunikować oraz jak wspólnie rozwiązywać potencjalne problemy kliniczne i operacyjne.

Wsparcie laboratorium powinno obejmować pomoc w rozwiązywaniu codziennych problemów (wsparcie dla klinicystów przy interpretowaniu wyników badań, ale też odpowiedź na najprostsze pytania np. kiedy będzie dostępny wynik), ale także szkolenia organizowane przez laboratorium dla pracowników oddziałów klinicznych (lekarzy i pielęgniarek) związane np. z fazą przedanalityczną badania i wybranymi problemami diagnostyki laboratoryjnej, oraz formalny wymóg uczestnictwa dedykowanych pracowników laboratorium w pracach np. komitetu ds. zakażeń szpitalnych, komitetu ds. badań POCT oraz ustalenie regularnych spotkań z klinicystami w celu omówienia bieżących problemów i ustalenia wspólnych rozwiązań i planów np. w ramach spotkań ordynatorów. Takie wsparcie jest możliwe zawsze, jeżeli dyrekcja szpitala w sposób świadomy zdefiniuje taką potrzebę i ustali odpowiednie procedury.

Przeczytaj teraz

Patrzymy z nadzieją na rok 2019

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 21.01.2019

Andrzej Mądrala, prezes zarządu Centrum Medycznego Mavit

Patrzymy z nadzieją na rok 2019 wierząc,  że wzrost finansowania na ochronę zdrowia wreszcie będzie zauważalny, a dodatkowe środki z budżetu państwa będą służyły pacjentom.

Rok 2018 obfitował w wiele znaczących wydarzeń w ochronie zdrowia. Niestety,  nie wszystkie były pomyślne dla pacjentów i dla prywatnych szpitali.

Pierwsza połowa roku to finał strajku rezydentów i podpisanie porozumienia, które także zapoczątkowało roszczenia płacowe pracowników ochrony zdrowia. Powstał  ogromny bałagan płacowy dotyczący  innych pracowników, spowodowany podwyżkami dla pielęgniarek i położnych. Ważna sprawa to  także decyzja o przyśpieszeniu procesu dojścia do 6 procent PKB na zdrowie oraz rozpoczęcia misji nowego ministra zdrowia – profesora Łukasza Szumowskiego.

Czy w polityce ochrony zdrowia się coś zmieniło? Raczej nie. Minister zdecydował się na pełną kontynuację wcześniej rozpoczętych procesów, czyli wdrażania sieci szpitali, opóźniania kontraktowania świadczeń w zakresie ambulatoryjnej opieki specjalistycznej oraz uzupełniających konkursów w zakresie leczenia szpitalnego. Niestety,  powyższe zmiany,  mimo zapowiedzi,  nie doczekały się ewaluacji. Szczególnie szpitale  powiatowe wyrażają ogromne obawy związane z ich prawidłową, dalszą działalnością.

Rok 2018 to także rok pilotaży w ochronie zdrowia, głównie mających na celu lepszą koordynacje drogi pacjenta w systemie ochrony zdrowa. Jednak na razie jest zdecydowanie za wcześnie na ich podsumowania.

Z punktu widzenia sektora prywatnego ubiegły rok był trudny oraz szokujący dla wielu ośrodków medycznych. Wstępne analizy pokazują, że ogromna część  środków w zakresie leczenia szpitalnego została  przekierowana do szpitali sieciowych, zazwyczaj  kosztem zmniejszania kontraktów dla szpitali prywatnych.

To nie był dobry rok dla pacjentów wybierających od wielu lat innowacyjne prywatne podmioty ochrony zdrowia. Pacjenci zostali niejednokrotnie wstrząśnięci informacją, że niestety z powodu ograniczenia finansowania,  czas oczekiwania na zabieg przedłużył się nawet o kilka lat lub kilkanaście lat. Wielu z nich  może nie doczeka się  zabiegu ze względu na podeszły wiek.

Przeczytaj teraz

Przyszłość stomatologii to konsolidacja rynku

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 16.01.2019

Na temat wartości rynku stomatologicznego w Polsce, perspektyw jego rozwoju oraz tendencji do konsolidacji mówi Wioletta Januszczyk, dyrektor zarządzająca Medicover Stomatologia. 

