Za nami rok pod znakiem debat – komentuje Anna Rulkiewicz, prezes Pracodawców Medycyny Prywatnej

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 2.01.2019

Anna Rulkiewicz, prezes Pracodawców Medycyny Prywatnej

Pomimo decyzji o zwiększeniu finansowania ochrony zdrowia do 6 procent PKB wiemy, że tych środków w systemie nadal będzie za mało. Publiczne finansowanie nie wystarczy. Cieszę się, że na debatach „Wspólnie dla zdrowia” w końcu zostało to powiedziane głośno i wyraźnie.

Dyskusja nad niezbędnymi zmianami w systemie opieki zdrowotnej nadal jednak prowadzona jest na poziomie dużej ogólności. Mam nadzieję, że w 2019 roku będziemy mogli rozmawiać już o konkretnych rozwiązaniach.

Rok 2018 zapamiętam jako rok debat. Po okresie dużych napięć, jakie obserwowaliśmy chociażby przy okazji strajku rezydentów, udało się nieco ostudzić społeczne emocje i w końcu różne środowiska eksperckie mogły zasiąść do rozmowy przy wspólnym stole.

Swój ważny głos w tych dyskusjach musi mieć sektor prywatny. Warto zaznaczyć, że już blisko 40 procent nakładów na zdrowie stanowią prywatne wydatki Polaków. Co więcej, dziś już prawie co druga osoba zatrudniona w ochronie zdrowia pracuje w podmiotach niepublicznych. Obok tych faktów nie sposób przejść obojętne, dlatego powinniśmy powrócić do dyskusji na temat tego, jak środki prywatne ustrukturyzować i wydawać w sposób bardziej efektywny. Mamy niezbędne know-how, środki i infrastrukturę.

Każdy, kto choć trochę interesuje się sytuacją polskiego systemu ochrony zdrowia i leży mu na sercu dobro pacjenta wie, że współpraca międzysektorowa jest po prostu niezbędna i przyniesie korzyść dla pacjentów. Nie ma innej drogi, która pozwoli właściwie zaspokoić rosnące potrzeby zdrowotne obywateli. Aby to wsparcie było jednak efektywne, potrzebne jest precyzyjne zdefiniowanie zadań dla sektora prywatnego. Pytanie, które kolejny rok pozostaje bez odpowiedzi brzmi – w jakich obszarach i na jakich zasadach?

Rok 2018 był to też rok silnej presji na podwyżki wynagrodzeń. Rosnące koszty w ochronie zdrowia, podobnie jak niedobór kadr, to już w zasadzie zjawisko powszechne. Potrzeby zdrowotne obywateli będą rosnąć. Musimy mierzyć się z nowymi wyzwaniami, jakie niosą ze sobą chociażby choroby cywilizacyjne. Większa jest też świadomość pacjentów na temat ich zdrowia.

Musimy jeszcze więcej mówić o profilaktyce. Bardzo ważne jest, by w podstawowym zabezpieczeniu zdrowotnym nie była ona tylko nośnym hasłem na sztandarach, a faktycznym elementem systemu. W tym zakresie niewykorzystany jest zarówno lekarz POZ, jak i lekarz medycyny pracy. Strategia dla tych obszarów powinna przede wszystkim scalać priorytety i zmobilizować do wspólnego działania na rzecz pacjenta.

Medycyna pracy jest ważna, bo z jednej strony zajmuje się orzecznictwem, a z drugiej mogłaby działać właśnie w zakresie profilaktyki. Uważam, że powinna koncentrować się na kompleksowym wsparciu zdrowia pracownika, a nie wyłącznie na jego funkcjonowaniu w miejscu pracy. Docelowo powinna stać się istotną częścią zdrowia publicznego. Nie proponujemy tu rewolucji, a odpowiedzialną ewolucję już funkcjonującego systemu. Można to zrobić etapami. Właściwe rozwiązania w postaci projektu rozporządzenia od dłuższego czasu są już gotowe i mogą zostać wykorzystane.

Czytaj także: E-zdrowie i telemedycyna to dobry kierunek zmian w opiece zdrowotnej>>>

Cieszę się z postępów prac w e-zdrowiu. Jestem przekonana, że jako kraj jesteśmy u progu prawdziwej rewolucji – e-Recepta, e-Skierowanie, e-Zwolnienia, elektroniczna dokumentacja medyczna to dopiero początek drogi. Kluczem do sukcesu będzie jednak odpowiednia koordynacja tych rozwiązań. Musimy pamiętać, by patrzeć, jak wygląda cała ścieżka pacjenta w systemie i na jej podstawie projektować odpowiednie rozwiązania. To potrzeby chorych powinny znaleźć się w centrum uwagi. Dlatego w 2019 roku liczę na poważną dyskusję na temat promocji i możliwej refundacji telemedycyny.

Myślę, że ciekawy materiał do dyskusji przyniosą nam wnioski wyciągnięte z programów pilotażowych, takich jak program opieki koordynowanej POZ Plus, e-Recepty, Centrum Zdrowia Psychicznego. Mądrze przeprowadzone, mogą przyczynić się do likwidacji wielu obecnych dziś barier w dostępności do świadczeń zdrowotnych. Liczę, że rządzący z uwagą wsłuchają się w głos środowisk pacjenckich jak i świadczeniodawców i uwzględnią je w docelowym kształcie projektów.

Wyzwania, z jakimi musi zmierzyć się system opieki zdrowotnej w Polsce, zostały jasno wskazane i określone. Wierzę, że pomimo iż nowy rok to rok wyborczy, nie zabraknie determinacji i odwagi by podjąć określone decyzje i zacząć budować system, który będzie efektywny, prawdziwie pacjentocentryczny, promujący jednocześnie jakość i bezpieczeństwo medyczne.

Jestem pewna, że gdy nadrzędnym celem jest dobro pacjenta, możliwe jest szerokie porozumienie co do kluczowych kierunków i filarów, na których opierać się ma długofalowa wizja rozwoju systemu zdrowotnego w naszym kraju. Tego serdecznie z całego serca życzę tak rządzącym, jak i pacjentom, świadczeniodawcom oraz pozostałym interesariuszom systemu ochrony zdrowia.

 

 

Przeczytaj teraz

Diagnostykę przyszłości wdrażamy już dzisiaj

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 2.01.2019

Jakub Swadźba, prezes spółki Diagnostyka

Rok 2018 był ukoronowaniem naszej dwudziestoletniej działalności na rynku. Był to rok podsumowań, ale i potwierdzenia stabilności zbudowanej przez te lata Grupy Diagnostyka W fazę realizacji wszedł projekt nowych laboratoriów w Warszawie, Katowicach, Radomiu i Zielonej Górze.

Centralne Laboratorium w Warszawie zajmie powierzchnię kilku tysięcy metrów i będzie wizytówką naszej firmy, która za pięć lat znowu ma być dwa razy większa niż dzisiaj.

W czerwcu 2018 roku na gali jubileuszu 20-lecia firmy mówiłem, że czas na diagnostykę przyszłości, ale podkreślałem, że tę przyszłość wdrażamy w zasadzie już teraz. Dziś już bowiem potrafimy oznaczać cały genom człowieka.

Czytaj: Diagnostyka obchodzi 20-lecie działalności>>>

Genetyka to kolejna część diagnostyki laboratoryjnej, którą czeka ogromny rozwój. Przyjmując, że obecnie do 70 procent diagnoz lekarskich opiera się na diagnostyce laboratoryjnej, to wkrótce będzie to może i 90 procent.

Aktualnie testujemy programy, które dają możliwość kojarzenia wyników badań z rozpoznawaniem chorób przy pomocy sztucznej inteligencji. Będzie to możliwe również w drugą stronę – sztuczna inteligencja na podstawie objawów będzie typowała badania niezbędne do wykonania celem postawienia prawidłowej diagnozy.

Równolegle rozwijamy ofertę usług z obszaru telemedycyny. Diagnostyka umożliwia zdalne konsultacje wyników badań pacjentów przez diagnostów laboratoryjnych dzięki współpracy z programem Gabineo firmy HouseMed. W najbliższym czasie uruchamiamy genetyczne telekonsultacje oraz interdyscyplinarne konsylia.

Nie zamykamy się jednak na bezpośredni kontakt z pacjentami. Uwzględniając rosnące zapotrzebowanie na domowe pobieranie krwi w domu pacjenta, rozwijamy platformę „uPacjenta.pl”, której zadaniem jest ułatwiać kontakt pacjentów z pielęgniarkami praktykującymi w pobliżu miejsca zamieszkania potrzebujących. W ten sposób dajemy większy komfort naszym pacjentom, a zarazem zmniejszamy kolejki w punktach pobrań.

Nasze wieloletnie doświadczenie na rynku pozwala elastycznie reagować na zmiany, których na szczęście w 2018 roku nie było za wiele. W ramach związku Pracodawców Medycyny Prywatnej podejmujemy równocześnie dialog o przyszłości sektora prywatnego na rynku usług medycznych na polskim gruncie. Mamy nadzieje na dalszy stabilny rozwój usług w 2019 roku by dać pacjentom szanse na dostęp do najnowocześniejszej diagnostyki i szybkiej diagnozy.

Przeczytaj teraz

E-zdrowie i telemedycyna to dobry kierunek zmian w opiece zdrowotnej

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 30.12.2018

Iwona Pokwicka, wiceprezes zarządu, dyrektor pionu operacyjnego i medycznego Medicover Polska

W 2018 roku mogliśmy w ochronie zdrowia obserwować ważne zmiany w obszarze e-zdrowia i telemedycyny. Cieszy nas, że sektor publiczny i prywatny zaczynają na ten temat mówić jednym głosem, doceniając możliwości, jakie te zmiany przynoszą dla jakości opieki medycznej.

Od początku grudnia 2018 wszyscy lekarze mają obowiązek wystawiania zwolnień w formie elektronicznej, a w styczniu 2019 czeka nas wdrożenie e-recepty.  Duże nadzieje wiązane są z internetowym kontem pacjenta, które w przyszłości może stać się bazą do wdrożenia kompleksowej elektronicznej dokumentacji medycznej, a dzięki temu – kolejnych, bezpiecznych dla pacjenta usług zdalnych.

W oparciu o doświadczenia Medicover Polska możemy zdecydowanie powiedzieć, że to bardzo dobry kierunek. W Medicover rocznie 4 miliony wizyt umawianych jest online, a jedną trzecią wszystkich konsultacji dostarczamy przez internet lub telefon. Od 2012 roku udzieliliśmy już 740 tysięcy porad zdalnych za pośrednictwem naszej Platformy Telemedycznej.

Czytaj także: 200 tysięcy pobrań aplikacji mobilnej Medicover>>>

Dzięki temu widzimy korzyści, jakie z wdrożenia tych rozwiązań płyną zarówno dla pacjentów jak i świadczeniodawców. Z perspektywy wyzwań, z którymi już dziś mierzy się rynek opieki zdrowotnej, szczególne znaczenie ma zwiększenie dostępu do usług medycznych, jakość świadczeń medycznych i satysfakcja pacjenta z odbytych konsultacji online. Pacjenci wysoko oceniają dostęp do konsultacji lekarskich bez konieczności odwiedzania centrum medycznego.

Jak pokazuje najnowszy raport „Health at Glance 2018” Polska nadal należy do krajów o najniższej w UE liczbie lekarzy przypadających na tysiąc mieszkańców. Co więcej, pacjenci w Polsce słabo oceniają jakość opieki medycznej – tylko jeden na dwóch pacjentów uważa, że lekarz zaangażował się w decyzje dotyczące jego zdrowia i leczenia. Powodem jest między innymi niewystarczający czas wyznaczany na konsultacje lekarskie. Tym bardziej cieszy nas, że sektor publiczny i prywatny zaczynają mówić jednym głosem w obszarze e-zdrowia i możliwości, jakie daje ono w procesie usprawniania i podnoszenia jakości opieki medycznej.