Jaka jest obecnie perspektywa rynku stomatologicznego w Polsce?

Rynek usług dentystycznych w Polsce osiągnął w 2018 roku wartość 9,6 mld zł. Jego rozwój napędza przede wszystkim sektor prywatny, który stanowi ponad 80 procent nakładów na usługi dentystyczne. Widzimy, że Polacy są coraz bardziej świadomi zdrowia i wyglądu swoich zębów. Dlatego coraz częściej odwiedzają stomatologów, decydując się przede wszystkim na prywatne usługi. To zrozumiałe, bo od lat nakłady NFZ na stomatologię utrzymują się na poziomie 2 procent całego funduszu na ochronę zdrowia. Zapotrzebowanie na usługi stomatologiczne wysokiej jakości spowodowało, że w ciągu ostatnich trzech lat Medicover Stomatologia urósł trzykrotnie, zarówno dzięki wzrostowi organicznemu, jak i przejęciom oraz przychodom ze świadczeń opłacanych bezpośrednio przez pacjentów (tzw. FFS). Obecnie obsługujemy 114 foteli stomatologicznych w 27 lokalizacjach.

Wiemy, że rynek stomatologiczny jest zdominowany przez usługi prywatne. Jak zatem wyróżnić się na tle wszechobecnej konkurencji? 

Nasze doświadczenia pokazują, że obok jakości i skuteczności leczenia znaczenie mają dwa czynniki. Pierwszy to dbałość o zaufanie, poczucie bezpieczeństwa i „zaopiekowania” pacjenta. Z naszej perspektywy takie podejście zmienia tradycyjny sposób dostarczania usług stomatologicznych i ma znaczący wpływ na to, jak stomatologię postrzegają dziś pacjenci.  Po drugie – ważna jest możliwość dostarczenia wszystkich usług stomatologicznych „pod jednym dachem” i kompleksowość. Punktem wyjścia jest tu wygoda i czas pacjenta. W Medicover Stomatologia inwestujemy w miejsca z minimum 4-6 fotelami z pełną diagnostyką i zakresem usług – od profilaktycznych po estetyczne. Tworzymy także pierwszą zintegrowaną sieć usług protetycznych w Polsce.

Czytaj także: Centrum Medicover Stomatologia w Gdańsku już otwarte>>>

Jeszcze 10 lat temu o pozycji na rynku dentystycznym decydował posiadany sprzęt. Jak wygląda to dzisiaj?

Dziś przy wyborze gabinetu coraz większe znaczenia ma podejście do pacjenta. W Medicover Stomatologia to po prostu partnerstwo, oparte o merytoryczną wiedzę i umiejętności lekarza.  Rośnie także rola umiejętności komunikacyjnych personelu medycznego. Tu widzimy, że bardzo ważną rolę w opiece nad pacjentem pełnią nie tylko stomatolodzy, ale również asystenci stomatologiczni, higieniści, recepcjoniści, bo to oni znajdują się na pierwszej linii kontaktu. Dlatego inwestowanie w ludzi i ich kompetencje powinno stanowić dziś priorytet.

Obecnie w Polsce jest ponad 6 tysięcy pojedynczych gabinetów, jednak większość to prywatne praktyki stomatologiczne. Czy Pani zdaniem ten trend może ulec zmianie?

Oczywiście, dla przykładu w Finlandii aż 35 procent gabinetów należy do sieci, w Wielkiej Brytanii i Hiszpanii — 25 procent. Moim zdaniem rynek w Polsce będzie się konsolidował.

Patrząc na ostatnie lata w Medicover faktycznie można tylko to potwierdzić.

Tak, to prawda. Ostanie dwa, trzy lata były bardzo intensywne. Do Medicover Stomatologia w ostatnich latach dołączyły bardzo silne podmioty – Prestige Dent z Wrocławia specjalizujący się w cyfrowej ortodoncji i implantologii (2017 rok), kompleks gabinetów Stoma-Dental, posiadający jedno z najnowocześniejszych laboratoriów inżynierii dentystycznej w Polsce – Yellow-Med (2018 rok), wrocławska klinika implantologiczno-ortodoncyjna Royal Dent oraz jedyna na Śląsku kliniką implantologiczna Śmigiel Implant Master Clinic, będąca liderem usług w obszarze  stomatologii estetycznej i  implantoprotetyce.  

Kto decyduje się na dołączenie do sieci?

Tu bardziej chciałabym odpowiedzieć na pytanie, z kim chce współpracować Medicover, bo kliniki dobieramy bardzo selektywnie. Zależy nam na partnerach, którzy mogą pochwalić się bogatym know-how, unikatowym podejściem do leczenia, wysoko wyspecjalizowanym personelem i zaawansowanymi technologiami.  Decydując się na współpracę, zawsze kupujemy 100 procent udziałów, ale zależy nam, by twórcy firm zostawali z nami i mogli rozwijać swoje kompetencje na poziomie całej sieci. Dla właścicieli klinik to ważny aspekt. Bardzo często są to lekarze. Dołączając do Medicover z jednej strony mogą oni bardziej rozwijać swoje kompetencje zawodowe, a z drugiej strony nie muszą przejmować się księgowością, marketingiem czy administracją. To wszystko bierzemy na siebie. Kluczowe znaczenie ma też efekt skali – dużym graczom łatwiej jest inwestować w technologię i innowacje czy kupować nowoczesny sprzęt.  

Czyli jednym słowem w grupie siła? 

Zdecydowanie! Dziś mogę tylko utwierdzić się w tym przekonaniu. Wiem, że dzięki własnym inwestycjom i przejęciom budujemy nie tylko silną markę, ale i bardzo wartościowy ekosystem stomatologiczny — od gabinetów przez laboratorium protetyczne i innowacyjne rozwiązania, po szkolenia.

 

 

Przeczytaj teraz

Rok, w którym „zdrowie” odmieniano przez wszystkie przypadki

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 15.01.2019

Anna Rulkiewicz, prezes Pracodawców Medycyny Prywatnej

W 2019 roku zakończył się cykl ministerialnych debat „Wspólnie dla Zdrowia”, który miał wskazać kierunki, w jakich powinna rozwijać się ochrona zdrowia w Polsce. W ich trakcie, jako sektor prywatny deklarowaliśmy, że jesteśmy gotowi wspierać państwo w zabezpieczaniu potrzeb zdrowotnych obywateli, przyjmując adekwatną do posiadanego potencjału rolę.

Liczę, że po wielu latach doczekamy się w końcu określenia miejsca podmiotów niepublicznych w systemie, a rok 2020 będzie rokiem zmian i odważnych decyzji. W końcu, w trakcie kampanii wyborczej, ze wszystkich stron sceny politycznej słyszeliśmy, że zdrowie w Polsce musi być priorytetem.

Zmiany są nieuniknione. Pomimo ustawy gwarantującej wzrost środków na ochronę zdrowia, w systemie nadal nie ma wystarczająco środków finansowych, które pozwolą zaspokoić potrzeby zdrowotne obywateli. Jako Pracodawcy Medycyny Prywatnej wskazujemy, że w tej sytuacji warto włączyć do systemu finansowanie alternatywne, w tym dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne, rozważyć współpracę w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego, outsourcing usług medycznych czy podwykonawstwo.

Jednakże, główną bolączką polskiej służby zdrowia pozostają aktualnie kadry medyczne. W Polsce brakuje już nie tylko lekarzy czy pielęgniarek, ale też pozostałego personelu pracującego w ochronie zdrowia. Nie mamy dziś innej alternatywy niż zacząć inaczej korzystać z kompetencji pracowników medycznych, wprowadzać nowe zawody i starać się efektywniej zarządzać pracą tych specjalistów, których dzisiaj mamy.

Dlatego zainicjowaliśmy debatę publiczną na temat regulacji dotyczących rozwoju zawodu pielęgniarek i położnych, postulując między innymi rozszerzenie tego zawodu o nowe kompetencje. Co więcej, wskazujemy, że niezbędne są zmiany w systemie edukacji na uczelniach medycznych, gdyż brakuje nam przede wszystkim specjalistów z szerszymi kompetencjami. Mówimy głośno, że warto też szukać pracowników spoza Polski. Opiniowaliśmy przy tym szereg projektów ustaw i rozporządzeń, chcąc nadać kierunek zmianom w ochronie zdrowia.