Dla Medicover Polska rok 2019 to wizja dalszego rozwoju w obszarze telemedycyny. Planujemy inwestować w wykorzystanie sztucznej inteligencji w opiece zdrowotnej – mowa tu przede wszystkim o systemach propacjenckich, wspomagających w wyborze najlepszej drogi do rozwiązania problemu medycznego oraz o narzędziach czatbotowych. W obszarze naszych zainteresowań znajdą się też urządzenia domowe do telemonitoringu oraz zastosowanie w medycynie wirtualnej i rozszerzonej  rzeczywistości (VR / AR).

 

Przeczytaj teraz

Potrzebne jest leczenie oparte na wartości i kompleksowa opieka

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 23.12.2018

Dr Tomasz Prystacki, prezes zarządu Fresenius Nephrocare Polska Sp. z o.o.

Mijający rok był dużym wyzwaniem organizacyjnym dla Fresenius Nephrocare Polska. Łączenie konieczności optymalizacji kosztów działania i jednocześnie pozostanie liderem w zakresie jakości, bezpieczeństwa i innowacyjności jest trudnym zadaniem. Nie bez znaczenia jest też niedofinansowanie opieki zdrowotnej.

Ma to negatywny wpływ na jakość opieki nad pacjentami z chorobami nerek, szczególnie w zakresie małej liczby poradni oraz niedofinansowanych oddziałów nefrologicznych. To już kolejny rok, w którym działamy w oparciu o obniżoną stawkę refundacyjną za hemodializę.

W 2019 spodziewamy się niestety eskalacji problemów, które dotykają całą branżę medyczną.

W pierwszej kolejności trzeba podkreślić kwestie związane z brakiem specjalistycznej kadry medycznej. Niedobór personelu nie jest problemem nowym, ale jak dotąd nie udało się wypracować w Polsce systemowego rozwiązania, które ułatwiłoby świadczeniodawcom pozyskiwanie nowych pracowników. Większość firm działa samodzielnie w tym zakresie i stara się być jak najatrakcyjniejszym pracodawcą dla kadry medycznej. Jest to jedno z najważniejszych wyzwań w 2019 roku dla Fresenius Nephrocare Polska.

W opiece nefrologicznej dużą trudnością jest natomiast funkcjonujący w Polsce zdefragmentowany model opieki zdrowotnej. Pacjenci nie są otoczeni koordynowaną opieką, a ich schorzenia, chociaż współistniejące i wpływające na siebie, są leczone przez odrębne jednostki i specjalistów z różnych dziedzin, często bez współpracy i wzajemnych konsultacji. W moim przekonaniu model opieki koordynowanej w przypadku pacjentów chorych przewlekle usprawnia leczenie, poprawia ich jakość życia i, co więcej, generuje mniejsze koszty dla całego systemu ochrony zdrowia. Ten model powinienem być standardem dla chorób przewlekłych – leczenie oparte na wartości.

Pacjenta, płatnika, regulatora i świadczeniodawcę łączy tylko jedno – osiąganie najlepszych wyników leczenia i mam głęboką nadzieje, że tak jak w kardiologii model kompleksowej opieki zostanie również wprowadzony w dializoterapii.

Prowadzone przez nas ośrodki dializ i poradnie muszą stale współpracować z oddziałami nefrologicznymi, których w Polsce brakuje. Szczególnie istotne jest nierównomierne zabezpieczenie potrzeb w tym zakresie w poszczególnych województwach. Niepokojący jest także brak zabezpieczenia środków przez Narodowy Fundusz Zdrowia na leczenie wszystkich pacjentów poddawanych dializom.

Nowym, bardzo poważnym problemem, który dotknie każdą branżę gospodarki w nowym roku, jest znaczący wzrost cen mediów, zwłaszcza energii elektrycznej. Hemodializa jest specjalistycznym zabiegiem, podczas którego średnio zużywa się do 10 kWh energii.

Stawka refundacyjna za zabiegi, oferowana przez NFZ po raz kolejny nie uwzględnia podwyżki cen i pozostaje niezmiennie na jednym z najniższych poziomów w Europie, co niestety wcześniej czy później musi odbić się na jakości świadczonych usług.

Fresenius Medical Care jest największym na świecie dostawcą produktów i usług dla osób z chorobami nerek, z których około 3,2 miliona na całym świecie regularnie poddawanych jest leczeniu dializami. Dzięki sieci 3790 stacji dializ Fresenius Medical Care zapewnia leczenie dializą 322.253 pacjentom na całym świecie. Fresenius Medical Care jest również wiodącym dostawcą produktów do dializy, takich jak aparaty do dializ lub dializatory. Oprócz podstawowej działalności firma świadczy powiązane usługi medyczne w zakresie koordynowanej opieki medycznej.

W Polsce Fresenius Medical Care Polska S.A. jest obecny od prawie 30 lat. Produkty firmy do hemodializy i dializy otrzewnowej wykorzystywane są w większości stacji dializ na terenie całej Polski, zarówno w ośrodkach publicznych, jak i niepublicznych. Obecnie Fresenius Medical Care świadczy usługi dializacyjne poprzez spółkę Fresenius Nephrocare Polska, która tworzy największą w Polsce sieć placówek dializacyjnych – Centrum Dializ Fresenius. Wszystkie zabiegi wykonuje na podstawie kontraktu z NFZ.

Czytaj także: Kampania społeczna Fresenius wyróżniona w Raporcie Odpowiedzialnego Biznesu>>>

Dializa jest zabiegiem umożliwiającym oczyszczenie krwi z toksycznych produktów przemiany materii, usunięcie nadmiaru wody z organizmu i wyrównanie zaburzeń jonowych krwi w sposób zbliżony do tego, w jaki czyni to nerka. W nefrologii stosuje się zabiegi dializacyjne u pacjentów ze schyłkową niewydolnością nerek, którzy nie kwalifikują się do zabiegu przeszczepienia nerki, bądź oczekują na ten zabieg. Jest to zabieg podtrzymujący przy życiu.

Hemodializa jest to dializa pozaustrojowa. Polega na stworzeniu stałego dostępu naczyniowego, dzięki czemu można pobierać strumień krwi do dializatora, w którym krew jest oczyszczana (przy pomocy specjalnego płynu dializacyjnego). Po jednej stronie błony dializatora przepływa krew, a po drugiej – płyn dializacyjny. Na zasadzie dyfuzji zbędnie produkty przemiany materii przedostają się przez błonę półprzepuszczalną z krwi do płynu dializacyjnego. Oczyszczona krew wraca do pacjenta.

Dializowany chory musi wykonywać zabieg w stacji dializ 3 razy w tygodniu. Każda wizyta trwa kilka godzin.

Dializa otrzewnowa jest to dializa wewnątrzustrojowa. Błona otrzewnowa wykorzystana jest jako półprzepuszczalna błona dializacyjna. Do jamy brzusznej wprowadzany jest płyn dializacyjny. Płyn wprowadza się poprzez specjalistyczny cewnik umieszczany na stałe w jamie brzusznej pacjenta. Zabiegi wykonywane są samodzielnie przez pacjenta w domu, po przejściu odpowiedniego szkolenia. Pacjent do ośrodka dializ udaje się tylko na kontrolę.

W Polsce obecnie działa około 260 stacji dializ, w których dializowanych jest prawie 20.000 pacjentów.

 

Przeczytaj teraz

Zmiany proponowane w ustawie to wzrost kosztów i ograniczenie dostępności in vitro

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 16.11.2018

Dr n. med. Tomasz Rokicki, specjalista ginekolog-położnik, dyrektor medyczny klinik leczenia niepłodności InviMed

Dyskusje o ograniczaniu dostępu do leczenia metodą in vitro toczą się od lat, a kolejne projekty zmian obowiązującej ustawy mierzą się ze zdecydowanym sprzeciwem środowiska medycznego. Proponowane obecnie zmiany mogą doprowadzić do paraliżu w stosowaniu tej metody.

Po swojej stronie mamy konkretne liczby, rzetelną wiedzę oraz poparcie większości Polek i Polaków. Mimo to środowiska anti-choice nadal próbują przeforsować zmiany w Ustawie z 25 czerwca 2015 roku o leczeniu niepłodności. Kolejna próba właśnie została podjęta.

7 listopada 2018 roku do Sejmu wpłynęła propozycja ustawy ograniczającej możliwość stosowania pozaustrojowej metody leczenia niepłodności – in vitro. Jest to odświeżona wersja projektu z 2016 roku, który został skrytykowany nie tylko pod względem medycznym, ale też formalnym przez Sąd Najwyższy. Zmiany, w stosunku do już odrzuconego projektu, są kosmetyczne. Nowa propozycja dla medycyny rozrodu i embriologii jest zapowiedzią niemal absolutnego paraliżu.

W zamyśle wnioskodawców nowa ustawa eliminowałaby możliwość stosowania metody zapłodnienia pozaustrojowego dla par w związkach nieformalnych, ograniczałaby liczbę komórek rozrodczych, które mogą zostać zapłodnione, tylko do jednej, likwidowałaby możliwość kriokonserwacji oraz w dużej mierze ograniczyłaby lub nawet zamknęłaby programy dawstwa komórek rozrodczych ze względu na zniesienie anonimowości dawców.

Pierwsza z zaproponowanych zmian dotyczy ograniczenia możliwości stosowania metody zapłodnienia pozaustrojowego wyłącznie do małżeństw. Obecnie metodę tę mogą stosować również pary w związkach nieformalnych, które podpisują oświadczenie potwierdzające, że „pozostają we wspólnym pożyciu” i biorą na siebie pełną odpowiedzialność za procedurę i przyszłe rodzicielstwo. Na mocy tego dokumentu partner staje się ojcem dziecka i przyjmuje na siebie pełnię praw rodzicielskich, łącznie z obowiązkiem alimentacyjnym. De facto obecne prawodawstwo gwarantuje dzieciom urodzonym dzięki metodzie in vitro większy zakres ochrony niż dzieciom poczętym naturalnie poza związkiem małżeńskim.

Ograniczenie liczby komórek jajowych możliwych do zapłodnienia do jednej to faktyczna likwidacja programu in vitro. Obecnie w ramach cyklu IVF można zapłodnić 6 lub, w przypadkach określonych w ustawie, więcej komórek jajowych. Przy założeniu, że w każdej sytuacji można będzie uzyskać tylko jeden zarodek, embriolog nie będzie miał możliwości wyboru tego, który ma największe szanse na zagnieżdżenie się w macicy i prawidłowy rozwój.

Czytaj także: Kliniki InviMed jako pierwsze spełniły założenia ustawy o leczeniu niepłodności>>>

Niemożność wykonania najlepszego wyboru, wywoła konsekwencje podobne do tych, jakie zaobserwowano we Włoszech. Tam, podczas obowiązywania podobnie restrykcyjnego prawa, duży odsetek z trudem uzyskanych ciąż nie rozwijał się prawidłowo i dochodziło do ich częstej utraty. Odnotowano też wzrost liczby pacjentek, które przychodziły do włoskich szpitali z powikłaniami po zabiegach in vitro przeprowadzanych poza granicami kraju.

W takiej sytuacji skuteczność procedur in vitro może spaść nawet do poziomu poniżej 5 procent (aktualnie w klinikach InviMed osiągamy skuteczność na poziomie 54 procent na wykonany i zakończony  cykl  IVF). Do spadku skuteczności przyczyni się też spadek liczby możliwych transferów nawet o 40 procent. Aktualnie średnia statystyczna pokazuje, że z 6 powstałych zarodków tylko 4 rozwijają się prawidłowo i mogą być użyte do transferu. Tylko 5 procent transferów nie dochodzi do skutku i dzieje się tak ze względu na brak komórek jajowych, zapłodnienia bądź prawidłowo rozwijających się zarodków.

W przypadku zakazu kriokonserwacji zarodków powstałych w procedurze zapłodnienia pozaustrojowego będziemy mierzyć się z brakiem materiału do kolejnych transferów. Aktualnie zamrożone zarodki wykorzystywane są w kolejnych transferach w ramach tego samego cyklu, co zwiększa szansę na urodzenie dziecka. Zamrożone zarodki dają identyczne szanse na uzyskanie potomstwa co zarodki  niekriokonserwowane. Co więcej, czasami wręcz zalecane jest, by zarodek zamrozić i przetransferować go do macicy dopiero w kolejnym cyklu pacjentki. To zwiększa szanse na prawidłowe zagnieżdżenie się zarodka.

Ustawodawcy chcieliby również zlikwidować anonimowość dawców komórek rozrodczych i choć na świecie jest teraz taki trend, jest on dyskusyjny. Obecnie dzieci urodzone z dawstwa mogą po osiągnięciu pełnoletności uzyskać wybrane dane: datę i miejsce urodzenia dawcy oraz stan zdrowia. Po zmianie będą mogły poznać również imię i nazwisko oraz PESEL. Argumentuje się to prawem dzieci poczętych metodą in vitro do poznania swoich rodziców.

Istnieje jednak uzasadniona obawa, że konieczność podania imienia, nazwiska oraz numeru PESEL przez dawców może prowadzić do spadku ich liczby, a tym samym do ograniczenia możliwości leczenia niepłodności przy pomocy adoptowanych komórek rozrodczych. Możemy spodziewać się odmów samych dawców, jak i niechęci biorców do tego, aby ich dzieci kontaktowały się w przyszłości z dawcą nasienia lub dawczynią komórki jajowej.

Pod uwagę trzeba też brać to, że już zamrożone zarodki, które mogłyby trafić do adopcji, ale ich dawcy postanowili zachować anonimowość, będą skazane na bezcelowe przechowywanie. W obecnie obowiązującej ustawie zapisano zakaz niszczenia zarodków. Są one mrożone i wykorzystywane do kolejnych transferów, a jeśli w ciągu kolejnych 20 lat nie zostają wykorzystane przez daną parę, trafiają do adopcji.

Wszystkie skutki wprowadzenia ustawy w takim kształcie, w jakim zaproponowano ją w tym roku, doprowadzą także do dramatycznego wzrostu kosztów wynikających z konieczności wielokrotnego powtarzania procedur, a w konsekwencji do znacznego zmniejszenia dostępności leczenia niepłodności za pomocą technik wspomaganego rozrodu.

Dziś szacuje się, że w Polce leczenia niepłodności metodą in vitro potrzebuje nawet 25 tysięcy  par. To dla nich jedyna szansa na macierzyństwo i ojcostwo. Szansa, której nikt nie powinien im odbierać.

Przeczytaj teraz

Polska Federacja Szpitali: zmiany wymagają opinii menedżerów

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 15.11.2018

Jarosław J. Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali

Polska Federacja Szpitali wielokrotnie zwracała uwagę na fakt znacznego rozmijania się wymagań dotyczących oddziałów intensywnej terapii z realnymi możliwościami wielu polskich szpitali. Cieszymy się, że także dzięki naszym działaniom jest szansa na urealnienie wymogów.

Właśnie przekazany został do konsultacji społecznych projekt rozporządzania ministra zdrowia, który wydłuża termin dostosowania oddziałów anestezjologii i intensywnej terapii do wymagań o 3 lata (do 31 grudnia 2021 roku). Mamy nadzieję, że w tym czasie uda się wprowadzić potrzebne zmiany.

Czytaj na ten temat: Wymagania dla OAIT obowiązkowe za 3 lata>>>

Uważamy, że część regulacji, szczególnie w obszarze zabezpieczenia lekarskiego oraz wyposażenia, powinno ulec zmianie z uwzględnieniem opinii menedżerów szpitali.

Na przykład w Niemczech, gdzie wszystkie szpitale należą do tamtejszej federacji szpitali, nic w ochronie zdrowia nie może się zdarzyć bez zgody pracodawców szpitali. Co więcej, to właśnie Niemiecka Federacja Szpitali proszona jest o opracowanie standardów i robi to w porozumieniu z innymi interesariuszami.

Ideałem byłoby, aby na oddziale intensywnej terapii był zatrudniony rehabilitant, jedna pielęgniarka na każdego pacjenta, inżynier techniczny, personel zawsze obecny na miejscu. Powinien być także dostęp do leków bez przeszkód administracyjnych.

Ważne jest także odpowiednie szkolenie lekarzy specjalistów intensywnej opieki medycznej (nie tylko w zakresie anestezjologii) oraz budowanie świadomości wśród innych specjalności lekarskich, z czym wiąże się intensywna terapia.

Jako Federacja Szpitali staramy się o wyszkolenie lekarzy intensywistów niebędących jednocześnie anestezjologami, a także o wprowadzenie nowych zawodów medycznych pomocniczych, takich jak na przykład inżynier biomedyczny obsługujący respiratory, czy technik terapii oddechowej oraz o wsparcie tworzenia wieloprofilowych obszarów terapii progresywnej w szpitalach celem odciążenia obszarów terapii intensywnej. Stale aktualnym postulatem jest także znaczne zwiększenie inwestycji w polskie szpitalnictwo.

 

Jarosław J. Fedorowski

Prezes Polskiej Federacji Szpitali. Gubernator i członek Prezydium Europejskiej Federacji Szpitali. Wiceprzewodniczący platformy Zdrowe Zdrowie Pracodawców RP.

Przeczytaj teraz

Skalą wykorzystania telemedycyny jest jej zastosowanie w publicznym systemie ochrony zdrowia

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 14.11.2018

Dr n. med. Piotr Soszyński, dyrektor ds. systemów medycznych w Medicover, członek zarządu Fundacji Telemedyczna Grupa Robocza

Dziś jesteśmy o krok od powszechnego wdrożenia w Polsce dwóch ważnych narzędzi z zakresu e-zdrowia –  e-zwolnienia i e-recepty. Z pewnością zakorzenienie tego typu rozwiązań w systemie opieki zdrowotnej otworzy drogę dla szerszego wprowadzenia, również w publicznych sektorze, rozwiązań telemedycznych, pozwalających między innymi na zdalne konsultacje lekarskie czy monitorowanie parametrów medycznych na odległość.

Korzystając z doświadczeń podmiotów prywatnych, jak i zagranicznych systemów ochrony zdrowia możemy powiedzieć, że telemedycyna może mieć zastosowanie na każdym etapie opieki zdrowotnej – od profilaktyki, poprzez diagnostykę i wsparcie rozpoznania, aż po monitorowanie parametrów zdrowotnych i wyników leczenia. W praktyce oznacza to między innymi odbywanie wirtualnych wizyt lekarskich za pośrednictwem czatu, telefonu czy wideokonferencji, prowadzenie zdalnego badania pacjenta, stosowanie diagnostyki w domu, na przykład z wykorzystaniem mobilnego KTG czy HOLTER, jak też prowadzenie telerehabilitacji.

Wykorzystanie potencjału telemedycyny należy mierzyć skalą jej zastosowania w publicznym systemie ochrony zdrowia. Aby to się powiodło, poza uwzględnieniem rozwiązań telemedycznych w systemie refundacji NFZ, należy rozpocząć szeroką edukację i otwartą komunikację ukierunkowaną na dobre zrozumienie przez pacjentów i personel medyczny tego, czym jest i jakie korzyści daje telemedycyna.

Jak wskazaliśmy w tegorocznym raporcie Fundacji Telemedyczna Grupa Robocza, którego jako Medicover Polska jesteśmy współautorem, jedną z dwóch głównych barier dla rozwoju telemedycyny w Polsce jest właśnie niska świadomość pacjentów i specjalistów w tym zakresie. Doświadczenia Medicover pokazują jednak, że pacjenci, którzy zdecydują się na skorzystanie z usług telemedycznych, chętnie do nich wracają, a lekarze mimo wstępnych wątpliwości przekonują się, że telemedycyna jest rozwiązaniem bezpiecznym i podnoszącym jakość opieki. Dlatego obecnie już jedna trzecia wszystkich porad i kontaktów medycznych dostarczanych jest w Medicover zdalnie, 4 mln wizyt rocznie umawianych jest online, a od 2012 roku za pośrednictwem Platformy Telemedycznej udzielono już ponad 740 tysiące porad telemedycznych.

Czytaj: 200 tysięcy pobrań aplikacji mobilnej Medicover>>>

Z analiz Medicover wynika, że co najmniej 25 procent wizyt w opiece podstawowej mogłoby być realizowane za pomocą rozwiązań z zakresu e-zdrowia, jako że dotyczą one prostych problemów, na przykład sprawdzenia wyników badań, przedłużenia recepty lub wystawienia skierowania na badanie – tu dużym ułatwieniem będzie wprowadzenie e-recepty i e-skierowania. Dzięki rozwiązaniom zdalnym pacjent otrzymuje takie świadczenie, jakiego potrzebuje w danym czasie, bez wychodzenia z domu. Jest to szczególnie ważne między innymi w okresie infekcji sezonowych, a także w przypadku pacjentów, dla których osobista wizyta w placówce stanowi trudność – są to osoby przewlekle chore, kobiety w ciąży i młode matki, czy mieszkańcy miejscowości znacznie oddalonych od centrów medycznych. Dlatego z pewnością warto inwestować w rozwój telemedycyny, ponieważ zwiększa i ułatwia ona dostęp do opieki medycznej i poprawia jej efektywność.

Obecnie regulacje prawne w Polsce dopuszczają rozwiązania telemedyczne praktycznie w całym procesie diagnostyczno-terapeutycznym, a decyzja o ich wykorzystaniu zależy od stanu zdrowia pacjenta i oceny lekarza. Natomiast nadal podstawowym wyzwaniem, z którym należy się zmierzyć przed powszechnym zastosowaniem telemedycyny do systemu opieki, jest cyfryzacja placówek medycznych i wdrożenie kompletnej elektronicznej dokumentacji medycznej. To warunek konieczny, ponieważ dostęp do informacji medycznej online i historii leczenia jest gwarantem ciągłości opieki medycznej i bezpieczeństwa usług świadczonych zdalnie. Ponadto, wprowadzanie telemedycyny i nowych technologii nie może być jedynie dodatkiem, lecz należy zmienić zasadniczo model działania wdrażając funkcjonalności e-zdrowia i rozwiązania cyfrowe do codziennej praktyki.

Przeczytaj teraz

Pracodawcy RP: sieć szpitali czeka na podsumowanie

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 14.11.2018

Już ponad 400 dni temu weszła w życie nowelizacja ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, która wprowadziła w Polsce tzw. sieć szpitali. Sieć działa od 13 miesięcy, a nadal nie można doczekać się podsumowania jej funkcjonowania – komentują Pracodawcy RP.

Pracodawcy RP wierzyli, że Ministerstwo Zdrowia, jako racjonalny ustawodawca, przeprowadzi we współpracy z Narodowym Funduszem Zdrowia ewaluację tzw. sieci szpitali i podejmie zapowiadane działania korygujące jej funkcjonowanie w oparciu o twarde dane statystyczne. Jednak minął październik, mamy połowę listopada, a MZ i NFZ milczą – mimo wielu zapowiedzi, że pierwsze podsumowania pojawią się po roku – czytamy w komentarzu.

W związku z tym Pracodawcy RP czują się zobowiązani przekazać swoją opinię o nowym systemie funkcjonowania i rozliczania szpitali.

– Przede wszystkim uważamy, że system nie uległ istotnym zmianom z punkty widzenia pacjenta. Nie zauważyliśmy skrócenia kolejek, poprawy dostępności do świadczeń medycznych, lepszego gospodarowania środkami przez szpitale, czy też zmniejszenia zadłużenia sektora szpitali – mimo otrzymania dodatkowych funduszy na ambulatoryjną opiekę specjalistyczną (AOS). Środki przeznaczane na leczenie szpitalne według planu NFZ wzrosły z 38,7 mld zł (według ostatniej dostępnej wersji planu finansowego) do 42,1 mld zł. Mimo, iż do szpitali trafiło dodatkowo prawie 3,5 mld zł, nie obserwuje się znaczącego skrócenia kolejek do usług medycznych. Trzeba jeszcze przypomnieć, że Fundusz zdecydował się w wielu przypadkach aneksować umowy z podmiotami świadczącymi usługi w zakresie AOS: prywatni świadczeniodawcy, wielokrotnie przy przedłużaniu umowy, otrzymywali istotnie niższą propozycję kontraktu – stwierdzają Pracodawcy RP.