2019 minął również pod znakiem e-zdrowia. Przede wszystkim, od planowania, udało się w wielu miejscach przejść do działania, czego wymiernym efektem jest chociażby obowiązująca dziś e-recepta. Na e-zdrowie warto dziś patrzeć nie tylko przez pryzmat usprawnienia ścieżki pacjenta, ale też w kontekście rozwiązań, pozwalających zmierzyć się z narastającą nierównowagą pomiędzy popytem na usługi medyczne, a możliwością realizacji potrzeb w tradycyjny sposób, którą utrudnia między innymi wspomniana już sytuacja kadrowa.

Czytaj także: Akwizycje, rozwój oferty i nowe technologie – rok 2019 na prywatnym rynku medycznym>>>

Jako środowisko medycyny prywatnej mamy na polu cyfrowym, jak i nowych technologii wiele sukcesów, często jesteśmy postrzegani przez resztę środowiska w kategoriach innowacyjności. Pokazujemy nie tylko jak powinny wyglądać narzędzia z obszaru e-zdrowia, ale przede wszystkim jak skutecznie wbudować je w ścieżkę leczenia pacjenta. Dla decydentów staliśmy się ważnym partnerem w dyskusji, a nasz sposób myślenia o e-zdrowiu niejednokrotnie znalazł odzwierciedlenie w obowiązujących regulacjach. Na wielu forach branżowych podkreślamy, że niezbędna jest jeszcze większa otwartość regulacyjna, która pozwoli wyjść poza dotychczas obowiązujące schematy.

W nowe dziesięciolecie wkraczamy niestety bez długofalowej wizji i strategii rozwoju ochrony zdrowia w Polsce. Częste zmiany – od wyborów do wyborów – nie pozwalają na zbudowanie horyzontu inwestycyjnego, a niepewność hamuje rozwój całej branży. Naszym celem musi być zaprojektowanie systemu skoncentrowanego na pacjencie i jego potrzebach, a nie wyłącznie na instytucjach. W ślad za tym powinien ulec zmianie sposób finansowania opieki zdrowotnej, wsparty mechanizmem zachęt.

Powinniśmy powrócić do szpitali jednodniowych, których działalność wpisuje się w ogólnoświatowy trend. Warto to rozważyć zwłaszcza teraz, w obliczu niedostatecznych zasobów systemu. Dzięki temu możliwe będzie odciążenie dużych, przepełnionych placówek, jak i skrócenie czasu oczekiwania na zabiegi i wykonanie ich w większej liczbie.  Równocześnie decydenci dość niechętnie odnoszą się do rozwoju prywatnego szpitalnictwa. Uważam, że jest to kwestia, wymagająca w nadchodzącym czasie poważnej, merytorycznej dyskusji.

Sektor prywatny chce pomagać pacjentom i ma dziś realne narzędzia i możliwości, by odciążyć system ochrony zdrowia. To nie tylko podstawowa opieka zdrowotna czy ambulatoryjna opieka specjalistyczna, ale też usługi wysokospecjalistyczne. Wciąż zapominamy o systemowym przenoszeniu proporcji z wysoce kosztownej opieki szpitalnej na ambulatoryjną, ze szczególna rolą POZ. Dziś pacjent najczęściej ma potrzebę kontaktu ze specjalistą szczególnie blisko miejsca zamieszkania. Wzmocnienie roli POZ to zatem kolejny sposób, który mógłby pozwolić odciążyć opiekę specjalistyczną od niepotrzebnie realizowanych konsultacji przy prostych problemach zdrowotnych.

Liczę, że w nowym roku będzie możliwe utrzymanie atmosfery dialogu, czego nam wszystkim życzę. Szukajmy najlepszych rozwiązań na zasadach partnerskiej rozmowy między wszystkimi interesariuszami systemu. Przyniesie to korzyści przede wszystkim polskim pacjentom.

Przeczytaj teraz
Page 4 of 10
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10