Według komentujących to tylko pobieżne obserwacje, gdyż dane NFZ z pierwszego półrocza jednoznacznie pokazują, że kolejki nie mogą się zmniejszać, jeśli maleje liczba przyjętych pacjentów zarówno w AOS, jak i w szpitalu. W I połowie 2017 roku wartość świadczeń udzielonych w szpitalach wyniosła 9,75 mln zł, a w analogicznym okresie 2018 roku – już tylko 8,89 mln zł. W tych samych okresach koszty pobytów w oddziałach szpitalnych wyniosły odpowiednio 5,1 mln zł i 4,65 mln zł.

Zmniejszanie się liczby wykazanych świadczeń nie świadczy o tym, że dostępność się pogarsza i nie musi to być zły trend, ale wymaga głębszej analizy na podstawie danych, jakimi dysponuje NFZ.

Nadal liczymy, że Minister Zdrowia zdecyduje się na publicznie pokazać, czy sieć szpitali spełnia swoją rolę oraz czy finansowanie ryczałtowe jest rzeczywistym sukcesem dla uczestników systemu, a przede wszystkim dla pacjentów – podsumowują Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej.

 

Pracodawcy RP

 

Przeczytaj teraz

Zarządzenie prezesa NFZ nie skróci kolejek do lekarzy

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 26.10.2018

Andrzej Mądrala, Wiceprezydent Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej

Każda możliwość otrzymania dodatkowych środków finansowych w celu zapewniania dostępu do świadczeń jest przez nas popierana, jednak wprowadzenie premiowania podmiotu w tym kształcie, jaki zakłada zarządzenie prezesa NFZ, uważamy za bezcelowe.

17 września 2018 Narodowy Fundusz Zdrowia opublikował nowe zarządzenie w sprawie określenia warunków zawierania i realizacji umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej z zakresu ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Z założenia zarządzenie to miało rozwiązać problem wydłużającego się czasu oczekiwania pacjentów do specjalisty. Jednak wprowadzone regulacje będą mogły mieć zastosować jedynie do pacjentów pierwszorazowych.

Głównym celem wprowadzenia nowych przepisów jest skrócenie kolejek do wybranych specjalistów, a co za tym idzie uzyskanie redukcji czasu oczekiwania na świadczenia. Zgodnie z nowym zarządzeniem Narodowy Fundusz Zdrowia deklaruje, że jeśli placówki skrócą kolejki w wybranych specjalnościach o więcej niż 20 procent, wówczas NFZ zapłaci więcej tym placówkom, stosując współczynnik rozliczeniowy 1,2.

Z interpretacji nowego zarządzenia wynika jednak, że najbardziej realne jest skrócenie czasu oczekiwania dla pacjentów „pierwszorazowych”. Natomiast osiągnięcie skrócenia czasu oczekiwania o więcej niż 20 procent w „przypadkach stabilnych” będzie trudne do uzyskania. Przede wszystkim ze względu na to, że duża liczba skierowań w „trybie pilnym” znacznie wydłuża czas oczekiwania pacjentów tzw. „stabilnych”. Co więcej, skróceniu czasu oczekiwania pacjentów „stabilnych” nie sprzyja także wprowadzone ostatnio rozszerzenie zakresu uprawnień do korzystania ze świadczeń opieki zdrowotnej poza kolejnością.

Należy jednak pamiętać, że pacjent pierwszorazowy objęty opieką medyczną wymaga często kontynuacji leczenia. W związku z tym zwiększenie przyjęć pociągnie za sobą potrzebę zwiększenia funduszy na leczenie tych dodatkowych pacjentów. Nie ma jednak pewności, że zastosowanie do rozliczenia świadczeń zdrowotnych współczynnika 1,2 pokryje zwiększone koszty leczenia poszczególnych świadczeniodawców. To może doprowadzić do powstania tzw. „nadwykonań”. Pozostaje więc pytanie do Narodowego Funduszu Zdrowia: Kto za to zapłaci?

Droga do skrócenia kolejek, a tym samym zapewnienia szybszego dostępu pacjenta do świadczeń, jest priorytetem nas wszystkich. Plan ten nie może być jednak realizowany bez szerszego spojrzenia na skutki wprowadzanych regulacji.

 

 

Przeczytaj teraz

Ustawa o dodatkowych ubezpieczeniach uporządkuje rynek

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 24.10.2018

Dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne mogą działać bez ustawy, ale ustawa pozwoliłaby na uporządkowanie tego sektora, sprawiłaby, że składki mogłyby być dostępne dla każdego – mówiła Anna Rulkiewicz, prezes zarządu Pracodawców Medycyny Prywatnej podczas panelu otwierającego tegoroczne Forum Rynku Zdrowia.

Z danych wynika, że 40 procent Polaków wydaje własne pieniądze na świadczenia zdrowotne, z czego dużą część stanowią wydatki na suplementy diety, ale także na hospitalizację.

– Prywatne środki przeznaczane na zdrowie wydawane są często nietrafnie. Regulacja w postaci ustawy o dodatkowych ubezpieczeniach pozwoliłaby na ich lepsze wykorzystanie – mówiła Anna Rulkiewicz. – Sprawiłaby także, że składka byłaby niższa, obecnie nie każdy może skorzystać z oferty dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych– dodała.

Tendencje w krajach europejskich dotyczą zmniejszania świadczeń szpitalnych na rzecz ambulatoryjnych. Na przykład w Danii zmniejszono liczbę łóżek szpitalnych z 42 tysięcy do 13 tysięcy, a długość pobytu szpitalnego skróciła się do 2,7 dnia. Tymczasem w Polsce w latach 2004-2015 zarówno liczba łóżek jak i szpitali wzrosła, pomimo że mówi się o tym, iż system ochrony zdrowia powinien być nastawiony na profilaktykę, a nie wyłącznie na medycynę naprawczą. Przy takim podejściu dużą rolę mogłaby odgrywać medycyna pracy, o której wspomniała prezes Rulkiewicz.

– W tej chwili pieniądze wydawane na ten cel są marnowane, podobnie jak wiedza lekarzy, która mogłaby być przydatna w szerszym programie profilaktycznym, którego częścią mogłaby być medycyna pracy – wyjaśniała Anna Rulkiewicz.

– Medycyna pracy powinna być nastawiona na profilaktykę, rozszerzenie kompetencji o bardziej proaktywne działania, wsparcie pracowników w dbaniu o własne zdrowie, wyjściu poza obecne orzecznicze granice. To wszystko powinno być naturalnym krokiem rozwoju –mówiła Anna Rulkiewicz.

Jest to bardzo ważne także z powodu wysokich kosztów absencji, które kosztują ZUS kilkanaście miliardów złotych rocznie.

Uczestniczący w panelu minister zdrowia Łukasz Szumowski mówił między innymi o potrzebie zastanowienia się nad formą finansowania systemu ochrony zdrowia, o nowych technologiach w medycynie, które powinny rozwijać się w sposób kontrolowany (na przykład w formie pilotażu) oraz o barierach, jakie w jej rozwoju stanowią przepisy „koszykowe”.

– System opieki zdrowotnej w Polsce musi być przewidywalny. Oczekują tego przede wszystkim pacjenci, ale też świadczeniodawcy. Sektorowi prywatnemu trudno jest podejmować decyzje o nowych inwestycjach, gdy wciąż nie wiemy jaka będzie jego rola – przekonywała prezes Pracodawców Medycyny Prywatnej, natomiast Robert Rusak, prezes zarządu Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych Polmed stwierdził, że potrzebna jest bieżąca współpraca branży z administracją publiczną.

– Dzięki temu możemy pokazać praktyczny wymiar obowiązujących i planowanych regulacji – mówił.

Tematyka panelu zatytułowanego „Od Forum do Forum” dotyczyła bilansu najważniejszych zmian i decyzji w polskim systemie ochrony zdrowia od ubiegłorocznej edycji Forum, głównych celów polityki zdrowotnej państwa z perspektywy decydentów i strony społecznej, problemów kadrowych, płacowych oraz problemów z kolejkami do lekarzy. Przedstawiono także wnioski z pierwszych konferencji w ramach debaty „Wspólnie dla zdrowia”.

W panelu wzięli także  udział: Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, zastępca przewodniczącego rady Narodowego Funduszu Zdrowia, Lidia Gądek z sejmowej Komisji Zdrowia, poseł na Sejm RP, Krzysztof Groyecki, prezes zarządu Asseco Poland SA, Rafał Holanowski, prezes zarządu Supra Brokers SA, Andrzej Jacyna, prezes NFZ, Krzysztof Kopeć, prezes zarządu Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, Stanisław Maćkowiak, prezes zarządu Federacji Pacjentów Polskich, Beata Małecka-Libera, poseł na Sejm RP, zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Zdrowia, Andrzej Sośnierz, poseł na Sejm RP, zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Zdrowia oraz Wojciech Kuta, redaktor naczelny Rynku Zdrowia.

Forum Rynku Zdrowia odbyło się 23 i 24 października 2018 roku w Warszawie. Grupa Lux Med była partnerem wydarzenia.

 

 

 

Przeczytaj teraz

100 tysięcy osób korzysta już z aplikacji mobilnej Enel-Med

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 17.10.2018

Adam Rozwadowski, założyciel Enel-Med

Enel-Med jako jeden z nielicznych podmiotów podłączył swój system informatyczny do programu e-recepty, umożliwiając tym samym skorzystanie ze wszystkich udogodnień, jakie daje telemedycyna. Z aplikacji mobilnej Enel-Med korzysta już ponad 100 tysięcy pacjentów.

Aplikacja umożliwia skorzystanie z e-wizyty, zarówno w ramach abonamentu firmowego lub indywidualnego, jak i w sytuacji, gdy pacjent płaci za każdą wizytę. Wówczas odpłatności można dokonać przelewem.

Zgodnie z aktualnymi przepisami podczas e-wizyty, bez badania przedmiotowego, lekarz może postawić diagnozę, wystawić e-skierowania na badania, a nawet wystawić e-zwolnienie lekarskie.

Taka e-wizyta, prowadzona przez videochat lub telefon daje więc możliwość uzyskania elektronicznego skierowania na szereg badań laboratoryjnych i diagnostycznych, które następnie można wykonać w prawie 40 oddziałów Enel-Med w Polsce, które zlokalizowane są w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Katowicach, Gdańsku, Gdyni, Poznaniu, Sochaczewie, Tarnowie Podgórnym i Wrocławiu.

Wyniki badań dostępne są również w aplikacji, można je skonsultować także za pomocą e-wizyty. Jeśli badanie było wykonane w innej placówce, można je wysłać je do lekarza dołączając jako załącznik do umówionej e-wizyty.

Lekarz może także w razie potrzeby wystawić zwolnienie lekarskie, które opatrzone przez lekarza podpisem z wykorzystaniem kwalifikowanego certyfikatu z ZUS lub profilu zaufanego ePUAP przesyłane jest drogą elektroniczną do pracodawcy oraz do ZUS.

Informacja o wystawieniu zwolnienia jest przekazywana także pacjentowi, który uzyskał zwolnienie poprze profil ubezpieczonego, jaki każdy może założyć na stronie pacjent.gov.pl.

Technologię tę można było przetestować podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju, gdzie Enel-Med ustawił e-gabinet. Powstał on przy współpracy z Fundacją Zdrowia Publicznego Pro Bono. Cieszyło się ono dużym zainteresowaniem.

Czytaj także: Enel-Med pionierem e-zdrowia>>>

 

 

 

 

 

 

 

Przeczytaj teraz

Wydatki na zdrowie to inwestycje, nie koszty

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 14.10.2018

Organizatorzy kampanii „Choroba? Pracuję z nią”, organizacje pacjentów i Pracodawcy RP wystosowali list otwarty do premiera, ministra zdrowia i prezesa NFZ z apelem o podejście do wydatków na zdrowie nie w kategorii kosztów, ale długofalowych inwestycji.

Inwestycje takie przyniosą wymierne korzyści całemu społeczeństwu – podkreślili autorzy listu i zadeklarowali chęć podjęcia dialogu, aby wspólnie wypracować rozwiązania, które sprzyjać będą efektywnemu i propacjenckiemu podejściu do leczenia, zgodnemu z ratio legis ustawy refundacyjnej.

Autorzy listu wyrazili zadowolenie z  deklaracji premiera o podwyższeniu wydatków na zdrowie do 6 procent PKB, a także poparcie dla działań rządu dotyczących dążenia do modelu polityki zdrowotnej, w której ważna jest jakość i efekty leczenia oraz innowacyjność i nowoczesne technologie.

„Kiedy Ministerstwo Zdrowia objęło refundacją terapie o podskórnej formie podania, cieszyliśmy się. O to zabiegaliśmy, a dostęp do terapii podskórnych dla chorujących na raka piersi, chłoniaki nieziarnicze i reumatoidalne zapalenie stawów uczyniliśmy jednym z najistotniejszych postulatów, kiedy 3 lata temu startowaliśmy z kampanią „Choroba? Pracuję z nią!”. Postawiliśmy sobie za cel, aby przekonać samych chorych, wspierających ich lekarzy, ale także opinię publiczną, a przede wszystkim pracodawców, że osoby chorujące przewlekle, często młode i aktywne zawodowo, nie muszą rezygnować z pracy, mimo konieczności kontynuowania leczenia. Znaleźliśmy w Ministerstwie Zdrowia wsparcie i zrozumienie dla naszego stanowiska, że pacjent, który pracuje może normalnie funkcjonować w społeczeństwie z korzyścią dla wszystkich, a koszty leczenia obejmują, nie tylko koszty samego leku, ale także jego podania, jak również pozostałe koszty pośrednie, które stają się obciążeniem dla sektora ubezpieczeń społecznych. Dlatego nadal mieliśmy powody do satysfakcji i poczucia, że zmierzamy wspólnie we właściwym kierunku” – czytamy w liście.

Autorzy stanowiska wyrazili zaniepokojenie, kiedy, podczas gdy Ministerstwo Zdrowia w programie lekowym obowiązującym od lipca 2018 roku przedłużyło decyzję refundacyjną dla jednego z kluczowych leków dla pacjentek z rakiem piersi w formie podskórnej, to jednocześnie prezes NFZ opublikował zarządzenie dotyczące tzw. współczynników korygujących, którymi w praktyce zablokował realny dostęp  do tej terapii.

Czytaj także: Pracodawcy RP: szpitale stracą niezależność>>>

„Postawiliśmy sobie pytanie: czy lekarze będą mogli stosować leki według swojej najlepszej wiedzy oraz preferencji pacjenta. Ile szpitali uzna, że ich sytuacja ekonomiczna jest tak dobra, że nie muszą korzystać z atrakcyjnych premii finansowych, które przyznawane są za zakup leków objętych współczynnikami korygującymi? Rozumiemy, że w ochronie zdrowia potrzeby są ogromne, a środki na nie wciąż ograniczone. Jednak decyzja, aby kontrolować politykę lekową w skali mikro, czyli na poziomie szpitala, środkami czysto administracyjnymi, z pewnością nie przybliża nas do realizacji celów, jakie deklarowane są podczas oficjalnych wystąpień” – alarmują autorzy listy, którzy zwrócili się z apelem do osób oraz instytucji odpowiedzialnych za politykę zdrowotną o podejście do wydatków na zdrowie nie w kategorii kosztów, ale długofalowych inwestycji, które przyniosą wymierne korzyści całemu społeczeństwu. Zadeklarowali także chęć podjęcia dialogu w celu wypracowania najlepszych w tym zakresie rozwiązań.

Więcej informacji o działaniach podejmowanych w ramach kampanii znajduje się na stronie www.pracujeznia.pl

Przeczytaj teraz

Aktywnie uczestniczymy w pracach nad kodeksem dla branży medycznej

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 3.10.2018

Katarzyna Korulczyk, Inspektor Ochrony Danych, Grupa Lux Med

Na ukończeniu są prace nad kodeksem postępowania dla sektora ochrony zdrowia – niezwykle istotnego dokumentu dla całej branży medycznej. W pracach tych z dużym zaangażowaniem uczestniczyli także przedstawicieli Pracodawców Medycyny Prywatnej.

Interesowały nas szczególnie zagadnienia dotyczące weryfikacji tożsamości pacjenta, podstaw prawnych przetwarzania danych przez podmioty lecznicze czy prawa do kopii danych w relacji do prawa pacjenta do dokumentacji medycznej.

To ostatnie nabiera obecnie fundamentalnego znaczenia, w kontekście wytycznych wydanych  przez Rzecznika Praw Pacjenta oraz Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (PUODO). Zdaniem PUODO, uprawnienie pacjenta do dokumentacji medycznej nie jest tym samym prawem, co prawo do kopii danych w rozumieniu art. 15 RODO i nie mogą być one utożsamiane.

Treść kodeksu poruszająca tematykę dostępu do kopii danych oraz dokumentacji medycznej jest spójna ze stanowiskiem PUODO. Odmienne zdanie posiada Rzecznik Praw Pacjenta który uważa, że art. 15 RODO przyznaje pacjentowi prawo do bezpłatnej kopii dokumentacji medycznej. Rozbieżność stanowisk tych dwóch organów powoduje, że podmioty lecznicze zmagają się dziś z dużą ilością wpływających wniosków o nieodpłatne udostępnienie dokumentacji medycznej oraz skarg na odmowę takiego udostępnienia.

Działalność grupy roboczej to nie tylko prace nad kodeksem. Grupa zaangażowana jest w szereg innych aktywności, w tym mających na celu poprawę legislacji krajowej oraz podnoszenie świadomości podmiotów leczniczych oraz pacjentów co do stosowania RODO. Przedstawiciele zespołu ds. kodeksu są także członkami powołanej przez ministra cyfryzacji grupy roboczej ds. ochrony danych osobowych – Zespołu ds. ochrony zdrowia, której efektem pierwszych prac jest „Przewodnik po RODO w służbie zdrowia”. Grupa robocza angażuje się również intensywnie w prace legislacyjne, między innymi poprzez składanie uwag do projektów przepisów sektorowych implementujących RODO do polskiego porządku prawnego.

Członkowie grupy aktywnie promują kodeks, między innymi poprzez liczne uczestniczenie w konferencjach oraz wydarzeniach poświęconych tematyce RODO w służbie zdrowia, między innymi 20 września 2018 odbyła się konferencja Med&Pharma Data Secutiry Summit, w trakcie której członkowie grupy wzięli udział w godzinnej debacie panelowej, dzieląc się swoimi doświadczeniami i spostrzeżeniami co do prac nad kodeksem. Podejmowana jest inicjatywa przeprowadzenia kampanii informacyjnej dla pacjentów na temat przysługujących im na mocy RODO praw.

Najbliższe spotkanie komitetu sterującego grupy zaplanowane jest na 12 października 2018, po tej dacie planowane jest oficjalne złożenie kodeksu na ręce Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych, w celu uzyskania akceptacji.

Oprócz Pracodawców Medycyny Prywatnej w pracach nad Kodeksem uczestniczyli:  Polska Federacja Szpitali, Federacja Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia Porozumienie Zielonogórskie, jak również strona publiczna, w tym między innymi CSIOZ, Naczelna Izba Lekarska, Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych,  a także Fundacja My Pacjenci oraz Kancelaria Domański Zakrzewski Palinka.

Aktualna treść kodeksu dostępna jest pod adresem: www.rodowzdrowiu.pl.

 

Przeczytaj teraz

Pracodawcy RP: szpitale stracą niezależność

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 22.09.2018

Według Pracodawców RP groźbę straty  niezależności przez szpitale niesie projekt zarządzenia prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, które określa warunki zawierania i realizacji umów dotyczących programów lekowych. Zakończyły się właśnie konsultacje społeczne dotyczące tego projektu.

Wnioski są niepokojące, ponieważ projekt ten to kolejny krok na drodze osłabiania roli szpitali w procesie leczenia. Obecnie o tym, czym leczeni są pacjenci (jakie wyroby medyczne i leki są używane w terapii) decydował szpital korzystając z katalogu produktów refundowanych przez Ministra Zdrowia – czyli szpitalny dział zamówień publicznych współpracujący z lekarzami. Natomiast przygotowane przez NFZ zarządzenie (wprowadza ono zapisy ustawy z 20 lipca 2017 roku o systemie informacji w ochronie zdrowia) to zmieni. Według projektu Fundusz zyska możliwość wpływania na proces zakupu wyrobów medycznych i leków – alarmują Pracodawcy RP.

W opinii Pracodawców RP taka zmiana zmusza do zadania pytania czy szpital w Polsce jeszcze leczy i zajmuje się pacjentem, czy też jest jedynie wykonawcą poleceń Narodowego Funduszu Zdrowia. Uprawnienie, jakie zyska NFZ, przy arbitralnych decyzjach może istotnie wpłynąć na proces zakupów wyrobów medycznych i leków dla szpitali, a tym samym uniemożliwić optymalne i efektywne leczenie. Jeśli Narodowy Fundusz Zdrowia narzuci lekarzom konkretne opcje terapeutyczne lub konkretne wyroby medyczne, to czy weźmie także odpowiedzialność za wynik leczenia chorego? – czytamy w komentarzu.

W projekcie zarządzenia rozszerzono stosowanie wskaźników korygujących o nowe jednostki chorobowe. Wskaźnik korygujący to dodatkowe i zupełnie uznaniowe podwyższenie finansowania diagnostyki przed podaniem leku oraz wzrost finansowania samego podania leku – dla wybranych arbitralnie przez NFZ leków. Fundusz planuje na to przeznaczyć nie mniej niż 10 mln zł (tak wynika z Oceny Skutków Regulacji do projektu z lipca 2018, bo w projekcie z 5 września 2018 żadne wyliczenia się nie pojawiły). Oznacza to, że szpitale zachęcone premią będą kupowały produkty wskazane przez NFZ, a potrzeby terapeutyczne pacjenta zejdą na drugi plan.

W opinii Pracodawców RP wskaźniki korygujące, które coraz częściej i śmielej stosuje Narodowy Fundusz Zdrowia, są niezgodne z prawem, gdyż ich zastosowanie nie jest zgodne z delegacją ustawową upoważniającą Fundusz do ich zastosowania.

Pracodawcy RP zawnioskowali o odrzucenie wszystkich zmian zawartych w nowelizacji zarządzenia oprócz tych, które dotyczą uregulowania wypłaty wyższych wynagrodzeń dla pracowników medycznych oraz uelastycznienia wymogów kadrowych w programach lekowych.

Czytaj także: Pracodawcy RP: zarządzenie w sprawie programów lekowych łamie prawo>>>

Przeczytaj teraz

Publiczny sektor ochrony zdrowia może korzystać z doświadczeń prywatnych placówek

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 19.09.2018

Iwona Pokwicka, Wiceprezes Zarządu Medicover Polska

Prywatne firmy z sektora ochrony zdrowia są pionierami we wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań w opiece nad pacjentem. Mobilne utrasonografy, wideokonsultacje czy elektroniczna dokumentacja medyczna ułatwiają i przyspieszają postawienie diagnozy, a następnie leczenie. Z doświadczeń prywatnych jednostek mogą czerpać publiczne placówki.

Rozwiązaniem, które miałoby szansę na wdrożenie w publicznej służbie zdrowia, jest elektroniczna dokumentacja medyczna. To podstawa systemowego wdrożenia koordynowanej opieki medycznej. Po pierwsze, dzięki e-dokumentacji lekarz ma pełną wiedzę na temat pacjenta, posiada dostęp do jego wyników badań, czy opinii specjalistów. Ponadto systemem IT ułatwia i przyspiesza proces kontroli jakości dokumentacji medycznej. Z punktu widzenia Ministerstwa Zdrowia czy NFZ byłaby to duża korzyść, ponieważ możliwe byłoby automatyczne wygenerowania z systemu raportu, dotyczącego prawidłowości dokumentacji medycznej, prowadzonej przez lekarza.

Dane wprowadzane do e-dokumentacji stanowią tzw. big database, czyli bardzo wartościową bazę wiedzy o pacjentach. Zyskujemy w ten sposób dostęp do informacji między innymi o tym, z jakimi rozpoznaniami zgłaszają się pacjenci, jak długo są diagnozowani i leczeni w poszczególnych rozpoznaniach, czy są leczeni efektywnie oraz jakie są standardy działania lekarzy.

W Medicover Polska mamy w tym obszarze 13 lat doświadczenia i możemy się podzielić wynikami swojej pracy. Od czerwca 2018 roku zintegrowaliśmy nasze systemy z ZUS w zakresie e-zwolnienia, pracujemy z Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia nad projektem e-recepta, a w przyszłości liczymy, że także nad e-skierowaniem. Wydaje się, że elektroniczna dokumentacja medyczna jest podstawą do tego, aby później korzystać z innych rozwiązań, takich jak telemedycyna (w tym czaty z lekarzami, porady telefoniczne czy wideokonsultacje).

Czytaj także: Polska służba zdrowia potrzebuje współpracy z prywatnym sektorem>>>

Wśród technologii opartych na e-dokumentacji coraz bardziej dynamicznie rozwija się sztuczna inteligencja (AI), która już dziś z powodzeniem wspiera procesy decyzyjne lekarzy. Dobrym przykładem jest narzędzie symptom checker. Dzięki niemu nie tylko zyskujemy wiedzę na temat problemu, z jakim pacjent zgłosi się na wizytę, ale przede wszystkim możemy pacjenta przekierować do właściwej formy opieki – do lekarza konkretnej specjalizacji, czy na potrzebne badania.

Kolejną, nie mniej istotną rolą nowych technologii jest szybka diagnoza. Przykładem może być użycie mobilnego USG, dzięki któremu w czasie jednej wizyty domowej przeszkolony lekarz dowolnej specjalności może sprawdzić stan zdrowia pacjenta bez konieczności odsyłania go do oddzielnej pracowni ultrasonograficznej i czekania na wynik. Do tego dochodzą urządzenia do monitorowania pacjenta w domu, jak domowe KTG dla kobiet w ciąży czy domowe EKG lub holter.

Digitalizacja opieki zdrowotnej niesie za sobą korzyści również na płaszczyźnie zarządzania kosztami leczenia. Inwestycja w rozwiązania elektroniczne skutkuje zdrowszym społeczeństwem i minimalizacją zwolnień lekarskich wśród osób w wieku produkcyjnym. Czas pracy lekarza wykorzystywany jest w bardziej efektywny sposób. To również oszczędności związane z czasem pracy – proces kontroli dokumentacji jest zautomatyzowany, możliwość umawiania przez pacjentów wizyt online minimalizuje zaangażowanie pracowników infolinii.

Prywatny sektor ochrony zdrowia od kilkunastu lat wdraża rozwiązania telemedyczne w opiece nad pacjentem. Dzięki temu monitorujemy także jakość medyczną.

Mamy nadzieję, że doświadczenie sektora prywatnego w obszarze nowych technologii będzie wykorzystane w szeroko rozumianym sektorze ochrony zdrowia i przyczyni się do stałego polepszania jego jakości.

 

Przeczytaj teraz

Polska służba zdrowia potrzebuje współpracy z prywatnym sektorem

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 15.09.2018

Więcej niż połowa Polaków korzysta zarówno z prywatnej, jak i publicznej opieki zdrowotnej, a tylko co trzeci wyłącznie z usług świadczonych w ramach publicznego finansowania – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń. Współpraca publicznego sektora ochrony zdrowia z prywatnym może skrócić kolejki do specjalistów.

Sektor prywatny szybciej wprowadza nowinki technologiczne i innowacje, stawia też na spersonalizowaną opiekę medyczną.

– Sektor prywatny dużo łatwiej i dużo szybciej wprowadza różnego rodzaju innowacje: sprzętowe, proceduralne czy telemedyczne. Ta łatwość wprowadzania innowacji jest często związana z poszukiwaniem efektywności kosztowej. Prywatni inwestorzy są zainteresowani tym, żeby wprowadzać i wykorzystywać nowe technologie, przenosić je z innych krajów i zaadoptować do polskich warunków – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Wachnicki, wiceprezes Związku Pracodawców Medycyny Prywatnej.

Z raportu firmy PwC „Pacjent w świecie cyfrowym” wynika, że służba zdrowia nowej generacji będzie wykorzystywała coraz więcej nowinek technologicznych – urządzeń mobilnych, telediagnostyki czy sztucznej inteligencji. Raport Deloitte „2018 Global Health Care Outlook. The Evolution of Smart Health Care” wśród 12 innowacyjnych rozwiązań, które będą mieć największy wpływ na opiekę zdrowotną, wskazuje właśnie telemedycynę, robotyzację i sztuczną inteligencję. Z kolei priorytetem dla pacjentów jest spersonalizowana opieka medyczna. W takich innowacjach przoduje prywatny sektor.

Eksperci podkreślają, że polska służba zdrowia potrzebuje współpracy obu sektorów – obecny system jest mało wydajny, a na przyznawaniu świadczeń korzystają przede wszystkim placówki publiczne.

– Najważniejszą barierą jest to, że świadczeniodawcy są dzieleni na prywatnych i publicznych. Od tego powinniśmy odejść i skupić na tym, czy świadczeniodawca oferuje dobrej jakości usługi. Pacjenta, który jest chory, nie powinno interesować to, w jakim podmiocie się leczy. Dzisiaj ten podział powoduje to, że pacjenci są zagubieni w systemie, nie wiedzą, czy u świadczeniodawcy prywatnego będą musieli zapłacić za usługę – przekonuje Tomasz Wachnicki.

Brak współpracy z sektorem prywatnym to nie jest jedyna bolączka polskiej służby zdrowia. Niewystarczające są także publiczne środki przeznaczane na ten obszar. Obecnie do systemu trafia 4,5 procenta PKB. Pod tym względem gorzej od nas wypadają jedynie Rumunia, Litwa, Łotwa i Cypr. Do 2024 roku ma to być już 6 procent PKB, nie rozwiąże to jednak wszystkich problemów, zwłaszcza w kontekście starzejącego się społeczeństwa i większych wydatków na leczenie, które się z tym wiążą. Zdaniem ekspertów rozwiązaniem mogłoby być dopuszczenie konkurencji między ubezpieczycielami czy wprowadzenie mechanizmu współpłacenia za usługi medyczne. W krajach, gdzie takie mechanizmy wprowadzono, na przykład w Czechach czy Holandii, kolejki do specjalistów znacznie się zmniejszyły.

– Nawet jeśli zwiększymy wydatki publiczne na opiekę zdrowotną do 6 procent PKB, nie wystarczy to, żeby sprostać wszystkim wyzwaniom. Musimy szukać alternatywnych źródeł finansowania. Jednym z rozwiązań są dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne, które moim zdaniem powinny pełnić w systemie rolę uzupełniającą. Obecnie stanowią zbyt małą część rynku, by mogły w znaczący sposób odciążyć sektor publiczny – tłumaczy Anna Rulkiewicz, prezes Związku Pracodawców Medycyny Prywatnej.

Jak wskazuje badanie „Współfinansowanie służby zdrowia”, przeprowadzone przez Havas Media Group dla PIU, ponad 60 procent osób korzystających z prywatnej opieki wydaje na ten cel ponad 100 zł, a co piąty – ponad 200 zł.

 

Źródło: Newseria

Przeczytaj teraz

Pracodawcy RP: przepisy o podwyżkach dla lekarzy wydłużą kolejki

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 26.08.2018

Przepis oferujący lekarzom publicznych szpitali podwyżkę pensji w zamian za rezygnację z dodatkowej pracy jest tak niejasny, że może przynieść nieodwracalne szkody pacjentom. Grozi bowiem znaczącym wydłużeniem kolejek, w rezultacie jego wprowadzenia lekarze specjaliści będą mogli przyjmować tylko w jednym, publicznym szpitalu i nigdzie indziej – alarmują Pracodawcy RP.

Resort zdrowia realizując wcześniejsze zapowiedzi podwyżek dla lekarzy dodał w nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej warunek, zgodnie z którym lekarze mogą otrzymać podwyżkę i zarabiać do 6750 zł – ale tylko jeśli podpiszą „lojalkę”. Zobowiązać się w niej muszą do tego, że nie będą podejmować pracy w innych jednostkach realizujących kontrakty NFZ i nie będą w nich udzielać takich świadczeń jak w jednostce macierzystej.

Według Pracodawców RP podstawowym problemem jest niejasność tego przepisu. O ile nie ma wątpliwości, że lekarz nie będzie mógł pracować na oddziałach dwóch różnych szpitali, to przepis można jednak tak interpretować, że pozostaje możliwość pracy na oddziale w jednym i w przychodni drugiego. Czy jednak dyrektorzy publicznych szpitali będą ryzykować i wypłacać podwyżki lekarzom w takich mniej klarownych sytuacjach? W razie kontroli i zakwestionowania przez NFZ ich decyzji, będą musieli pokryć podwyżki z budżetów szpitali, a środki otrzymane na podwyżki od NFZ – zwrócić.

Zdaniem Pracodawców RP taka niejasność przepisów i brak jednoznacznej interpretacji już na etapie implementacji prawa jest bardzo groźna. Dyrektorzy szpitali będą „na wszelki wypadek” wymuszać podpisanie „lojalek” lub nie będą wypłacać podwyżek – bo w razie bardzo powszechnej w Polsce zmiany interpretacji przepisów ich szpitale mogą ponieść ogromne obciążenia finansowe.

Pracodawcy RP podkreślają w komentarzu, że Ministerstwo Zdrowia co prawda w przepisach zawarło „wentyl bezpieczeństwa” – w przypadku braków kadrowych szpital będzie mógł wypłacić podwyżkę nawet bez „lojalki”. Czy jednak braki kadrowe stwierdzone przez dyrekcję będą tak samo oceniane przez kontrolerów NFZ? Tej pewności nie ma, więc dyrektorzy szpitali znów w trosce o finanse zarządzanych jednostek nie będą skłonni ryzykować.

Eksperci Pracodawców RP zwracają też uwagę na inny, groźny dla pacjentów scenariusz. Lekarze rezygnując z dodatkowej pracy spowodują tym samym ograniczenie dostępu do poszczególnych świadczeń. Lekarz pracujący na częściowych etatach w kilku szpitalach będzie musiał wybrać teraz jeden, lub zrezygnować z podwyżki. Pacjenci pójdą za swoim lekarzem – i kolejka w tej jednej lecznicy znacząco się wydłuży.

Jaka może być skala tego problemu nie wiadomo, bo Ministerstwo Zdrowia ani w uzasadnieniu, ani w ocenie skutków regulacji nie przedstawiło danych na ten temat. Zagrożenie wydłużeniem kolejek jest jak najbardziej realne – a nie wiadomo, czy nie dotyczy funkcjonowania publicznej służby zdrowia w całym kraju. Tymczasem oczywiste jest, że dłuższe kolejki to zwiększenie zagrożenia dla zdrowia i życia pacjentów. Zdaniem Pracodawców RP resort zdrowia nie powinien wprowadzać przepisów, które potencjalnie mogą zaszkodzić chorym w Polsce.

Pracodawcy RP wskazują na jeszcze jedno zagrożenie. Podpisanie zobowiązania udzielania świadczeń tylko w jednym podmiocie, które jest warunkiem uzyskania podwyżki, może doprowadzić lekarzy do decyzji o porzuceniu pracy w sektorze publicznym i przejściu wyłącznie do sektora komercyjnego. Lekarze mogą mieć dość niepewności sytuacji prawnej, niespełnianych obietnic i wybrać pracę w lepszych warunkach.

Dlatego Pracodawcy RP wystąpili do Ministra Zdrowia o usunięcie wątpliwości interpretacyjnych, podkreślając, że zmiana ustawy zawiera zbyt wiele nieścisłości i nieprecyzyjnych określeń. Zwrócili uwagę, że wprowadzenie podwyżek dla lekarzy specjalistów pod warunkiem udzielania świadczeń tylko w jednym podmiocie może doprowadzić do fali wypowiadania umów o pracę oraz że oświadczenie o zakazie konkurencji nie daje lekarzowi możliwości leczenia pacjentów w podmiotach prywatnych, które mają podpisany kontrakt z NFZ.

„Podkreśliliśmy nasze oczekiwania, że mając na uwadze kryzys kadrowy Ministerstwo Zdrowia podejmie działania zwiększające dostęp do świadczeń finansowanych ze środków publicznych, zwiększy dostęp pacjentów do personelu medycznego – tymczasem zmiany zmierzają do komercjalizacji świadczeń zdrowotnych.  Mamy nadzieję, że Ministerstwo Zdrowia – mając na względzie dobro i bezpieczeństwo pacjentów – jak najszybciej usunie wszystkie zagrożenia, jakie wniosła nowelizacja ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej” – podsumowują Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej.

 

Przeczytaj teraz

Bez kontraktu z NFZ nie utrzymaliśmy szpitala

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 18.08.2018

Radosław Skiba, dyrektor Szpitala Pro-Familia w Rzeszowie

Naszym celem było stworzenie w Łodzi ośrodka położniczego podobnego do tego, który działa w Rzeszowie oraz zapewnia opiekę pacjentkom z całego regionu. Jednak z powodu braku kontraktu z NFZ zmuszeni byliśmy zamknąć szpital. Obecnie prowadzimy rozmowy dotyczące jego sprzedaży lub wynajęcia.

Szpital Pro-Familia w Łodzi powstał pod koniec 2015 roku, w obiekcie specjalnie zaprojektowanym i wybudowanym pod kątem wymogów placówki medycznej. Od początku działalności nie posiadał kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia, ale wszyscy liczyli, że ten kontrakt będzie, a szczególnie pacjentki województwa łódzkiego. Bazowanie tylko na usługach komercyjnych nie pozwoliłoby na utrzymanie szpitala.

W ciągu pierwszych dwóch lat działalności przyjęliśmy tutaj 2500 porodów, miesięcznie odbywało się ich nawet 170. Szpital cieszył się powodzeniem pacjentek, które doceniały stworzone tutaj warunki a doskonały zespół  zapewniał opiekę medyczną na najwyższym poziomie. Został nagrodzony Srebrnym Znakiem Jakości w prestiżowym plebiscycie Nasze Dobre Łódzkie i został dumą całego regionu.

Stworzyliśmy ten szpital na wzór naszej placówki w Rzeszowie, która działa od ośmiu lat
i stała się jednym z największych szpitali położniczo – neonatologicznych w Polsce. Rzeszowska Pro-Familia zajęła także w roku 2017 drugie miejsce wśród najlepszych szpitali oraz pierwsze wśród szpitali prywatnych w rankingu Bezpieczny Szpital” organizowanym przez Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia i dziennik „Rzeczpospolita”. Tylko w lipcu 2018 roku odbyło się tutaj 447 porodów, w wyniku których na świat przyszło prawie 500 dzieci. Dzięki warunkom, jakie stworzyliśmy (są tutaj między innymi jednoosobowe sale porodowe), przyjeżdżają do  nas kobiety z całego województwa, a nawet z województw okolicznych, między innymi z Krakowa. Szpital nie zagraża innym placówkom i nie odbiera im pacjentek, czego być może obawiano się w Łodzi.

Dzięki rzeszowskiemu szpitalowi spadła śmiertelność okołoporodowa w województwie podkarpackim, a pacjentki mogą rodzić w doskonałych warunkach. Nasze oddziały: neonatologiczny z intensywną opieką medyczną i ginekologiczno-położniczy posiadają III poziom referencyjny, oznaczający najwyższe kompetencję do opieki nad najtrudniejszymi przypadkami.

Podobnie mogło być w Łodzi, w regionie, w którym śmiertelność okołoporodowa jest najwyższa w kraju, a większość szpitali działających w województwie łódzkim nie zapewnia tak fachowej opieki kobietom.

Jednak NFZ miał inne zdanie na ten temat i nie przyznał nam kontraktu. Wykonaliśmy
w łódzkim szpitalu świadczenia w trybie nagłym, do jakich należą niewątpliwie porody, za około 12 mln zł, otrzymaliśmy z Funduszu zaledwie 40 tys. zł. Mimo, że NFZ jest jedynie pośrednikiem między pacjentem a szpitalem uznał, że pacjentki z województwa łódzkiego nie zasługują na taki komfort i jakość. Ale to tylko urzędnicy, którzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoje decyzje i nigdy nie zostaną rozliczeni przez pacjentów. Bo pacjent nie ma takiego prawa. Warto tu zaznaczyć, że Fundusz nie poniósłby dodatkowych środków a Państwo nie musiałoby finansować remontów starych szpitali lub budowy szpitala nowoczesnego z pieniędzy podatników. Mając takie argumenty zmuszeni jednak jesteśmy sprzedać lub wynająć szpital. Rozmowy na ten temat prowadzimy na przykład z przedstawicielami dużych sieci medycznych.

Czytaj także: Łódź: Szpital Pro-Familia wstrzymał przyjęcia rodzących i ciężarnych>>>

Przeczytaj teraz

Pracodawcy RP: Polityka Lekowa Państwa uwzględnia nasze postulaty

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 14.08.2018

Z optymizmem przyjęliśmy ogłoszony przez ministra zdrowia dokument „Polityka Lekowa Państwa 2018-2020”. Uwzględnia on wiele naszych postulatów, które przy zachowaniu odpowiednich warunków legislacji mogą przełożyć się na zwiększenie dostępu do nowoczesnych leków – komentują Pracodawcy RP.

Sprecyzowany plan polityki lekowej porusza najważniejsze kwestie dotyczące między innymi  dostępności refundacji czy monitorowania badań klinicznych.

Jednym ze szczególnie ważnych aspektów w nowej wizji polityki lekowej jest zwiększenie budżetu na refundację na określonym poziomie 16,5-17 procent całkowitych środków na świadczenia opieki zdrowotnej.

Jak wynika z uzasadnienia do ustawy o refundacji leków, celem określenia wskaźnika całkowitego budżetu na refundację w relacji do kosztów świadczeń opieki zdrowotnej ogółem ma być gwarancja, że dostępność do produktów refundowanych będzie sukcesywnie zwiększana wraz ze wzrostem budżetu na całość systemu ochrony zdrowia.

Oceniając finansowe skutki działania obecnych zapisów ustawy o refundacji, Pracodawcy RP zwracają uwagę, że sformułowane w niej mechanizmy wymagają zmian, które zostały właśnie dostrzeżone w przedstawionym dokumencie. Należą do nich właśnie wskazanie określonego poziomu wydatków na refundację, jak również powrót środków wpłacanych przez firmy w ramach instrumentów dzielenia ryzyka, dzięki czemu może wzrosnąć budżet refundacyjny. Do dyskusji pozostaje natomiast zasada rozliczeń paybacku, czyli przekroczenia budżetu na refundację – czytamy w komentarzu.

Według Pracodawców RP pewnie zagrożenia może nieść planowany w Polityce Lekowej model negocjacji z naciskiem na efektywne obniżenie cen leków w programach lekowych i chemioterapii. Jego negatywnym skutkiem może okazać się legalny i nielegalny wywóz leków za granicę. Zagraża to dostępności leków dla polskich pacjentów. W naszej ocenie dalsze forsowanie obniżki cen leków jest niebezpieczne. Należy zauważyć, że nasilenie odwróconego łańcucha dystrybucji odczuwają głównie pacjenci, którzy borykają się z brakami leków w aptekach – uważają Pracodawcy RP.

Głównym celem przedstawionej przez Ministerstwo Polityki Lekowej Państwa ma być poprawa efektywności wykorzystania środków publicznych, tak by osiągnąć jak najlepszy efekt zdrowotny. Jako Pracodawcy RP widzimy możliwość stworzenia w systemie Polityki Lekowej przestrzeni dla pacjenta – tak, by dzięki monitorowaniu skuteczności terapii poprawiać jej efektywność. Rola pacjenta w systemie ma być zwiększona, by to właśnie pacjent mógł być kreatorem rozwiązań systemowych.  Jesteśmy zwolennikami zwiększenia przejrzystości podejmowanych decyzji refundacyjnych. Mamy nadzieję na wzrost zaufania w dialogu pomiędzy uczestnikami systemu. Ogromne znaczenie ma tu stabilne prawo i praktyki organów nadzorczych, gdyż zmienne interpretacje prowadzą do niepewności i wzrostu kosztów działalności – czytamy w komentarzu.

W dokumencie przedstawionym przez Ministerstwo,  dostrzeżony został również problem dostępu do leków przed rejestracją  dla pacjentów w bardzo trudnej sytuacji zdrowotnej. Kolejny element projektu to dostęp do innowacyjnych leków warunkujących życie i zdrowie.

Podsumowując, wytyczony przez Ministerstwo kierunek Polityki Lekowej jest właściwy. Szczegółowy obraz uzyskamy po konsultacjach społecznych, które trwają. Mamy jednak nadzieję na wspólne wypracowane rozwiązań systemowych, które realnie odczują pacjenci – podsumowują Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej.

 

Przeczytaj teraz

Po zmianie prezesa w Enel-Med rewolucji nie będzie

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 11.08.2018

Jacek Rozwadowski, prezes zarządu Centrum Medycznego Enel-Med

Enel-Med opiera się na kilku filarach i wszystkie planujemy konsekwentnie rozwijać w ramach strategii długoterminowej, rewolucji więc nie będzie – mówi Jacek Rozwadowski, który od 29 czerwca 2018 roku pełni funkcję prezesa zarządu Centrum Medycznego Enel-Med. Objął ją rezygnacji z tego stanowiska swojego ojca, Adama Rozwadowskiego.

Największym filarem naszej firmy jest sprzedaż abonamentów medycznych, gdzie notujemy bardzo dużą dynamikę sprzedaży, wynoszącą 19 procent rok do roku. W tym obszarze skupimy się na zwiększeniu marży, aby móc cały czas świadczyć usługi na najwyższym poziomie.

W stomatologii, tak jak i w obszarze przychodni wieloprofilowych, planujemy systematyczne powiększanie sieci. Zależy nam utrzymaniu wysokiej konkurencyjności usług. Cały czas będziemy rozwijać sieć rezonansów magnetycznych, zarówno w Warszawie, jak i w miastach, gdzie mamy już swoje przychodnie wieloprofilowe.

W zakresie funkcjonowania naszych szpitali, konsekwentnie będziemy rozwijać ortopedię, chirurgię kręgosłupa oraz okulistykę. Mamy też plany rozwojowe dotyczące naszych marek medycyny estetycznej Estell – chcemy rozwinąć usługi stomatologii estetycznej i chirurgii plastycznej; oraz medycyny sportowej enel-sport – myślimy o otwarciu kolejnych placówek.

Grupa Enel-Med nie wyklucza rozwoju sieci domów opieki długoterminowej samodzielnie lub w kooperacji z międzynarodową grupą specjalizującą się w tym obszarze. Dziś posiadamy jeden taki dom w warszawskim Ursusie.

Śledząc trendy w rozwoju e-medycyny, na pewno postawimy na rozwój usług telemedycznych, które dziś w naszych przychodniach stanowią około 5 procent konsultacji. Czekamy na wprowadzenie e-recepty, która da e-wizytom kolejny impuls rozwojowy. Będziemy pracowali nad  wszelkimi rozwiązaniami informatycznymi mającymi na celu optymalizację obsługi pacjenta oraz optymalizację wykorzystania naszych zasobów. Dołożymy wszelkich starań aby nasza praca nadal miała pozytywne odzwierciedlenie w oczach pacjentów i aby poziom satysfakcji z naszych usług utrzymał się na dotychczasowym wysokim poziomie – 5,46 pkt. w 6 stopniowej skali – komentuje Jacek Rozwadowski, prezes Enel-Med.

Przeczytaj teraz

W ochronie zdrowia potrzeba porozumienia ponad podziałami

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 6.08.2018

Andrzej Mądrala, wiceprezydent Pracodawców RP

Zawieranie porozumień sektorowych w ochronie zdrowia doprowadzi do dalszej destabilizacji tego systemu, pogłębienia kryzysu w relacjach między pracownikami oraz do pogorszenia sytuacji finansowej szpitali. Potrzebne jest porozumienie obejmujące cały sektor ochrony zdrowia.

Zdaniem Pracodawców RP odpowiednią płaszczyzną może być ustawa o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne zatrudnionych w podmiotach leczniczych. Warunkiem realizacji tego postulatu jest dodatkowe finansowanie budżetowe.

Porozumienie źródłem konfliktu

Przedstawiciele Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych oraz Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych podpisali porozumienie z Ministrem Zdrowia i Prezesem Narodowego Funduszu Zdrowia. Z dokumentu wynika, że zamiast kwoty 1600 zł brutto (wypłacanej jako dodatek do pensji), pracownicy otrzymają 1100 zł do podstawy wynagrodzenia. Skutkiem tej decyzji będzie dodatkowe pogłębienie różnicy w płacach na poszczególnych stanowiskach w szpitalu.

Niezrozumiałym ruchem Ministerstwa Zdrowia było podpisanie umowy z jedną grupą zawodową – mimo, że w tym samym czasie pracowano nad nowelizacją ustawy o najniższych wynagrodzeniach pracowników podmiotów leczniczych. W tym dokumencie była szansa uregulowania zapisów dotyczących wynagrodzeń dla wszystkich zawodów pracujących w ochronie zdrowia, zachowując przy tym odpowiednie relacje między nimi. Dysproporcje doprowadziły do konfliktów wewnętrznych w szpitalach, co negatywnie wpływa na proces leczenia pacjentów.

Czy RDS jest nadal platformą do dialogu?

Rada Dialogu Społecznego i branżowy trójstronny zespół ds. ochrony zdrowia były do 9 lipca 2018 roku platformą dialogu między wszystkimi stronami, które powinny być włączone w zawieranie porozumień. W momencie zawarcia porozumienia, w którego opracowaniu zabrakło pracodawców, efekty dotychczasowego dialogu zostały zaprzepaszczone.

Według wstępnych obliczeń Pracodawców RP, porozumienie będzie kosztowało polskie szpitale około 300 zł dodatkowych kosztów na każdy etat pielęgniarki. Obecnie z deklaracji Ministerstwa Zdrowia wynika, że brakuje pieniędzy na sfinansowanie tych kosztów ze środków budżetowych, a szpitale muszą sobie z nimi poradzić we własnym zakresie. Równocześnie wzrost wynagrodzeń jednej grupy powoduje presję płacową na całym rynku. Można oczekiwać go także w sektorze prywatnym, dla którego stanie się dodatkowym kosztem. W efekcie wzrosną koszty prywatnych świadczeń medycznych. Według danych GUS w sektorze prywatnym pracują aż 24 tysiące pielęgniarek.

Deficyt pracowników ochrony zdrowia   

Pracodawcy RP widzą zagrożenie płynące z narastającego deficytu wszystkich pracowników ochrony zdrowia. Obecnie pielęgniarki są szczególną grupą zawodową, ponieważ średni wiek pracowników tej grupy jest ponadprzeciętnie wysoki. Niezbędne jest podejmowanie działań zwiększających liczbę osób podejmujących edukację na studiach pielęgniarskich oraz zatrzymanie na polskim rynku pracy osób dobrze wykształconych w tym zakresie. Z tego powodu Pracodawcy RP włączają się w opracowanie strategii na rzecz pielęgniarstwa. Będziemy w pełni popierać starania rządu i środowiska pielęgniarek, związane ze zmniejszeniem deficytu pracowników w sektorze ochrony zdrowia. Pod warunkiem, że będą to działania systemowe, ustalane ze wszystkimi interesariuszami i wskazujące źródła finansowania.

 

 

Przeczytaj teraz

Pracodawcy RP: zarządzenie w sprawie programów lekowych łamie prawo

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 31.07.2018

Według Pracodawców RP propozycje zawarte w nowym zarządzeniu prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia w sprawie programów lekowych mogą doprowadzić do tego, że ani lekarz, ani pacjent nie będą mieli wpływu na wybór leku stosowanego w terapii w szpitalu.

Projekt ten może być niezgodny z prawem oraz nieracjonalny pod względem ekonomicznym – twierdzą Pracodawcy RP, którzy ocenili projekt zarządzenia w ramach konsultacji społecznych. Chodzi o projekt w sprawie określania „warunków zawierania i realizacji umów w rodzaju leczenie szpitalne w zakresie programy lekowe”. Ma ono kluczowe znaczenie dla przebiegu leczenia szpitalnego, określa bowiem jakim lekiem i w jaki sposób mają być leczeni pacjenci.

Według opiniujących projekt zawiera szereg wad – nie tylko pod względem prawnym lub kwestii finansowania, ale i groźnych dla zdrowia pacjentów.

Niezgodność z prawem

W projekcie znalazły się zapisy zawierające tzw. współczynniki korygujące. Premiują one zakup konkretnych substancji czynnych lub konkretne formy podania substancji czynnych, które spełnią odpowiednio niski próg kosztowy – poprzez przyznanie szpitalom dodatkowych środków na diagnostykę lub podanie leku.

– To zdecydowane nadużycie ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia ponieważ powoduje zakłócenie konkurencji na rynku leków – a w skrajnym przypadku także w obrębie określonego programu lekowego. Zarządzenie skutkuje tym, że cena zawarta w decyzji administracyjnej staje się nieaktualna – powstaje więc pytanie kto jest kreatorem polityki lekowej w Polsce – czytamy w stanowisku Pracodawców RP.

Prawa pacjenta

Wprowadzone zarządzeniem współczynniki korygujące wpłyną na preferencje zakupowe szpitali, tym samym zarówno pacjent jak i lekarz zostaną postawieni przed faktem dokonanym. W przypadku premiowania formy podania lub określonych substancji czynnych w ramach programu lekowego – lekarze i pacjenci będą zmuszeni do korzystania z produktów „premiowanych” współczynnikiem korygującym, niezależnie od ich stanu zdrowia i indywidualnych potrzeb. Tymczasem lekarz jest zobowiązany do prowadzenia terapii zgodnie z aktualną wiedzą medyczną, a nie z preferencjami cenowymi NFZ – argumentują Pracodawcy RP.

Ponadto Prezes NFZ nie chce ujawniać pacjentom tego, czym będą leczeni. Zarówno w karcie wydania leku jak i karcie zgody pacjenta na udział w programie lekowym pacjent wyraża zgodę na leczenie określoną substancją czynną, a nie nazwą handlową leku. Nie będzie tym samym możliwości efektywnego zgłaszania niepożądanych działań leków.

Dotyczy to także leków biologicznych, często wymagających zwiększonego raportowania działań niepożądanych (z uwzględnieniem numeru serii). Dlatego zapisy tego zarządzenia są niezgodne z treścią i planami zawartymi w polityce lekowej państwa na lata 2018-2022, która planuje zwiększenie liczby zgłaszanych działań niepożądanych – stwierdzają Pracodawcy RP i alarmują, że wprowadzone zmiany mogą też wywołać falę pozwów zbiorowych.

Wystarczy tylko by jeden pacjent uprawdopodobnił, że podmiot leczniczy nie przestrzega prawa do informacji – nie udziela pełnej informacji o leku, a tylko o jego substancji czynnej. Rzecznik Praw Pacjenta zyska wtedy prawo prowadzenia postępowania wobec tego podmiotu twierdząc, że dochodzi tam do zbiorowego naruszenia praw pacjenta. W przypadku takiego postępowania, jeśli podmiot nie odstąpi od tej praktyki, Rzecznik Praw Pacjenta może nałożyć na szpital karę pieniężną w wysokości nawet 50 tysięcy zł.

Finanse publiczne

W opinii Pracodawców RP trudne do uzasadnienia jest premiowanie substancji czynnej w zależności od formy jej podania. Narodowy Fundusz Zdrowia premiuje podawanie leku w droższej formie podania, w trybie pełnej hospitalizacji – zamiast tańszej w trybie ambulatoryjnym. A przecież projekt jest tworzony w sytuacji, gdy Narodowy Fundusz Zdrowia poszukuje oszczędności w związku z roszczeniami płacowymi różnych grup zawodowych – czytamy w stanowisku Pracodawców RP.

Poza tym, jak podkreśla komentarz, za premiowanie droższej formy podania Narodowy Fundusz Zdrowia będzie płacił świadczeniodawcom. De facto będzie więc tracił dwukrotnie – raz gdy będzie płacił za droższe procedury i drugi raz, gdy będzie płacił dodatkowe środki za wykonanie tych droższych procedur. Uważamy, że pozostawienie pełnej konkurencji cenowej w każdej grupie limitowej jest najlepszym rozwiązaniem z punktu widzenia finansów NFZ – stwierdzają Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej.

Przeczytaj teraz

Chcemy angażować się w prace nad nowymi regulacjami

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 8.07.2018

Hubert Bojdo, Prezes Zarządu Grupy Scanmed

Rynek prywatnych usług medycznych jest integralną i bardzo istotną częścią polskiego systemu ochrony zdrowia. Od wielu lat rozwija się on dynamicznie i uważam, że nadal ma duży potencjał wzrostu.

Do najważniejszych czynników, które będą go kształtować w przyszłości zaliczyłbym trendy demograficzne istotnie zwiększające popyt oraz podnoszące całkowite koszty ochrony zdrowia, spodziewane trudności w publicznym finansowaniu zapotrzebowania na świadczenia medyczne, nowe technologie, które wpłyną na metody leczenia oraz istotnie zmienią sposób realizacji usług medycznych, a także stale rosnąca świadomość i oczekiwania pacjentów co do jakości opieki medycznej.

Większość świadczeń, które obecnie realizujemy jest finansowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Zawsze podkreślamy, że bardzo dobrze układająca się współpraca z płatnikiem publicznym ma dla nas duże znaczenie. Jednocześnie, obserwując wspomniane makrotrendy podejmujemy szereg inicjatyw, aby równolegle rozwijać się także w segmencie prywatnej opieki zdrowotnej.

Przystępując do Pracodawców Medycyny Prywatnej liczymy, że organizacja będzie stanowić forum wymiany doświadczeń i platformę wzajemnej współpracy na rzecz rozwoju sektora prywatnego. Chcemy angażować się w prace nad regulacjami sprzyjającymi stosowaniu nowych technologii w medycynie, jak też edukacji kadry medycznej, której niedobory stanowią aktualnie jedno z największych wyzwań sektora. Jako część globalnej grupy medycznej chętnie podzielimy się naszymi doświadczeniami z różnych systemów ochrony zdrowia funkcjonujących w innych krajach.

Przeczytaj teraz

Wykonaliśmy wiele milowych kroków

Autor: Magdalena Okoniewska
Dodano: 27.06.2018

Barbara Kopeć, wiceprezes spółki Diagnostyka

Wykonaliśmy wiele milowych kroków. Te minione dwadzieścia lat to praca zespołowa ludzi, której efektem jest stały wzrost jakości badań, w stosowanych technikach telemedycznych, w diagnostyce laboratoryjnej czy w całkowicie zautomatyzowanych laboratoriach z nowoczesnym systemem informatycznym.

Jednak wiele wyzwań przed nami. Z nadzieją spoglądamy na przyszłą kadrę diagnostów laboratoryjnych. To dla nich chcemy budować nowoczesne laboratoria – warto nadmienić choćby te, które powstają obecnie w Warszawie i Katowicach. Nie zamykamy się także na nowe obszary badań – jak choćby genetykę przyszłości, w której upatrujemy nowe możliwości rozwoju naszej spółki w najbliższych latach- mówi Barbara Kopeć, podsumowując 20 lat działalności Diagnostyki.

Poza standardowymi badaniami, firma stawia na rozwój i popularyzację metod wysoko zaawansowanych. Diagnostyka, jako pierwsza sieć laboratoryjna w kraju, uruchomiła własną pracownię badań biologii molekularnej, a od kilku lat rozwija unikalną ofertę diagnostyki autoimmunologicznej, przyczyniając się do zwiększania dostępu Polaków do osiągnięć nowoczesnej medycyny. Dzięki rygorystycznym kontrolom jakości i otwartości na innowację, bezustannie podwyższa poziom oferowanych usług.

Czytaj także: Diagnostyka obchodzi 25-lecie działalności>>>

Przeczytaj teraz
Page 5 of 10
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10